Podróże, wakacje
Wakacje
Porada miesiąca: Zobacz jak tanio zarezerwować hotel! >>

Tunezja - porady, zwiedzanie i opis wakacji użytkownika alllesandra.

Lipiec 2014

Każda podróż niesie ze sobą nowe emocje, dostarcza nieznanych doznań i niezapomnianych wrażeń, każda pozostawia wspomnienia, które pozwalają przetrwać do następnej wyprawy.

Moja podróż do Tunezji była powitaniem z Afryką, ogarnęło mnie to arabskie szaleństwo, wchłonęła feria barw i kultura. Kiedy teraz siedzę w fotelu i zamykam oczy to przenoszę się w tamte miejsca i ogarnia mnie jakaś nieznana dotąd tęsknota. Tunezja miała w moim życiu swoje przysłowiowe 5 minut, które trochę się przeciąga bo nie pozwala wracać do rzeczywistości. Wrócę tam. To kraj niesamowitych kontrastów. Ma bardzo wiele do zaoferowania i tak jak niegdyś Polska w bloku komunistycznym tak teraz Tunezja jest prekursorem wielu zmian. Tu ludzie są życzliwi i przyjaźni choć drażnić może ich mentalność i upodobanie do wciskania turystom wszystkiego co się da:) Człowiek czasem czuje się zaszczuty kiedy zewsząd atakują nachalni sprzedawcy ale to wynika z biedy, która wciąż niestety jest widoczna. Ulice pachną jaśminem i hibiskusem a skąpane słońcem krajobrazy podcinają nogi...

Mieszkaliśmy w Sousse w Port El Kantaoui - to dzielnica turystyczna z pięknym portem, mini zoo i lunaparkiem. Słynie również z pól golfowych. Do centrum Sousse wybraliśmy się ciufcią, w której wszystko chybotało i dygotało i tak podskakiwało na ulicznych dziurach, że bałam się o hemoroidy:) w Sousse oczywiście zaliczyliśmy medynę bo wynika to niejako z kodeksu każdego turysty, faktycznie robi wrażenie i tam właśnie można się przekonać w jak wysokim stopniu tamtejsi handlowcy posługują się naszym językiem:) zewsząd dało się słyszeć „dobra cena”, „super promocja” „dobra to jest zupa z bobra” a jeden bohater nawet wykonał całą serię „chrząszcz..., stół z powyłamywanymi i mucha rucha karalucha”, wirtuoz normalnie:).

Korzystaliśmy z publicznej plaży, w żadnym wypadku z hotelowej. Publiczna plaża była dziewicza, większa i czystsza no i pełna ciekawych ludzi. To tam właśnie poznałam Akrama, młodego chłopaka, który opowiadał mi jak żyje się w Tunezji. Spędziłam tam zaledwie tydzień, nie starczyło czasu na stolicę, Kartaginę czy urocze miasteczko na wzgórzu, postawiłam na Saharę i nie żałuję. Wczesnym rankiem ruszyliśmy busem spod hotelu w kierunku koloseum w El Jam. To rzymskie cacko z III wieku n.e, które plasuje się w czołówce największych na świecie, wpisane na listę Unesco. Oczywiście obiekt jest jeszcze dobrze zachowany i robi niesamowite wrażenie, podobno z podziemi da się słyszeć jeszcze krzyk gladiatorów...Niestety Tunezyjczycy nie kwapią się do pielęgnowania zabytków więc warto jeszcze odwiedzić to miejsce póki jeszcze stoi :).

Po opuszczeniu tego kawałka historii i zakupienia (nieplanowanego) dwóch cudnie zdobionych chust w cenie jednej, udajemy się do busa i ruszamy na południe. Sawanna. Opuncje, kwitnące agawy i gaje oliwne. Wszędzie roztacza się niesamowity krajobraz. Z czasem staje się on coraz bardziej pustynny. Kolejnym punktem wycieczki jest Matmata, domostwa wyrastające z ziemi, daleko od cywilizacji. Mieliśmy okazję odwiedzić domostwo Berberów, wypić wspaniałą, tunezyjską miętową herbatę i skosztować regionalnej kuchni. Człowiek przekracza próg jednego z domostw i nie wierzy, że jest nadal w 21 wieku. Wypełnia Cię radość z tego co masz...Rdzenna ludność gdzieś tam, w górach Atlas...Pełno tam krętych dróżek, niesamowity upał, mkniemy dalej z najlepszym na świecie kierowcą - mr Habibem :).

Kierujemy się do Douz - przepięknej oazy zwanej „Wrotami pustyni” tam po raz pierwszy dotknęłam Sahary, stanęłam w tych moich podróżnych sandałach i poczułam jak gorąc pali mi podeszwy, jak trudno się oddycha i jak trudno ogarnąć wzrokiem ten wspaniały bezmiar i jak ciężko będzie ten widok zapomnieć... Tam czekały na nas wielbłądy, na grzbiecie których mieliśmy się delektować smakiem pustyni. Po godzinnej karawanie, podczas której spotkaliśmy liska pustyni przypominającego wściekłą „ciułałę” zapakowaliśmy obolałe tyłki do busa i pojechaliśmy w głąb pustyni na nocleg do hotelu.

O 3 nad ranem obudził mnie miły głos obsługi hotelowej i pojechaliśmy nad słone jezioro Chott El Jerid, gdzie dane nam było zobaczyć wschód słońca. Bezcenne. Ruszyliśmy w dalszą drogę wzdłuż pasma Atlasu do Tozeur gdzie czekały na nas jeepy. Jazda była ekstremalna, na wydmach, pod wydmami i prawie nad :). Odwiedziliśmy gwiezdne miasteczko, gdzie kręcono „ Gwiezdne wojny”, potem pojechaliśmy do wielkiego kanionu z którego roztaczał się widok na granicę z Algierią. Potem udaliśmy się do Chebiki, wspaniałej oazy, która przeniosła nas do krainy baśni.

Potem zjedliśmy obiad w Gabes i kierowaliśmy się w drogę powrotną do Kairaouane, tam gdzie początek miał islam. Tam znajduje się największy meczet, który innowiercy mogą podziwiać tylko z boku.

Dla mnie niesamowita wyprawa, która odkryła skrawek tajemniczej pustyni. Do tej chwili czuję na karku palące słońce i piasek pod stopami. Będąc w Tunezji musisz wypić miętową herbatę, która stawia na nogi i orzeźwia jak nic na świecie, zjeść daktyla, kupić płytę z arabską muzyką i ceramiczne cudeńka, wydać dinary targując się, poznawać tych sympatycznych ludzi i musisz tam wrócić. Tak jak ja.

Komentarze:


kawusia6
2016-03-16


Fajna, ciekawa relacja... z domieszką poczucia humoru :) Tunezję "zdobywałam" kilkakrotnie... a teraz niestety raczej nie ten kierunek; póki co. Dzięki za fajny opis :)

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Galeria zdjęć (liczba zdjęć: 56)