Podróże, wakacje
Wakacje
Porada miesiąca: Zobacz jak tanio zarezerwować hotel! >>

Czarnogóra, Cz. 2 - Dobrodošli Montenegro - porady, zwiedzanie i opis wakacji użytkownika piea.

Czerwiec 2019
naprawdę... mozna się zakochać w tym uroczym, malutkim kraju...
W tej części moich czarnogórskich opowieści skupię się bardziej na przyrodzie i naturalnych plenerach tego malutkiego kraju, choć oczywiście nie tylko, bo pokażę Wam jeszcze kilka innych, poza przyrodniczych fajnych miejsc, ale przyrody będzie tu jednak najwięcej…

Jest takie miejsce w Czarnogórze, a w zasadzie na granicy czarnogórsko-albańskiej, które niewątpliwie należy do jednych z czołowych atrakcji przyrodniczych tego kraju - to największy akwen śródlądowy na całym Półwyspie Bałkańskim – a mowa jest oczywiście o Jeziorze Szkoderskim , które przez miejscowych nazywane jest tu swojsko Skadarsko Blato (szkoderskie bagno). Sam zbiornik wodny tego jeziora jest w istocie swoistą doliną zatopioną przez przepływające tutaj rzeki krasowe; lustro jeziora położone jest na wysokości 6 m n.p.m., a jego głębokość sięga do 8 m, a więc dno znajduje się poniżej poziomu morza - to tak zwana kryptodepresja; a samo jezioro jest olbrzymie; ma powierzchnię od 300 do ponad 500 km2, bo ta jest zmienna w zależności zmienności wpływających i wypływających rzek, również od miejsca i pory roku; ta wielkość pewnie nie wszystkim coś mówi, ale bardziej obrazowo będzie jak powiem, że w jest prawie pięciokrotnie większe od naszego jeziora Śniardwy.

Znaczną część tego jeziora obejmuje Park Narodowy Jeziora Szkoderskiego, co mogliście zobaczyć na pierwszych fotkach mojej poprzedniej czarnogórskiej Relacji, bowiem obłędne widoki na zielone porastające część jeziora szuwary i lilie wodne – fenomenalnie widać z lądującego w Podgoricy samolotu.

Z miejscowości Virpazar - która jest tutejszą bazą wypadową do rejsów po jeziorze miałyśmy okazję wypłynąć niewielką łódką na przyrodniczy rejs po jeziorze szkoderskim w poszukiwaniu żyjących tu ptaków ale głównie tez dla podziwiania wspaniałych widoków, bowiem w tej części – jezioro otoczone jest górami i wzgórzami - od strony Adriatyku pasmem górskim Rumija ze szczytami sięgającymi ponad 1500 m n.p.m, a od strony albańskiej – z majaczącymi w oddali Górami Przeklętymi ze szczytem Maja e Jezercës (2694 m n.p.m.);

Wzdłuż linii brzegowej jeziora i na licznych wysepkach znajdują się urokliwe pozostałości różnych twierdz i monastyrów, co dodaje tylko malowniczości okolicy, ale akwen ten jest głównie i przede wszystkim rajem dla miłośników przyrody - w szczególności dla ornitologów i innych miłośników ptaszków, bowiem Jezioro Szkoderskie jest największym rezerwatem ptaków w Europie, a zarazem ostatnim siedliskiem pelikanów kędzierzawych w tej części świata, które są głównym celem przybywających tu i „polujących” na nie - birdwatcherów; na wodach tego jeziora żyje ok. 280 gatunków ptaków, w tym ok. 100 wędrownych, przylatujących tutaj z północnych regionów Azji i Europy – nie omieszkam dopisać, że dla takich osób jak nasz forumowy Papuas czy Kangur – miejsce to byłoby absolutnie prawdziwym rajem i obydwaj panowie byliby tu z pewnością zachwyceni z obecności tej ptaszarni :).

Nie będę dłużej przynudzać o tym jeziorze; kto zainteresuje się bardziej tym miejscem – na pewno kiedyś tu w końcu dotrze: jedni dla samych obserwacji ptaków , inni dla możliwości zrobienia ptasiej foto galerii; my rozkoszowałyśmy się tu po trochu z obu powodów, choć ja nie jestem ani znawcą ptaków ani nie mam umiejętności i cierpliwości focenia ich :) ale podziwiać je w takich okolicznościach przyrody mogę godzinami…

Nasz rejsik po tym jeziorze był też okazją do odwiedzenia jednej z licznych wiosek rybackich, których skupisko w tym miejscu jest naprawdę spore bowiem akwen ten słynie z połowów karpia, węgorza i sporo innych gatunków ryb a tutejsze knajpki na wolnym powietrzu wyspecjalizowały się w serwowaniu fenomenalnie smacznego karpia marynowanego i oczywiście smażonego, które to mieliśmy zaszczyt skosztować na obiedzie w jednej z takich fisherman’s village.

No to czas na Bar… bo zabiorę Was dziś do pewnego niezwykłego Baru…- choć o czarnogórskich barach można by snuć dłuuuugie opowieści, to jednak nie o taki bar chodzi :)

Piękne, starożytne miasto Bar w Czarnogórze, a w zasadzie to Stari Bar, bo Bary są dwa:) - stary i nowy – kiedyś ogromne, tętniące życiem centrum handlu konkurujące nawet z samym Dubrownikiem, obecnie opuszczone ruiny pełne starych kamieni, cieni i nostalgii, które przypominają odwiedzającym o dawnej świetności.

Nie będę tu opisywała historii dawnych czasów ; greckich, rzymskich czy tureckich – bo Ci, co są tego naprawdę ciekawi- zapewne znajdą sobie takie informacje, ale warto tylko wspomnieć, że Rzymianie nazwali tą osadę Antibarum, którą nazwano tak z powodu swojego położenia – dokładnie naprzeciwko miasta Bari – po drugiej stronie Adriatyku. Oba te miasta: i czarnogórski Bar i włoskie Bari, (które mieliśmy z Mężowskim przyjemność zwiedzać dokładnie rok wcześniej) - mają mnóstwo uroku i pięknych klimatycznych zakamarków, choć Bari może poszczycić się przepiękną Starówką, czego nie ma już niestety w czarnogórskim Barze, bo owy Stari Bar w zasadzie został „zamieciony” przez potężne trzęsienie ziemi na Bałkanach w 1979 roku, gdzie padło mnóstwo zabytkowych budowli w tym rejonie. W murach Starego Baru do owego 1979 roku normalnie mieszkali ludzie i wszystko funkcjonowało, niestety po tym kataklizmie z miasta zostały już tylko ruiny… wprawdzie bardzo malownicze, ale nie nadające się zupełnie do dalszego użytkowania ; ludzi przesiedlono, a barskie ruiny stoją do dzisiaj… zachwycając plenerami już tylko turystów.

Podobno Czarnogórcy tworzą jakieś projekty na temat odbudowy staromiejskiej części Baru, i jakieś tam rekonstrukcje już nawet poczyniono, ale do dawnego blasku Starego Baru droga jest wciąż bardzo bardzo daleka….

W czasie wolnym w Nowym Barze kręcimy się po plaży w pobliżu portu; zaglądamy do Pałacu króla Mikołaja II i idziemy do najnowszej świątyni w tym mieście i największej w całej Czarnogórze.
Nowo wybudowana Katedra św. Jana Włodzimierza, którą zaczęto wznosić w 2009 roku a ukończono w 2016, mierzy aż 2800 m2 , - to jedna z największych cerkwi na świecie; zwieńczeniem budowy było poświęcenie soboru 25 września 2016 na 1000-lecie męczeńskiej śmierci patrona.

Sobór z zewnątrz prezentuje się naprawdę okazale, wielki jest no i kopuły błyszczą w słońcu, ale urodą…. nie powala jakoś specjalnie, ale wnętrza zaskakują… całość robi ogromne wrażenie, zupełnie nie spodziewałam się aż tak bogatych wymalowań w tak nowoczesnej świątyni.

I w zasadzie dobrnęliśmy już do końca wycieczki, której program skupiał się na tych wszystkich miejscach, które pokazałam Wam już dotąd w obu częściach moich czarnogórskich Relacji, bowiem na Barze impreza zorganizowana się skończyła; - a dwa ostatnie dni były już przeznaczone na wypoczynek i indywidualne zagospodarowanie czasu wolnego; ale my nie byłyśmy aż tak bardzo zmęczone żeby odpoczywać aż 2 dni😉 - i wybrałyśmy się „fakultatywnie” w góry – do Parku Narodowego Durmitor, będącego prawdziwym klejnotem Czarnogóry - i to był strzał w dziesiątkę, taka wisienka na czarnogórskim torcie - bo Durmitor- ta magia... najpiękniejsze miejsce jakie widziałam w tym kraju!

Przed nami kawał drogi, bo musimy dostać się na Północ kraju; mamy do pokonania ponad 200 km ale w warunkach drogowych Czarnogóry – w terenie górskim z dziesiątkami zakrętów, tuneli i serpentyn oznacza to ni mniej ni więcej 4 godziny jazdy do celu…. Jedziemy więc…. Droga prowadzi nas do Žabljaka – to taka dość znana miejscowość w czarnogórskich górach; mawia się, że to takie ichnie „Zakopane”, bo to jakby nie patrzeć centrum okolicznej turystyki i zimowy kurort, choć na pewno nie tej skali co nasze Zakopane;
Žabljak jest niewielką i dość senną górską miejscowością z której prowadzą wszystkie szlaki do bram Parku Narodowego Durmitor. Gdy dojechałyśmy na miejsce od razu czuje się wspaniały klimat, rześkie, górskie powietrze – jak przyjemnie napełnić nim nozdrza, po kilku dniach upału…. temperatura wskazuje dzisiaj 17-19 C, a więc można w końcu odpocząć od męczącego słońca i napawać się przyjemnie urodą miejsca.

Dzień w górach rozpoczynamy od wizyty nad Jeziorem Czarnym, do którego prowadzi dość krótki leśny szlak. Crne Jezero jest jeziorem polodowcowym, leży na podobnej wysokości co nasze Morskie Oko, no ciut wyżej bo poziom lustra ma wysokość 1416 m n.p.m. ; jest to najgłębsze jezioro w Durmitorze – 49 m, a więc również bardzo podobnie jak Morskie Oko, ale Czarne składa się jakby z dwóch zbiorników, połączonych wąskim przesmykiem – zwanym Strugą, która w lecie wysycha i powstają wtedy 2 osobne jeziora: Veliko i Malo; atrakcją jest, że oba zbiorniki różnią się poziomem wody (różnica 4 metrów). Mamy tu troszkę czasu wolnego więc idziemy na szlak prowadzący wokół jeziora; oczywiście, żeby przejść całość potrzeba około 2 godziny czasu, a aż tyle go nie mamy, ale nawet ten kawałek pozwolił nam na napawanie się urodą tego cudnego miejsca , widoków na okoliczne szczyty, w tym na majestatycznie wznoszący się na południu szczyt Medjed.

Jest w Czarnogórze takie niesamowite miejsce, bez zobaczenia którego – absolutnie nie można wyjechać z tego kraju…. – to przyrodnicze widowisko w Parku Narodowym Durmitor – malownicza rzeka Tara, która stworzyła wspaniały przełom, płynąc głęboką doliną - to właśnie tutaj jest najgłębszy w Europie Kanion i jeden z najgłębszych na świecie (po dwóch kanionach w Peru, m.in Colca i drugim mniej znanym oraz Wielkim Kanionie Kolorado w Stanach Zjednoczonych); długość przełomu rzeki Tary to 78 km, a głębokość dochodzi miejscami aż do 1300 m.

My jedziemy do osławionego tutaj miejsca, gdzie nad Tarą wznosi się piękny, łukowy most Đurđevića zbudowany ponad 80 lat temu; most ten jest najbardziej charakterystycznym miejscem tego kanionu a jego sława powoduje tu prawdziwe tłumy odwiedzających, co będzie odczuwalne niebawem - w pełni sezonu wakacyjnego ; na szczęście ludzie się rozchodzą po tym moście, część zjeżdża tyrolką, inni idą na drugą stronę więc jakoś kumulacja tej rzeszy ludzi nie skupia się w jednym miejscu na raz.
Widoki w takich miejscach – jak nie trudno się domyśleć- są fenomenalne – stojąc na moście widać tą ogromną przestrzeń…. a patrząc w dół w głębię, myślę sobie – kurcze, taka mała ta rzeczuszka co wije się pod nami jak szmaragdowa wstążeczka - a stworzyła tak potężny kanion! Niesamowite!!! .

Fajną atrakcją jest tutaj bardzo popularny zjazd nad rzeką tyrolką; a tyrolki są tu dwie: jedna, taka bardziej wygodna, z zawieszonym „krzesełkiem” jeździ z jednej strony mostu, i druga, dla bardziej odważnych, bo ponoć dostarcza emocji na większej „adrenalince” - tzw. zip-line, która jeździ z drugiej strony mostu w kierunku odwrotnym niż ta pierwsza.

Można było sobie tutaj fundnąć taką przyjemność; normalny koszt 20 Eur (dla naszej, 17- osobowej wycieczkowej grupki mały rabat – [po 15 Eur za osobę za kilkanaście sekund niesłychanej frajdy! i był na to czas, sporo osób się odważyło, a niektórzy nawet strasznie się na to napalili :) ale ja straszny cykor jestem, przez moment się nawet wahałam czyby sobie nie fundnąć takiej atrakcji na stare lata ??? – miałabym co wnukom opowiadać jak kiedyś w końcu będę babcią; ale oczywiście spękałam – jak to na taką panikarę jak ja -przystało :) , potem żałowałam, jak pogadałam z odważnymi „babciami” z grupy – że to najbardziej odlotowe przeżycie w ich życiu!!! ; może więc kiedyś natrafię jeszcze na taką okazję? i zafunduję sobie wtedy atrakcję w stylu ... Dajesz Babcia- Babcia Czaduuuu!!! 😊😊😊 - kto wie? 😊

Opuszczamy most i zjeżdżamy nieco dalej na dół, do samego lustra rzeki; ale zatrzymujemy się nieco dalej, w miejscu, gdzie Tara wcale nie rwie z szumem po kamieniach co było widoczne z mostu ( a szkoda, bo lubię demoniczność górskich rzek) tylko raczej płynie tu sobie sennie… ,niespiesznie… i po cichu… - patrząc tutaj na tę rzeczkę-wstążeczkę aż trudno uwierzyć, bo zupełnie nic nie wskazuje na to, że ta strużka mogła wyżłobić tak potężny kanion – w końcu jest to najgłębszy przełom w Europie!!! :)

Tara jest również niezwykle czysta, jej wody należą do tych z serii: krystalicznych , pewnie dlatego rzeka ta znana jest również pod nazwą Łza Europy a dzięki niezwykle bogatej roślinności i wielu gatunków endemicznych, Kanion Rzeki Tary jest wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Na rzece Tarze często organizuje się spływy (raftingi na specjalnych pontonach), które są tu bardzo popularne i cieszą się ogromnym powodzeniem wśród poszukiwaczy przygód i adrenaliny:) ; te spływy organizowane są tu przez mnóstwo małych firm, zajmujących się całą organizacją takiego raftingu od A-do Z; natomiast dla osób, które lubią i wolą żeby krew w ich żyłach buzowała spokojniej, są tu też organizowane spływy kajakowe na znacznie spokojniejszych odcinkach rzeki, które pozwolą napawać się wspaniałą, dziką przyrodą bez ryzyka nagłego połamania kasku czy nieoczekiwanego wyskoku do lodowatej wody 😊.

Nasza wyprawa nie obejmuje niestety (a może i stety:)) żadnej z tych atrakcji; my po nacieszeniu się widokami Tary „z dołu” ruszamy dalej – do kolejnego kanionu – tym razem rzeki Morača.


To kolejny piękny Kanion na czarnogórskiej mapie; Morača wije się głębokim kanionem na odcinku ok 45 kilometrów wzdłuż przepięknej trasy kolejowej Belgrad-Bar, która poprowadzona jest znacznie wyżej niż szosa po której się właśnie poruszamy, jadąc koleją widoki jakie można stamtąd podziwiać muszą zapierać dech w piersiach i powodować widokowe spazmy, dlatego to moje nowe marzenie- przejechać się kiedyś tym pociągiem, choć przyznaję, że do czasu mojej wizyty w Czarnogórze nie miałam pojęcia o istnieniu tej trasy;

My tymczasem jedziemy znacznie niżej szosą, z której i tak widoki na tym odcinku są fenomenalne, bo doga zawieszona jest na wąskiej półce skalnej ; kanion Moracy nie jest taki popularny ani osławiony jak Kanion Tary czy Pivy, myślę, że jest trochę niedoceniony a na pewno jest jednym z najładniejszych miejsc wartych zobaczenia w Durmitorze.

Stąd kierujemy się już do ostatniego punktu naszej wycieczki – prawdziwej „perełki Czarnogóry” – do najstarszego czynnego czarnogórskiego Monasteru z połowy XII wieku na terenie którego znajduje się malutka Cerkiew Bogurodzicy zbudowana w latach 1251-1252; Wnętrza Cerkwi zdobią XVI i XVII- wieczne freski, ale zdjęć oczywiście nie można tu robić pod żadnym pozorem, bo mnisi bardzo tego pilnują, ale jedno nieuważne odwrócenie głowy brodatego mnicha – i bach! a raczej cyk 😊 - no jeden niewinny ukradkowiec w dodatku bez flesza nie zagrozi tej Cerkwii na pewno 😊

Na terenie Monasteru tuż obok Cerkwii znajdują się ładne budynki klasztorne zamieszkałe przez tutejszych mnichów – wkomponowane pięknie w starannie wypielęgnowany ogród; jest tu na czym oko zawiesić…

I tak zakończyliśmy piękny dzień w górach północnej Czarnogóry i tym samym całe zwiedzanie, bo był to już ostatni „zorganizowany” (choć fakultatywnie) punkt naszego pobytu w Czarnogórze.

Kolejny wolny dzień miałyśmy zamiar przeznaczyć na kolejny faktultet - do Herceg Novi połączony z rejsem statkiem po Boce Kotorskiej, ale nie doszło to niestety do skutku z powodu zbyt małej liczby chętnych; w takiej sytuacji ja byłam za organizacją tegoż na własną rękę komunikacją lokalną, bo z kilkoma przesiadkami było to możliwe z naszego Ulcinja (co wcześniej sprawdziłam i pogadałam z właścicielką naszego pensjonatu, która doradziła co i jak), ale moja psiapsiółka nie miała ochoty…, chciała jeden dzień wypocząć, poleżeć, poplażować 😊

- Hm, myślę sobie: - a po czym tu wypoczywać? – cały tydzień już wypoczywamy - nic nie robiąc, tylko podziwiając cudne widoki, bo ta wycieczka jest naprawdę bardzo lajcikowa, zupełnie niemęcząca, bez jakichś długich przejazdów i z noclegami w jednym hotelu, no ale trzeba uszanować wybór współtowarzyszki podróży, więc zgodnie z życzeniem - nazajutrz się relaksowałyśmy - bycząc się cały dzień i potwornie się przy tym nudząc 😊

Odpoczęłyśmy więc – uch ! z nawiązką! spakowałyśmy nasze klamoty wieczorkiem a nazajutrz rano – pożegnałyśmy nasz Ulcinj i pojechałyśmy już do Podgoricy na lotnisko, aby za niecałe półtorej godzinki wylądować w Warszawie i przywitać stęsknionego Małżowinka 😊, który stwierdził, że więcej na żadne babskie włóczęgi mnie nie puści, he..he… - a to dobre sobie 😊😊😊 !!!


Ciągu dalszego czarnogórskich opowieści już więcej nie będzie.... bo to jest już na pewno, zdecydowanie, definitywnie i ostatecznie - KONIEC 😊 -

Bardzo Dziękuję Wszystkim, którzy tu zajrzeli i poczytali...

Komentarze:


piea
2019-07-17


a no na to wygląda ... że w tym roku "wzięło" nas obie na Bałkany 😊; ale u mnie odwrotnie - Czarnogóra odwiedzona i zwiedzona (no prawie, bo tak nie do końca...), a Macedonia wciąż przede mną... Pilotka bardzo dużo mówiła o tym kraju i szczerze namawiała, kto wie ? może i tam kiedyś dotrę... ?

kawusia6
2019-07-17


No to widzę, że podążamy prawie tymi samymi szlakami... Czarnogóra kusząca...a Macedonia już odwiedzona :)

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Galeria zdjęć (liczba zdjęć: 378)

VirpazarVirpazarpomnik Partyzantów i czynu zbrojnego w Virpzarmałe urokliwe Virpazar, skąd wypływamy na jezioro Szkoderskieczas rozpocząć dzień na Skoderskim Jezeruna pełne wody jeziora wypływa się najpierw wąskimi kanałami