Podróże, wakacje
Wakacje
Porada miesiąca: Zobacz jak tanio zarezerwować hotel! >>

Polska, PIENINY NATURALNIE i Kulturalnie! - porady, zwiedzanie i opis wakacji użytkownika piea.

Październik 2020
na początku piekne widoczki przed nami - Trzy Korony i Sokolica jak na dłoni....
W tym roku wszystkim nam pandemia nieźle namieszała i pokrzyżowała plany wyjazdowe ! bo nic nie wyszło z tego co było planowane…. ; a że ten mój wciąż ciągnący się za mną niewykorzystany urlop (nie powiem jak co?) i szef, który już nieomal że zmusił mnie do wzięcia urlopu, to zaczęłam się zastanawiać i namawiać Małża: a może byśmy tak sobie czmychnęli gdzieś na kilka dni w nasze góry???
zanim jednak namówiłam Małża i ogarnęliśmy co i jak? czyli gdzie dokładnie i jak to ma wyglądać? to już nas zastał październik… 😉
No i tak od pomysłu do realizacji… wylądowaliśmy w końcu w Pieninach, choć brane były i inne miejsca pod uwagę.

W Pieninach byliśmy już kiedyś wcześniej- bardzo dawno temu, ale wówczas i tak osobno: Małż w jakichś zamierzchłych czasach na wycieczce jeszcze w Technikum a ja ponad 20 lat temu na tzw. turnusie dla matek z dziećmi! 😊, więc też w czasach bardzo, bardzo odległych!;


jednakże ten urlop od samego początku był zaplanowany zupełnie inaczej niż wszystkie nasze dotychczasowe krajowe wyjazdy dotąd; przede wszystkim ustaliliśmy, że ze względów wiadomych nie będziemy się narażać i będziemy unikać miejsc, gdzie kumulują się ludzie, a więc żadnych knajp, barów, kawiarni, muzeów, itd….. no i potrzebne jakieś odpowiednie lokum? najlepiej takie z dala od popularnych miejscowości, na tzw „zadupiu”! i umyśliliśmy sobie, że poszukamy nie pensjonatu czy hotelu tylko jakiejś niewielkiej kwatery z jak najmniejszą ilością pokoi dla gości ale gdzie jeść, skoro ma być bez knajp? 😵 - warunkiem głównym był więc : pokój z indywidualnym aneksem kuchennym!, żeby móc gdzie sobie samemu coś upichcić na szybko czy podgrzać coś kupionego na wynos, a więc żadnych wspólnych kuchni, lodówek itd… no pełna izolacja w dobie pandemii! 😷 😵

Ciężko było znaleźć coś takiego na tzw prowincji; owszem wybór pokoi – wszędzie jest ogromny, ale w większości niestety albo jest tam „wspólna kuchnia” albo sam pokój w ogóle bez żadnej kuchni 😡; więc zmieniliśmy zakres poszukiwań do miejscowości większych i coś takiego co spełniało nasze oczekiwania znaleźliśmy w końcu w Szczawnicy, gdzie ulokowaliśmy się w bardzo fajnym apartamencie z takim właśnie aneksikiem kuchennym połączonym z pokojem dziennym i osobną sypialnią na pięterku w dodatku w bardzo dobrej lokalizacji bo w samym centrum kurortu nad samiutkim Grajcarkiem! – miałam trochę obawy co do takiej formy podróży- no bo kto to słyszał garami się zajmować na urlopie? - w życiu jeszcze nie byłam na czymś takim!😵 no i baliśmy się trochę tej Szczawnicy, że tam to będzie jednak mnóstwo ludzi więc i ryzyko większe, no ale co się okazało? :

a no Armagedon jakiś czy jak? 😲 tak wyludnionej, opustoszałej znanej górskiej miejscowości (w końcu w Polsce Szczawnica jest druga po Zakopanem!) się nie spodziewaliśmy! w sumie dla nas to nawet dobrze, ale te pustki wszędzie jednak dawały do myślenia… no niby mamy październik, więc już po sezonie, ale przy tak pięknym i słonecznym tygodniu to nawet o tej porze roku było to dziwne! No cóż.... fajnie, że tych ludzi wszędzie jest o wiele, wiele mniej to i ryzyko mniejsze, no ale żeby w Wąwozie Homole przy pięknej słonecznej pogodzie nie spotkać nikogusieńko? no dacie wiarę? 😲 – całe Homole nasze! i tak było jeszcze w kilku innych miejscach! 😊

(jeszcze słówko o tej nowej opcji naszego lokum - no bardzo się sprawdziła! , bo to i szalenie wygodne i unika się bałaganu w pokoju, mając gdzie zjeść i osobny, sypialniany ”bałagan” mamy poza zasięgiem wzroku 😵 ; natomiast z opcją żywieniową wyszło nam super, bo kupowaliśmy jakieś gotowe mięso w knajpach na wynos pakowane w styropianowe serwisy!😵 i to często od razu jakieś różne na dwa dni, żeby tam codziennie nie łazić, bo mając lodówkę i wszelkie kuchenne sprzęta pod ręką nie było z tym problemu!; dodatki w postaci jakichś sałatek, surówek, czy gotowanego ryżu, kaszy, makaronu - ogarnialiśmy sami, a tydzień bez ziemniaczków można przeżyć! 😵
i powiem Wam, że dla samej wygody (choc to nigdy dotąd nie było dla nas priorytetem) nawet w czasach ”popandemicznych” w przyszłości - chyba juz zawsze będę szukac czegoś takiego właśnie! zupełnie inny komfort wypoczynku! (choć niewiele się tam przebywa w ciągu dnia).

Jak wyglądał nasz pierwszy dzień w Pieninach- opisałam już pod zdjęciami zejścia szlakiem z Szafranówki do Szczawnicy, co niestety spowodowało, że musieliśmy przemodelować nasz plan i zamienić łażenie na bardziej lightowe spędzanie czasu; tym bardziej, że kolano Małza nieco spuchło i bolało, więc na kolejny dzień nie było mowy o żadnym łażeniu!

c.d.n....

Komentarze:


piea
2020-11-12


he he, zasięg Facebooka jest szeroki! :)
ja dokładnie w taki sam sposób jak opisałaś spędzałam swoje wakacje w poprzedniej epoce w Bieszczadach 😵, ale wówczas małża jeszcze nie znałam...., wtedy fruwałam "w obłokach" i wzdychałam do pewnego przystojniaka, który pięknie na gitarze grał przy obozowych ogniskach! ... ech wspomnienia...! 😘

danutar
2020-11-12


No, Alicjo, czekałam, czekałam i doczekałam się wreszcie na Twoją relację z Pienin, bo ptaszki ćwierkały już na innych portalach, że tam właśnie spędziłaś jesienny urlop 😆
Ja w Pieninach byłam jeszcze dawniej, niż Ty, bo na początku studiów. Byłam z mężem (tzn. wtedy jeszcze nie mężem, bo mężem został dopiero po studiach)... to były czasy! Autostop, namiot, konserwy w plecaku i zupki w proszku, herbata gotowana na kocherze...😂😂🤣 Ech, młodość... Ale kogo wtedy stać było na hotel, czy jakiś pensjonat? Inne czasy, ale majestat gór ten sam. Lecę więc oglądać fotki i czakam na ciąg dalszy Twojej pienińskiej opowieści. Pozdrawiam.

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Galeria zdjęć (liczba zdjęć: 170)

Krościenko nad Dunajcem - prawie jesteśmy na miejscu...Krościenko nad Dunajcemi jesteśmy na miejscu! nasz znaleziony na booking com. pensjonat leży w centrum miejscowości bliskość Grajcarka spowodowała, że łaziliśmy tu codziennie tego pierwszego dnia nigdzie się już nie wybieraliśmy