Podróże, wakacje
Wakacje
Porada miesiąca: Zobacz jak tanio zarezerwować hotel! >>

Liechtenstein, VADUZ - porady, zwiedzanie i opis wakacji użytkownika piea.

Lipiec 2010
Lichtenstein

Księstwo Lichtenstein’u miałam okazję odwiedzić przy okazji wycieczki do Szwajcarii, a dokładniej mówiąc w drodze powrotnej do kraju. Księstwo jest naprawdę malutkie, patrząc oczywiście w skali krajów Europy.

Leżące pomiędzy Szwajcarią i Austrią, Księstwo ma dosłownie tylko 160 km2, z czego cztery piąte to oczywiście góry. Piękne, zachwycające Alpy Retyckie.

Lichtenstein jest dziedziczną monarchią konstytucyjną. Obecnie panującym jest bardzo sympatyczny i znany ze swej „normalności” książę Hans Adam II. Pod hasłem normalność - mam na myśli informacje przekazywane nam przez przewodnika na temat Jego Wysokości, który nie obnosi się po książęcu, wręcz przeciwnie: jeździ zwykłymi samochodami, jada normalne posiłki, najzwyczajniej w świecie się ubiera i często jeździ najzwyklejszymi pociągami siadając sobie po prostu w przedziale z gazetą nawet nie będąc rozpoznawanym przez współpasażerów, no bo kto by przypuszczał, że w zwykłym pociągu może sobie jechać ot tak po prostu Książę Lichtnstei’u... i tak po prostu może usiąść sobie obok nas! Zresztą ta cecha jest dość powszechna w tym Księstwie, ale o tym później.

Na początek troszeczkę faktów: Północną i zachodnią część księstwa zajmuje szeroka nizina Renu, zamieniona obecnie na pola uprawne, a wschodnią i środkową część zajmują Alpy Retyckie. Klimat jest tu dość łagodny, ale o dość wysokim poziomie opadów.

Roślinność w wysokich górach jest oczywiście alpejska, w niższych partiach zaś dominują lasy liściaste, które pokrywają znaczną część terytorium kraju i są pod ścisłą ochroną. Świat zwierzęcy reprezentowany jest tu licznie przez jelenie, świstaki, lisy i borsuki.

Księstwo powstało nie tak znowu dawno, bo w 1719 roku jako część Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a niepodległym państwem stało się dopiero od roku 1806. Do zakończenia I Wojny Światowej Księstwo pozostawało w ścisłym związku z Austrią, ale dość znaczne zniszczenie gospodarki podczas wojny zmusiło ten niewielki kraj do zawarcia unii celnej i monetarnej ze Szwajcarią, zawierając z nią również umowę pocztową. Dopiero w 1984 w wyniku narodowego referendum przyznano tu kobietom prawa wyborcze.

Niskie podatki, ustanowione po zakończeniu II Wojny Światowej (w czasie której Liechenstein zachowało neutralność), spowodowały niezwykle wysoki wzrost gospodarczy Księstwa.

Właśnie owe niskie podatki jak również korzystne przepisy prawne sprawiły, że w Księstwie mają swe siedziby liczne zagraniczne przedsiębiorstwa przemysłowe i towarzystwa finansowe. Znacznych dochodów dostarcza też turystyka i sprzedaż oryginalnych znaczków pocztowych, a dochód narodowy brutto na jednego mieszkańca wynosi tu 25.000 USD!

Stolicą Księstwa jest malutkie, ale urokliwe Vaduz, które mieliśmy okazję zobaczyć. Miasteczko - mimo statusu stołecznego, jest naprawdę maleńkie i można je obejść dosłownie w 1 godzinkę! Jest tu ładny skwer, ciekawy Ratusz z nowoczesnymi rzeźbami przedstawiającymi postacie koni w ruchu, fontanny, sklepiki (takie z Rolexami też!), a to wszystko wokół otoczone wysokimi wzgórzami.

Oprócz Vaduz są tu też 2 inne miasteczka: Triesen i Shaan, niestety zabrakło nam już czasu aby je też zobaczyć.

Tak między prawdą a Bogiem, to oprócz przepięknie usytuowanego wysoko na wzgórzu zamku rodowego Lichtenstain’ów - nie ma tu dosłownie niczego ciekawego. Niczego, co można by zwiedzić, zobaczyć jako zabytek, a jedyne co może przykuwać naszą uwagę, jest po prostu przepiękne położenie i malownicze plenery wokół. I tyle Lichtensteinu!

Ciekawostką jest pewien „drobiazg”, który chciałabym Wam opisać. Otóż, nasz przewodnik wskazał nam tutejszą cukiernię/piekarnię gdzie mogliśmy sobie kupić przed dalszą drogą do Polski smaczne bułeczki, drożdżóweczki i inne frykasy. Oczywiście część osób z naszej grupy skorzystała, weszliśmy, zrobiliśmy zakupy, nasz przewodnik też się zaopatrzył, podziękowaliśmy starszemu panu za ladą i wyszliśmy pochodzić po uliczkach Vaduz. Już na zewnątrz pilot powiedział nam, że ów sprzedawca w tejże cukierni, to jeden z największych tu milionerów! Osobiście sam czasami sprzedaje pączki w swoim sklepiku, robiąc to oczywiście w taki sposób - jakby tu po prostu pracował, a nie był właścicielem 80 takich cukierni!

Zresztą, później przejeżdżaliśmy przez dzielnicę, w której mieszka sporo tutejszych rekinów finansowych! Domy tych milionerów również nie wyglądają okazale, ba! one w ogóle nie wyglądają!

Jakież było nasze zdziwienie, jak okazało się że to żadne rezydencje ani pałace jakich się spodziewaliśmy, tylko takie najzwyklejsze, niepozorne domy!, niektóre wręcz aż skromne! (no, ale wnętrza i część niewidoczna dla patrzalskich urządzona jest ponoć z przepychem - jak na prawdziwych milionerów przystało!

Takich, jak ów sprzedawca z cukierni jest tu podobno znacznie więcej. Sami pilnują czasami swych (jednych z licznych) interesów i często osobiście obsługują klientów! Tu w małym Lichtensteinie mieszka sobie tych milionerów dość sporo.(Raj podatkowy!).

Ciekawe, czy to kamuflowanie się między zwykłymi „pracującymi za miesięczną pensję” ludźmi, to fanaberia bogaczy czy już rodzaj ekscentrycznego dziwactwa?

Od roku 2011 Biuro Podrózy Rainbow Tours, z którym podróżowałam zmieniło ostatni dzień programu i teraz turyści na tej wycieczce ostatniego dnia zwiedzania nie przyjeżdżają już do Lichtensteinu, tylko w zamian jadą do Niemiec - do pięknego Monachium. Moim zdaniem, to korzystniejsza zamiana. Monachium miałam okazję zwiedzać przez tydzień kilka lat wcześniej i jest to naprawdę niewiarygodnie przepiękne miasto, pełne wspaniałych zabytków, alei, parków, miasto o niezwykłej historii i również bardzo nowoczesnym obliczu. W końcu to stolica Bawarii!

Moim zdaniem, na takiej zamianie turyści Rainbow tylko skorzystają, bo co by nie powiedzieć o Lichtensteinie, to po tygodniowym patrzeniu i syceniu oczu pięknem Szwajcarii - te „lichtensteińskie” krajobrazy - mimo niekwestionowanej urody, nikogo tu już nie rzucą na kolana, a Monachium.... i owszem.... może i zauroczyć i zaskoczyć! Tym bardziej, że Monachium nie jest niestety jak dotąd zbyt popularnym celem turystycznym wśród polskich obieżyświatów. A szkoda...

Komentarze:


Brak komentarzy.


Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Galeria zdjęć (liczba zdjęć: 13)

w drodze do Lichtensteinw drodze do LichtensteinLichtensteinLichtensteinVaduz