Podróże, wakacje
Wakacje
Nawigacja: Strona główna » Artykuł
Porada miesiąca: Zobacz jak tanio zarezerwować hotel! >>

Bihać - pierwsze zetknięcie z Bośnią

Bihać - pierwsze zetknięcie z Bośnią

Chociaż państwa Bałkanów silnie utożsamiają się z Europą i europejską kulturą to leży wśród nich silny ośrodek islamu wypełniony orientalną atmosferą. Mowa o Bośni i Hercegowinie, kraju pełnym meczetów, otwartych ludzi i miejsc pamiętających burzliwą i tragiczną historię. Bihać jest jednym z nich.
 

Z Chorwacji do Bośni
Upalne bałkańskie lato daje się nam już mocno we znaki. W pamięci mamy jeszcze chłodną bryzę i przyjemny szmaragdowy kolor wody Plitwickich Jezior, które kilka godzin temu zwiedzaliśmy. Teraz jednak narażeni na nieprzyjemne promienie południowego słońca stoimy za rogatkami wioski Irinovac przy drodze krajowej nr 217. Na kawałku kartonowego pudła napisaliśmy „Bihać”, kolejny cel naszej podróży autostopem przez Bałkany. Czekamy na któregoś ze zmierzających do Sarajewa tirów lub na wracającego do ojczystej ziemi Bośniaka. Ruch drogowy jest niewielki, a mijające nas co jakiś czas auta nie zwalniają ani trochę, nie dając nawet złudzeń, że ich kierowcy zamierzają się nad nami zlitować. Zlitowała się natomiast jedna z mieszkanek przygranicznych domostw. Wyszła do nas i poinformowała, że za pół godziny jedzie do Bośni, do Bihać i może nas zabrać. Szczęście uśmiechnęło się do nas. Usiedliśmy w cieniu stojącej wytrwale przy drodze autobusowej wiaty i czekaliśmy na zapowiedziany transport. Po pół godzinie, co do minuty, siedzieliśmy już w samochodzie mknącym w stronę Bośni i Hercegowiny. Po ok. 45 minutach i bezproblemowej kontroli granicznej wysiedliśmy na terenie miasteczka Bihać, pierwszego z bośniackich miast na naszym szlaku.

Pierwsze kroki
Po wyjściu z samochodu spotykamy się z naszymi gospodyniami. To dwie bardzo sympatyczne koleżanki o imieniu Archi i Seka. Mieszkają na obrzeżach miasta, jeżdżą małym, błękitnym fiatem seicento i podchodzą do nas z niebywałą gościnnością. Dziewczyny władają płynną angielszczyzną. Dowiadujemy się, że uciekły przed zagrożeniem działań wojennych i wyjechały do rodziny do Kanady. Tam nauczyły się języka i odłożyły kwotę pieniędzy, która w bośniackich, powojennych realiach starczyła na zakup i urządzenie mieszkania oraz na już nie pierwszej świeżości samochód. Miniona bałkańska wojna często przewija się w rozmowie z Bośniakami i równie często widać jej piętno na murach mijanych zabudowań. Niektóre zaskakują monumentalizmem i pięknem architektury, której blask musiał dziwić niejednego przechodnia zanim zamieniła się w odpryski od kul. Ten smutek i mrok, który przedziera się skutecznie przez uśmiech i serdeczność ludzi jeszcze niejednokrotnie zaskakuje nas na terenie Bośni.

Bar serwujący lokalne piwo PremingerW czasie spaceru po mieście wchodzimy do jednego z ulicznych barów, które serwują Burki. Burek to tradycyjny bałkański fast food, w którym zakochałem się już dawno podczas pobytów w Turcji czy Słowenii. Charakterystyczne, przypominające francuskie ciasto nadziewa się serem, warzywami bądź mięsem i podaje na ciepło. Danie to jest niezwykle smaczne i syte. Żeby podnieść walory smakowe i umilić sobie czas posiłku kupujemy po butelce schłodzonego piwa Preminger, które wyrabiane jest właśnie w bihaćkim browarze. Szukamy dobrego miejsca na piknik. Dziewczyny mówią, że znają idealne miejsce, z widokiem na centralną część starówki. Wspinamy się za nimi, lawirując między powalonymi cegłami i kamieniami na niewielkie wzniesienie. Kawałek murka służy nam za stolik, a stosy kamieni za fotele. Delektujemy się burkami patrząc na towarzyszący wieczornej aurze uliczny zgiełk i słuchając śpiewów muezina. Pytamy o meczety w mieście. - Przed wojną było ich dużo więcej, teraz po wielu zostały tylko ruiny - opowiada Seka. - Nie trzeba daleko szukać, na jednych z nich właśnie siedzimy” - dodaje.

Stragan i mieszkanie w jednymPrzedsiębiorca z miejskiego targowiska
Następnego dnia jedziemy na objazd pozostałych zakątków miasta. Bihać wydaje się być wyludniony. Panującą dookoła ciszę przerywa nużący szum naszego seicento, który jest niemal jedynym pojazdem na drodze. Jedziemy na największe miejskie targowisko, które jak na miejsce cieszące się takim tytułem, zaskakuje ciszą i pustką. Niektóre stoiska są całkowicie puste, a niektóre wypełnione po brzegi. Zwisające zabawki, artykuły gospodarstwa domowego i odzież tworzą niemal mury nie do przejścia. Dowiadujemy się, że nie bez powodu stragany te przypominają budowle. Są to prymitywne domostwa, w których mieszkają szczęściarze, którym udało się wykorzystać czas wojny w swoich celach. Sprowadzali oni tysiące tanich rzeczy z zagranicy, a kiedy opadła wojenna wrzawa ufortyfikowali się w nich tworząc całodobowe sklepy rozmaitości. Wygląda to zaskakująco. Mimo wielkiej chęci pomocy miejscowym, nie znajduje tam chociażby drobiazgu, który mógłby wydać mi się użyteczny. Zmęczeni spacerowaniem siadamy w targowiskowym barze na szklance słodkiego, tradycyjnego soku z kukurydzy. Po dwóch łykach Archi wypija moją porcję.

Wyjazd w dalszą drogę
Wieczorem jesteśmy na dworcu autobusowym czekając na odjazd do Sarajewa. Chcieliśmy początkowo wybrać kolej ale pozostałości minionego konfliktu skutecznie to uniemożliwiają. Okazuje się bowiem, że na terenie administracyjnym Bośni i Hercegowiny znajduje się obszar zawiadywany przez Republikę Serbską! Pociągi jadące z zachodu zatrzymują się przy nieistniejącej granicy gdzie przesiąść trzeba się na kolej serbską, a po kilkudziesięciu kilometrach z powrotem na bośniacką. Chcąc więc oszczędzić sobie tych przygód wybieramy stary dobry i sprawdzony odpowiednik PKSu. Wyjeżdżamy z ponad godzinnym opóźnieniem spowodowanym awarią pojazdu. Białe jeszcze przed chwilą koszule kierowców noszą tłuste ślady nieprzewidzianej awarii. Oświetla je blask pordzewiałych, oświetlających drogę wyjazdową, latarni. Blask, który nam oświetla drogę do stolicy kraju, a Bihaciowi drogę do lepszego jutra.

Dworzec autobusowy w Bihaciu

Bihać
Bihać jest miastem leżącym na zachodzie Bośni i Hercegowiny około 10 kilometrów od granicy z Chorwacją. Zamieszkuje go niewiele ponad 100 000 mieszkańców, z których zdecydowaną większość stanowią muzułmanie. Jest centrum przyrodniczego regionu doliny rzeki Uny leżącym na trasie Zagrzeb - Dalmacja. W bogactwie przyrodniczym władze regionu upatrują szansę rozwoju turystyki. Miasto jest największym ośrodkiem zachodniej Bośni.

/ pbu, fot. pbu /

Komentarze:


Brak komentarzy.


Aby skomentować musisz być zalogowany.

REKLAMA