Podróże, wakacje
Wakacje
Nawigacja: Strona główna » Forum dyskusyjne

Nie jesteś zalogowany.

#1 2009-08-10 22:09:39

malik

Rumunia i Bułgaria -sprawozdanie z podrózy.

Trochę z poślizgiem 18.07 o 8 rano wyruszyliśmy z Katowic przez Korbielów-Liptowski Mikulasz-Poprad- Koszyce-Miszkolc-Debreczyn do Rumunii .Drogę mieliśmy bez przygód i o 17.30 czasu rumuńskiego zatrzymaliśmy się w Oradei na parkingu koło synagogi tuż przy rzece Crisul. Miejsce piękne w samym centrum miasta. Przez pobliski most skierowaliśmy się do zabytkowego centrum. Mimo wcześniejszych informacji zdobytych na forach turystycznych zaraz za mostem zobaczyliśmy otwarte kantory walutowe(miały być zamknięte w sobotę po południu) , po wymienieniu części gotówki próbujemy miejscowych lodów. Sama Oradea podoba nam się , wydaje nam się jak z dziecinnej bajki, kolorowe kamieniczki bogato zdobione- niestety nie możemy obejrzeć słynnej secesji od wewnątrz (późno),podziwiamy więc z zewnątrz. W XIX wieku Oradea nazywana była "perłą w koronie Habsburgów" dziś z sypiącym się tynkiem i szpecącymi przewodami energetycznymi nas też zachwyca. Głód zaspakajamy w jednej z pizzerii i znowu nie sprawdza się informacja ,że obsługa w Rumunii powolna, dostajemy swoje jedzonko błyskawicznie,próbuję zachwalane tak piwo Ursus. Piwo jak piwo w niczym się nie różni od naszego. Powoli wracamy na parking, zadziwia nas duża ilość drogich nowych samochodów na ulicach. Noclegu szukamy poza miastem, jedziemy na Kluż. Zatrzymujemy się w motelu Manhatan, odpowiada nam  cenowo (80 RON za pokój) , warunki są dobre , mamy własną łazienkę, czysto . Budynek parterowy usytuowany za głównym, więc cicho , parking pod drzwiami, blisko do samochodu, nie trzeba daleko biegać po rzeczy. Idziemy jeszcze do restauracji na piwo bo Ulubiony Kierowca chce spróbować rumuńskiego poza tym po pizzy tradycyjnie nas suszy. cdn. m.

 

 Reklama

Travelmaniacy.pl

#2 2009-08-12 10:54:32

malik

Re: Rumunia i Bułgaria -sprawozdanie z podrózy.

Następnego dnia opuszczamy Banat i udajemy się do Siedmiogrodu. Jedziemy E60, wbrew zasłyszanym w Polsce opiniom droga dobra, za to kierowcy rumuńscy uwielbiają wymijać na trzeciego i kompletnie nie istnieje dla nich linia ciągła, nawet ta podwójna. Wioski przez które jedziemy są malownicze, każdy dom ma ogrodzenie i bramę i to jaką bramę, niektóre to rzeźbione w drewnie dzieła sztuki. Wjeżdzamy do Ciucea, w której znajduje się pałac-muzeum Oktawiana Gogi,rumuńskiego poety i polityka, wcześniej pałac należał do wybitnego węgierskiego poety Endre Ady'ego. Przechodzimy przez olbrzymią rzeźbioną drewnianą bramę do parku. Znajduje się XVI wieczna drewniana cerkiew , nadal krzątają się wokół niej mniszki, obok pałacyk i na wzgórzu pomnik.Całe otoczenie tchnie spokojem, ludzie krzątają się wokół cerkiewki , jest niedziela odbędzie się jakieś nabożeństwo. Jedziemy dalej mijamy miasteczko cygańskie z fantazyjnymi pałacami u nas takie budowle nazywają się gargamele. Potem mijamy miejscowość gdzie przy ulicy wystawione są stragany z wyrobami ludowymi. Robimy przystanek, ładne rzeczy ale ceny dość wysokie.   Kluż - parkujemy obok Teatru, parę kroków dalej mamy olbrzymią katedrę prawosławną , udajemy się na rynek główny i tu rozczarowanie wielki remont spod desek nie widać pomnika króla Macieja, tradycyjne kamienice szpecą przewody elektryczne zwisające nisko. Zwiedzamy farę św. Michała jest to druga co do wielkości halowa katedra Transylwanii. Potem kawa w pobliskiej kawiarni Disel, żadna rewelacja chociaż po cenie można byłoby się spodziewać. Czas nagli kierujemy się w stronę Turdy, w miasteczku nasza nawigacja nie ma drogi do wąwozu i zaczyna się szukanie. Przejmuję jej rolę ale kiepsko i lądujemy w dzielnicy cygańskiej podziwiając fantazję tamtejszych budowniczych pałaców. Wracamy do centr€m Turdy , zabytkowe kamieniczki z kolorowym spadającym tynkiem, miasto robi żałosne wrażenie jakby wyszło  z wojny. Odzyskuję władzę nad kierunkami i udajemy się w kierunku wąwozu po drodze widzimy opuszczone kompleksy fabryk,przygnębiający widok. Drogowskaz na wąwóz malutki i zardzewiały, droga już do samego wejścia kiepska. Jest późno , musimy podjąć decyzję idziemy do wąwozu i ciemną nocą szukamy noclegu. Dla mnie to trudna sprawa wąwóz  miał być gwoździem programu mojego zwiedzania Rumunii, serce się wyrywa Ulubiony Kierowca czeka na decyzję bo on góry lubi ale z samochodu.cdn

 

#3 2009-08-12 12:30:30

malik

Re: Rumunia i Bułgaria -sprawozdanie z podrózy.

Nie widzę siebie wracającą wąwozem po ciemku. U.K. już zapowiedział, że mogę iść on tu na mnie poczeka. Wracamy do Turdy tą samą kiepską drogą , przez zaniedbane osiedla. Kierujemy się na Sigishoarę  po drodze mamy znaleźć nocleg. Jedziemy już porządną 14a,a potem 14. Prawie dostaję wytrzeszczu oczu szukając motelu a tu nic. Nagle wydaje mi się ,że dostałam halucynacji- Amisze, tu w Rumuni? Okazało się ,że to grupa Cyganów , kapelusze , długie brody, staroświeckie ubiory jak z ubiegłego wieku. Handlują przy drodze pięknymi błyszczącymi na złoto urządzeniami do pędzenia bimbru. Zależy mi bardzo na noclegu ,chciałabym rankiem zwiedzić Biertan znajduje się tam jeden z najlepiej zachowanych kościołów warownych. A tu jak na złość, jeden motel za drogi w drugim wesele. Wbrew założeniom dojeżdżamy do Sigishoary. Jest już noc drogowskazy prowadzą nas na hotel i pensjonat, jednak na skrzyżowaniu łapie nas staruszka i pyta :Kazare? To blisko ,idziemy oglądać, wybrzydzać nie będziemy bo prawie 22. Dostajemy za 70 RON sypialnie , przedpokój i łazienkę. Samochód bezpiecznie postawiony za bramą na podwórku,cichutko do rana nie widzimy nikogo z gospodarzy. Rano jedziemy zwiedzać miasto po którym sobie wiele obiecujemy.Podobno może konkurować z francuskim Carcasone. Miasto dzieli się na górne i dolne. Idziemy do górnego , podziwiamy Wieże Zegarową i insze zabytki. Oczywiście nie pomijamy Domu Drakuli, gdzie tenże przypuszczalnie się urodził. Zostawiam U.K. na ławeczce aby podziwiał fasadę domu pod Jeleniami (najładniejsza na rynku) a sama udaję się  do Kościoła na Wzgórzu. Mam do pokonania 175 stopni schodów szkolnych. W miasteczku spokoju nie ma , to plac budowy,głośno pracują jakieś urządzenia drogowe, poprawiają albo lepiej układają bruk, pod koniec lipca odbywa się tu Festiwal Średniowieczny pozawieszano już rycerskie proporce na ulicach. Miasto jest bardzo malownicze i fotogeniczne ale nam wychodzą jakieś nie najlepsze zdjęcia. Oczywiście jak we wszystkich miasteczkach, które do tej pory zwiedzaliśmy tynk się sypie ale może na tym polega ta malowniczość. Jedziemy  13, po drodze zwiedzamy wioskę saska Saschiz  z obronnym kościołem z XV w(środek można sobie darować)  z potężnymi ruinami zamku chłopskiego na wzgórzu. Postanawiamy zwiedzić Viscri wg przewodnika Bezdroża uważaną za najpiękniejszą miejscowość całej Saksonii Siedmiogrodzkiej. Wszystkie zabudowania znajdują się pod ochroną UNESCO. Droga do miasteczka kiepska miejscami asfalt się kończy, za to widoki jakie   . Droga wije się wśród pagórków pokrytych trawą, która ma trochę inny odcień niż u nas bo pełno tu na niebiesko kwitnącej cykorii. Sama wioseczka prześliczna, malutkie domki, każdy z solidnym ogrodzeniem i piękną bramą, na środku wioski stoją dwa wielkie koryta wodopoje wydrążone z dużych pni drzew. Nad wioską góruje kościół warowny. Mimo,że Turcy dwukrotnie spalili wieś nigdy nie zdobyli kościoła. Znajduje się tam teraz muzeum. Mieszkańcy wsi są życzliwi dla turystów9nie ma tu tłumów), pozdrawiają obcych i nie denerwuje ich nasze wścibstwo. Pamiątek nie sprzedają, można za to wynająć tu kwaterę. Zauroczeni wioską robimy tu dłuższy postój, tak tu spokojnie i sielsko, bydełko się pasie, dzieci się bawią nikt nami się nie interesuje . Jedziemy drogą na Rupeę, żeby dojechać do naszej trzynastki. Droga jeszcze gorsza ale za to jaki widok na XIII wieczny zamek chłopski w R. Braszów to miasto, które jest porównywane z naszym Krakowem.

 

#4 2009-08-12 13:38:59

malik

Re: Rumunia i Bułgaria -sprawozdanie z podrózy.

W Braszowie bez problemu znajdujemy nocleg w centrum miasta w hotelu Aro Sport. Hotelik w dobrym położeniu , czysty , tani(78 RON) za noc. Ale po zapłaceniu zaczynają się schody nie mamy gdzie zaparkować . Parkingi wszystkie zastawione samochodami. Dużo czasu zajęło nam szukanie jakiegoś wolnego miejsca, w końcu zostawiamy samochód  w odległości jakieś 20 minut piechotą od hotelu na ulicy w pobliżu kortów i cmentarza żołnierskiego z I wojny światowej. Po raz pierwszy zostawiamy samochód samopas ale widząc jakie marki stoją obok pozbywamy się wątpliwości. Samo miasto podoba nam się bardzo .Wieczorem z tłumem innych turystów spacerujemy po jego placach i ulicach, przysiadamy na posiłek restauracji. Miasto ma klimat. Następnego dnia dalsze zwiedzanie ,Czarny Kościół rozczarowuje, za to zabawna jest najdłuższa 83m. i najwęższa 1.5m uliczka B. Przypadkowo trafiamy tez do czynnej synagogi, gdzie U.K. podpada bo nie ma nakrycia głowy i w dodatku dotyka menory.  Jedziemy drogą numer E68 nasz cel słynna 7c. Stan drogi dobry w jednym z miasteczek znowu oczom nie wierzę widzę prawdziwego Żyda z długą brodą i w mycce na głowie. Zjazd na  7c przegapiamy ale szybko orientujemy się ,że trzeba zawracać.  Przed nami słynna rasa transfogaraska . Najwyższy punkt na jaki mamy wjechać to 2043m n.p.m. Trasa przepiękna, nie da się tego opowiedzieć , trzeba tam jechać, wrażenia niezapomniane. Przy zjeździe spotkała nas mała przygoda, w takim półtunelu służącym jako zabezpieczenie przed spadającymi kamieniami schroniły się przed upałami małe stadko osiołków(4) .Wjechaliśmy ze słońca w półmrok gdzie przyklejone do ściany w kolorze tejże stały sympatyczne zwierzaki. U.K. odbił na sąsiedni pas(nic z przeciwka nie jechał) i unikną bliższego kontaktu z sympatycznymi zwierzakami . Przestraszyłam się bardzo, chociaż U.K. przekonywał, że nawet jakby coś jechało z przeciwka , zdążył by wyhamować bo nie mieliśmy dużej prędkości. Za trasą 7c zaczęły się miejscowości agroturystyczne gdzie było całe mnóstwo miejsc noclegowych. Zjedliśmy obiad próbując tutejszego specyfiku mamałygi. Może być ale według nas rewelacja to nie jest. Kierowaliśmy się 7 na obwodnice Bukaresztu, stamtąd planowaliśmy  jechać na przejście w Giurgiu. Po drodze planujemy znaleźć nocleg. Wołosczyzna to inna zabudowa niż Transylwania jakby biedniejsza, kilometry równiny, monotonia. Autostrada do Bukaresztu w porządku, za to obwodnica, wleczemy się za tirami. Nie trwa to jednak długo, za Bukaresztem  zaczynamy rozglądać się za motelem . Tradycyjnie nic. Niepokoję się, planowałam spać  w Rumuni , nie chcę ciemną nocą szukać noclegu w Bułgarii. Zaczynają pojawiać  się motele ale po przeciwnej stronie , dzieli nas podwójna ciągła i zakaz skrętu, nie chce nam się zawracać w końcu wybieramy motel . Nie podoba nam się jest jak warowna twierdza w byłym PGR, decydujemy się  jechać dalej i tym sposobem osiągamy granice. Rumuni kontrolują nam rowinetę(paragon) , potem opłata za most 6 euro. Most robi wrażenie, Dunaj też w zachodzącym słońcu widoki przepiękne.  Kupujemy winetkę na Bułgarię (5 e) i jazda. Szukamy motelu przy drodze, jesteśmy już bardzo zmęczeni. Znajdujemy fajną restaurację z motelem. Na parkingu oprócz naszego jeszcze dwa samochody : ukraiński i włoski. Ukraińcy popijają przy barze, potem oszołomiony U. K. raportuje mi, co widział . Ukrainki ciągnęły  swoich mocno podpitych panów do łóżek i u jednego z nich wystawał zza paska pistolet. Panowie grzecznie poszli spać ,w motelu było bardzo cicho, warunki dobre, czysto. Rannym świtem (8 godzina) opuszczaliśmy motel, nie było tu już nikogo. Obsługi też nie było widać, tylko jakaś staruszka zamiatała korytarz. Zostawiliśmy klucze otworzyliśmy bramę i wyruszyliśmy na spotkanie Bułgarii.

 

#5 2009-08-13 08:19:54

malik

Re: Rumunia i Bułgaria -sprawozdanie z podrózy.

Jedziemy z Ruse Na Burgas . Drogi jakby  trochę gorsze od rumuńskich , tereny wiejskie. Wsie wydają się też bardziej zaniedbane od tych rumuńskich. Po drodze wymieniamy część pieniędzy na lewy, pijemy kawę i robimy zakupy. Przez Burgas tylko przejeżdżamy, byłam tu kilka lat temu i nie wydało mi się szczególnie ciekawe. Sozopol, nasz gospodarz sam nas znalazł na ulicy .Cena kwatery 60 zł za pokój z łazienką, balkonem , lodówką. Zabezpieczone miejsce na parkowanie przed domem. Do morza mamy blisko, przez uliczkę z restauracjami, kramami z jedzeniem i wakacyjnymi drobiazgami. Stary Sozopol też na wyciągnięcie ręki, parę minut spacerkiem. Plaża bardzo ładna szeroka, piaszczysta. Zaczynamy odpoczynek i naszą przygodę z bułgarską kuchnią , która smakuje nam wybornie. Odkrywamy maleńkie rybki caca, które wspaniale smakują do piwa a je się w całości chyba nawet z oczkami. Wieczorem łazimy po knajpkach, wybór ogromny, ceny przystępne i często muzyka na żywo. Nowy Sozopol jest tańszy od starego. Po 3 dniach odpoczynku postanawiamy zmienić miejsce aby pozwiedzać wybrzeże Bułgarii. Gospodarz lojalnie nas ostrzega -będziecie żałować. Jedziemy na Warnę. Pogoda nam sprzyja bo dzień pochmurny, dobry do zwiedzania i plaży nie szkoda. Neseber - obowiązkowy punkt wszystkich turystów. Jakoś nas nie zachwyca, podobne budownictwo było w starym Sozopolu. W Warnie trafiliśmy na jakieś uliczne zawody, objazdy.Po raz pierwszy nie byliśmy w stanie zaparkować w okolicach centrum. Umęczyło nas to miasto bardzo. Jadąc w kierunku Kraniewa, które ma być naszym punktem docelowym obserwujemy jak spada wartość euro w kantorach i rosną ceny piwa w sklepach. Kraniewo rozczarowuje nas bardzo. Zapyziałe miasteczko z dziurami w asfalcie , krzywymi chodnikami, nasze lata osiemdziesiąte. To ma być nadmorski kurort? O tym ,ze jest świadczy długa ulica z restauracjami, kramami i innymi dobrami dla turystów. Szukamy kwatery , U.K. tak tu się nie podoba, że porobiło mu się coś ze słuchem i nie reaguje na moje wezwania -skręć tu bo pisze,że są wolne pokoje. Rezultatem takich poszukiwań jest decyzja  -jedziemy do Bałcziku. W Bałczku horror ,trafiamy do dzielnicy , w której wąskie uliczki zapomniały dawno jak wygląda asfalt albo wcale go tu nie było. Jest bardzo stromo wiec myśl,ze wracamy z plaży w południe wdrapując się pod górę napawa nas przerażeniem . Zapada decyzja wracamy do Kraniewa.  Tam bez problemu znajduje nas kwatera o podobnym standardzie i cenie jak w Sozopolu. Do plaży daleko bo miejscowość nie leży nad samym morze. Robimy rekonesans i idziemy zobaczyć miejscowość. Plaża  daleko ale piękna. Padamy na leżaki, których nikt tu nie składa na noc i dochodzimy do siebie po męczącym dniu. Morze tutaj wyrzuca piękne muszelki. Potem idziemy do centrum testować restauranty.  Z Kraniewa robimy wypad na Karaklę (warto) , zaliczamy po drodze Bałczik i ogród botaniczny rumuńskiej królowej Marii(bardzo mi się podobał). Oglądamy rezerwat przyrodniczy w Kamiennym Brzegu-według strażnika najpiękniej jest tu na wiosnę kiedy kwitną kwiaty i przylatują ptaki. Za radą miłej Bułgarki przewodniczki z Triady lądujemy w przepięknej dzikiej zatoczce i tam zażywamy uroków morza. Za jej tez poradą próbujemy zupy rybnej , która jest rzeczywiście doskonała. Potem już tylko odpoczynek(do plaży jeździmy samochodem). A potem znowu odkrywamy Rumunię.

 

#6 2009-08-15 12:39:01

malik

Re: Rumunia i Bułgaria -sprawozdanie z podrózy.

Udajemy się wzdłuż wybrzeża bułgarskiego do przejścia Vama Veche , widać że masowa turystyka tutaj jeszcze nie dotarła ,miejscowości spokojne , zaopatrzenie w sklepach pod turystę kończy się w Kawarnie. Myślę tu o wyborze win i koniaków ( myśmy chcieli za końcówkę lew kupić jakieś alkohole ale wybór w sklepach był mizerny). Na granicy żadnych kolejek, spokojnie przejeżdżamy, kupujemy za 3 euro rowinetę i w drogę. Wrażenie miłe, Rumunia wydaje się po Bułgarii bardziej światowa, czysta, lepsza droga, ładniejsze stacje benzynowe. Później dowiadujemy się od zapoznanego Rumuna,że tak jest do Constanty. Dalsza część wybrzeża jest zupełnie dzika. Podobno było to oczko w głowie Słońca Karpat. Oglądamy po drodze plaże, ładne, nie dużo ludzi ale dopiero 9 godzina. Potem Konstanca ,las dźwigów portowych. Wielki port, udajemy się na Stare Miasto. Nowe dzielnice zadbane, stara Konstanca zniszczona, aż dziw że lepiej nie zabezpieczą rozpadających się murów. Podziwiamy meczet  , potem synagogę (z zewnątrz) , nie udaje nam się także wejść do pięknie się prezentującego kościoła św. Antoniego (ciekawy styl neoromańsko-bizantyjski). Potem Dom pod Lwami, które pięknie się wyglądają wysoko na fasadzie(też zniszczony-był przez pewien okres siedzibą loży masońskiej). Potem pomnik Saligny konstruktora nowoczesnego portu i cerkiew św. Apostołów Piotra i Pawła monumentalna i czynna.Idziemy reprezentacyjnym bulwarem miasta, podziwiamy budynki w tym secesyjne Kasyno . Wracamy na plac Owidiusza. Tutaj poeta wygnany przez Oktawiana tęsknił do Rzymu i z nudów tworzył "Sztukę kochania" i "Żale", tutaj też zmarł. Obok okazały budynek Muzeum Narodowego tu znajduje się najbogatsza w kraju kolekcja rzeźby antycznej. Przed budynkiem skwerek -rzymskie stele nagrobne z zachowanymi inskrypcjami, tłumaczone obok na rumuński i angielski. Robią wrażenie historie życia ludzi, którzy umarli tyle wieków temu i teraz przemawiają do nas z kamieni. Od wieków świat kręci się tak samo, narodziny, miłość, ożenek , dzieci, choroby, podróże , śmierć. I każdy chce żeby coś po nim zostało. Obok rezerwat archeologiczny- rzymska hala targowa z IV w. z zachowaną wspaniałą mozaiką  na podłodze. Ciekawa jest ta Starówka, chociaż zaniedbana bardzo, w części mieszkają Cyganie. W bardziej reprezentacyjnej (corso) znajduje się ambasada chińska. Wyjeżdżamy z miasta, po drodze robimy zakupy w Realu(kupujemy tak zachwalane na forum wino Recas- podobno najlepsze na świecie- jakie będzie zobaczymy). Przed wjazdem na autostradę tankujemy bo ktoś pisał na forum,że aż do Bukaresztu nie ma ani jednej stacji benzynowej. Autostrada nowiutka, dopiero ustawiają bramki ( jeszcze nie płacimy) . Wzdłuż autostrady są parkingi ale jeszcze nie ma W.C. ani stacji benzynowych. Decydujemy się skrócić drogę i odbić w boczną na Słobozia(21). Nasz dzisiejszy cel to Buzau. Droga świetna, potem w S. wjeżdżamy na 2c i jest strasznie nierówna. Trzęsie nas tak z 90 km. Ale za to jakie widoki ,sielska prowincja rumuńska, ludzie wypasają bydło na olbrzymich pastwiskach , co odcinek przy szosie malownicze  żurawie, wodopoje dla zwierząt i ludzi. Wieczorem obserwujemy scenę jak mieszkańcy wsi o jednej godzinie (przekrój wiekowy od najstarszego do dzieci) pędzą wspólnie bydło do domów. Każdy pilnuje swego. Jest w tym coś fajnego, taka wiejska wspólnota. W podróży nam to nie przeszkadza bo zajmują tylko jedną stronę, a ruch na drodze słaby. Dojeżdżamy do Buzau, zatrzymujemy się w hotelu w centrum. Jest to nasz najdroższy nocleg na tym wyjeździe 29 e za noc. Warunki dobre, parking zamykany na noc obok hotelu.

 

#7 2009-08-16 15:31:43

malik

Re: Rumunia i Bułgaria -sprawozdanie z podrózy.

Rano udajemy się na zwiedzanie Buzau. Blisko mamy na rynek, na środku którego stoi Pałac Komunalny, fantazyjnie zdobiony lodżiami wygląda jak tort urodzinowy. Przed pałacem pomnik upamiętniający rewolucję chłopską  1907r. Potem oglądamy pałac biskupi , na którym widnieje wielki zakaz fotografowania. Dalej aleją dochodzimy do cerkwi Episkopalnej gdzie trwa remont, ale przebywający na dziedzińcu duchowny pozwala nam iść dalej. Przechodzimy przez bramę, pozdrawiamy pracujących robotników i oglądamy ogród i cmentarzyk znajdujący się przy murach cerkwi ,pochowani są tu dostojnicy kościelni. Obok przepiękny budynek plebani(?) cały w kwiatach. Cerkiew jednak zamknięta na głucho, pytam jednego z robotników czy możemy zrobić zdjęcia. Uzyskujemy pozwolenie i pan zaczyna nam opowiadać historię cerkwi. Z całej opowieści zrozumieliśmy tylko,że cerkiew została zbudowana w XIVw. Żegnamy się z miłym panem i jeszcze chwilę spacerujemy ulicami miasta , potem odbieramy samochód z hotelowego parkingu i w drogę. Dzisiejszy główny cel to wąwóz Bicaz. Jedziemy E85 na Bacau. Droga dobra ale nudna , za komunistów odbyło się intensywne uprzemysłowienie Mołdawii i niszczono starą zabudowę miast i wiosek. Podróż ożywiają tylko kolorowe kapliczki przydrożne i malowniczo wyglądające winnice. U.K. wpada na pomysł zakupienia nalewanego z beczek wina. Nie mam zamiaru wysiadać z samochodu ale okazuje się ,że ktoś musi spróbować wina. Pani od rozlewania jest bardzo hojna i dostaję z każdej beczki po pół szklanki. Szczęściem dla mnie było tylko 4 beczki. W o wiele lepszym humorze , szczęśliwi posiadacze 5 litrowej butli wina jedziemy dalej. U.K. ma dzisiaj smaka na zwiedzanie. Parenaście kilometrów dalej wypatrzył przy szosie mauzoleum. Mimo mojego braku entuzjazmu idziemy zwiedzać. Mauzoleum wielkie, po obu stronach popiersia wysokich rangą oficerów rumuńskich, dalej schody a po bokach dwa duże działa i betonowe tarasy z łuskami od pocisków ale chyba nie od tych dział bo za duże. W środku główny budynek i niestety do dzisiaj jest dla mnie tajemnicą czyje to było mauzoleum. Wracamy różaną aleją , nagle U.K. zbulwersował się okrutnie . Ktoś lata wokół jego samochodu, patrzymy a to dziecię cygańskie doszło do wniosku ,że tak brudnym pojazdem podróżować niepodobna i wzięło się za jego pucowanie. A tego kto prosił -zaczął jęczeć U.K. - zamaże mi szyby. Zanim doszliśmy do samochodu dziecię przyniosło drugie wiadro wody i już pod kierunkiem U.K. doprowadzało do czystości pojazd. Rozstawszy się serdecznie z miłym Cyganiątkiem ruszyliśmy dalej. O Buzau można napisać -nieciekawe przemysłowe miasto. Odbijamy 15 na Piatra-Neamt , droga dobra. Do miasta docieramy okropnie głodni a tu problem z postawieniem samochodu. Parkingi zapełnione, udaje nam się z trudem wynaleźć miejsce między blokami. Upał okrutny i pustka w brzuchu nie sprzyja w docenianiu uroków miasteczka. Najpierw szukamy restauracji i dość długo czekamy na zamówienie. O rumuńskiej kuchni możemy napisać jedno- ujdzie. Potem podziwiamy najcenniejszy zabytek miasta cerkiew św. Jana Chrzciciela z XVw. Ma  ciekawą ozdobną zewnętrzna glazurowaną elewację. Nad miastem suną gondole kolejki linowej.Szkoda,że nie mamy czasu. Droga nr 15 wzdłuż rzeki Bistrita, rzeka ta będzie towarzyszyć nam jutro przez pół dnia. Odbijamy jakieś 3 km w prawo i zwiedzamy monastyr Bistrita (XVw). Był to ważny ośrodek kultury, tutaj powstała najstarsza kronika Mołdawii i jest tu nekropolia władców Mołdawii.  Oczywiście zakaz fotografowania nawet budynków z zewnątrz. Obok znajduje się rezydencja hospodarów i budynek dawnej szkoły (obecnie muzeum). Wszystko otoczone wysokim murem, z masywną kamienną wieżą bramową.  Za murami cmentarzyk z drewnianą cerkiewką z XVIIIw. Wracamy do naszej 15  podziwiając pięknie rzeźbione bramy gospodarstw.  Zajeżdżamy  jeszcze do monastyru Pangrati położony na zboczu doliny.Miejscowość Bicaz, tutaj odbijamy na 12c i jedziemy na wąwóz. Droga dobra , ciągnie się przez sam środek wąwozu. Sam wąwóz robi wrażenie, nad wąwozem góruje ogromna skała zwieńczona krzyżem . W wąwozie stragany z różnymi ludowymi wyrobami. Nabywamy część prezentów dla siebie i bliskich, później okaże się że było to najtańsze miejsce na zakupy. Za wąwozem szukamy noclegu , zjeżdżamy z naszej 12c, właściwie polną drogą pnącą się w górę docieramy do wioski leżącej na zboczu doliny. Leży ona równolegle do wąwozu, tam przechwytuje nas Rumunka i proponuje nocleg. Ustalamy cenę na 80 RON i idziemy do domku. Domek to jedna z niedawno budowanych dla turystów drewnianych chatek z łazienką, tarasem ze stolikiem i fotelami , mamy nawet TV satelitarną. Po rozgoszczeniu się i kolacji , siadamy na tarasie i podziwiamy zapadającą w ciemność dolinę. Grzecznie dosiada się do nas sąsiad z domku obok, przynosi gościniec, mołdawskie wino (dla Rumunów wino mołdawskie jest lepsze od rumuńskiego). Rewanżujemy się naszym sztandarowym produktem Żywcem. Pan opowiada nam o dolinie, mówi że 10 lat temu nie było tutaj nic. Rozmawiamy jeszcze z godzinkę a potem idziemy spać. Jutro przed nami długa droga na Bukowinę.

 

#8 2009-08-17 12:51:02

malik

Re: Rumunia i Bułgaria -sprawozdanie z podrózy.

O godzinie 7 pobudka , zbieramy się do dalszej drogi. Nad doliną wiszą jeszcze mgły , chłodno. Kierujemy się na Czerwone Jezioro, które tak bardzo polecał nam wczoraj miły Rumun. Jeziorko jest blisko może kilometr drogi . Czerwone nie jest ale chyba nie widzieliśmy jeszcze tak nieruchomego lustra wody. Z tafli wystają kikuty drzew. Jest wczesny ranek , niewiele ludzie, cisza i to nieruchome jeziorko. Pięknie. Wracamy do naszego wąwozu, znowu podziwiamy widoki. W Bicaz natrafiamy na targ, idziemy po zakupy. Wszechogarniająca chińszczyzna. Natrafiamy na panią z serem, który smakowo okazuję się doskonały. Kupujemy jeszcze miód u dziadka i ciemny chleb w sklepiku obok. Miód okazuje się taki sobie za to chleb rewelacyjny. Jedziemy 15 na Vatra Dornei , oglądamy zaporę i potem droga wzdłuż jeziora. Widoki przepiękne ale od połowy droga do V.D. robi się kiepska. Często gdy nic nie jedzie z naprzeciwka jedziemy po lewej stronie. Tutaj też po raz pierwszy spotykamy żebraków. Najpierw na światłach przy robotach drogowych podchodzi do nas trójka dzieci, tym odpalamy po batoniku, na kolejnych światłach dorosły Cygan , na niego już nie reagujemy. Więcej takich sytuacji w podróży nie mamy. Droga nadal  górska, wije się wzdłuż rzeki Bistrity, już nie wiemy ile razy przejeżdżamy przez most. Dodatkową atrakcją są wiszące kładki dla pieszych. Nie możemy się im oprzeć i robimy sobie pamiątkowe zdjęcia. Wjeżdżamy do Vatra Dornei, zmieniamy drogę na 17(dobra) , piękne widoki na góry. Po drodze jemy obiad w restauracji z pięknym widokiem ,miłą obsługą, jedzeniem takim sobie. Jedziemy do Mołdavity , to nasz pierwszy malowany monastyr.Należy do najbardziej malowniczych zespołów klasztornych na Bukowinie (XVIw.)
Po przejściu przez bramę w obręb monastyru ukazuje nam się  malowany monastyr. Dominuje czerwień.
Cała masa historii przedstawionych na ścianach, jest nawet namalowane oblężenie Konstantynopola. Obok cerkwi znajduje się muzeum przyklasztorne i budynki klasztoru , w którym mieszkają zakonnice. Krzątają się one wokół cerkwi, odprawiając jakieś dziwne dla nas rytuały. Całość tchnie spokojem, chciałoby się dłużej posiedzieć. Wychodzimy poza mury obronne monastyru, musimy podjąć trudną decyzję co dalej ze zwiedzaniem.  Nie mamy już za dużo czasu, kolejny piękny monastyr jest za 37 km, droga górska i zakręt na zakręcie . Potem musielibyśmy wrócić tą drogą albo zjechać do naszej 17 jeszcze bardziej podrzędną drogą. Dochodzą wtedy dodatkowe kilometry i zwiedzanie Sapanty staje pod znakiem zapytania bo U. K. kończy się urlop. Pragnienie zobaczenia Wesołego Cmentarza przechyla szalę(choć serce boli) i wracamy z powrotem na naszą 17 gdzie w Mestecanis mamy odbić na 18 . Przy powrocie na dobrej szerokiej jezdni omal nas nie rozwala Rumun. Wyprzedza na trzeciego tira i jedzie czołowo na nas. My z jednej strony mamy tira, z drugiej betonową barierę a z tyłu na ogonie Dacie. Tylko refleks wszystkich kierowców sprawił, że wyszliśmy z tego cało. Na 18 widzimy po raz pierwszy malowane domki . Pierwsza nasza taka wioska z domkami jak pisanki ( pięknie ułożone glazurowane płytki na ścianach ) nazwała się Cicanst. Droga dobra, wije się w górach, dojeżdżamy do przełęczy Prisłup(1416m.n.p.m) .Zatrzymujemy się , widoki wspaniałe , obok 2 budynki z restauracjami i noclegami oraz kramy z pamiątkami. Na przełęczy Cyganie handlują jagodami i grzybami. Żal chwyta za serce, że nie możemy pomóc i kupić bo szkoda tych spracowanych , zniszczonych pracą ludzi. Najbardziej bolesne sceny w Rumunii dla mnie to widok handlujących grzybami, jagodami, czy owocami przy drodze ludzi. Te ich błagalne gesty i widok spracowanych twarzy , to było trudne . Droga nadal dobra i piękna. Jesteśmy w Maramuresz. Podziwiamy piękną zabudowę wsi, strzeliste drewniane cerkwie, zaczynamy myśleć o noclegu. Przez wsie, które zajmowały się agroturystyką przejeżdżamy gdy jest jeszcze za wcześnie na nocleg a koło 20 tradycyjnie zaczyna się pustka noclegowa. W końcu w miejscowości Leordina trafiamy do pensjonatu Miraj. Warunki dobre, pokój z łazienką, internet, śniadanie w cenie- 100 RON. Po rozlokowaniu się idziemy na wieczorny spacer po wsi, podziwiamy rzeźbione bramy i krzyże. Spotkani ludzie przemili, nikt nas nie mija żeby nie powiedzieć Buena  seara.

 

#9 2009-08-18 20:44:59

malik

Re: Rumunia i Bułgaria -sprawozdanie z podrózy.

Raniutko(jak na nas) wstajemy i po siódmej już w drogę. Na przejeździe kolejowym przechwytuje nas staruszka i wsiada do nas na stopa. Nie bardzo wiemy dokąd chce jechać (U. K. twierdzi,że do szpitala) ale wychodzimy z założenia,że jak będzie chciała wysiąść to powie. Po drodze widzimy drogowskaz w bok monastyr, pokazujemy babci,że skręcimy tam na chwilę. Boczna droga zamienia się w leśną i jedziemy wśród bukowiny. Monastyr oglądamy ze wzgórza, na którym się orientujemy , że mielibyśmy do niego kawał drogi. Zawracamy z powrotem na naszą trasę. Po drodze zatrzymujemy się przy źródełku przyozdobionym zabytkowym krzyżem. Babcia kiwa z aprobatą na nasz wybór , mówi ,że woda jest cudowna.  Nabieramy w butelkę,woda jest wspaniała w smaku , mineralna. Jedziemy naszą 18, po drodze zatrzymujemy się i szybko (babcia) robimy zdjęcia interesującym nas monastyrom. Staruszka wyraża pełną aprobatę do naszych poczynań a ja zaczynam się zastanawiać czy nie zaopatrzyliśmy się w  babcię w Rumunii. Droga dobra, napisy miejscowości na drogowskazach w trzech językach: rumuńskim, ukraińskim, węgierskim. Po 50 km w Sygiet , przed szpitalem babcia wysiada życząc nam :Drum bun. Wjeżdżamy na 19 kierując się na Sapanta. Droga dobra ale przed nami zbierają się czarne chmury . Jak nic będzie padać a my mamy zwiedzać cmentarz. Gdy wjeżdżamy do miejscowości zaczyna padać. Decydujemy ,najpierw zobaczymy cerkiew, może przestanie. Monastyr jest położony w przeciwnym końcu wsi niż cmentarz. Tradycyjnie jest wysmukły, drewniany, można wejść po schodach na górę,żeby podziwiać widoki i leżącą na końcu placu wysmukłą kapliczkę. Do wnętrza świątyni wchodzi się dołem. Jest małe , cała wielkość świątyni idzie w spiczasty dach. Jak gotyckie katedry sięga nieba. Kierujemy się na Wesoły Cmentarz, przestaje padać.  Miejsce rzeczywiście niesamowite i z pewnością nie ma drugiego takiego na świecie. Będąc w Rumunii nie można go minąć. Długo chodzimy po alejkach oglądając rzeźbione i malowane  na kolorowo krzyże nagrobne, z przedstawionymi portretami zmarłych.  Są przedstawieni  przy ulubionych czynnościach, czy wykonujący swoją prace. Na cmentarzu dominuje kolor niebieski.  Szkoda,że nie znamy rumuńskiego z ciekawością poczytałoby się epitafia.  Przed cmentarzem stragany z pamiątkami, dokonujemy ostatnich zakupów. Jedziemy na Satu Mare miasto to kojarzy mi się z secesją i Robertem Makłowiczem, który w jednym ze swoich programów pichcił tam jakiś specjał. Odruch mam jak pies Pawłowa - Makłowicz- ślinka- dobry obiad.  Zaczynamy od zwiedzania, bo po drodze wstąpiliśmy na małe co nieco. Główny plac miasta zadbany, piękna fontanna i hotel Dacia , jeden z najpiękniejszych budynków secesyjnych Rumunii. Mój idol  od gotowania też go zachwalał, opowiadał o pięknej sali restauracyjnej hotelu(kuchnia kiepska mówił) .Niestety hotel możemy podziwiać tylko z zewnątrz bo zamknięty na głucho- będzie remont. Zwiedzamy jeszcze katedrę katolicką przy tym samym placu i obiegamy go dookoła szukając jakiejś restauracji -czas na obiad.  Wszędzie tylko pizzerie , a my na koniec chcemy coś tradycyjnego rumuńskiego. Znajdujemy jakąś stylizowaną na ludowo knajpę. Wita nas zarozumiały kelner , z trudem znajduje mi wśród Heinekenów i innych zagranicznych jakieś rumuńskie piwo. Wyraźnie nie popiera mojego wyboru . Zamawiamy na pożegnanie; ciorba de burta i loteria na drugie. Flaczki mogły być, choć najlepszą ciorbę  i nie tylko jedliśmy w barze przy drodze , gdzie urzędowali kierowcy tirów.  Drugie  było dla mnie niezjadliwe ale najlepsza była końcówka bo kelner nie przynosił nam rachunku. Ciągle nie miał czasu , biegał tam i tu, machał nam ,że już, już a czas mijał a my  musimy do Polski. Jego zachowanie mówiło wyraźnie, że coś knuje. Straciwszy cierpliwość U. K. poszedł do kelnera, żeby zapłacić a ja wyszłam na dwór.  Oczywiście nas oszukał wpisał inne nazwy potraw o wyższej cenie.  Granica rumuńską przez opieszałość kelnera przekroczyliśmy o 15.10 . Tutaj nikt nam nie sprawdzał rowinety, za to Węgry- zaskoczenie matryca podrożała już płacimy 8 a nie tak jak dwa tygodnie temu 6 euro. Przez Węgry jedziemy szybko i nudno, na drogach pusto. Jedziemy trasa Miszkolc -Koszyce- Barwinek. Ledwie przekroczyliśmy granicę węgiersko- słowacką, nie wiem czy z kilometr przejechaliśmy i wpadliśmy w pułapkę zastawioną przez Barniego i kolegę.   Panowie zaprosili U. K. do negocjacji i  zmniejszyli nam łaskawie pokutę. Do domu dojechaliśmy już bez przygód, w Barwinku byliśmy o 19.30.

 

Stopka forum

Napędzane przez PunBB, modyfikacja Fresh