Podróże, wakacje
Wakacje
Porada miesiąca: Zobacz jak tanio zarezerwować hotel! >>

Włochy, COSTIERA AMALFITANA- achy i ochy od samego rana :) - porady, zwiedzanie i opis wakacji użytkownika piea.

Maj 2018
do Amalfi wrócimy za kilka godzin; teraz płyniemy do Positano...
Na koniec naszej włoskiej wycieczki zostawiłam słynne Wybrzeże Amalfi…. – Ach... Och… no wybaczcie mi, ale tutaj to będą same ochy, achy i inne wzdychania :) , bo ten odcinek wybrzeża- to autentycznie jeden z cudów świata!

Jak głosi pewna legenda, znany nam wszystkim heros, mityczny „twardziel” - niejaki Herkules był na zabój zakochany w pewnej nimfie o pięknym imieniu Amalfi; miłośc ich nie trwała jednak długo, ponieważ Amalfi zmarła dość młodo w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach, a zrozpaczony Herkules przemierzył ponoć cały świat w poszukiwaniu odpowiednio pięknego miejsca na wieczny spoczynek dla swej ukochanej i znalazł w końcu pewne rajskie wybrzeże niezwykłej urody ukryte w malowniczych rozpadlinach nadmorskich skał – właśnie tu w rejonie Campanii, a na cześć swej ukochanej nazwał owe cudowne wybrzeże- jej imieniem : Amalfi, które świat zna po dziś dzień…. .

Okazuje się, że znacznie później po Herkulesie również inni znaleźli ten cudny skrawek wybrzeża:
W latach 50-tych XX w odkrył je dla świata amerykański pisarz noblista John Steinbeck, który opisywał niezwykłą urodę Positano, bardzo obrazowo ujmując istotę rzeczy w słowach : „ … Positano jest tak bajkowo nierealnie pięknym miejscem, że gdy je już opuścimy i zatrą się wspomnienia, zapragniemy do niego powrócić i sprawdzić, czy aby na pewno nie był to sen…”

Jakieś pół wieku po Steinbecku miejsce to upodobał sobie Mick Jagger ze swoimi Rollingsami, którzy tu tworzyli niektóre przeboje, a potem przybywały tu licznie inne słynne gwiazdy kina i ludzie ze świeczników….; coś więc musi być na rzeczy, skoro tak wielu ten kawalątek Italii jakoś wyjątkowo zachwyca….

Od wielu już lat ten malowniczy kawałek Półwyspu Sorrentyńskiego – był moim wielkim marzeniem; ileż to zdjęć się naoglądałam wcześniej z tego miejsca? …. ileż razy kombinowałam wcześniej żeby tu przyjechać….? no i w końcu się urzeczywistniło i kolejne marzenie się spełniło (choć tylko w jakichś 5% :)) a zastana rzeczywistości nie zawiodła; przy czym na miejscu zachwyciło nas bardziej urokliwe, choć niebotycznie drogie Positano, niż zbyt tłoczne, gwarne, acz piękne i słynne Amalfi;

Cudne Wybrzeże Amalfi wpisane na listę dziedzictwa Unesco - romantycznie z włoska brzmiące: Costiera Amalfitana ciągnie się wzdłuż płw.Sorrentyńskiego od Salerno do Sorrento jakieś mniej więcej 50 kilometrów, gdzie umiejscowiło się 13 pereł tego wybrzeża, czyli 13 niezwykle malowniczych miejscowości, do których dotarcie drogą lądową mrozi krew w żyłach od wysokości i ilości zakrętasów na wąskiej, ale przepięknej widokowo drodze zwanej Ścieżką Królów lub Bogów (słynna La Strada Statale Amalfitana(SS163)), którą w żółwim tempie suną tysiące pojazdów pełnych turystów:) , dlatego dotarcie tutaj drogą morską, choć jest nieco droższe, wydaje się całkiem dobrym pomysłem. Kiedyś jednak bardzo chcielibyśmy tu wrócić i przemierzyć ten odcinek właśnie tą drogą, ową słynną Ścieżką Królów…

Wybrzeże to słynie też ze wspaniałych cytryn, które rosną tu bujnie i obficie; jak Włochy długie i wąskie- cytryny w zasadzie uprawia się tu wszędzie: od Ligurii po Apulię i wszędzie produkuje się z nich słynne limoncello, ale ponoć tu na Amalfitańskim Wybrzeżu rosną najwspanialsze jej gatunki, również takie endemiczne, które zarastają swoimi wonnymi drzewkami tylko ten kawałek Italii i nie spotkacie ich nigdzie indziej, tak... cytryna to tutaj absolutna Królowa! Istnieją tu takie miejscowe odmiany, których owoce osiągają gigantyczne rozmiary; nazywa je się tu cytronami, choć to nie jest stricte taki azjatycki cytron, ale za namową naszej przewodniczki Agaty (tej z Neapolu) kupiliśmy i przekonaliśmy się, że grubą skórę tych cytronów można dosłownie chrupać jak jabłka - są przepyszne, po prostu wspaniałe i nie mają nic wspólnego z kwaśnym skojarzeniem:) a można je tu zrywać nawet prosto z drzewek, gdzie ich zniewalający zapach unosi się nad całą okolicą.
Limoncello - jakie by nie było - jest dla mnie generalnie za słodkie, za mocne i ogólnie mówiąc nie przepadam za bardzo, ale już inna specjalność: granito di limone - rodzaj cytrynowego sorbetu z kawałkami skruszonego lodu- to jest już poezja smakowa... hmm...

W jeden dzień i tak nikomu nie uda się odwiedzić wszystkich tych perełek, ale widok ich - z perspektywy wody, położenie i dwa przystanki w dwóch miejscowościach na dłużej – pozwolą zakochać się w tym miejscu na zabój i pozostawią tęskne i ckliwe wspomnienia na resztę życia a w naszym przypadku – absolutną chęć powrotu tutaj kiedyś na dłużej, bo wystarczył nam taki jeden dzień w tym miejscu, żeby już wiedzieć, że będziemy marzyć o choćby krótkim urlopie właśnie tutaj…, żeby móc codziennie poznawać dokładniej inne wioski tego cudnego kawałka Italii.

Bardzo dawno temu, gdzieś tak przed 860 rokiem n.e - Amalfi było potężną Republiką – swą potegą równało się z takimi jak ówczesna Wenecja czy Genua, - która zajmowała się głównie handlem na wodach morza śródziemnego – jak na republikę kupiecką przystało; i choć ciężko w to uwierzyć, ale w czasach bizantyjskich Reppublica Amalfitana należała do jednej z trzech głównych potęg morskich i właśnie ówczesne rywalizacje głównie z Genuą doprowadziły do upadku potęgi tej Republiki, ale zostawmy historię, zainteresowani głębiej tym tematem znajdą i doczytają sobie u źródeł a ja w wielkim skrócie opiszę urok tego miejsca po swojemu.

W Salerno pakujemy się więc na niewielki statek (jakie tu stale kursują co 30 minut, łącząc największe miejscowości wybrzeża) i płyniemy podziwiając położenie tych cudnych mieścinek, napawając oczy urodą klifów i skał, wszędobylskich cudownych pinii i charakterystycznych w tym rejonie kopułek kościołów krytych we wszystkich tych miejscowościach – wyłącznie majoliką, które dumnie górują nad malowniczą zabudową.

Mijamy takie perełki jak Vietri sul Mare, Cetara, Erchie, Maiori, Castiglione, Atrani, Praiano i kilka innych a pomiędzy tymi wioskami można obserwować dawne, dość liczne tu wieże strażnicze, używane niegdyś w celach obronnych, chroniące tutejsze osady przed atakami piratów, ale my te cudne miasteńka możemy podziwiać jednak tylko z perspektywy wody, bo do brzegu przybijamy na dłużej tylko do dwóch najsłynniejszych : Amalfi i Positano.

Pierwszy przystanek gdzie wysiadamy to owe cudne Positano, które skradło nam serca już od pierwszego wejrzenia.

Ech… to Positano… to prześliczna perełeczka tego wybrzeża, przez wielu uznana za jedno z najbardziej romantycznych punktów na mapie nie tylko Europy ale nawet … tak … świata!. Positano zachwyca bowiem swoim kaskadowym położeniem, niesamowitym urokiem i widokami tak malowniczymi , że zaczynamy wątpić za Steinbeckiem czy to oby na pewno nie sen… .

Nasz przystanek nie trwa jednak zbyt długo… pozwala nam jednak zobaczyć kilka urokliwych miejsc - jednym z nich jest słynny tutejszy kościół Santa Maria Assunta wybudowany w XIII wieku, z imponującą i przepiękna kopułą z ceramicznych płytek majolikowych.

Na ołtarzu głównym króluje bizantyjski portret Madonny z Dzieciątkiem, którego legenda głosi, że został wyrzucony przez piratów na tutejszy brzeg w czasie sztormu. Podobno piratów tych uciekających ze skradzioną w Bizancjum ikoną Czarnej Madonny, własnie w tej okolicy, dopadł nagle rozszalały sztorm, a świstający wiatr szeptał do ich uszu, słowa: Posa! Posa! (po włosku „Odłóż! Odłóż!”) - gdzie przestraszeni złodzieje posłuchali głosów i wyrzucili na brzeg bezcenną XIII-wieczną ikonę, którą w tutejszym kościele możemy podziwiać do dziś, a od tego Posa Posa – prawdopodobnie pochodzi źródło dzisiejszej nazwy - Positano:).

Positano to kurort bezsprzecznie bardzo luksusowy i o ile nie dysponujemy zbyt grubym portfelem, to raczej tu sobie nie poszalejemy:) , bowiem ślady high life’u znajdziemy tu wszędzie - butiki z ekskluzywna odzieżą, strasznie drogą ceramiką, wspaniałe zaciszne luksusowe wille i takież same samochody stojące pod nimi, te jachty kołyszące się na wodzie…. te ekskluzywne restauracje i cudownie klimatyczne knajpeczki….a tutejsze imprezy i dancingi słyną z przepychu strojów gości; no wszystko wokół błyszczy na bogato; ale ja mam na myśli oczywiście jakieś bardziej przyziemne sprawy: jakieś zakupy czy wyborne, pyszne lokalne jedzonko, z którego przecież słynie ta część Italii, itd… nie mówiąc już o tych wszystkich hotelach, wieczornych drineczkach w tutejszych kawiarniach, itd…, ech… można by tu stracić niezły majątek:) , ale nam – w tej opcji w jakiej tu jesteśmy - to raczej nie grozi:)

Kolejnym cudnym miejscem jest Amalfi – ale jednak po Positano – nie robi już na nas aż takiego wrażenia; oczywiście co innego jest wpaść gdzieś (jak my) na dwie godziny, a co innego jest mozliwość pobycia w takim miejscu nieco dłużej… ech, jakby tak człowiek mógł sobie pomieszkać tu chociaż ze dwa dni… porozkoszować się atmosferą tego miejsca…wieczornymi widokami oświetlonego Amalfi, zaznać uroku nocy gdzieś w jakiejś romantycznej knajpeczce przy winku i świecach…. no wtedy to odbiór byłby zupełnie inny…., ale to może kiedyś innym razem, bo niestety w Amalfi spędzamy zbyt mało czasu żeby móc w nim zasmakować tak naprawdę.

Pokręciliśmy się tu troszkę po głównym Placu, zapuściliśmy się w wolnym czasie w wąskie, amalfitańskie uliczki, zakupiliśmy trochę tutejszego limoncello, zwiedzilismy niezwykle piękny i ciekawy kościół Św. Andrzeja skrywający piękne zabytki i zaraz trzeba było wracać na statek, którym z powrotem popłynęliśmy do Salerno i tak zakończyliśmy przepiękny dzień na amalfitańskim wybrzeżu, dzień, którego długo nie zapomnimy…. a marzenie o powrocie tutaj - na pobyt w indywidualnej opcji – będzie siedziało w nas głęboko…..oj bardzo głęboko…..

Niestety takie miejsca są bardzo licznie odwiedzane, bo ludzi było tu chyba jeszcze więcej niż na Capri:); choć to przecież maj - czyli w końcu jeszcze przed sezonem , ale myślę, że jak Ci wszyscy jednodniowi turyści( jak my:)), których jest tu zatrzęsienie, wsiądą na te setki cumujących w przystani stateczków i różnych łodzi i odpłyną w siną dal…. a słońce zacznie swój odwieczny spektakl barwnego zachodu - to nagle to miejsce otoczy się niezwykłą magią…. zapanuje cisza i wszechogarniający spokój otulony w wieczornym świetle i migoczącym blasku kawiarnianych świec i gwiazd… i wtedy …. wtedy chyba właśnie ujawni się pozostałe 95% uroku tego miejsca….:) i to jest właśnie to nasze marzenie na kiedyś tam… w nieokreślonej przyszłości, Ech ….


Komentarze:


AniaMW
2018-07-21


Ileż to Włochy mają takich ukrytych pereł...

kawusia6
2018-07-18


Opis wspaniały i zachęcający do dłuższych odwiedzin. Podobnie jak Ty kiedyś byłam tam -niestety też było to takie szybkie zwiedzanie. Widoki cudne; zapadające w serce i pamięć. Galeria piękna ...

danutar
2018-07-17


Z przyjemnością przeczytałam i wpisałam na samą górę swojej listy :)
A teraz lecę oglądać galerię :)

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Galeria zdjęć (liczba zdjęć: 218)

poranek w Salernoporanek w Salernoprzystań w SalernoSalerno o zachodzie słońca w zupełnie innym świetleSalerno o zachodzie słońca w zupełnie innym świetleno to wypływamy podziwiać to cudo jakim jest Costiera Amalfitana