Podróże, wakacje
Wakacje
Nawigacja: Strona główna » Artykuł
Porada miesiąca: Zobacz jak tanio zarezerwować hotel! >>

Tigelle

Tigelle

Tigelle - świeżutkie, chrupiące i pachnące są wizytówką Modeny. Mogą być przekąską, głównym daniem lub deserem. W zależności od fantazji jedzącego.
 

Bliższą znajomość z tigellami zawarłam pewnego grudniowego wieczora. Wysiadłam z samolotu głodna, zmarznięta i nieco zdenerwowana, bo lot opóźnił się prawie o 3 godziny. Mojemu znajomemu wystarczył jeden rzut oka, żeby zorientować się w sytuacji. Jeżeli natychmiast mnie nie nakarmi, krew się poleje.

Wycieczki do Włoch - sprawdź ofertę i ceny >>

Niestety, był poniedziałkowy wieczór, czyli czas, kiedy większość restauracji we Włoszech jest zamknięta. Ale od czego znajomości. Padrone Alberto Caschi, właściciel małej lokandy w pobliżu Modeny, z uśmiechem zaprosił nas do kuchni, w której przyjemnie buzował ogień. Obok kominka leżało kilka okrągłych krążków zrobionych z gliny. Alberto właśnie miał zamiar przygotować małą przekąskę dla siebie i żony. Pomiędzy dwa krążki z wypalonej gliny wkładał porcję ciasta, przygotowanego z mąki, wody, oliwy i odrobiny soli. Ciasto przykrywał drugim krążkiem i wkładał w przygotowany w kominku żar. Tak właśnie robi się tigelle.

Popijając czerwone wino, czekaliśmy, aż ciasto będzie gotowe, a Alberto opowiadał nam historię tego dania, które zajmuje poczesne miejsce w kulinarnej historii regionu Emilia-Romagna i w sercu każdego mieszkańca Modeny. Kiedyś te małe chlebki pomogły przetrwać trudne czasy głodu, kiedy cały obszar zalała powódź. Odegrały również ważną rolę w trakcie wojen między Gibelinami a Gwelfami. Wzory wypalone na tigellach służyły jako znaki rozpoznawcze stronnikom poszczególnych grup. Wzory ryto na wewnętrznych stronach glinianych krążków, między którymi pieczono ciasto.

TigelleryAlberto ostrożnie, za pomocą specjalnych szczypiec, wyciąga je z kominka i owija tigellę w liście orzecha, żeby zachować ciepło i zapobiec wyschnięciu apetycznie przyrumienionego krążka. I od nowa powtarza całą procedurę, aż na stole piętrzy się cały stos tigelli. Na oko wygląda na to, że Alberto zamierza zaprosić na kolację jakiś zagubiony w czasie oddział Gibelinów. Krążków jest chyba ze sto. Wtedy do akcji wkracza jego żona, na stole, jak za sprawą magicznego zaklęcia, pojawiają się dodatki: kremowy ser stracchino, który można rozsmarować na jeszcze dymiącym krążku tigelli, cieniutkie plastry szynki parmeńskiej, smalec (!), słone salami i bresaola, starty parmezan i zielone pesto modenese. Niby nic, parę krążków chleba typu focaccia, kilka dodatków. Można jeszcze pogryzać surowe warzywa maczane w sosie z oliwy i aceto balsamico. A był to jeden z najlepszych posiłków, jakie jadłam. Na pewno wpływ na to miało również otoczenie: ogień na kominku w kuchni dwustuletniego domu i pyszne miejscowe wino. Albowiem do tigelli powinno się pić tylko Lambrusco, różowe lub czerwone miejscowe wino typu spumante. A co na deser? Tigelle oczywiście! Tym razem z nutellą, kremem czekoladowym, bez którego Włosi nie wyobrażają sobie życia.

Tigelle można spotkać również pod nazwą crescentine. Dosłownie znaczy to „małowyrośnięte”. Bardzo łatwo przyrządza się je w domu, niech was nie przerażają te gliniane krążki. W wielu supermarketach można kupić metalową tigelierę, która wygląda i działa podobnie jak gofrownica.

Na początek możecie skorzystać z łatwego przepisu.

Tigelle vel crescentine modenese (dla 4 osób):

  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklanka wody lub mleka
  • 3 dkg drożdży
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru

Drożdże i cukier trzeba rozpuścić w wodzie lub mleku. Wlewamy to wszystko do miski z mąką, dodajemy sól i wyrabiamy na jednolitą masę (ok. 5 minut), potem wlewamy oliwę i dalej wyrabiamy, aż ciasto wchłonie cały tłuszcz. Pozwalamy mu „odetchnąć” pod przykryciem w ciepłym miejscu przez około pół godziny. Potem rozwałkowujemy je na grubość 5-7 mm i wrzucamy do tigeliery (można spróbować gofrownicy). Smażymy 3 minutki z każdej strony.

Prosciutto, salami, a nawet stracchino możemy bez problemu kupić w Polsce. Żeby ubarwić dodatki, można zrobić tradycyjne pesto modenese.

Pesto modenese (wersja znad Wisły)
Potrzebne jest ok. 1/3 szklanki dobrego tłuszczu (jeżeli nie mamy pod ręką włoskiej pancetty możemy użyć drobno pokrojonego bekonu lub po prostu smalcu). Oprócz tego bierzemy jeszcze drobno pokrojony ząbek czosnku, łyżkę świeżego rozmarynu i pół szklanki startego drobno parmezanu. Miksujemy wszystko razem i wychodzi nam smakowity, gęsty sos, który świetnie komponuje się z chrupiącą tigellą.

/ asp, fot. asp /

Komentarze:


Brak komentarzy.


Aby skomentować musisz być zalogowany.

REKLAMA