Oferty dnia

Mauritius - Cap Malheureux - relacja z wakacji

Zdjecie - Mauritius - Cap Malheureux

W styczniu 2012-go roku trafiłam na promocję z Virgin Holidays i bez dłuższego zastanowienia wykupiliśmy wycieczkę. Mauritius był moim numer jeden na liście z dalekich podróży. Powodów jest wiele, m.in.: nie są potrzebne żadne szczepienia, wszędzie można się porozumieć w języku angielskim, jest bezpiecznie i nie trzeba przebywać w zamkniętym resorcie, a przede wszystkim krystalicznie czysta woda, pyszne jedzenie i mili ludzie.

Sam lot był dosyć męczący, po 6 godzinach mieliśmy przesiadkę w Dubaju, 3 godziny postoju i kolejne 6 do samego Mauritiusa. Pierwszy raz spędziłam tyle czasu w samolocie. Lecieliśmy liniami Emirates i trzeba przyznać jedno - robią wrażenie. Po wylądowaniu na miejscu nie mogliśmy znaleźć przedstawiciela z Virgin’a, ale na szczęście zobaczyliśmy naklejki na bagażach u innych i śledząc ich dotarliśmy do autobusu.

Po kolejnych prawie dwóch godzinach ledwo co przytomni dotarliśmy do hotelu. Był to Coin de mire (***). Jak na 3 gwiazdki standard był bardzo wysoki, pokoje czyste i pyszne jedzonko. Spod hotelu kursują co chwilę autobusy , można nimi dojechać w ok. 5 min do Grand Baie. Jest to miasteczko typowo turystyczne, sporo knajp , barów , ale również supermarkety, poczta itd. Ku naszemu zdziwieniu podczas jednego ze spacerów zauważyliśmy napis na jednej z łodzi: „Wojtek’s diving” i pierwsze co pomyślałam, to ... Polacy są wszędzie ;).

Po dwóch dniach na cudnej wyspie wynajęliśmy samochód na 3 dni za uwaga (80 zł! ). Jest to dobry pomysł, ale tylko dla pewnych siebie kierowców, bo na autostradzie ludzie jeżdżą jak szaleni, oczy trzeba mieć wokół głowy. Są również miejsca bez pobocza, z ostrymi zakrętami, jak to na większości wysp bywa.

W pierwszej kolejności odwiedziliśmy La Vanille Park, są tam ogromne żółwie sprowadzone z Madagaskaru, (mają ponad 100 lat jak i ponad 100kg wagi) oraz krokodyle i inne egzotyczne zwierzaki. Na drugi dzień zostawiliśmy Chamarel, jest to wulkaniczna ziemia, która się mieni na 7 różnych kolorów - przepiękne zjawisko i jedyne takie świecie. w odległości spaceru znajduje się również największy wodospad na Mauritiusie.

Gdy oddaliśmy auto nie zostało nic innego jak odwiedzić pobliskie wysepki takie jak : Ile aux cerf lub wyspę Gabriela. Ocean indyjski w tych miejscach miał najpiękniejsze kolory jakie widziałam :). Jeśli chodzi o jedzenie, dominuje kuchnia indyjska i owoce morza, ryby. Co do ludzi podobnie - większość z nich przybyła z Indii, są dość otwarci i pomocni. Polecam każdemu, na samą myśl o tym miejscu robi się cieplej na sercu :).

Planujesz wakacje? Zobacz nasze propozycje wycieczek:
Co warto zwiedzić?

Ziemia Chamarel zwana „Ziemią Siedmiu Kolorów”, obok tego jest również największy na wyspie wodospad. Wybrać na wyspę Gabriela, albo Ile aux cerf.

Autor: MagdaLena / 2012.06
Komentarze:

kawusia6
2019-02-20

Mauritius jest też na mojej liście marzeń- dzięki za piękne zdjęcia które "kuszą", aby odwiedzić tamte regiony :)

dinus
2018-09-08

Juz Cie znalazlem i napisalem do Ciebie

dinus
2018-09-08

Hej Magda, zdjecia pierwsza klasa. Mozesz sie jakos ze mna skontaktowac prosze. Pzdr Slawek