Podróże, wakacje
Wakacje
Porada miesiąca: Zobacz jak tanio zarezerwować hotel! >>

Belize, Belize - Caye Caulker - porady, zwiedzanie i opis wakacji użytkownika krakowianka.

Listopad 2015
Caye Caulker

Ameryka Środkowa a w niej małe państewko Belize, które udało mi się w jednej maleńkiej cząstce zobaczyć, podczas mojej miesięcznej podroży. Właściwie to nigdy nie śniło mi się, że moje nogi tam postaną, a oczy zobaczą ten przepiękny kawałek świata.

Belize - państwo w Ameryce Środkowej, lezące na półwyspie Jukatan, nad Morzem Karaibskim, od północy graniczące z Meksykiem, a na zachodzie z Gwatemalą.

To maleńki kraj karaibski, który do roku 1981 był kolonia brytyjską i nazywał się Brytyjski Honduras. My tylko zaliczyliśmy jedną największą i najbardziej znaną wyspę Caye Caulker lezącą 32km od Belize Cite. Caye leży tuz przy drugiej, po Australii największej, rafie koralowej na świecie.

Cayes - czytane jak angielski keys, to małe piaszczyste wysepki wyrastające na powierzchni rafy koralowej. Jest ich setki, jedne można zwiedzać, a inne po prostu oglądać od strony morza.

Na naszą wysepkę dojechaliśmy busem z Gwatemali do Belize City, do że każdy plecak, walizka jest znaczona etykietką z numerem. Jedna część etykietki przyklejają do bagażu, a drugą dostaje właściciel. I na miejscu odbiera się swój bagaż, za okazaniem numerku. Raczej bagaże nie giną, bo w sumie cały czas się widzi jak wjeżdżają na łódkę, i w którym miejscu są składowane. Podróż łódką była niezapomniana. Akurat siedziałam na plastikowym krześle w drugim rzędzie, na powierzchni, bez daszka i ochrony. I rejsik 45 minutowy dłużył się przeokropnie. Łódka pędziła, wiatr smagał po oczach, uszach, a były chwile, że ciężko było złapać oddech. Najpierw założyłam bluzkę z długim rękawem, potem szalik, i watę do uszu, a głowę schyliłam do kolan, żeby uchronić twarz przed wiatrem. Było mi obojętne co pomyślą współpasazerowie. Moja twarz po wyjściu na brzeg była sztywna, sucha i ciężko było otworzyć usta. Darmowy lifting czterdziesto minutowy!

A wyspa jak na pierwsze wrażenie, taka jakaś mała, zaniedbana, i gdzieee plaża z białym piaskiem?

Melex, jedyny środek transportu na wyspie (oprocz roweru) zawiózł nasze bagaże do dość sympatycznego hotelu, znajdującego się przy głównej ulicy z widokiem na morze. Ta ulica służy za miejsce reprezentacyjne wyspy. Na niej znajdują się hotele, kafejki i restauracje, i agencje turystyczne specjalizujące się w sportach wodnych (gł. nurkowanie, windsurfing czy stand up-stanie na desce odpychając się wiosłem i kąpiel z rekinkami).

Wysepka jest tak mała, że obejdzie się ja w ciągu poł godziny. Główna ulica hotelowa służy za promenadę piesza, jazdę na rowerze i ulice dla melexów. Mieszkańcy w stylu regee chodzą bosa, paląc trawkę, śpiewając i popijając rum z mleczkiem kokosowym.

Jest jeszcze boczna ulica, na której są bary i większa część restauracyjek i domów mieszkalnych. Tył wyspy to ulica tylko z kolorowymi domami mieszkańców z widokiem na morze i inną wysepkę. Wszystkie domy prywatne są na palach. Mozna zobaczyć ledwo stojące domy, wręcz walące się, a obok super wille z czystym ogródkiem w którym rośnie obowiązkowo palma i kwiaty. Niektóre są naprawdę wypasione. Nie ma chodników, ulic, chodzi się po piasku i to najlepiej na bosaka. Policjanci spotkani na wyspie paradują w białych koszulkach polo z odznaką i czarnych szortach. Na głównej ulicy króluje znak GO SLOW. Czyli po naszemu: turysto przyjechałeś do raju, gdzie się nie trzeba spieszyć, trzeba pozostawić gdzieś tam w tyle troski, kłopoty i stresy-jednym słowem życie codzienne. Stawiając nogę na wyspie przenosimy się w inny rytm ślimaka, chodzimy wolno ,na luzie i jak KTO MA OCHOTE(w bikini, szortach)!

Atmosfera udziela się każdemu. Po wdepnięciu do pokoju, i przebraniu się w luzackie ciuchy, idziemy na mały rekonesans wyspy.

I tu pierwsze spostrzeżenie: NIE MA PLAZY. Jedyny mały kawałek plaży znajduje się na końcu wyspy przy Bar Lazy Lizard, który w całości jest okupowany przez młodych Amerykanów, którzy bawią się na całego. W tej knajpce-barze można się napić, zjeść i pobawić siedząc albo na podłodze z piasku, albo na ławkach na plaży, albo na stolach ustawionych wprost w turkusowym morzu. Można nawet usłyszeć polski kawałek. Nie uwierzycie, ale nam się to udało. Siedzieliśmy zawiedzeni, że nie ma plaży z białym piaseczkiem do wylegiwania się, popijaliśmy piwo. A tu nagle płynie polska piosenka. Czad jednym słowem...

Co do kąpania, to można się zamoczyć i popływać przy tym barze. Ale trzeba uważać baaardzo, bo podobno na wyspie na przeciwko są krokodylszczaki. Jest jeszcze jedno miejsce koło bezpośredniej kafejki, ale tak małe, że nawet nie ma się wielkiej ochoty na pływanie. Zwłaszcza, że w wodzie są szczątki lasu mangrowego który rośnie przy wyspie.

Ja byłam bardzo z tego powodu niepocieszona, właściwie to cały pobyt na wyspie stracił dla mnie urok. Marzyło mi się wystawić moje zmęczone członki na słonce i popływać w tej cieplutkiej wodzie. A tu nie było gdzie!!! Porażka.

Udało mi się następnego dnia, kiedy wypłynęliśmy na pływanie z REKINKAMI. Tak dobrze czytacie: pływaliśmy w wodzie z rekinkami, które były wcześniej karmione planktonem. Superowa wycieczka z naszym przewodnikiem, któremu nadaliśmy ksywę: Ninja (od jakiejś tam bajki) i strażnikiem tego akwenu morskiego. To właśnie strażnik przyniósł nam na rękach rekinka. Dotknęłam ale miałam cykora. W ogóle to na początku nawet nie chciałam wejść do wody. Dopiero po chwili mówię sobie „raz kozie śmierć” i wskoczyłam. A jak już pokosztowałam wody, to rekinki były mi no powiedzmy obojętne. A jeszcze mogliśmy pogłaskać płaszczki. Po kąpieli z najgroźniejszymi „ssakami morskimi” popłynęliśmy na rafę. Jest inna kolorystycznie niż ta w okolicach Egiptu. Nie ma tak kolorowych rybek i nawet ta rafa belizyjska jest ciemniejsza i inna. Ale wrażenie niesamowite, pozostanie mi w pamięci na zawsze.

Na wyspie można jeszcze pokosztować świeżych langust smażonych na grillu - palce lizać. Popić rumu w kokosie, tylko trzeba uważać bo cyganią cenowo strasznie. Można się przejechać i za taki dobry napój nawet zabulić dziesięć dolarów, zamiast pięć. Ale z turysta wszystko można nieprawdaż!

Ja osobiście jeszcze byłam przeszczęśliwa bo na Caye Caulker zjadłam pierwsze śniadanie europejskie od dawna... Delektowałam się nim z godzinę.

Półtorej dnia wystarczyło na załapanie oddechu i naładowanie baterii w sielankowej atmosferze. Jeszcze dzień dłużej pobytu i zaczęłoby się nam nudzić!

Wyspa jest idealna dla młodych do zabawy w swoim gronie i do korzystania z życia na wszelki sposób.

Porady i ważne informacje

  • Na wyspie można płacić dolarami. Ale już wydają dolary belizyjskie. W sklepach trzeba prosić o wydanie dolarów amerykańskich.
  • posiłek: langusta, sałatka, ryz i piwo-ok.10$
  • ceny posiłków jak w Polsce od 25ZL w górę
  • Kąpiel z rekinami - 30$

Komentarze:


Brak komentarzy.


Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Galeria zdjęć (liczba zdjęć: 25)

Caye CaulkerCaye CaulkerCaye CaulkerCaye Caulker