Oferty dnia

Szwecja - Malmo, Goteborg i inne - relacja z wakacji

Zdjecie - Szwecja - Malmo, Goteborg i inne

Szwecja cz. 1


W tym roku postanowiliśmy z mężem wybrać się na objazdową wycieczkę do Stavanger w Norwegii - przez Szwecję. Oczywiście zaraz po zapadnięciu decyzji zaczęłam przygotowania, na TM forum zapytałam o porady, popytałam wśród znajomych i rodziny i z wiedzą tak zdobytą zaczęliśmy podróż. Przed wyjazdem wysłałam zapytania o nocleg do wielu ludzi zarejestrowanych na stronie couchsurfing.org - na szczęście udało się znaleźć noclegi we wszystkich interesujących nas miastach. Wykupiliśmy ubezpieczenie dla nas w razie nagłej choroby - przeziębienia, złamanej ręki czy takich tam, autko również ubezpieczyliśmy. A i tak w drodze nas spotkały niespodzianki, ale o tym później:) Nastąpiły wielkie zakupy i pakowanie. Z rad skorzystałam i wzięłam sporo jedzenia, do tego celu specjalnie nawet nabyliśmy lodówkę turystyczną. W planach była też noc od namiotem, więc spakowałam namiot, śpiwory, koce, poduszki i oczywiście trochę ubrań i kosmetyków. Byliśmy gotowi do drogi.

Dokładnie o 8.50 rano dnia 19.07.2013 spod bloku rozpoczęliśmy pierwszy tak długi wyjazd i to w dodatku objazdowy z nietypowymi noclegami. Na początek dojechaliśmy do Świnoujścia skąd odpływał prom do Ystad. Na miejscu zatankowaliśmy do pełna gaz w aucie, na wszelki benzynę dolaliśmy wcześniej. (z info w Szwecji nie ma za bardzo gdzie gazu zatankować). Przed odpłynięciem spotkałam się ze znajomym mieszkającym w tym nadmorskim mieście. Przed 12 Artur pojechał do pracy a ja z mężem na odprawę promową. Niestety w kolejce do niej nastąpił pierwszy i nie ostatni problem - spaliła nam się lampka światła stop. A, że nie było wyjścia to już z taką pojechaliśmy do Malmo licząc, że policja nas nie złapie a jak nawet to uda się jakoś wykręcić. Po odprawie wzięliśmy kilka potrzebnych gadżetów i poszliśmy na pokład rozejrzeć się. Po oglądnięciu kątów na promie obejrzeliśmy wypłynięcie z portu, potem obiad niestety jakoś mi się zaczęło w żołądku przewracać i aby zapobiec nieprzyjemnością związanym z morską chorobą wypiłam po obiedzie 50 ml wiadomo jakiego napoju i od razu było lepiej :). Potem drzemka , kolacja i piwko na podtrzymanie dobrego samopoczucia żołądkowego i zaraz można było szykować się do opuszczenia promu. Rejs trwał 7h i 15 min. Chwilę trwało przybicie do brzegu i zjechanie na ląd, ale już chwile później jechaliśmy na spotkanie naszego pierwszego hosta w Malmo. Na szczęście ulica szukanego przez nas domu była dość blisko miejsca, w którym wjeżdżaliśmy do miasta. Mieliśmy mały problem z jej znalezieniem, ale przypadkowo spytany przechodzień sprawdził nam na telefonie gdzie ona jest a potem nas tam „zaprowadził” (jechaliśmy za nim - on na rowerze my autem). Dotarliśmy na miejsce poczekaliśmy chwilę na naszego gospodarza, którą poświęciliśmy na spacer.

Pierwsze zauważone dla nas całkiem fajne rzeczy to:

  • Słupki oddzielające pasy na drodze o podwyższonej prędkości, nie ma możliwości wyprzedzania na 3 czy 4 jak to u nas się dzieje często,
  • Przy prędkości każdy się do nich stosuje i nikt z tego powodu nie trąbi i się nie niecierpliwi,
  • W Malmo na obrzeżach wiele nieprzypiętych rowerów, których nikt nie kradnie,
  • Ścieszki rowerowe na każdej drodze, rowerzyści traktowani z szacunkiem, mający naprawdę prawa uczestników ruchu - włącznie z oddzielnymi światłami dla siebie.

Z trochę dziwnych to zauważyliśmy, że okna mieszkań są bardzo nisko często bez żadnych żaluzji ani firanek przez co można praktycznie wszystko obejrzeć w mieszkaniu. Przez te właśnie okna zauważyliśmy, że Szwedzi w wystroju wnętrz są bardzo minimalistyczni. Żadnych bibelotów na półkach, pamiątek, czasami parę książek lub jakiś obraz na ścianie. Szafki często białe, ściany też bez śladu kolorowej farby lub tapet. Po powrocie ze spaceru przywitaliśmy się z gospodarzem i jego pozostałymi gośćmi bo jak się okazało oprócz nas była jeszcze jedna para Niemców. Oczywiście wypiliśmy zimne polskie piwko i zaczęliśmy flaszeczkę po 2 kieliszkach przekonani byliśmy z Piotrkiem, że impreza się zaczyna a ta się skończyła. Poszliśmy spać my rano jak nowo narodzeni a nasz gospodarz - francuz wstał z kacem? Następnego dnia wszyscy razem zwiedziliśmy miasto, poszliśmy na plażę a wieczorem na koncert. Przed wyjściem na miasto udało się ogarnąć mechanika, który na szczęście wymienił nieszczęsną lampkę na miejscu za 100 koron (w tym nowa żarówka) co dla nas było miłym zaskoczeniem (z uwagi na to, że kraj drogi i ceny wysokie spodziewaliśmy się, że będzie to nas kosztowało ze 300 koron). Malmo trzecie co do wielkości miasto Szwecji z niespełna 270 tys. mieszkańców jest miastem, które w XVI w. konkurowało z Kopenhagą o status stolicy Skandynawii. Miasto ma mnóstwo atutów od pełnego życia i atrakcji centrum z mnóstwem interesujących kafejek i pubów poprzez plażę z widokiem na most łączący Szwecję z Danią po piękne zabytki. Na szczególną uwagę zasługuje ratusz znajdujący się przy jednym z największych placów Skandynawii - Stortorget, jak i sam plac, który okalają wąskie urokliwe uliczki ze starymi drewnianymi domami. Nie można pominąć kościoła św. Piotra zbudowanego w stylu gotyku bałtyckiego w XIII w. znajdującego się na północny wschód od Stortorget . Kościół wyposażony jest w piękny rzeźbiony ołtarz z 1611 r., wierze powstałe w XV w. oraz miedziane zwieńczenia pochodzące z 1890 r. W weekendową sobotę proponuje zjeść śniadanie i napić się kawki w jednej ze „śniadaniowych” kawiarenek. Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy w dalszą drogę. Mimo, że nasz czas w Malmo się skończył po dniu pełnym wielu niezapomnianych przeżyć i mimo, że nie zobaczyliśmy pewnie jeszcze wielu ciekawych miejsc opuszczaliśmy miasto zadowoleni.

W drodze do miasta Goteborg z pomocą przewodnika zaplanowałam odwiedzenie kilku ciekawych wg mnie miejsc. Drogą E 20/ E 6 trochę przez przypadek dojechaliśmy do Landskrony niestety nie mieliśmy czasu na dłuższy pobyt w tym mieście, zwiedzanie i zrobienie fotek więc obejrzeliśmy je tylko przejazdem, ale za to dość dokładnie. W pamięci pozostają wspomnienia dla nas a ode mnie dla Was rekomendacje ZDECYDOWANIE WARTO JE ODWIEDZIĆ NA JAKIŚ WEEKEND Z RODZINKĄ. Bardzo miła pani z centrum informacji turystycznej dała nam mapkę i podpowiedziała co warto zobaczyć. A, że było po drodze posłuchaliśmy owej pani- było naprawdę warto. Gdy dojechaliśmy na miejsce ukazał nam się przepiękny widok zarówno opisany w przewodniku jak i przez panią z informacji turystycznej. Morze, skały i kilka miast między innymi duńska Kopenhaga i Helsingor po drugiej stronie wielkiej wody zrobiły na nas niesamowite wrażenie zwłaszcza, że pogoda dopisała.

W niedalekiej odległości od Glumslow (miasteczko z opisanym niezwykłym widokiem) znajduję się miejscowość Sofiero, do której skierowaliśmy nasze następne „kroki”. W Sofiero jest jeden z wielu zamków i dworów charakteryzujących Skanię, dworek zbudowany został w 1857 r. i służył królowi Gustawowi VI Adolfowi jako letnia rezydencja aż do jego śmierci w 1973 r. Dzięki hobby króla - botanice ogrody wokół pałacu stały się wielka atrakcją. Ja sama chętnie bym się w nich mogła zgubić, piękne kwiaty, żywopłoty, strumyczek i labirynty to tylko, niektóre z oferowanych cudów tego miejsca. Plany dalszej podróży do Goteborga uległy zmianie po spacerze w ogrodach Sofiero, jego uroki nas pochłonęły i pominęliśmy odwiedzenie kilku mniejszych miasteczek znajdujących się przy drodze do naszego następnego celu podróży z uwagi na późną porę.

Po dotarciu do Goteborga zatrzymaliśmy się żeby ustawić na GPS-ie adres kolejnego hosta i niespodzianka. Nie mamy w urządzeniu Szwecji, z ciekawości sprawdziłam Norwegię - też nie ma. Przekonani, że będzie - nie sprawdziliśmy na google map drogi a i map miast nie kupowaliśmy pewni, że jest GPS i nie ma konieczności wydawać kasy na mapy. I w tym miejscu się zaczęło dzwonienie, tłumaczenie gdzie my jesteśmy i że nasze miejsce noclegowe jest po drugiej stronie miasta, szukanie mapy jakiejkolwiek, niestety w niedzielę ok. 19 większość sklepów zamknięta, docierając do dworca uzyskaliśmy mapkę turystyczną. Co prawda samego centrum, ale były linie tramwajowe i uznałam że pojedziemy „po torach”, Piotrek zdobył mapkę dużą, za free z hotelu Radisson (ten sposób polecam - podobno w każdym hotelu mają mapę danej miejscowości i co ważne gratis). Byliśmy uratowani. Droga wydawała się prosta, ale niestety okazało się, że w Szwecji a później i Norwegii - prosto to czasami bardziej na prawo a czasami bardziej na lewo i że nawet dość duże drogi są bez przejazdu lub wjazdu. Na miejsce dotarliśmy psim swędem mając więcej szczęścia niż rozumu. Po rozpakowaniu, wypiliśmy piwko w miłym towarzystwie, nauczyliśmy się czegoś nowego jak od każdej nowo poznanej osoby a potem do łóżka bo czekał nas kolejny ciężki i bogaty w nowe doświadczenia dzień.

Goteborg zwiedziliśmy podczas ok. 9 h spaceru dzięki czemu przeszliśmy ładny kawał miasta i widzieliśmy dość sporo. Wyruszyliśmy z Chapm Torg do centrum przez Slottsskogsparken. Park okazał się urokliwy, z niewielkim ale bardzo fajnym zoo. W zoo były zwierzęta domowe, ale również foki i przesłodkie pingwiny. Spróbowaliśmy szwedzkich lodów o smaku lukrecji. Dość nietypowy smak inny niż wszystko co jadłam, najpierw były słodkie a potem słone, dopóki się szybko jadło było ok - żeby nie dopuścić do czasu aż staną się słone. Ten czas niestety zawsze następował:(. Później zjadłam „normalne” lody i byłam zadowolona.

A jak już o szwedzkim jedzeniu to próbowaliśmy też pastę z tubki o smaku krewetek, raków czy czegoś podobnego - szczerze obrzydliwa jak dla mnie. Zgodnie z mężem uznaliśmy, że pasta była nie za bardzo, lody również i aż zaczęłam się bać o ichnie obiady i miałam coraz mniejsza ochotę ich próbować. Nie miałam do tego sposobności bo jakoś nie znaleźliśmy knajpy ze szwedzkimi obiadami i zjedliśmy coś innego. A, że fanką owoców morza i ogólnie morskich specjałów nie jestem więc może i dobrze, że los mnie oszczędził.

Ale wracając do tematu zwiedzania, z parku różnymi uliczkami doszliśmy do Uniwersum, następnie na stadion. Potem przez Avenyn (główna aleja miasta, reprezentacyjna, z mnóstwem knajp i butików) doszliśmy do Saluhallen zbudowanego w latach 1886 - 1889, z wieloma szwedzkimi specjałami - owocami morza, serami, mięsami i słodyczami były nawet stoiska z polskimi wyrobami głównie mięsnymi. Następnie szliśmy w stronę nadbrzeża: rzuciliśmy okiem na Goteborgsoperan - nowoczesny gmach opery otwarty w 1994 r.; Maritima Centrum - Centrum Morskie przy Pakhuskajen uznawane za największe na świecie pływające muzeum z 15 jednostkami w tym łodzią podwodną, niszczycielem i latarniowcem. Ciekawym pomysłem na rozwiązanie problemu z miejscami parkingowymi był dla nas prom na stałe przymocowany do nadbrzeża pełniący rolę parkingu. Powoli kierując się w stronę domu pospacerowaliśmy po starej dzielnicy Haga, która warta była odwiedzenia bo jest prześliczna, następnie posililiśmy się próbując felafe (pyszne kulki z kukurydzy smażone w głębokim tłuszczu) a potem Slottsskogsparken doszliśmy s powrotem do domu i spędziliśmy kolejny miły wieczór z naszymi gospodarzami.

Kolejnym celem podróży było Oslo. Przejechaliśmy zaplanowaną trasą przez wyspy: Tjorn i Orust (trzecia co do wielkości wyspa Szwecji), jak się okazało podczas spaceru bardzo malownicze. Z małymi plażami, na których odpoczywali głównie miejscowi. Na kilkadziesiąt samochodów tylko dwa były na niemieckich blachach i jeden na polskich - nasz:) Nieduże i urokliwe miejscowości głównie rybackie. W markecie dało zauważyć się wyższe ceny niż np. w Malmo. W przedostatnim szwedzkim mieście Tanumshede znaleźliśmy fajna knajpkę na obiad. Niedaleko były małe miejscowe sklepiki, gdzie nabyłam pamiątki dla bliskich za ostatnie szwedzkie korony. Niedaleko Halked przekroczyliśmy granicę Szwedzko - Norweską. A co działo się po drugiej stronie można przeczytać w kolejnej części podróży.

Planujesz wakacje? Zobacz nasze propozycje wycieczek:
Co warto zwiedzić?

  • Malmo,
  • Goteborg,
  • ogrody Sofiero i pozostałe opisane miejsca.

Porady i ważne informacje

Ceny (1 korona ok 0.50 groszy):

  • bilet na autobus ok 19 koron,
  • napój 1.5l ok 25-30 koron,
  • piwo 2.8% ok 20 koron, a 3.5% ok 55 koron w supermarkecie za 6 szt,
  • grill jednorazowy 30-35 koron (rewelacyjny, rozpala się szybko i kiełbaski pieką się moment),
  • chipsy ok 25 koron,

Wszędzie można zrobić grilla w każdym parku, więc jest to tani i przyjemny sposób na obiad. Sporo jest punktów z rowerami miejskimi, którymi praktycznie za darmo można zwiedzić miasto pod warunkiem, że co max pół h wymienimy rower. Wszelkie butelki i puszki po napojach można oddać w każdym większym sklepie.

Autor: myszka / 2013.07
Komentarze:

myszka
2014-08-07

Dziękuję:)

Pawel_88
2014-06-21

Fajny opis, przyjemnie sie czyta :)