Polska - Jesienna Lubelszczyzna - relacja z wakacji

Zdjecie - Polska - Jesienna Lubelszczyzna
Ponieważ na początku października mieliśmy w planie wyjazd do Lublina z okazji urodzin mojej córki i jednego z wnuków, pomyślałam, że przy okazji warto sobie zorganizować jakiś ciekawszy wyjazd na Lubelszczyznę. Uświadomiłam sobie, że baaaaaaardzo dawno już nie byliśmy w Kazimierzu Dolnym (ostatnio chyba jak nasze dzieci uczyły się w młodszych klasach podstawówki). Bardzo więc zapaliłam się do tego pomysłu, a i mój mąż przyjął go z zadowoleniem. Październik to już po sezonie, więc bez problemu zarezerwowałam przez Booking noclegi w przyjemnym pensjonacie, niedaleko centrum Kazimierza.

Ponieważ w pensjonacie można było zameldować się od godz. 14.00, zaplanowaliśmy w pierwszej kolejności zwiedzanie ruin zamku w Janowcu, po drugiej stronie Wisły, prawie naprzeciwko Kazimierza. Zamek w Janowcu wybudowany został w I połowie XVI wieku przez Mikołaja i Piotra Firlejów. Tu nigdy nie mieliśmy okazji być, więc było to dla nas miejsce niezwykle interesujące tym bardziej, że lubimy zwiedzać wszelkiego rodzaju ruiny. Do Janowca dotarliśmy ok godz. 13.00. O tej porze roku wszelkie parkingi tu puste, więc bez problemu zaparkowaliśmy w pobliżu zamku. W kasie zlokalizowanej w bramie prowadzącej na zamkowy dziedziniec kupiliśmy bilety i z wielką przyjemnością pobuszowaliśmy wśród imponujących ruin, gdzie nie spotkaliśmy żywej duszy, zatem klimacik był super. Z góry zamkowej również podziwiać można było piękne widoki na okolicę tym bardziej, że pogoda nam sprzyjała. Pospacerowaliśmy także po otaczającym zamek parku ze wspaniałym, starym drzewostanem. Później przeszliśmy na teren skansenu, gdzie obejrzeliśmy tylko z zewnątrz ładny dwór z Moniak. Podobno parter jest udostępniony do zwiedzania, jednak tego dnia, nie wiem dlaczego, nie było to możliwe. Z umieszczonej w pobliżu dworu tablicy informacyjnej dowiedzieliśmy się, że obiekt ten pochodzi z XVIII wieku i został wybudowany przez Jakuba Wierzbickiego, chorążego żytomierskiego we wsi Moniaki, w gminie Urzędów, w powiecie kraśnickim. W połowie XIX wieku nabyty został przez rodzinę Zembrzuskich, a po II wojnie światowej został znacjonalizowany i z czasem doprowadzony niemal do ruiny. Na szczęście w 1978 roku dwór został przeniesiony do Janowca i odrestaurowany, stanowiąc zaczątek miejscowego skansenu. W pobliżu dworu znajduje się również ciekawy, drewniany spichlerz przeniesiony tu z miejscowości Podlodów, gm. Ułęż, powiat rycki, wybudowany na przełomie XVIII i XIX wieku. Zakupione przez nas w zamku bilety upoważniały nas do zwiedzania również tego spichlerza, jednak okazało się, że pani, która tu wpuszczała chwilowo wyszła, a pod spichlerzem rozsiadła się spora grupa mocno podpitych, głośno zachowujących się emerytów (może wycieczka kuracjuszy z pobliskiego Nałęczowa?). Nie mieliśmy ochoty na czekanie w tym towarzystwie na otwarcie spichlerza. Wokół nie widać już było nic ciekawego; w oddali tylko jakaś stodoła, na którą szkoda nam było czasu, więc skierowaliśmy się na parking i zjechaliśmy do wioski. W centrum Janowca obejrzeliśmy ładny, położony na Szlaku Renesansu Lubelskiego, kościół pw. św. Stanisława Biskupa i św. Małgorzaty. Świątynia wybudowana została w połowie XIV wieku w stylu gotyckim, a w XVI wieku przebudowana w stylu renesansowym. Niestety, do środka mogliśmy tylko zajrzeć. Drzwi do kruchty były wprawdzie otwarte, ale dalej wnętrze zabezpieczone było zamkniętą kratą. Pospacerowaliśmy więc urokliwymi uliczkami Janowca, podziwiając widok na malownicze ruiny zamku, górujące nad dachami domów. Chcieliśmy też zjeść jakiś obiad przed wyjazdem do Kazimierza. Namierzona przeze mnie w internecie restauracja okazała się nieczynna po sezonie. Jednak w samym centrum natrafiliśmy na uroczą, maleńką, klimatyczną restauracyjkę pod nazwą Maćkowa Chata. Jedzenie okazało się tu smaczne, a i niezbyt długo trzeba było na nie czekać.

Najedzeni i zadowoleni wyruszyliśmy do Kazimierza, gdzie wkrótce powitał nas sympatyczny, młody właściciel naszego pensjonatu. Po rozpakowaniu się i odświeżeniu wyruszyliśmy na spacer po Kazimierzu. Przyznam, że o tej porze roku Kazimierz okazał się zaskakująco cichy i spokojny. Przez dwa dni pobytu spotkaliśmy tam tylko dwie grupy wycieczkowe młodzieży szkolnej i niewielu indywidualnych turystów. Miasteczko było raczej puste. Pogoda dopisała, więc z przyjemnością spacerowaliśmy urokliwymi uliczkami, zaglądając do licznych galerii i sklepików z pamiątkami. Miło też było przejść się Bulwarem Nadwiślańskim, a także przysiąść na Rynku na kawę lub lody. Restauracje nie wszystkie były czynne, ale w tych czynnych też tłumów nie było. Zwiedziliśmy Sanktuarium Zwiastowania NMP (kościół Franciszkanów) i kościół farny pw. św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja. Oczywiście wybraliśmy się na zamek i na Górę Trzech Krzyży, gdzie z przyjemnością przysiedliśmy na ławeczce, by z góry popatrzeć na malownicze miasteczko. Wybraliśmy się też do Wąwozu Korzeniowego, zwanego również Korzeniowym Dołem. To najciekawszy wąwóz okolic Kazimierza Dolnego, gdzie odsłonięte w wyniku erozji korzenie starych drzew tworzą fantastyczne kształty. Do wąwozu przyjechaliśmy z rana, dzięki czemu był on cały dla nas, bowiem nie spotkaliśmy zupełnie nikogo. Ponadto poranne długie cienie tworzyły wyjątkowy, tajemniczy klimat.

Ostatniego popołudnia przed wyjazdem wybraliśmy się jeszcze do pobliskiego Nałęczowa, by pocieszyć się atmosferą uroczego Parku Zdrojowego.

Docelowym punktem naszego wyjazdu był, oczywiście, Lublin, gdzie mieliśmy spędzić weekend z naszymi wnukami, córką i zięciem. Wiedzieliśmy jednak, że gdy chłopaki ”dorwą” dziadka, to przyjemności spacerowania po lubelskim Starym Mieście nie będzie. Plan był zatem taki, by do Lublina przyjechać w piątek przed południem, gdy córka z zięciem są jeszcze w pracy, a dzieciaki w przedszkolu. Zgodnie z tym planem wymeldowaliśmy się z pensjonatu w Kazimierzu wkrótce po późniejszym śniadaniu i już po niecałej godzinie parkowaliśmy w Lublinie na Placu Zamkowym. Mieliśmy dość czasu by obejść wszystkie ulubione zakamarki Starego Miasta, zajrzeć do kościoła Dominikanów i katedry oraz na lubelski zamek i pójść spokojnie na obiad. Uwielbiam lubelskie Stare Miasto i chociaż znam je dobrze, za każdym razem pobyt w tym miejscu sprawia mi wielką przyjemność. Po południu pojechaliśmy do mieszkania naszej córki. Teraz już mieliśmy tylko spędzić weekend w rodzinnym gronie i nacieszyć się wnukami. Zadowoleni wróciliśmy do domu w niedzielę wieczorem.
Autor: danutar / 2025.10
Komentarze:

piea
2026-01-09

urocze miejscówki... Janowiec znam i bardzo mnie zaciekawiła ta "paskowana" fasada tego zamku! nie często u nas spotykana; Kazimierz oczywiście odwiedzałam wielokrotnie... (jako ulubione miejsce na weekendy warszawiaków); kiedyś niezadeptane, obecnie w sezonie strasznie tłumne! ; ostatnio byliśmy tam już z dekadę temu pod koniec września i też przy względnych pustkach, a w Korzeniowym Dole spotkaliśmy tylko nowożeńców w czasie foto sesji ślubnej:) zdecydowanie odwiedziny posezonowe mają sens w takich miejscach jak Kazimierz Dln. ; Lublin odwiedziłam dwukrotnie w życiu i na tyle juz dawno, że z przyjemnością pojechałabym znów bo to bardzo ładne i ciekawe miasto; to teraz biegnę do Twojej foto galerii...