Polska - Trochę sacrum, trochę profanum na Kujawach. - relacja z wakacji

Zdjecie - Polska - Trochę sacrum, trochę profanum na Kujawach.
Planowaliśmy na jesień wyjazd gdzieś za granicę, gdzie ciepło i słonecznie. Braliśmy pod uwagę Czarnogórę lub Tunezję. Już szukałam ofert... Życie jednak pokrzyżowało nam plany i musieliśmy to odłożyć do wiosny. Postanowiliśmy jednak odwiedzić chociaż jakieś ciekawe miejsca w Polsce. Akurat w końcu września moja parafia organizowała taką wycieczko-pielgrzymkę do Bydgoszczy. Głównym celem były uroczystości odpustowe w zaprzyjaźnionej z nami parafii św. Wincentego a Paulo w Bydgoszczy, ale oprócz tego przewidziane było odwiedzenie miejsca kultu religijnego w Pakości oraz zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem. Zwykle nie jeździmy na pielgrzymki, ale tym razem postanowiliśmy zrobić wyjątek tym bardziej, że zebrała się fajna grupa znajomych nam osób.
Wyjechaliśmy autokarem w sobotę 28 września bardzo wcześnie rano i jeszcze przed południem dotarliśmy do Pakości.
Pakość to niewielkie miasteczko, o którym dotychczas nigdy nie słyszałam. Położone jest ok. 40 km na południe od Bydgoszczy, a jego początki sięgają XIII wieku. Jest to ważny ośrodek kultu religijnego, bowiem znajduje się tu klasztor franciszkanów oraz tzw. Kalwaria Pakoska, zwana Kujawską Jerozolimą. Jest to drugi co do wielkości i ważności (po znanej wszystkim Kalwarii Zebrzydowskiej) tego typu kompleks w Polsce. Kalwaria ufundowana została w XVII wieku przez ówczesnych właścicieli miasta - rodzinę Działyńskich. Również kościół franciszkanów pw. św. Bonawentury powstał na ruinach zamku Działyńskich, który to teren rodzina ta podarowała zakonnikom, sprowadzonym do Pakości w celu sprawowania opieki nad Kalwarią. Kompleks składa się z 25 kaplic pasyjnych, a ścieżki Kalwarii podobno odwzorowują topografię miejsc świętych w Jerozolimie. W kościele franciszkańskim pw. św. Bonawentury przechowywane są w specjalnym relikwiarzu w kształcie krzyża, sprowadzone tu w XVII wieku z Ziemi Świętej, relikwie Krzyża Świętego, co czyni to miejsce szczególnie ważnym celem pielgrzymek katolików.
O tym wszystkim opowiedział nam przemiły franciszkanin, który już czekał na nas, gdy tylko nasz autokar podjechał pod klasztor. Najpierw jednak ugoszczono nas pysznym obiadem i zakwaterowano w skromnych, ale przyjemnych pokojach, ponieważ tu właśnie mieliśmy przewidziany nocleg. Później zakonnik oprowadził nas po kościele, barwnie opowiadając całą historię klasztoru i Kalwarii Pakoskiej. Wszystko, oczywiście, można przeczytać w internecie, więc nie będę tu rozpisywać się o szczegółach. Pogoda była piękna, więc z przyjemnością wyruszyliśmy na ścieżki Kalwarii, zaglądając do poszczególnych kaplic. Trasę zakończyliśmy w XVII-wiecznym Kościele Ukrzyżowania, w którym niesamowite wrażenie robi ołtarz wykonany w formie Golgoty, gdzie oprócz Jezusa ukrzyżowanego mamy dwóch wiszących na krzyżach łotrów. Takiej sceny, tym bardziej w głównym ołtarzu, nie widziałam dotychczas w żadnym innym kościele.
Po południu pojechaliśmy do pobliskiego Inowrocławia. Nie mieliśmy czasu na jakieś szczegółowe zwiedzanie miasta. Inowrocławia nie było wcale w planie tej wycieczki. Ponieważ jednak mieliśmy całe wolne popołudnie, a nasz kierowca autokaru nie miał nic przeciwko dodatkowym kilometrom (zaledwie ok. 13 km w jedną stronę), postanowiliśmy spędzić trochę czasu w inowrocławskich tężniach solankowych. Pogoda dopisywała, więc było bardzo przyjemnie.
Następnego dnia po pysznym śniadanku wyruszyliśmy do Bydgoszczy. Tu pod gmachem Opery Nova czekał już na nas umówiony przewodnik - jak się okazało przewodnik-pasjonat, więc naprawdę z przyjemnością się z nim zwiedzało (chociaż pewne drobne zastrzeżenia mam, ale nie warto o tym wspominać). Spod opery przeszliśmy na Wyspę Młyńską kładką nad Brdą, zwaną Mostkiem Jana Kiepury. Na wyspie duże wrażenie robią Młyny Rothera - przepięknie odrestaurowane XIX-wieczne młyny zbożowe. Przez wiele lat budynki te niszczały. Prywatne firmy planowały przekształcić obiekt w hotel i park rozrywki, jednak nie doszło to do skutku. Dopiero w 2013 roku miasto odkupiło kompleks od prywatnych właścicieli i przystąpiono do rewitalizacji, która zakończyła się dopiero w 2021 roku. Obecnie ten imponujący obiekt służy celom kulturalnym i naprawdę zachwyca zarówno mieszkańców, jak i turystów. Odbywają się tam wystawy, konferencje, spotkania itp. Bardzo żałuję, że nie mieliśmy dość czasu, by obejrzeć wnętrza.
Następnie przespacerowaliśmy się nabrzeżem tzw. Wenecji Bydgoskiej, gdzie zabytkowe kamienice odbijają się w wodzie rzeki Młynówki. Kiedyś już byłam wraz z mężem w Bydgoszczy i wtedy poświęciliśmy znacznie więcej czasu na spacer bulwarem nad Młynówką. Wtedy jednak byliśmy tu indywidualne; teraz musieliśmy dostosować się do tempa grupy. Przewodnik przeprowadził nas tylko wzdłuż rzeki brzegiem, na którym stoją kamienice. Widok jest ładniejszy z drugiego brzegu Młynówki i zdjęcia stamtąd wychodzą dużo ciekawsze. Ale cóż, wycieczka to wycieczka.
Z bulwarów nad Młynówką weszliśmy w uliczki Starego Miasta, którymi dotarliśmy na Stary Rynek - centralny plac miasta, wytyczony w połowie XIV wieku. Jeszcze na początku II wojny światowej na Rynku stał pojezuicki kościół pw. Św Ignacego Loyoli. Legenda głosi, że gdy pod ścianą tego kościoła faszyści dokonywali publicznej egzekucji miejscowej ludności, jedna z ofiar umierając oparła się o ścianę świątyni. Ślad dłoni pozostał i niczym nie dawało się go zlikwidować. Dlatego okupanci postanowili kościół zburzyć. Czy rzeczywiście taka, czy też inna była przyczyna zburzenia kościoła, tego do końca nie wiemy. Ofiary terroru hitlerowskiego upamiętnia zlokalizowany na Rynku Pomnik Walki i Męczeństwa Ziemi Bydgoskiej. Na Rynku podziwiać można też wiele eleganckich kamienic z okresu od XVI do XVIII wieku. Dawne Kolegium Jezuickie, zamykające Rynek od strony zachodniej pełni obecnie funkcję ratusza.
Z Rynku udaliśmy się do pobliskiej katedry pw. św. Marcina i Mikołaja. Ta gotycka świątynia jest również sanktuarium Matki Bożej Pięknej Miłości. Znajdują się w niej dwa koronowane obrazy maryjne: obraz Matki Bożej Pięknej Miłości z połowy XV wieku oraz obraz Matki Bożej Szkaplerznej z początku XVIII wieku. Ta XV-wieczna katedra jest niezwykle wartościowym zabytkiem Bydgoszczy.
Później tzw. Bulwarem Przy Katedrze doszliśmy do ul. Mostowej, gdzie z Mostu Jerzego Sulimy-Kamińskiego podziwialiśmy widok na słynne bydgoskie spichlerze oraz zawieszoną nad Brdą rzeźbę ”Przechodzący przez rzekę” - wizytówkę Bydgoszczy.
Dalej przewodnik poprowadził nas ulicami Śródmieścia do Parku Kazimierza Wielkiego, gdzie obejrzeliśmy ciekawą fontannę Potop. Pomnik przedstawia kulminacyjny moment biblijnego potopu, gdy giną zwierzęta i ludzie, którzy nie znaleźli schronienia w arce.
W końcu dochodzimy do głównego celu naszej pielgrzymko-wycieczki, czyli do Bazyliki pw. św. Wincentego a Paulo. Istniejąca tu parafia, prowadzona przez Zgromadzenie Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo, słynie głównie z tego, że jest bardzo zaangażowana w pomoc ubogim. Przy parafii funkcjonuje Dom Miłosierdzia z ogrzewalnią, noclegownią dla bezdomnych, a nawet mieszkaniami interwencyjnymi, jadłodzielnia, sklep charytatywny, a ostatnio otwarty został również bar mleczny dla ubogich. Każdy potrzebujący z pewnością znajdzie w tym miejscu właściwą pomoc. Podejmowane przez miejscowych księży dzieła miłosierdzia są naprawdę imponujące.
A sama Bazylika? No, muszę przyznać, że robi niesamowite wrażenie. Świątynię, której budowę rozpoczęto w 1924 roku, wzniesiono jako pomnik wdzięczności Opatrzności Bożej za powrót Pomorza do Polski. Ta monumentalna budowla wzorowana jest na rzymskim Panteonie. Ciekawostką jest, że przez pewien czas pracami w świątyni kierował sam prof. Wiktor Zin, który zaprojektował m.in. wystrój prezbiterium, mozaiki na sklepieniach, witraże oraz rozety w formie stylizowanych polskich kwiatów w kasetonach kopuły. Kościół jest naprawdę imponujący i szczerze mówiąc bardzo bym chciała kiedyś tam wrócić, by obejrzeć go w szczegółach. Teraz, z uwagi na uroczystości odpustowe połączone z obchodami 100-lecia parafii i 400-lecia Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo, praktycznie brak było możliwości swobodnego zwiedzania. Po uroczystościach w kościele wzięliśmy udział jeszcze w odpustowym jarmarku przed Bazyliką, spróbowaliśmy jubileuszowego tortu, porozmawialiśmy z miejscowymi grupami parafialnymi. Później zjedliśmy obiad w zarezerwowanej dla nas restauracji i czas było wracać do domu.
To był bardzo przyjemny wyjazd tym bardziej, że odbył się w grupie znajomych osób. Wszyscy wróciliśmy zadowoleni.
Autor: danutar / 2025.09
Komentarze:

papuas
2025-12-05

również nie byłem w Pakości to i popatrzę :)

piea
2025-12-04

do Bydgoszczy swego czasy jeździłam dość często (więc miasto to znam całkiem dobrze), nawet kiedyś skleciłam tu jakąś osobna relację; natomiast o Pakości w ogóle nigdy nie słyszałam... więc tez chętnie popatrzę, mimo, że ja ani nie "pielgrzymkowa", ani "kościółkowa":)
ps. chociaż paradoksalnie w czasach młodości (późne liceum albo wczesne studia - byłam raz na warszawskiej pielgrzymce do Częstochowy:)) na własnych nogach!!! :) ; ale to tak bardziej ze względów towarzyskich:) - bo szła nas tam całkiem spora grupa zaprzyjaźnionej młodzieży i traktowaliśmy ten prawie 2-tygodniowy marsz jako element wakacji:) ale miło wspominam, fajnie było:)

AniaMW
2025-12-03

Bardzo ciekawy wypad. Też bym się wybrała, gdyby od nas to było; w Bydgoszczy byłam dawno temu, a o Pakości też nie słyszałam. Chętnie zobaczę galerię.