Węgry - Nareszcie w Budapeszcie - relacja z wakacji

W Budapeszcie chyba wszyscy już byli. Wszyscy, oprócz mnie. Dlatego, przebywając trzy tygodnie w Muszynie, o czym pisałam w poprzedniej relacji, skorzystałam z okazji i wybrałam się na wycieczkę organizowaną przez lokalne biuro turystyczne. Była to wycieczka jednodniowa, więc zwiedzanie było bardzo intensywne, a i tak z pewnością nie zobaczyliśmy wszystkiego, co godne uwagi. Ale wiadomo, że lepsze trochę, niż nic... Wreszcie Budapeszt chociaż z grubsza zobaczyłam. Tak wiele słyszałam i czytałam zachwytów na temat Budapesztu. Ale czy mnie zachwyciło to miasto? Przyznam, że nieszczególnie. Nie, żeby mi się zupełnie nie podobało, ale trochę mnie ten Budapeszt zawiódł. Może dlatego, że było za szybko, że przewodnik za dużo ?gawędził? bez sensu, a za mało konkretnie, że brakowało czasu na zwiedzanie jakichkolwiek wnętrz (oprócz katedry św. Stefana), a może po prostu byłam trochę zmęczona, bo wyjazd był o 5.00 rano... Nie spodziewałam się też, że np. Wzgórze Zamkowe to obecnie wielki plac budowy, gdzie odbudowywane są i rekonstruowane historyczne zabytki zgodnie z dawnym stylem architektonicznym, wg. tzw. Narodowego Planu Hauszmanna. Dlatego wiele tam dźwigów i obiektów w trakcie budowy i przebudowy. Widać, że Orban ?wyciągnął? na ten projekt sporo kasy od znienawidzonej przez niego Unii Europejskiej ;))

Ale przejdźmy do konkretów. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Placu Bohaterów - miejsca symbolicznego dla Węgrów. W centrum placu znajduje się ponad 30-metrowa kolumna, na szczycie której powinien znajdować się posąg Archanioła Gabriela. Dlaczego go tam nie było? O tym nic nie wspomniał nasz przewodnik, a ja - jako, że pojechałam na tę wycieczkę zupełnie bez przygotowania - zorientowałam się, że Gabriel być tam powinien dopiero w domu, oglądając zdjęcia i próbując uzupełnić sobie wiedzę o tym, co na wycieczce zobaczyłam. Kolumna otoczona jest dwuczęściową kolumnadą, w której umieszczone są posągi ważnych dla Węgier postaci historycznych, zaczynając od św. Stefana, poprzez innych węgierskich królów i ważnych przywódców narodowych powstań. Tu nasz przewodnik trochę nas zanudził poświęcając dużo czasu na opowieści o każdej postaci umieszczonej w kolumnadzie. Lubię, jak przewodnik posiada wiedzę i chętnie się nią dzieli z turystami, ale tu trochę przesadził. No chyba, że tylko mnie nie za bardzo interesuje w szczegółach historia Węgier i węgierskich bohaterów ;))

Z Placu Bohaterów przespacerowaliśmy się do Parku Miejskiego, którego niezwykłą atrakcją jest Zamek Vajdahunyad - oryginalne muzeum architektury na świeżym powietrzu. Założenie to powstało w XIX wieku z okazji 1000-lecia istnienia Węgier i składa się z replik budynków z różnych epok w historii kraju. Po krótkim spacerze po terenie zamku (z zewnątrz) przeszliśmy na drugą stronę sztucznego jeziora, by spojrzeć na zamek z punktu widokowego.

Później przejechaliśmy autokarem na Wzgórze Zamkowe. Tu, jak już pisałam na wstępie, zaskoczyła mnie ilość dźwigów i trwających budów. To, generalnie, dobrze, że zabytki są odbudowywane i odrestaurowywane, jednak turysta, który akurat przyjechał tu na zwiedzanie, może nie być szczególnie zachwycony. Ja nie byłam. Nie robiłam tu zbyt wielu zdjęć, aby uniknąć dźwigów w tle, co mnie zawsze bardzo denerwuje. Zresztą wydaje mi się, że za wiele samego zamku nie widzieliśmy. I nie zwiedzaliśmy też niczego wewnątrz.

Z zamku udaliśmy się w kierunku kościoła Macieja, który też obejrzeliśmy tylko od zewnątrz. Na Placu Świętej Trójcy dostaliśmy trochę wolnego czasu, który wykorzystaliśmy na obejrzenie Baszty Rybackiej, pospacerowanie urokliwymi uliczkami przyległymi do placu i zrobienie fotek z tarasu widokowego. Przy placu było też kilka ogródków restauracyjnych, gdzie można było coś przekąsić na szybko. Byliśmy już trochę głodni, więc zamówiliśmy sobie słynny gulasz węgierski. Nie mieliśmy kupionych forintów, więc płaciliśmy kartą. Później okazało się, że była to najdroższa zupa, jaką kiedykolwiek jedliśmy ;))

Z dzielnicy zamkowej przejechaliśmy do Pesztu, by zobaczyć Bazylikę św. Stefana. Tu na szczęście zwiedziliśmy również wnętrze. Świątynia ta - konsekrowana w 1905 roku - jest największym kościołem Budapesztu. Wnętrze jest przepiękne, a najważniejszą relikwią jest przechowywana tu, w ozdobnym relikwiarzu w kształcie kościoła, prawa dłoń św. Stefana - pierwszego króla Węgier.

Z bazyliki udaliśmy się spacerkiem w kierunku budynku Parlamentu - symbolu Budapesztu, rozpoznawalnego nawet przez tych, którzy nigdy stolicy Węgier nie odwiedzili. Obiekt powstał na przełomie XIX i XX wieku i naprawdę robi wrażenie. przynajmniej z zewnątrz, bo wnętrza nie dane nam było oglądać.

Po obejrzeniu i obfotografowaniu Parlamentu z każdej możliwej strony udaliśmy się spacerkiem na przystań, gdzie czekał na nas statek turystyczny. Popołudniowy rejs po Dunaju był właściwie najprzyjemniejszym punktem całego dnia i był też ostatnią tego dnia atrakcją. Od razu po zakończeniu rejsu wyruszyliśmy w drogę powrotną, a w Muszynie byliśmy około północy.

Może nie była to wymarzona wersja wycieczki do Budapesztu, ale cieszę się, że w końcu to miasto odwiedziłam.
Autor: danutar / 2025.05
Komentarze:

piea
2025-08-04

ja miałam w Budapeszcie bardzo pozytywne wrażenia o tym mieście; może dlatego, ze remontów jakoś za dużo nie było? :) a może bardziej dlatego, że ćwierć wieku temu jeszcze niewiele widziałam i wszystko mi się wtedy podobało! :) w każdym razie bardzo pozytywnie wspominam Budapeszt, w którym byłam też krótko (2 dni na samo miasto i nocleg gdzieś na obrzeżach), ale miło wspominam, choć przyznać muszę że to było już tak dawno, że powinnam chyba powtórzyć?:) jeśli kiedyś wpadnę na taki pomysł - to jako co najmniej 3 dniowy city-break:) a teraz pędzę oglądać Twoją galerię!

papuas
2025-08-02

Także i ja zobaczyłem Budapeszt głównie zewnętrznie chociaż w katedrze oraz kśc Macieja byłem. W obiektach typu zamek są muzea, których zwiedzanie uszczupla czas pobytu, więc gdy nie ma go zbyt wiele ... lepiej tylko zewnątrz ale ... Budapeszt najpiękniejszy jest nocą i warto kiedyś taką wycieczkę wybrać, by zobaczyć