Portugalia - PRZYSZŁA PORA NA AZORA :)) - Sao Miguel Wita! - relacja z wakacji
W pierwszym tygodniu marca br, pomiędzy naszą Maderą nr 4 a wiosennymi Niderlandami ”wpadła” mi zupełnie nieoczekiwanie kolejna, fantastyczna podróż; tym razem wreszcie na dłuuuugo wyczekiwane od lat Azory!
A to kierunek który mocno ”siedział mi w głowie” już od dość dawna;
pamiętam, że kiedyś (AD 2012) Itaka wprowadziła do swojej oferty wyjazdy na azorską wyspę Sao Mguel z wygodnym, bezpośrednim lotem czarterowym prosto z Warszawy; i wtedy też od razu się skusiliśmy na taką ofertę; ale nasza ówczesna zarezerwowana wycieczka (”Herbatka na wulkanie”, czy jakoś tak...) nie doszła niestety do skutku:( ; Itaka zmieniała terminy, kombinowała jakieś łączenie grup, itd; a zaproponowany inny termin nie pasował nam już urlopowo i wówczas zamieniliśmy tą niedoszłą azorską rezerwację na naszą pierwszą Maderę:) ale od tamtego czasu te Azory gdzieś tam jednak pozostały głęboko ”w ukryciu” z tyłu mojej głowy...
wielokrotnie potem kombinowałam jakiś wyjazd w tamtym kierunku, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie; głównie niestety te azorskie ceny :(
Wyjazd ten zupełnie nie był teraz w planach, ani moich ani tym bardziej mojego Małża; zwłaszcza, że na świeżo powróceni z Madery oboje nie specjalnie jeszcze zatęskniliśmy za jakimkolwiek kolejnym wyjazdem:), ale los miał dla mnie inne plany... :)
moja spragniona wyjazdu przyjaciółka - jak sam mówiła: z ”zazdrości” za Maderę:) upomniała się niejako o jakąś szwendaczkę, bo strasznie się już stęskniła i namawiała mnie... - chodź gdzieś sobie może pojedziemy...? a finalnie do tego pomysłu przyłożyło się jeszcze nasze Rainbow, które właśnie sprezentowało mi dość fajny voucher za napisaną na ich stronie opinię z którejś z poprzednich podróży:) i dzięki temu obniżyłam sobie nieco koszty tego wyjazdu:)
Do głowy by mi jednak nie przyszło - wracając z Madery, że za ciut ponad miesiąc polecę jeszcze na pobliskie Azory:); los - jak widać czasami potrafi płatać nam z zaskoczenia takie nieprzewidziane niespodzianki:)
tym razem jednak bez Małża, który nie za bardzo miał ochotę na kolejny wyjazd i stwierdził, że dopiero co przecież wrócił i jeszcze się nie stęsknił :); no trudno, nie to nie, ja tam chętnie mogę gdzieś wtbywać co chwila:)); oby tylko szef urlop podpisał) zatem w opcji kolejnej ”babskiej włóczęgi” zapada decyzja: to lecimy na Sao Miguel!
Zanim tam jednak doleciałyśmy... nie obyło się bez przygód i to JAKICH!!!, o czym za chwilkę...
Obecnie po minionych latach, nic niestety z Polski nie lata tam już bezpośrednio:( ,zatem dotarcie tam stało się teraz znacznie mniej wygodne i bardziej czasochłonne; pierwszy lot z Warszawy mamy najpierw do Lizbony - spokojny przy sprzyjającej, słonecznej aurze, bez żadnych niespodzianek; potem długie 6 godzin oczekiwania (wrr) i przesiadka do TAP'u i kolejna trasa - kierunek Azory; a ten lot z pewnością zapamiętam do końca życia!
Jesssu, to był istny horror jakiego w życiu jeszcze nie doświadczyłam; wpadliśmy w jakieś ”oko huraganu”! bo turbulencje były takie, że powodowały wypadanie bagaży z luków nad siedzeniami!(szok!); wybuchła niezła panika!; przy zejściu do lądowania, już tuż nad samym pasem tak nami majtało we wszystkie strony, że pilot w ułamku sekundy podjął szaloną decyzję i poderwał maszynę pionowo do góry, niczym rakietę w kosmos! i próbował zrobić kolejne kółko za drugim podejściem uprzedzając nas jednak przez głośniki, że kolejny raz tak już nie zaryzykuje - i jak się nie uda, to wracamy do Lizbony!; silniki ryczały i wyły zagłuszając chaos i panikę jaki wybuchł na pokładzie; ludzie krzyczeli, płakali, inni się modlili na głos, a jeszcze innych paraliż strachu zamienił w dławiący, niemy słup soli!
Przy kolejnym podejściu lądowaliśmy w istnej ”Niagarze” ulewy, jakby cały ocean pod nami wstąpił do niebios i padał na nas z nieba; i znów w strasznych, kolejnych turbulencjach; a cisza była taka, że słychać było walące serca pasażerów!; do dziś nie wiem jakim cudem udało się pilotowi trafić w pas przy takim huraganie jaki się rozpętał nad Azorami, bo huśtało nami straszliwie, ale skoro to piszę, to wiecie, że przeżyliśmy jakoś! (choć niektórzy ledwie, bo po TAKIM lądowaniu część ludzi zażywała leki kardiologiczne! i naprawdę to nie są to żarty, coś takiego przytrafiło mi się po raz pierwszy w życiu na ponad 100-kę zaliczonych już lotów!
Tak oto przywitały nas ”moje upragnione”, wyczekane i wytęsknione Azorki... :)) nie ma co - Witajcie w ciepłych krajach:):));)))
ale, jak to często bywa - co się źle zaczyna - to się dobrze kończy:))
Archipelag Azorów przez wielu nazywany jest Ilhas Verdes (Zielone Wyspy), bo faktycznie zieleń jest tu porażająca a wielu uważa je właśnie za najbardziej zielone miejsce na świecie!
trudno tu dyskutować na ten temat, bo któż z nas widział wszystkie ”najzieleńsze” miejscówki naszego globu?, ale będąc tu na miejscu odnosi się właśnie takie wrażenie, bo ta wszechogarniająca zieleń to jest pierwsze co tutaj rzuca się tutaj w oczy! zieloność wychyla się tu zza ”każdego płota”:)
Czas płynie tu wolnoooo...., jakby zdecydowanie wolniej niż gdziekolwiek..., większość mieszkańców żyje tu sobie spokojnie zgodnie z ”zegarem słonecznym”; Miast jest niewiele, a te które są - raczej też bardzo niewielkie; stolica wyspy Sao Miguel- Ponta Delgada to przy np. maderskim Funchal - ”zapadła prowincja”:); ludzi jest tu znacznie mniej, turystów też, baza hotelowa bardzo niewielka i to wszystko powoduje tu brak tak meczącej już komercji, która występuje już chyba wszędzie. Ponadto na całych Azorach wszystkie uprawy rolnicze są absolutnie eko; tutaj nie stosuje się żadnych ani nawozów ani środków ochrony roślin; jeśli przyjdzie jakaś zaraza (a ta zdarza się tu niezwykle rzadko) to nie wolno z nią walczyć chemicznie; natura sama ma sobie z tym poradzić?; powietrze jest tu tak czyste że aż płuca bolą od oddychania taka dawką tlenu:), to efekt braku jakiegokolwiek przemysłu w promieniu ponad 1000 km!
Widokowo - wyspa poraża wszechotaczającym pięknem; a oprócz wspaniałych wulkanów i malowniczych jezior kalderowych istnieją tu też inne miejsca, gdzie bardzo aktywna geotermia Ziemi jest tu dosłownie ”namacalna” - to tutejsze wulkany, opary siarki, gorące fumarole, niewielkie gejzery i bulgoczące błota t to krajobraz typowy na tej cudownej wyspie.
A dlaczego tu jest tak zielono? - to głównie sprawka słynnego ”Wyżu Azorskiego”
ale tych ”sprawców” jest tu tak naprawdę aż trzech:)- owy wyż (i co za tym idzie blisko 90%-owa wilgoć), kolejny to golfsztrom i aktywne wulkany; te trzy czynniki razem odpowiadają z tą niesamowitą zieleninę, wszak wiadomo gleby wulkaniczne są nad wyraz żyzne, bogate we wszelką dobroć potrzebną florze, woda z nieba to życie i to życie mocno tutaj obfite i soczyste no i ta wilgoć... dlatego tutejsze wzgórza, te łąki, te pastwiska, wszystko wokół jest takie zielone!
może nieco dokładniej ”pochylę się” nad tematem azorskiej pogody, bo to jest coś co zapewne spędza sen z oczu przeciętnego wybierającego się tutaj turysty; (chociaż my leciałyśmy tu w dużej niewiedzy na ten temat i może to i dobrze? bo znając tutejsze realia nie wiem czy bym jednak zaryzykowała końcówkę zimy na Sao Miguel?:)
A co to takiego jest ten wyż azorski? - otóż to ”twór” meteorologiczny znany jako centrum wysokiego ciśnienia w obszarach subtropikalnych na północnym Atlantyku; generalnie temperatury nie przekraczają tu latem 24-26°C, a zimą nie spadają nigdy poniżej 10°C (przy czym te 10C to jest na wysokich wzniesieniach, na szczytach i odsłoniętych punktach widokowych położonych wysoko); bo w miasteczkach na wybrzeżu i dolinach na dole nawet zimą jest średnio 16-20C w zależności od dnia); występują tu generalnie bardzo obfite opady deszczu, ale to generalnie nie oznacza zawsze i naprawdę wieją tu silne wiatry (o czym przekonaliśmy się najbardziej przy tym pamiętnym lądowaniu:));
a wiatry wyżu azorskiego wieją tu nieprzerwanie od lutego do listopada (z krótką przerwą na 2 zimowe miesiące: grudzień i styczeń) i to właśnie one do spółki z masami nieprawdopodobnie wilgotnego powietrza napływającego z nad oceanu sprawiają, że pogoda jest tu tak nieprzewidywalna! bo pogoda na Azorach potrafi dać często naprawdę nieźle w kość:) można się tutaj nauczyć pogodowej lekcji pokory? ; jednak dla tych, którzy nie są z cukru - nic ich nie zniechęci do wizyty tutaj:) i może właśnie dlatego, w tym świecie ”gorącolubów” i fanów spiekoty jest tutaj wciąż tak mało turystów i co za tym idzie dalszego ”zadeptania” i fajnie by było żeby właśnie tak zostało jak najdłużej?, bo naprawdę niewiele już mamy takich miejsc na świecie? (myślę tu o całym obszarze, łącznie z miastami, a nie o przykładowym skręcie gdzieś do jakiejś odludnej wioski w czasie zwiedzania).
Nasz lokalny przewodnik Hugo opowiadał nam, że generalnie leje tu całym rokiem:) i to dosłownie 365 dni w roku:) i nie ma znaczenia czy jest to zima czy lato !;
oczywiście latem pogoda bywa bardziej stabilna ale jednak zmiany klimatyczne dopadły i Azory, bo ostatnie lata pokazały, że pogoda ma w nosie letnią stabilność i ”gra” tu sobie jak zechce:); w zasadzie pada tu zawsze:) ale spokojnie, to nie jest tak, że leje tu non-stop jak z cebra; jeśli pada na wschodzie to słonko często świeci akurat na zachodzie i odwrotnie, poza tym to nie są najczęściej żadne całodniowe opady, trwają raczej krótko, dlatego tutaj ”szuka się” okna pogodowego i uwierzcie, że na nic się zdają wszelkie portale pogodowe!
Patrzysz akurat w swoim phonie w portal pogodowy i widzisz, że teraz w miejscu w którym właśnie stoisz wg pognozy leje cały dzień i jest pochmurno, a tymczasem trzymasz ten telefon w ręku z tą prognozą i nie do wiary - ale wokół ciebie świeci piękne słońce i zero chmur i deszczu:); tutaj wszelkie pogodynki po prostu ”nie nadążają” za Azorami;
do tego prócz obfitych deszczy bardzo częstym zjawiskiem są tu też mgły! i to one właśnie potrafią dać najwięcej do wiwatu! czyli zepsuć turyście całą radość czerpania z widoków i to potrafią być nie jakieś tam ”magiczne” mgiełki, które pięknie wychodzą na fotkach; tutaj często mgły są takie, że nie widać wyciągniętej ręki:); nam też się tu przytrafiła raz mglista aura, ale na szczęście tylko ten raz i krótko w czasie poranka, ale i tak zdołały nieźle popsuć nam widoki przy wejściu na kalderę Sete Cidades - gdzie pokazały nam głębokiego ”faka”, bo widzieliśmy tam prawie nic;
Ale generalnie aura podobno wyjątkowo nam się udała; bo wg naszego lokalnego pilota końcówka zimy i wczesna wiosna na Sao Miguel pokrywa wyspę często gęstymi chmurami i masą wody z nieba przynosząc tu widoki tzw. ”Raju Ponurego”, ale nam się to zupełnie nie sprawdziło:) lało jak z cebra tylko ten jeden raz: w pamiętną noc w dniu przylotu; i raz krótki wspomniany deszczyk na wschodzie wyspy jako chwilowa mżawka i na tym był koniec deszczu ;cały tydzień świeciło piękne słonko; mawia się nawet, że ta panująca tu typowa ”ponura” pogoda jest ceną za ten zielony RAJ!; bo aż taki Raj musi mieć przecież wysoką cenę! a Raj ten momentami jest taki, że naprawdę zatyka z zachwytu!
Zatem nie ma co się tutaj za bardzo przejmować pogodą (inaczej człowiek by oszalał z zamartwiania się), bo ta jest tu zmienna bardziej jak kobieta:); więc zamiast się wkurzać na pogodę - lepiej zacząć po prostu ”czerpać garściami” z możliwości przebywania w tym wspaniałym miejscu!;
Wiem, że są ludzie (w moim gronie znajomych to spora większość) którzy raczej nie wracają ponownie do już raz odwiedzonych miejsc, ale ja mam inaczej? jasne, że świat wciąż mnie woła czymś nowym?, ale jednak są takie miejsca, w których od razu czuję, że ich energia harmonizuje z moją... i nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć i właśnie Azory stały się jak dla mnie takim miejscem, gdzie moja ”harmonia mocno gra”(wespół w zespół z Maderą:))
a to się rozpisałam o tej pogodzie... :)
dalej nie będę już przynudzać; a niektóre szczegóły opiszę pod fotkami? i mam nadzieję, że Was nieco ”zarażę” tą wciąż jeszcze niezbyt popularną a przecież tak przewspaniałą wyspą!
Jedźcie ta więc, zanim zabudują wyspę hotelową betonozą i zanim ściagną tam hordy turystów... a może tak się wcale nie stanie...? może TA zła pogoda i brak złotych plaż ”odstraszy” te dzikie tłumy...? czego szczerze Azorom życzę z całego serca!
Co warto zwiedzić?
absolutnie co tylko się da... gdzie czas pozwoli i nogi poniosą...
Na pewno można dotrzeć tu w dużo więcej ciekawych miejsc, ale i tak myślę, że jak na tydzień to całkiem sporo udało nam się tu zobaczyć (choć niestety znaczna większość tych miejsc była w ramach dodatkowo płatnych i dość kosztownych wycieczek fakultatywnych); bo Rainbow tutaj ”pojechało po całości” :( bo sama wycieczka (”Sao Miguel- Zielona Wyspa”) obejmuje bardzo mało miejsc w pakiecie zwiedzania; cała reszta jest już niestety ”extra paid”:(; (sporym atutem była lokalizacja hotelu w centrum stolicy, dzięki czemu, w ramach licznych spacerów indywidualnych dotarłyśmy jeszcze w sporo fajnych miejsc w Ponta Delgada nie objętych w ogóle zwiedzaniem; a to co tu zobaczyłyśmy z przyjaciółką? - poniżej (wszystko razem łącznie: pakiet+fakultety+ indywidualne szwędaczki):
PONTA DELGADA - stolica wyspy Sao Miguel, a tam:
- Szpital Sao Francisco;
- kościół Św. Józefa (Sao Jose);
- Santuario do Senhor Santo Christo dos Milagres;
- łuk Porta de Cidade;
- Ratusz Miejski;
- Kosciół Św. Sebastiana (Sao Sebastiao);
- Kościół Jezuitów (Muzeum Sakralne Carlos Machado);
- Park im. Antero de Quental ”Jardim nos Nomarados”;
- Ogród Botaniczny Antonio Borges;
- Muzeum Przyrodnicze Carlosa Machado w dawnym Klasztorze św. Andrzeja;
- Zakład Ceramiczny ”Ceramica Vieira”
- Kościół Św Piotra (Sao Pedro) ;
- Fort de Sao Bras (Św. Błażeja)
a dalej bardzo dużo różnych Punktów Widokowych (miradouro) i inne mniejsze miasteczka na wyspie:
- Miradouro da Barrosa
- Miradouro da Lagoa do Fogo
- Caldeira Velha - źródła wody termalnej w parku przyrodniczym
- miasteczko RIBEIRA GRANDE
- wytwórnia likierów ”Mulher de Capote”
- Rejs z firmą Futurismo na delfiny i wieloryby;
- Miradouro Salto do Cavalo
- Dolina Ribeira dos Caldeiros (wodospady i młyny wodne)
- miasteczko NORDESTE
- Miradouro Vista dos Barcos z latarnią morską Farol de Arnel
- Miradouro do Ponta do Sossego
- Miradouro do Pico dos Bodes
- miasteczko POVOACAO
- akwedukt Aqueducto do Carvao
- Sete Cidades (szlak leśny i miasteczko)
- Lagoa do Canario
- Miradouro Vista do Rei
- zrujnowany hotel-widmo ”Monte Palace”
- Miradouro do Escalvado
- miasteczko wielorybnicze CAPELAS
- Plantacja Ananasów ”A.Arruda”
- Miradouro do Santa Itria
- Plantacja Herbaty Cha Gorreana + herbaciane pola
- Miradouro Pico do Ferro
- miasteczko FURNAS
- egzotyczny Park TERRA NOSTRA z fantastyczną Wystawą Nasion
- miasteczko VILA FRANCA do CAMPO
- Sanktuarium Nossa Senhora da PAZ
- lhau Vila Franca do Campo
- i na koniec jeszcze LIZBONA (takie mini ”liźnięcie”) w ramach 1 dniowego stop-overu z 1 noclegiem w stolicy Portugalii:); ale Lizbonę pokazywałam już dokładniej w Relacji z wycieczki ”Od deski do deski” więc nie ma sensu już powielać?
Autor: piea / 2025.03
Komentarze:
AniaMW 2025-12-18 | Wow, kierunek wspaniały, środek Atlantyku!
Twoje dobre pióro dostarczyło nie lada emocji i nam czytającym ten opis lądowania, ale lepiej żeby takich przeżyć już nie powtarzać w przyszłości. Udaję się do galerii- bezpiecznie ;) |
danutar 2025-12-17 | Alicjo, fakt, że Azory to właściwie ostatnie jeszcze niezadeptane miejsce w Europie. Ale przyzwyczaiłam się już do tego, że wszędzie dużo turystów. Takie czasy ? wszyscy podróżują. Chociaż muszę przyznać, że generalnie na wyspach (czy to greckich, czy hiszpańskich), jeśli zwiedza się samodzielnie wypożyczonym autem, to zawsze można znaleźć miejsca ciekawe, gdzie nie docierają tłumy turystów, gdzie prawie nie spotyka się żywej duszy. Mieliśmy tak na Kanarach i praktycznie na wszystkich greckich wyspach, które odwiedziliśmy. Wszędzie staraliśmy się odnaleźć takie miejsca. A na Azory pewnie kiedyś uda mi się dotrzeć, choć wolałabym bezpośrednim lotem. No i późniejszą wiosną lub wczesnym latem (właśnie, te hortensje!). Wiem, że pogoda tam kapryśna. Ale kapryśna jest też na Maderze. Byłam kiedyś w czerwcu i bywało różnie: czasem słońce, czasem deszcz. Zresztą, co ja Ci będę mówić ? byłaś tam przecież 4 razy :)) O Azorach naczytałam się kiedyś na starym, dobrym, nieistniejącym już Obieżyświecie. Były tam wspaniałe relacje i mnóstwo bardzo przydatnych informacji. Szkoda, że już nie ma tego portalu. No cóż, Azory na kiedyś? Na najbliższą wiosnę trochę inne plany :) |
piea 2025-12-17 | Papuas, to nie tylko na wyspach może się zdarzyć:))ale nikomu nie życzę...; Danusia, nie jest tak źle z tymi lotami (4 g.do Lizbony + 1 godzinka na Azory); czas oczekiwania na przesiadkę jest zmienny w zależności od linii lotniczej i terminów (teraz za to mają tylko 50 minut w biegu i stresie:)); a takie "atrakcje" z lądowaniem mogą zdarzyć się WSZĘDZIE! nie jest to patent dla Azorów:); kiedyś te bezpośrednie loty pewnie się w końcu zaczną... jak Azory zamienią się w tłumnie odwiedzane miejsce...; to jest kierunek całoroczny, ale nie dla wszystkich - raczej dla tych którzy przedkładają cuda natury nad pogodę; pada tam 365 dni w roku!:)w różnych częściach wyspy (dlatego jest tak zielono); i to zarówno zimą jak i latem, tu nie ma żadnej reguły, bo tam rządzi słynny Wyż Azorski - a ten jest mocno kapryśny:) ; to dość "trudny" archipelag pogodowo gdzie nigdy nie ma gwarancji tejże...; marzec jak dla mnie jest super! wyspa tonie wtedy w azaliach, kameliach i rododendronach; ale jak się wybiorę kiedyś na kolejnego Azorka (Terceira?) to raczej późną wiosną by dla odmiany zobaczyć "hortensjowe" oblicze tych wysp; dla mnie to ostatni taki Raj na Ziemi... |
danutar 2025-12-17 | No tak, Azory i mnie się marzą od lat. Jednak przeraża mnie długość lotu. Dla mnie podróż 5-6 godzin samolotem np.na Kanary to max, co ja jestem w stanie wytrzymać. A tu jeszcze opisujesz 6-godzinne oczekiwanie na przesiadkę w Lizbonie. To makabra po prostu. Jeśli lecimy na imprezę 7-dniową, to strasznie dużą część tego czasu zajmuje podróż. Jak dodam do tego te Twoje "atrakcje" związane z lądowaniem, to Azorki spadają sporo niżej na mojej liście. Myślę, że przynajmniej poczekam, aż pojawią się loty bezpośrednie. Jeśli się doczekam:) Tymczasem zadowolę się oglądaniem Twoich fotek - z pewnością pięknych.
P.S. Nie wiem, czy marzec jest najlepszym czasem na Azory. Myślę, że raczej wybierałabym lato. |
papuas 2025-12-16 | każdemu kto lata, niby może zdarzyć się ekstremalne lądowanie, ale ... mam nadzieję, że akurat mnie takowe ominie nawet nie sercowiec może zejść
lądowałem kiedyś w burzy, ale piorun nas nie trafił, a rzucania samolotem nie było
:) chyba na żadne wyspy już nie polecę |
piea 2025-12-16 | w 4-tym wierszu relacji wkradł się niestety błędny akapit: "na azorską wyspę Ponta Delgada..." a powinno być "na Sao Miguel", bo P.ta Delgada to nazwa stolicy tej wyspy a nie samej wyspy; ale, że niestety jakakolwiek poprawka w relacji zamieni mi wszystkie myślniki, średniki i cudzysłowy - w znaki zapytania, wiec wolę już niczego tam nie ruszać i wpisać tutaj to małe sprostowanie:) ; sorrki:) |