Podróże, wakacje
Wakacje
Porada miesiąca: Zobacz jak tanio zarezerwować hotel! >>

Mauritius, Ile aux Bénitiers - porady, zwiedzanie i opis wakacji użytkownika krakowianka.

Maj 2011
Ile aux Bénitiers

Dwa dni przed naszym wyjazdem, nasi znajomi francuzi (których zapoznaliśmy na wyspie) zaprosili nas na kolejną morską wycieczkę.

Osobiście nie miałam ochoty ruszać się z naszego kurortu. Zostało jeszcze dwa dni uroczych wakacji, chciałam w spokoju popluskać się w wodzie i poleniuchować na „naszej bezludnej plaży”. Ale mój przyjaciel uwielbia morskie przejażdżki. Było to zaproszenie, wiec nie wypadało odmówić. I tak musiałam opuścić moje plażowe gniazdko i jechać.

Wycieczka była całodniowa na Ile aux Bénitiers. Nic mi nie mówiła ta nazwa. Nasi przyjaciele Dziadkowie (tak ich nazwaliśmy) powiedzieli nam tylko, że jest to maleńka wyspa w południowo-zachodniej części Mauritius. I płyniemy tam zobaczyć coś bardzo ciekawego. ALE CO TO BYŁO? Nie powiedzieli nam, mieliśmy zobaczyć na miejscu.

Pobudkę nam zrobiono o 6 rano, i po szybkim śniadaniu trzeba było zaraz iść na plażę. Tam miała przypłynąć po nas motorówka. Czekaliśmy siedząc spokojnie i podziwiając ranny kolor morza, ciemny granat poprzeplatany z szarym. A w oddali białe bałwany fal, które zatrzymywały się na rafie. I ten spokój poranny na plaży.

W końcu przyjechał po nas samochód z przewodnikiem, który miał nas zawieźć do pobliskiego miasteczka Mont Choisy. Tam mieliśmy zakwaterować się na motorówkę. Mieliśmy bardzo fajnych kapitanów, którzy po przedstawieniu się zaraz zaczęli żartować z nami. Powoli wszyscy się usadowili. A my jako najmłodsi uczestnicy zostaliśmy wytransportowani na dziób motorówki. Dostaliśmy najlepsze miejsce. Siedzieliśmy na materacach w pozycji poł leżącej, a przed nami rozciągało się morze... Wprawdzie czasami dostaliśmy mały prysznic zimnej wody ,ale to nam nie przeszkadzało. Widoki były piękne i czarujące. Płynęliśmy z północy na południe.

Po drodze minęliśmy stolicę Port Louis ze swoim olbrzymim portem. Dopiero od strony morza zobaczyliśmy jak jest duży i jak daleko wysunięty w morze. Wybrzeże mijane po drodze było różne: tu skały chroniły dostępu do morza, tam była mała piaszczysta plaża z hotelem schowanym w lagunie. A jeszcze gdzieniegdzie dzikie wybrzeże z palmami albo obrośnięte lasami. Bardzo zróżnicowany i piękny krajobraz.

My płynęliśmy dalej i dalej kierując się na południe. Nasi kapitanowie w trakcie podróży zaserwowali nam drugie śniadanko, na które składała się kawa i rogalik słodki. Fajnie się jadło przy bujaniu i podskakiwaniu motorówki. Ja w tym momencie skorzystałam i zapytałam Dziadków „czy nam zdradzą gdzie płyniemy”? Odpowiedzieli „dowiecie się na miejscu”. Trudno, nasza ciekawość została wystawiona na dłużej.

I wreszcie po półtorej godzinie płynięcia, nasza motorówka stanęła. Okazało się, że jesteśmy w miejscu zwanym Tamarin, do którego codziennie rano przypływają delfiny. To była ta niespodzianka dla nas od Dziadków. Nie wierzyliśmy jak nam powiedzieli. A delfiny jak na zawołanie wypłynęły przed nami z morza skacząc i rozpryskując wodę na wszystkie strony. Ślicznie to wyglądało, zwłaszcza jak płynęły w grupie. Morze było tak przeźroczyste, że obserwowaliśmy delfiny pływające pod wodą. Przepiękne widowisko zobaczyć te zwierzęta na wolności. Pływają sobie spokojnie i z taką gracją.

Patrzyliśmy dobrą chwilę na morze i jego mieszkańców. Ludzie, którzy wzięli ze sobą sprzęt do nurkowania mogli popływać z delfinami. My tylko je oglądaliśmy ze statku, ale i to była wielka radość dla naszych oczu.

Po spotkaniu z delfinami popłynęliśmy w kierunku wyspy Ile aux Bénitiers. Jest to mała wysepka wokół której są małe, wąskie plażę piaszczyste. Jest to jedyne miejsce na całym Mauritiusie gdzie były muszelki. W oczekiwaniu na obiad pluskaliśmy się w morzu. Woda była tak niska, że z plaży na nogach można było dojść do Kryształowej Skały. Przyjemny spacerek w oceanie, wśród przepływających miedzy nogami rybek o przeróżnych kolorach. Najwięcej było żółtych z czarnymi paskami, i pełno małych rybek purpurowych.

Dzień minął na odpoczynku i podziwianiu krajobrazów. Na lewo od wyspy mogliśmy zobaczyć z bliska słynną górę Mont Brabant i hotel położony pod nim. Ale naszą uwagę przykuwał ocean, który zmieniał swoją barwę w zależności od padania promieni słonecznych. Błękit łączył się z lazurem, a za chwilę przebijał niebieski, szary i granatowy.

To była najpiękniejsza wycieczka jaką odbyliśmy na wyspie. Delfiny długo zostaną w naszej pamięci. Ocean i same krajobrazy są tak bajecznie piękne, że człowiek chciałby zostać tam na dłużej i napawać się tymi zaczarowanymi widokami.

Co warto zwiedzić?

Le Morne Brabant - skalisty szczyt (556 m.), który leży na półwyspie Le Morne w południowo-zachodniej części Mauritiusa. Z tym szczytem wiąże się pewna historia. Góra ta była wykorzystywana jako schronienie przez zbiegłych niewolników - Maroons w XVII i XIX w. Porośnięta jest gęstą, niedostępną roślinnością. To w nich uciekinierzy zasiedlili się. Z czasem powstały małe osady w jaskiniach i na szczytach; Żyli aż do wyzwolenia, które nastąpiło pod koniec XIX w. Dzisiaj ta skała jest symbolem wolności dla niewolników. W 2008 r. UNESCO wpisało go na swoją listę światowego dziedzictwa.

Ile aux Bénitiers. Nazwa pochodzi od wielkich muszli, które można spotkać na wyspie. Muszle osiągają nawet wielkość do 1 metra i podobno są niebezpieczne; My nie znaleźliśmy żadnej spacerując po plaży. Napotykaliśmy tylko małe muszelki. Wyspa jest prywatną własnością. Znajduje się w pięknej turkusowej lagunie.

Porady i ważne informacje

  • Le Morne Brabant można zwiedzać; Są organizowane wycieczki na sam szczyt. Podaje adres:
  • www.yanature.com (dobrze jest rezerwować przed wyjazdem);
  • Wziąć ze sobą sprzęt do nurkowania;
  • Płyn przeciw komarom;
  • Wycieczka z obiadem kosztuje od 1200 Rs.

Komentarze:


Brak komentarzy.


Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Galeria zdjęć (liczba zdjęć: 14)

Ile aux BénitiersLe Morne BrabantMont ChoisyNa motorowce.Le Morne BrabantIle aux Bénitiers