Podróże, wakacje
Wakacje
Porada miesiąca: Zobacz jak tanio zarezerwować hotel! >>

Włochy, KAMPANIA - BUONGIORNO MEZZOGIORNO :)) - porady, zwiedzanie i opis wakacji użytkownika piea.

Maj 2018
Poliszynel- Przystojniaczek :)
No to druga próba:)); bo raz już wstawiłam tą Relację ze dwa tygodnie temu i chyba ze 150 zdjęć, ale gdzieś mi wtedy ”wyleciała w kosmos” cała ta moja pisanina, tzn. coś nieopatrznie kliknęłam i usunęłam na amen :)), tym razem będę ostrożna... i postaram się nie wysłać jej ponownie gdzieś w galaktykę... :))

No więc Kampania... ach, dużo tu będzie się działo..., bo sporo fajnych miejsc odwiedziliśmy w tym regionie, ale żeby nie dzielić Kampanii na odcinki i tworzyć zbyt dużo osobnych Relacji z każdego miasta, to zrobię ją w takich Rozdziałach-podpunktach:))
Będzie ich w sumie 5, ale wszystkie w tej Relacji : Neapol, Pompeje, Wezuwiusz, Costiera Amalfitana i Ceserta; (tak samo zresztą już zaczęłam robić z Apulią i Basilicatą (Alberobello już wstawiłam, a Bari i Materę dopiszę później); nie wiem tylko gdzie wcisnąć kalabryjskie 2 dni? :) może w Capri? :)), ... coś pomyślę w swoim czasie...

• Rozdział 1 - NEAPOL -” ZAKOCHAĆ SIĘ I NIE UMIERAĆ...” :)

Na wstępie tylko wspomnę: że była to wspaniała wycieczka przepiękną trasą … a nasze tegoroczne włoskie ABC (Apulia, Basilicata, Campania) zacznę od „C”, bo najdłużej tu byliśmy i najwięcej zwiedzaliśmy właśnie w tym regionie.

CAMPANIA FELIX – w języku łacińskim oznacza „Szczęśliwy Kraj”, no cóż…. w 79 r n.e chyba jednak kraina ta nie była zbyt szczęśliwa dla swoich mieszkańców, bo tragedia, która wydarzyła się u stóp Wezuwiusza blisko 2 tysiące lat temu, wciąż nie daje o sobie zapomnieć… a Pompeje, Herkulanum i Stabia są dziś dla nas niesamowitym dowodem na to, o jakiej skali tragedii mówimy! Dopiero teraz wiem, że to było coś wręcz niewyobrażalnego!!! O Wezuwiuszu i Pompejach napiszę nieco więcej trochę później.

Kampania – przepiękny region południowych Włoch, geograficznie chyba nawet najpiękniejszy, a z pewnością linia brzegowa Półwyspu Sorrentyńskiego, leżącego w sercu Kampanii – należy do jednych z najpiękniejszych na świecie, co odnotowują od lat specjalistyczne rankingi badające „urodę” wybrzeży na naszej planecie. Nie widziałam wszystkich wybrzeży Włoch, ale te tutaj, faktycznie powodują burzę zachwytów….

Kampania nie jest bogatym regionem Italii, co widać gołym okiem, bo bogactwa tego kraju skupiły się na północy, ale mimo, że to sporo biedniejsza prowincja - ma swój niepowtarzalny klimat; zachwyca urodą krajobrazu i zabytków , których jest tu również co niemiara, co we Włoszech nie jest przecież niczym dziwnym, w końcu Włochy – tu jedno wielkie muzeum i tak jest też w Neapolu i okolicach , choć na nieco mniejszą skalę niż w Rzymie, Florencji, Wenecji, Sienie czy Mediolanie…. niejednokrotnie byliśmy wręcz zdumieni jak jeżdżąc po regionie widzieliśmy na własne oczy pośrodku niczego np.: niewielkie górzyste i łagodne wzniesienie… na którym stoi sobie jakaś nikomu nieznana rzymska ruina świątyni – widać całkiem dobrze zachowane trzy kolumny, pilastry, kapitele, tryglify i… wokół pole po którym chłop jeździ traktorem, w dodatku zły, że nie dają mu tego usunąć z jego własnej ziemi i musi to wkurzony objeżdżać dookoła:); albo kolejna sytuacja: jakaś renesansowa kamienica w miasteczku X, z przepięknie rzeźbioną bramą z wejściem do czegoś w rodzaju wewnętrznego „patio” od ulicy, a w patio rzeźby (i nieważne, że większość bez głów i rąk, freski na ścianach( fragmenty) , spękane i brakujące fragmenty posadzki- ale jednak to wiekowe marmury i mozaiki i jakieś niesamowite rzeźbione i malowane sufity po bokach - wypłowiałe i wytarte, zabytkowe schody itd… – wszystko wprawdzie w stanie mocno opłakanym ale w tym wszystkim siedzi sobie jakaś mamma w fartuchu i wałkach na głowie i łuska sobie fasolę:), sąsiadka wiesza pranie, a gromada dzieciaków skacze, wrzeszczy i dokazuje – zabytek klasy zerowej w którym mieszkają zwykli ludzie i nikt tego nie grodzi, nie wysiedla, nie pieczętuje znakiem Unesco czy po prostu nie oznacza jako Zabytek, bo we Włoszech nie da się otaczać opieką wszystkiego co jest zabytkiem, bo trzeba by chyba wysiedlić wszystkie miasta w całym kraju:) i Włosi nie mieli by się gdzie podziać:) - tak to właśnie wygląda… i wszyscy to wiemy, ale jednak i tak budzi to zdumienie… :)

Przede wszystkim Kampania to kompletnie inna bajka niż Włochy północne, to jak zupełnie inny kraj…. To jest Południe! – jak mawiają mieszkańcy tej części Italii.
Widać, że to region mocno nastawiony na rolnictwo, które stoi tu naprawdę na bardzo wysokim poziomie: takie pola pomidorów jakie można tu zobaczyć, z rządkami równiuśkimi jak pod linijkę i po sam horyzont – nie są częstym widokiem w innych częściach Europy…; wszystko jest wypielęgnowane, wypielone, nawadniane w każdej redlince; to samo winnice i sady czereśniowe : hektary nawadnianych równiutkich jak z żurnala winorośli pod siatkami z równiutkimi palikami … no niecodzienny to widok plus do tego na polach zaskakujący widok : bawolice – wielkie czarne krowy z rogami w kształcie półksiężyca ( to b. rzadki gatunek Arni) pasące się na żyznych łąkach Kampanii, które są tu masowo hodowane dla mleka z którego produkuje się najwspanialszą mozzarellę na świecie : słynną Mozarella di Buffala Campana – produkt ściśle regionalny z certyfikatem DOC i DOCG; a mleko tych bawolic, w porównaniu z mlekiem krowim, ma znacznie wyższą zawartość tłuszczu i białka, co wpływa bezpośrednio na lepszy smak i bardziej miękką konsystencję sera oraz wyższe wartości odżywcze; po raz pierwszy jedliśmy tu tak wspaniała mozzarellę:) nawet nie wiedziałam, że ten ser może aż tak smakować! Coś wspaniałego!
Jak zwykle zbaczam z tematu:) a chciałam zrobić tylko taki malutki wstęp i skupić się bardziej na tym co tam widzieliśmy w tej Kampanii:).

Zawsze chciałam pojechać w te okolice, ale gdzieś tam we mnie po cichu siedziały jakieś obawy, że może coś tam akurat zabulgotać w tej niespokojnej ziemi… i te obawy okazały się całkiem słuszne:), bo choć nic na szczęście nie wybuchło to jednak wiedza, którą nas naszpikowała nasza Pani Monika i Pani Agata trochę mnie przeraziła. Nie zdawałam sobie sprawy, że Ci ludzie dosłownie „mieszkają na bombie”, bo ten region Włoch jest bardzo aktywny sejsmicznie i wręcz niebezpieczny; i o ile Wezuwiusz wg badań i pomiarów, mimo wzmożonej aktywności jest póki co całkiem spokojny (choć non stop dymi, bulgocze i pluje siarką), o tyle pobliskie Pola Flegrejskie to już tykająca bomba; wprawdzie Campi Flegrei wybuchł ostatnio 40 tys. lat temu- to jednak od lat 50-tych XX wieku sejsmolodzy wciąż odnotowują jego niepokojąco wzmożoną aktywność, szczególnie teraz …; do tego dochodzi jeszcze trzeci delikwent: prawdziwy potwór – podwodny wulkan Marsili czychający w pobliżu 400 metrów pod wodami morza tyrreńskiego - ten to dopiero może narobić bałaganu! Włosi z wielkim niepokojem badają jego wzmożoną jak nigdy aktywność, szczególnie że przebudzenie tej bestii związane jest również z potężnymi tsunami. Nawet nie chcę sobie wyobrażać skali jego wybuchu…. ; no i jest tu jeszcze jeden ”Rysio” w pobliżu choć tamten dymi bliżej Kalabrii – mowa o bardzo aktywnym i równie niebezpiecznym Stromboli. Jednym słowem – mieszkańcy Południa Italii – mają o czym myśleć…..
No i weź tu człowieku i spokojnie sobie jedź do tej Kampanii – jak tam non stop coś drży, syczy i się trzęsie:) i nigdy nie wiadomo, kiedy może z tego znienacka walnąć coś większego:) oby wcale! (ale dla bardziej zainteresowanych tym tematem: odsyłam pod poniższy link - poczytajcie sobie co nieco- tak ku przestrodze..:) :

https://www.koniecswiata.org/1909/wulkan-marsyli-podwodny-olbrzym-ktory-moze-zniszczyc-wlochy/

No dobra…, wszystkich Was już tu nastraszyłam, to teraz wracam do opisów Kampanii:)

Neapol…, ach ten Neapol … no cóż… Neapol z pewnością nie jest miastem pięknym, bo nie rzuca na kolana od pierwszego widoku, ale ma swój niesamowity klimacik i naprawdę zachwyca amfiteatralnym położeniem; nie jest też niestety miastem czystym, bo tylu śmieci ile zalega wszędzie w tym mieście w życiu nie widziałam w żadnym innym europejskim mieście.

Jest to miasto bardzo dużych kontrastów, które kryje w sobie tyle tej „mieszaniny” , że oczy bolą już od pierwszej chwili pobytu: wspaniałe pałace i rezydencje, zabytkowe zamki i kościoły, cudne, wielowiekowe kamienice w wytwornych dzielnicach i niezliczoną ilość muzeów i zabytkowych obiektów, aż dziw bierze ile tego jest tu naćkane obok siebie…. ale niestety również są tu miejsca, które z daleka już straszą; jakieś obszarpane, śmierdzące budy tonące w górach śmieci, gdzie kręcą się jakieś typy z pod ciemnej gwiazdy i inne żule:), ale mimo wszystko warto odwiedzić Neapol…, choć z tym miastem jest podobnie jak z Indiami, bo wywołuje skrajne emocje: albo się w nim człowiek zakocha, albo od razu znienawidzi.

Miasto u podnóża Wezuwiusza jest spektakularnie położone w centralnej części zatoki Neapolitańskiej jak i na fragmentach kaldery Campi Flegrei - jednego z najniebezpieczniejszych wulkanów świata– odwiedza co roku rzesza turystów i nie ma się co dziwić, bo drugiego takiego, choćby podobnego - nie znajdziecie, a już z pewnością na pewno nie w Europie! I choć w Neapolu dla turysty jest sporo do zobaczenia, to tutaj nie przyjeżdża się tylko po to, żeby oglądać zabytki, choć to oczywiście też, ale tutaj wpada się w wir emocji miasta i uczestniczy się siłą rzeczy w jego pędzie; to miasto całkowicie i dosłownie pochłania, bo jest niesamowicie „żywe” : - bo wyobraźcie sobie jakieś zatłoczone, wielomilionowe miasto z gwarem takim że uszy bolą, najlepiej jakieś azjatyckie z tym całym jego hurgotem, trąbiącymi klaksonami, warkotem tysięcy motorków i motorynek z tłumem ludzi , którzy tu kupują, sprzedają, coś pichcą, oglądają, stoją i gadają, inni gdzieś pędzą próbując się przecisnąć i dodajcie do tego wszystkiego włoski temperament, wydzierających się Włochów w dialekcie neapolitańskim i energicznie gestykulujących, bo włosi „rozmawiają” bardzo głośno, wręcz drą się na całe gardło:) np. sąsiad z sąsiadem- przy czym każdy z nich z własnego okna kamienicy po drugiej stronie ulicy:), wprawdzie bardzo wąskiej, ale jednak ...:) ), no i warto w tym chaosie jeszcze wiedzieć, że tutaj nie ma żadnych zasad ruchu drogowego, to straszne, ale tu każdy jeździ jak chce, dosłownie! a im głośniej trąbisz- tym pierwszy pojedziesz! :) mawia się, że neapolitańczyk przejmuje się tylko pierwszą rysą na swoim samochodzie, druga go już tylko smuci, a na trzecią to już macha ręką… :))

- taaak… samochody… - myślałam, że już bardziej poobijanych, pogniecionych i porysowanych jak w Palermo już nie zobaczę – oj myliłam się… Neapol pod tym względem wiedzie prym:) - jak zobaczycie błyszczący samochód bez zarysowań na ulicach Neapolu- to znaczy, że przed chwilą wyjechał z salonu:) ; no i jeszcze jest tu też oczywiście Organizacja, jak ładnie określa się tu Mafię, a dokładniej jej gałąź: Camorrę ”:).

To miasto to istna mieszanka wybuchowa w rozumieniu tudzież nie mającym nic wspólnego z wybuchami pobliskiego Wezuwiusza:), bo tu wybuchają głównie emocje ; no bo jak inaczej to określić, skoro na eleganckiej ulicy z mnóstwem wytwornych lokali gdzie unosi się zapach wspaniałej aromatycznej kawy zmieszany z pysznościami kuchni neapolitańskiej nawet się nie spostrzeżecie jak nagle znika wam portfel czy torebka ; jak przy pięknym renesansowym Palazzo, gdzie właśnie odbywa się eleganckie przyjęcie z wytwornymi gośćmi stoi tłumek czarnych sprzedających swe wisiorki, zegarki i inne podrabiane badziewie i żebrzący ludzie; jak obok rozklekotanej budy z zardzewiałej blachy falistej stoi średniowieczny kościół z fasadą jak marzenie a tuż obok jest wejście do metra, gdzie można podziwiać jedne z najpiękniejszych stacji metra na świecie! (stacja Toledo!); - Taki właśnie jest Neapol: głośny, brudny, obdrapany, ale jednocześnie porywający i fascynujący z architektonicznymi klejnotami w tym wszystkim ; żeby „zrozumieć” to miasto należy nastawić się na zupełnie inną formę jego poznawania: trzeba otworzyć nieco szerzej oczy i uszy, schować mapy i zamknąć przewodniki i po prostu dać się porwać zmysłom i chłonąć… chłonąć… a w międzyczasie podziwiać to, co jest do podziwiania.

Nie będę Wam opisywać zabytków i miejsc, które odwiedziliśmy w Neapolu, bo zainteresowani szerzej przeczytają sobie wszystko w programie i przewodnikach, ale muszę wspomnieć jeszcze tylko o dość ważnej tu rzeczy – a mianowicie o symbolach Neapolu:

• większość ludzi na hasło Neapol myśli o mafii - a ta była tu, jest i pewnie jeszcze długo będzie, zresztą nie tylko tu, bo „łapy” Organizacji są we Włoszech i poza nimi bardzo długie, ale tu w Neapolu , w ogóle w Kampanii – mafia - Camorra ma na sumieniu - o zgrozo! - właśnie te wszystkie tutejsze śmieci; i nie chodzi tylko o te straszące, fruwające po ulicach typowe śmieci, które przynoszą Neapolowi taką złą sławę, ale o coś znacznie bardziej poważnego: śmieci toksyczne! niewyobrażalne ich ilości! To właśnie biznes śmieciowy pompuje do kieszeni Organizacji miliony euro za wywożenie z Północy trujących śmieci, które…. no właśnie...– miały być utylizowane, miały....ale mafia zamiast tego zakopuje je pod ziemią gdzie się da, upycha w jakichś jaskiniach i innych grotach u stóp Wezuwiusza, czyniąc południe Włoch jego toksycznym śmietnikiem; a od czasu do czasu wybucha tam jakaś afera, jak ta słynna z przed kilkunastu lat, kiedy to bawolice nażarły się toksycznej trawy i innego zielska i mleko zaczęło świecić a słynna mozzarella zrobiła się niebieska:)

• pizza – nooo…. to dopiero jest symbol ! i to jaki smaczny!; ja nad pizzą zbyt długo rozwodzić się nie będę, bo pewnie to dziwne, ale nie jestem zbytnią amatorką tego dania, choć doceniam smak dobrej pizzy i od czasu do czasu nawet się skuszę i to nawet ze smakiem, ale generalnie wyobrażam sobie życie bez pizzy bez żadnego bólu; jednakże w Neapolu pizza to prawie religia! Jako ciekawostkę dodam, że słynna Pizza Napoli, to tak naprawdę nie jest pizza neapolitańska z nazwy popularnej u nas, tylko zwykła margerita i choć jest ich wiele wersji, całe mnóstwo smaków i dodatków, to jednak w Neapolu absolutną królową jest Margerita! a neapolitańscy pizzaioli (mistrzowie pizzy) znani są szeroko na całym świecie.
Był sobie kiedyś taki jeden znany pizzaioli, który zwał się Raffaele Esposito, to on właśnie stworzył niegdyś pizzę w kolorach włoskiej flagi (pomidory, mozzarella, bazylia) dla samej królowej Małgorzaty Sabaudzkiej (stąd nazwa: Margerita) ; jadłam oczywiście pizzę w Neapolu, ale nie było to w słynnej „Pizzerii da Michele”, bo tam stoją zwykle tłumy i czeka się długo, ale taki zwykły rożek kupiony „gdzieś w mieście” i powiem tak: poezja! a cała tajemnica tkwi po prostu w idealnym, wyśmienitym cieście: cieniutkim, kruchutkim , lekko ciągnącym – no taki chrupki poemat:) ;

• róg obfitości - Cornetto rosso portafortuna – każdy kto trafi do Neapolu zauważy z pewnością, że wszędzie wiszą tu czerwone malutkie „papryczki pepperoni”, kiedyś produkowane głównie z korala, dzisiaj raczej z plastyku made in China:) - to bardzo popularny gadżet w Neapolu – róg taki chroni od pecha, jednym słowem ma za zadanie przynosić szczęście – ale jest jeden warunek: nie można go sobie kupić samemu (tak jak i nie można kupić sobie szczęścia) , tylko trzeba go od kogoś dostać :) - podobno tylko wtedy działa:); dlatego zakupiłam tylko jako małe prezenciki dla znajomych a dla siebie nie mam :)… może kiedyś ktoś –przy okazji wizyty w Neapolu mi przywiezie? :) Hej, wybiera się ktoś może do Neapolu?... :))

• Poliszynel – nie wiem czego w Neapolu jest więcej: czerwonych rogów obfitości czy Poliszyneli wszelkiej maści? :) Pulcinella – to postać z włoskiej commedia dell’arte; paradny garbus z wielkim nochem w czarnej masce a przy tym straszny plotkarz stale mamroczący „ najświeższe wiadomości” pod nosem tak, aby wszyscy słyszeli, stąd jego słynna tajemnica:) - czyli nikt o niczym nie mówi głośno, a wszyscy wszystko wiedzą:)

• Bożonarodzeniowe szopki neapolitańskie – no cudne są! wykonane z niesłychana precyzją i realizmem a ich najważniejszym elementem są oczywiście słynne figurki: zarówno te tradycyjne, jak Święta Rodzina, ale są też takie zaskakująco niecodzienne: przedstawiające ludzi ze świeczników, polityków, gwiazdy kina, sportu itd… te szopki cieszą się tu bardzo dużym powodzeniem , takim samym, jak w Polsce szopki krakowskie; swego czasu były one istnymi małymi dziełami sztuki, które wychodziły z pod rąk najlepszych włoskich architektów, rzeźbiarzy, złotników i krawców, niestety obecnie niektóre z nich tak dalece zatraciły się w swym realizmie, że zupełnie nie ma w nich akcentów religijnych, bo przedstawiają zwykłych ludzi, często w jakichś mało „szopkowych” zajęciach, np. Maradona w pozie strzelającej gola :))

No jest tu tych symboli trochę…

• Aaaa! no właśnie! i jeszcze ten Maradona!, który dla neapolitańczyków jest nieomalże jak Bóg:) figurek i gadżetów z jego wizerunkiem jest tu po prostu miliony….

Widzieliśmy kilka fajnych miejsc w tym mieście; kilka było też mniej fajnych; zwiedzaliśmy wybrane obiekty zgodnie z programem- i powiem tylko tyle: wszystko zachwyca! Ilość zabytków aż tu przytłacza, bo pomiędzy perełkami takimi jak średniowieczne zamki, imponujące gmachy, wspaniałe kościoły, (których jest tu chyba za dużo, bo ma się wrażenie że one stoją jeden obok drugiego:), totalny przesyt kościołów! :)) ; przepiękne kamienice stare jak świat, jedne cudne, odnowione, wyglądające jak landrynki a obok nich takie , którym tynk spadł 200 lat temu… – a pomiędzy tym wszystkim – nasze oczy nie wiedzą na co patrzeć: bo mnogość tych wszystkich zdobień, zabytkowych elementów architektonicznych, bram, kołatek, rzeźb, sztukaterii, malowideł, pomników, fontann… najpierw szokuje, potem powoduje oczopląs, w końcu zachwyt; a pomiędzy tym wszystkim totalny chaos, istny rozgardiasz, pierdzielniczek starych włoskich miast, hałas, tumult, klaksony, miliony głosów….. ludzi…. samochodów, turystów…. ;no i te obskurne, obdrapane do bólu kamienice, te zagracone jakimś złomem i zardzewiałymi szpargałami piękne, zabytkowe balkoniki , te zalegające śmieci, bary przekąskowe, których mija się tu setki a większość wygląda jak jakieś mordownie: brudne, obskurne a jednocześnie serwujące najlepszą kawę na świecie:), taaak…. tutaj granica między dobrym gustem a kiczem w zasadzie nie istnieje, no i to pranie… wszędzie w wąskich uliczkach wiszące pranie…, Neapol bez suszącego się prania chyba nie byłby Neapolem:)) - zresztą jak wiele włoskich miast...

Neapol bez wątpienia ma swój klimacik – w nieokreślony sposób nawet niepowtarzalny!
Goethe kiedyś rzekł: „ Zobaczyć Neapol i umrzeć”! , nooo… może bez przesady z tym umieraniem, bo poza Neapolem jest jeszcze trochę fajnych miejsc i rzeczy na tym świecie do zobaczenia, ale z pewnością warto pojechać, odwiedzić, zobaczyć i poczuć. My- naprawdę szczerze polecamy.


• Rozdział 2 - WEZUWIUSZ -SPACEROWANIE, TREKKINGOWANIE I WIDOKÓW PODZIWIANIE...


Kolejna atrakcja zapowiada się ciekawie; rano wprawdzie pojechaliśmy najpierw do Ceserty zwiedzić tam gigantyczny pałac Burbonów, ale zostawię go na potem, a teraz opiszę Wam pokrótce kolejny punkt na naszej trasie, coś na co bardzo czekałam – trekking szlakiem wzdłuż krateru Wezuwiusza…

Jak podają źródła, dawno temu, w czasach starożytnych okolice Wezuwiusza znane były z sielankowych krajobrazów urzekających zielenią, winnicami, miejscem, znanym ówczesnym z doskonałego wina; ale kilkakrotnie gniew tej góry zmienił krajobraz okolicy na znacznie mniej sielankowy i poprzestawiał nieco wygląd krateru, który po ostatnim znaczącym wybuchu w 1944 roku , utworzył coś w rodzaju skalnej rozpadliny, gdzie prowadzi obecnie istniejący szlak .

Przez te ostatnie 70 lat od ostatniego większego wybuchu Wezuwiusz nie raz dawał o sobie znać, coś tam na nim od czasu do czasu ciągle „gra i buczy”, ale poza niewielkimi wstrząsami, wyziewam i pluciem siarką, nie uaktywnił się zbytnio, choć wg badaczy w jego wnętrzu dzieje się cały czas iście diabelska działalność, bo od lat jest nad wyraz niespokojny i głęboko pod ziemią dzieją się w nim sceny „dantejskie” :)…

Wezuwiusz nie jest wysokim wulkanem, bo od podstawy licząc od poziomu morza mierzy zaledwie 1281 metrów, więc w skali wulkanów jest takim z metra ciętym i w dodatku całkiem młodym wulkanem, czyli taki „żółtodziób”:) , ale w tym przypadku, to wcale nie wielkość i wiek mówi o potędze , bo w klasyfikacji wulkanologicznej mieści się w ścisłej piątce – najniebezpieczniejszych wulkanów świata.

Wezuwiusz nie jest więc jakąś potężną górą pod względem wysokości, a wejście na niego też nie jest zbyt forsowne, no ale poziom morza mamy tutaj w zasięgu wzroku, więc mimo wszystko – i tak robi to wrażenie; jednakże w porównaniu z większymi wulkanami na których bywaliśmy wcześniej (choćby lanzarotańskie wulkany w Parku Timanfaya, czy Etna 3350 m, czy też blisko 4-tysięcznik Teide na Teneryfie) – wydaje się taki malutki a de facto jest potężniejszy w sile niszczenia niż tamte oba razem wzięte:))

- ale o czym to ja chciałam napisać?:) - nie widzieliśmy wcześniej jeszcze tak pięknego wulkanu!
bo Wezuwiusz pod względem urody jest ”śliczny” - chodzi oczywiście o sam krater, bo w ogóle Vesuvio to taki folderowy wulkan, w skali urody wulkanów jest taki równiutki, piętrzący się ku górze z regularnym stożkiem skrywającym konkretny krater a zimą w dodatku ośnieżony, ; Etna – jeśli czytaliście moje opisy z Sycylii – jest piękna tylko z daleka, natomiast na górze to taka czarna dziurawa miska do góry dnem jak durszlak :) z mnóstwem większych i mniejszych dziur, dosłownie jak sito, a każda z tych dziur to kolejne kratery; tu na Wezuwiuszu jest zupełnie inaczej, pięknie jest....nam się Wezuwiusz podobał o niebo bardziej jak Etna.

Stoki jego masywu od 5 czerwca 1995 objęte są kompleksową ochroną w utworzonym tu Parku Narodowym, którego zadaniem jest ochrona żyjących tu gatunków roślin i zwierząt oraz unikatowych w skali europejskiej form geologicznych, jak również stanowisk archeologicznych. Na stokach Wezuwiusza znajduje się obserwatorium wulkanologiczne Osservatorio Vesuviano, położone na wys. 610 m n.p.m, które jest najstarszą tego typu placówką na świecie zajmującą się obserwowaniem życia wulkanów; Osservatorio zostało ufundowane w 1841 roku przez króla Obojga Sycylii Ferdynanda II i funkcjonuje do dzisiaj;

- jako ciekawostkę dodam, że u stóp szlaku wiodącego do krateru, strażnicy parku trzymają tu specjalnie szkolone psy; których zadaniem jest „czuwanie”; w praktyce na co dzień pieski leżą sobie całymi dniami i z nudów śpią:), ale ponoć zanim super-hiper-mega nowoczesne urządzenia sejsmograficzne w Osservatorio cokolwiek wychwycą i zanotują, te pieski już wcześniej coś wyczuwają nosem i psim instynktem… są niespokojne, o czym dają znać strażnikom Parku; ( w takie dni kiedy psy te nie leżą do góry brzuchami, tylko są nad wyraz pobudzone i szczekają – Park jest zamykany dla odwiedzających i nie ma możliwości wejścia na szlak do Kraterów).

Wezuwiusz i trekking na jego szczyt stał się tutaj więc jedną z największych atrakcji turystycznych regionu Kampania i tysiące turystów każdego roku wchodzi na jego stożek; taka atrakcja jest też przewidziana dla masowych turystów, którzy wjeżdżają na parking pod wulkanem samochodami i autobusami, a ostatni odcinek (ok. 1 km, niecałe 300 m pod górę) pokonują pieszo - stąd mnóstwo tu prężnie działających agencji wożących tych mniej aktywnych, którzy nie mają możliwości kondycyjnych lub po prostu chęci i ochoty, albo czasu na ambitne wchodzenie z samego dołu (cały kręty szlak liczy bowiem 15 km długości).

Kiedyś ( w latach 1880-1944) można tu sobie było wygodnie wjechać kolejką linowo-terenową (słynna Funiculi Funicula rozsławiona znaną piosenką) do samego krateru; niestety ostatni wybuch wulkanu w 1944 roku zniszczył ją tak bardzo, że nie nadawała się do użytku i tak jest do dzisiaj…, ale Włosi obiecują że wkrótce ruszy – nowa, piękna i nowoczesna kolejka, którą znów będzie można wygodnie dostać się na szczyt Vesuvio; my jednak na otwarcie kolejki czekać nie będziemy:) i skoro już tu jesteśmy - to idziemy z buta:).

Najpierw oczywiście wjeżdżamy sobie wygodnie do parkingu znajdującego się na wysokości 994 m:), a mniej więcej połowa naszej wycieczki zostaje w kawiarni na dole bez chęci wspinania się, bo szlak do przejścia nie jest może jakiś specjalnie trudny, ale jednak prowadzi cały czas pod górę więc można się tu lekko zmęczyć i zadyszeć:).

Dostajemy na wejście, podziwianie widoków i zejście 1,5 godziny czasu wolnego - no i w drogę… ; ….jeszcze tylko kasy biletowe, bo ta przyjemność kosztuje dodatkowo 10 € i można ruszać pod górę…. Resztę opiszę pod poszczególnymi zdjęciami; ale w tym miejscu poruszę jeszcze tylko rzecz bardzo istotną : Pogoda! – no tutaj nie ma bowiem, żadnych widokowych gwarancji; bo nawet przy pięknej pogodzie jaką mamy nazajutrz po deszczowym Neapolu – nad stożkiem góry kłębią się chmury, co jest tu bardzo częstym zjawiskiem, więc zupełnie nie należy kierować się pogodą jaka panuje w Neapolu. Warto też pamiętać, że na górze jest zawsze zdecydowanie chłodniej i wietrzniej niż na dole, a problemem może być znienacka napływające zachmurzenie, mgły i nawet opady, podczas gdy na dole w Neapolu może być cały dzień gorąco i świecić piękne słońce. My widzimy jeszcze będąc na dole, że na wysokości szczytu przylepiły się uparte chmury, więc może być klapa z widoków – a niestety, częste zachmurzenie nie zależy tu zupełnie od pory roku - zdarza się też, że nad stożkiem nie ma ani jednej chmurki i szczyt pięknie jest widoczny – a jak wjedziemy i dojdziemy na szczyt mamy taką mgłę, że świata nie widać na 3 metry:)) no takie uroki pogodowe… tak samo jak na Etnie; Na początku naszego trekkingu szliśmy raz w słońcu, raz w chmurach… w pewnym momencie opatuliły nas takie mgły, że już sobie pomyślałam, noo… to widoki będą takie na Hortonie na Sri Lance:))- czyli żadne:) ; a za chwilę wszystko się odsłoniło, chmury gdzieś się ulotniły i odsłoniły nam się imponujące, księżycowe krajobrazy.



Końcowy odcinek szlaku odsłania przed nami wspaniałe widoki na zatokę neapolitańską i Neapol w dole, świetnie też widać stąd Capri i Ischię a z jednego punktu doskonale widać też Pompeje ; wycieczka jest absolutnie wspaniała, a dla miłośników plenerów i trekkingu to fantastyczne wrażenia z przebywania w takim miejscu i bliski kontakt z naturą; to naprawdę duża atrakcja, przemiły czas w pięknych widokowo plenerach; bez sensu jest dotrzeć tutaj i zostać w knajpie na dole, no ale każdy robi to co lubi... a my lubimy łazić po wulkanach:)



• Rozdział 3 - POMPEJE - MIASTO ODKRYTE Z POPIOŁÓW...


W ciągu wielu lat naszej wspólnej szwędaczki po świecie widzieliśmy już na naszych podróżniczych szlakach mnóstwo przeróżnych antycznych ruin i wspaniałych starożytnych miast, ale czegoś takiego jak Pompeje jeszcze nie widzieliśmy….

Zawsze chciałam zobaczyć to miejsce na żywo… i…. to co zastaliśmy na miejscu - przerosło nasze wyobrażenie…., ogrom tragedii i skala tego co się tu wydarzyło 20 wieków temu powoduje wielką zadumę…, wręcz przygnębienie…

O Pompejach napisano już chyba wszystko, ale trzeba wspomnieć, że blisko 2 tysiące lat temu, w pewien letni, słoneczny poranek 24 sierpnia 79 roku n.e prężnie rozwijające się i najładniejsze miasto południa Imperium Rzymskiego – Pompeje, wraz z okolicznymi mniejszymi miastami: Herculanum, Stabią i Oplontis - zaskoczone zostały potwornym kataklizmem, który zgotowała tym ludziom pobliska góra – Vesuvio. Mieszkańcy tych miast nawet nie wiedzieli, że to wulkan, którego czubek wybuchł nagle z tak ogromną siłą, którą porównać by dziś można do wybuchu nuklearnego, (Wezuwiusz „stracił” wtedy aż 600 metrów ze swojej pierwotnej wysokości).

W ciągu zaledwie 24 godzin tętniące życiem Pompeje wraz z sąsiednimi miastami zostały zakopane żywcem pod tonami lawy i pyłu wulkanicznego i zrównane z ziemią wraz ze wszystkimi mieszkańcami, a cała ta tragedia zyskała miano najstraszniejszej naturalnej katastrofy starożytnego świata. Błotna lawa pędziła tu z prędkością 100km/godzinę, a ludzie ginęli w potwornych męczarniach rażeni toksycznymi chmurami gorących gazów, których temperatury – w zależności od miejsca – siegały 300-600 stopni C, a więc wulkan upekł mieszkańców na skwarki, a Ci szczęśliwcy, którzy byli nieco dalej otruli się przez wyziewy i gazy. Miasta te zostały przykryte 7-metrową warstwą popiołów i lawy, które pozostawił po sobie ten żywioł, co paradoksalnie pozwoliło zachować to wszystko w fenomenalnym stanie dając nam dziś świadectwo tych czasów i ułatwiając badania nad życiem ówczesnych.

Czasu na zwiedzanie Pompei jest naprawdę sporo (ok 2 godziny z przewodnikiem i później sporo czasu wolnego na samodzielne chodzenie po tym starożytnym mieście, ale trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że to wielki obszar i wszystkiego nie da się tu zobaczyć; poza tym na terenie Pompei cały czas prowadzone są różne prace wykopaliskowe, dlatego nie wszystkie ruiny są dostępne dla zwiedzających. Sporo się tu chodzi, odwiedza się liczne świątynie, teatr, świetnie zachowane wille patrycjuszy i domy plebejskie, sklepy, odwiedziliśmy nawet jeden z licznych burdeli, których w Pompejach było podobno 25! :); w końcu dochodzi się do Muzeum, gdzie zgromadzono mnóstwo przedmiotów codziennego użytku odkopanych z popiołów jak i skamieniałych ludzi i zwierzęta zastygłe na wieki w lawie Wezuwiusza….

To co możemy dziś podziwiać to tylko niewielka część tego, co wciąż pozostaje nie odkopane, bo wiele jeszcze pozostałości tego antycznego świata wciąż pozostaje głęboko pod warstwą skalną czekając na odkrycie tego, co jeszcze skrywa ta tajemnicza ziemia… kto wie co więc jeszcze tam ujrzymy w przyszłości…?


• Rozdział 4 - CESERTA - WŁOSKI WERSAL - GIGANTYCZNY PAŁAC BURBONÓW...

W Kampanii odwiedziliśmy jeszcze potężny Pałac Królewski Burbonów znajdujący się w Cesercie; obecnie obiekt pałacowy wraz z ogrodami wpisane są na liście Unesco;
– to kolejny ciekawy punkt na mapie naszej wędrówki: wielki pałac, ogromny, wręcz przytłaczające wielkością olbrzymie gmaszysko , które miało ambicje być drugim Wersalem i Włosi tak go nazywają do dziasiaj, ale dla mnie Wersalem nie jest na pewno; brak mu tej lekkości i finezji, tych zdobień architektonicznych i w ogóle tej francuskiej „barokowości”, ale nie da się ukryć, że i tak jest to obiekt imponujący rozmachem, to prawdziwa perła w koronie Burbonów – królów Neapolu i Królestwa Obojga Sycylii;

Pałac posiada ponad 4 hektary powierzchni wnętrz (45 tys m2), 4 dziedzińce, 34 klatki schodowe i 120 hektarowy Ogród! jego zwiedzanie jest więc dość czasochłonne i dość męczące, bo zwiedza się tu dużo i długo, sala po sali, komnata po komnacie - a tych jest w pałacu aż 1200! :) ; oczywiście nie zwiedziliśmy wszystkich z 1200, to żarcik:), ale chyba ze 30 różnych wspaniałych sal i komnat, salę tronową, bibliotekę, prywatne apartamenty królewskie i przepiękną Kaplicę Królewską Capella Palatina, no i oczywiście ogrody, bo tylko dla nich samych- warto wybrać się do Ceserty; są doprawdy imponujące; wzorowane na wersalskich; znajdziemy tu ich francuskie i angielskie wersje ale najbardziej reprezentacyjna część to główna oś ogrodu- położona centralnie Aleja z kanałem wodnym prowadząca kaskadowo pod górę z tarasowo położonymi licznymi fontannami przedłużając perspektywę całego ogrodu zwieńczona na końcu 3 kilometrowego odcinka – największą fontanną i pięknym wodospadem.
No trzeba przyznać, że mieli rozmach Ci Burbonowie…. :)

Ogród jest naprawdę bardzo rozległy, a sama trasa wzdłuż głównego kanału, żeby dojść do wodospadów liczy sobie 3 kilometry (i tyleż samo na powrót:)), dlatego dobrym pomysłem tu jest wypożyczenie roweru lub przejażdżka busikiem (jednak tu widoki będą mocno ograniczone) , ewentualnie dorożką za 50 ojro:).

Wspomnę jeszcze tylko, że Pałac w Cesercie dość często „grywa w filmach”:) ; to właśnie tutaj kręcono sceny watykańskie w „Aniołach i Demonach” Dana Browna , a miłośnicy „Gwiezdnych Wojen”, odwiedzając Cesertę na pewno rozpoznają wnętrza królewskie z ”Epizodu I Mroczne Widmo” . Kręcono tu też sceny do „Mission Impossible III” , „Ataku Klonów”, czy do znacznie starszej produkcji „Najpiękniejsza kobieta świata”.


Uhuhu… patrzę wstecz ile napisałam i wyszło mi tego jak zwykle o wiele za dużo:) a tu jeszcze Półwysep Sorrentyński i słynna Costiera Amalfitana do opisania:) ; no trudno… rozdziału Piątego już tutaj nie będzie :) a cudne Wybrzeże Amalfi opiszę wygodniej dla czytających- osobno.

Więc to tyle z naszej majowej Kampanii pełnej wspaniałych wrażeń i widoków, bo Neapol, Pompeje i Wezuwiusz to obowiązkowe punkty na mapie Campania Felix.


T H E E N D


Komentarze:


danutar
2018-07-01


Niezwykle interesująca relacja. Ja byłam w Neapolu 12 lat temu, niestety tylko w porcie - płynęliśmy stamtąd na Capri. Więc to się właściwie nie liczy. Zatem Neapol wciąż w planach :)

kawusia6
2018-06-24


Piea- opis taki jakbym tam była i widziała na własne oczy. Dawno temu zawitałam w tamte rejony; tak wiele się chyba nie zmieniło skoro nadal wymieniasz tłok, obdrapane kamienice i czasem porozwieszane gdzieś między okiennicami pranie :) Oczywiście oprócz tego zabytki, zabytki, zabytki...i ta kawa chyba rzeczywiście jedna z lepszych przynajmniej w Europie. No i zdjęcia za które pięknie dziękuję :)

piea
2018-06-16


Papuas, nie..nie..nie... - jak ktoś stoi obok Ciebie- i Ci kupuje - to też się nie liczy:), tym bardziej z sugestią:)), a zresztą po co mi to chińskie badziewie? :)) - mam już tych różnych "szczęściodajnych" fetyszów tyle, że powinnam to szczęście czerpać garściami:) ; a dla szczęścia żony małż zakupił za to parę innych drobiazgów:), ale o ich cenie nie gadał :))

papuas
2018-06-16


Przeczytałem jednym tchem, tym bardziej łapczywie, że nie byłem i nie znam. Tak, trudno wyobrazić sobie Włochy bez wiszącego prania; no może poza Placem św. Piotra (ale to już przecież inne państwo).
Jednego tylko nie rozumiem - "przywiozłam rożki szczęścia, tylko nie dla siebie". To po co targałaś tam mężusia - nie mógł Ci jednego podarować?? Jak niedomyślny to trza mu było to zasugerować; ja dla szczęścia żony zrobiłbym wszystko (no powiedzmy w granicach 10 euro). :)
Opis świetny - ech, tyle jest miejsc gdzie chciało by się pojechać.

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Galeria zdjęć (liczba zdjęć: 250)

w drodze do Neapolu... widoczny zewsząd Wezuwiuszna nabrzeżuna nabrzeżuwąskie, mroczne uliczki, obdrapane tynki, suszące się wszędzie pranie... oto Neapol właśnie! wąskie, mroczne uliczki, obdrapane tynki, suszące się wszędzie pranie... oto Neapol właśnie! ...