Podróże, wakacje
Wakacje
Nawigacja: Strona główna » Forum dyskusyjne

Nie jesteś zalogowany.

#1 2019-04-02 02:51:38

texarkana

SENEGAMBIA 2019

Relacja z wycieczki do Senegalu i Gambii nadchodzi!

Każda podróż zaczyna się w głowie. W pewnym momencie przychodzi olśnienie, które powoli przekuwa się w plan wyjazdu. Gambia zaciekawiła mnie już kilka lat temu, kiedy pojawiła się w ofercie biura Rainbow. Od czasu do czasu lubię udać się w mało popularnym kierunku i sama odkrywać widoczki i smaczki (bo zapaszki już mniej). Wyjazdy do zachodniej Afryki były początkowo taniutkie, więc aż się prosiło skorzystać. Ale wciąż miałam inne cele, już wcześniej obrane, więc nie było kiedy. Aż tu Gambia zyskała towarzysza - Senegal - i znacznie podrożała! Programów objazdu po Gambii i Senegalu namnożyło się jak karaluchów, co oznaczało, że ludzie tam jeżdżą i jeżeli chcę odkryć coś, czego jeszcze nie opisały liczne przewodniki kieszonkowe i dwa tysiące travel-blogerów, muszę ruszać. Chciałam jechać na własną rękę, ale nie znalazłam chętnych do współpracy ("No, na Kanarki to byśmy pojechali, ale Gambia - po co?"). I rzuciłam się na promocję posylwestrową w Rainbow. Termin mi nie do końca odpowiadał z uwagi na sprawy zawodowe, ale że było sporo taniej niż normalnie, jakoś rozwiązałam to puzzle. I wykupiłam wycieczkę "Przez wydmy Dakaru" z dodatkowym tygodniem pobytu stacjonarnego w Gambii. Trzeba jechać, póki jeszcze Afryka zachodnia nie zamieniła się w ruską turbazę!

Zanim zaczęłam pakować walizkę, sto razy nachodziły mnie wątpliwości. Prawdziwa Afryka, uśmiechnięta Afryka, bla bla bla – po co mi to? Będzie gorąco, a w hotelach obskurnie. Chmary komarów na bagnach przesłonią wszelkie widoki. Murzyni będą mnie nagabywać co krok, chcąc sprzedać swoją tandetę. Na pewno złapię jakiegoś wirusa albo pierwotniaka – nie żeby przez seks, tylko przez połknięcie, czyli drogą pokarmową. Na dur brzuszny się nie zaszczepiłam, bo szczepionka kosztowała 330 zł. Na żółta febrę to samo, bo było jeszcze drożej. A przecież i tak na inne szczepienia, wizyty u lekarzy, leki do podręcznej apteczki i profilaktykę przeciwmalaryczną wywaliłam około 1000 zł.

Przedwyjazdowe lektury z gatunku praktycznych porad wykazały, że pakuję się w niezłą kupkę kupki. Afryka wymaga pokory. Tu powstał człowiek i tu rozwinęła się cała armia wykorzystujących go lub zagrażających mu zwierząt, pierwotniaków, bakterii i wirusów. Zacznę więc od listy chorób, które ze zwiększonym prawdopodobieństwem można złapać w Senegambii.
1 - Przede wszystkim malaria, i to ta w najgorszej wersji, wywoływana przez Plasmodium falciparum.
2 - Bilharcjoza, druga po malarii pasożytnicza choroba na świecie, przenoszona przez ślimaki wodne i niszcząca wątrobę, serce, płuca.
3 - AIDS, wyjaśnienia niepotrzebne.
4 - Żółta febra, tropikalna wirusówka, coraz powszechniejsza i bardzo groźna.
5 - WZW A i WZW B, dwa wirusowe zapalenia wątroby: typu A przenoszące się drogą pokarmową i typu B, rozprzestrzeniane drogą płciową albo przez krew.
6 - Tężec, wiadomo, straszna choroba polegająca na zatruciu organizmu toksyną bakteryjną (pochodzącą z laseczki beztlenowej) i umieraniu w męczarniach.
7 - Wścieklizna, również wiadomo co i jak. Kotek, piesek, lisek, szakalik, lewek, żyrafka to twój śmiertelny wróg!
8 - Dur brzuszny (dawniej tyfus), czyli choroba brudnych rąk atakująca wiele narządów i bardzo wyczerpująca organizm.
9 - Błonica (dawniej dyfteryt), ciężka choroba krtani lub gardła, polegająca na zatruciu organizmu jadem maczugowca błonicy, bakterii rozprzestrzenianej drogą kropelkową.
10 - Poliomielitis, czyli choroba Heinego-Medina wywoływana przez wirusa przenoszącego się drogą feralno-oralną; wirus niszczy tkankę nerwową czasem rdzenia kręgowego, czasem mózgu.
11 - Ameboza, inaczej czerwonka amebowa, polegająca na uporczywej, krwawej biegunce i powstawaniu ropni poza przewodem pokarmowym.
12 - Zapalenie mózgu, wywoływane przez meningokoki albo wirusy, wiadomo czym to pachnie.
13 - I jeszcze cholera, na szczęście głównie w porze deszczowej.
14 - O rozmaitych pasożytach, np. pospolitych filariach, już nie wspomnę.

Znamienne jest to, że wszystkie wymienione choroby albo MOGĄ SIĘ SKOŃCZYĆ, albo też NA PEWNO SIĘ SKOŃCZĄ zgonem. Ale powzięłam dzielnie postanowienie, że nic nie złapię i tyle w temacie smile

Osobna sprawą jest to, czego w Senegambii nie należy robić dla własnego bezpieczeństwa. Oto lista:
A - Przebywać w otwartym terenie od zmierzchu do świtu (komary!).
B - Brodzić w rzekach, stawach, kałużach (bilharcja!).
C - Chodzić boso (larwy nicieni!).
D - Pić niebutelkowej wody (ameba, wirus polio, zarazki cholery i… cholera wie, co jeszcze).
E - Jeść surowych owoców, produktów mlecznych, sałatek z majonezem i w ogóle czegokolwiek od ulicznych sprzedawców (wirus zapalenia wątroby typu A, pałeczka duru brzusznego, ameba i mnóstwo innej zarazy!).
F - Uprawiać seksu bez prezerwatywy (wirusy zapalenia wątroby typu B i C oraz wywołujące raka szyjki macicy, wirus HIV, choroby weneryczne i skórne, np. świerzb!).
G - Kaleczyć się (laseczka tężca!).
H - Mieć wypadków samochodowych i będących ich konsekwencją kontaktów ze służbą zdrowia (choróbska wszczepienne!).
I - Siedzieć na plaży między 11:00 a 16:00 (mordercze słońce!).
J - Łazić po zmroku w ciemnych zaułkach (bo można się potknąć o szczura-roznosiciela, he he).

Czyli niezbędna jest żelazna dyscyplina, a poza tym chusteczki i żele antybakteryjne, repelenty, długie nogawki i rękawy, zakryte buty, czapka, okulary, kremy z filtrem minimum 50, moskitiera, probiotyki i profilaktyka przeciwmalaryczna, i koniecznie piersióweczka albo dwie na odkażenie przewodu pokarmowego. W kiblach zwykle nie ma papieru toaletowego, więc też się należy w niego zaopatrzyć... Rany boskie, to chyba jakiś gułag, nie wakacje!

Ale nie dajmy się zwariować. Poczytać trzeba, wiadomo. I trochę się zabezpieczyć. Oczywiście nie było tak źle smile


DZIONEK 1

No to wiuuuuu! - nadszedł 4 stycznia 2019 i poleciałam do Banjul. Samolot był dosyć wygodny, Boeing 737 MAX8, świeżo zakupiony przez linie EnterAir (to ten model, który wkrótce potem zaczął występować w roli bohatera kolejnych katastrof lotniczych). Samolot prawie nówka, ale w sumie to linie się nie znalazły, bo limit bagażowy wynosił 17 kg na bagaż kabinowy i 5 kg na podręczny. A jak tu się spakować na dwa tygodnie w dwa tak małe pudełeczka, jeżeli trzeba zabrać cztery kilo samych leków, żeli, kremów i szamponów, ze dwa ośmiopaki srajtaśmy, czajnik do kawki, laptopa z wielką ładowarką i jeszcze ładowarkę do aparatu oraz ładowarkę do komórki, no i ręcznik plażowy, bo wiadomo, że w hotelu nie dadzą? A kabanosowy pakiet przeżycia, i to niejeden, jest po prostu obowiązkowy! Tak więc dobrze, że miałam tylko 3 kg nadbagażu... wow

Gdy wytoczyliśmy się z samolotu na płytę lotniska w Banjul, już zapadły nocne ciemności. Pierwszym wrażeniem zmysłowym była przyjemna temperatura, tak około 20 stopni, a drugim - mocny zapach dymu z ogniska. He he, pewnie Gambijczykom było przy tej temperaturze zimno, więc włączyli w pawilonie lotniska ogrzewanie big_smile

Formalności lotniskowe nie trwały długo. Wypełniłam co drugą rubrykę w długim kwestionariuszu i zapytałam umundurowanego lokalesa, czy tyle pisaniny wystarczy. W odpowiedzi usłyszałam „bul-bul-bul-bul”. Hmmm, czy tak Gambijczycy mówią po angielsku, czy może ten człowiek skonfiskował komuś mydło i się nim pożywił? A może to któreś z miejscowych narzeczy, wolof albo mandinka?

Bus czekał przed lotniskiem. Mieścił 20 osób, a bagaże ładowało się na dach i przypinało linkami. Miały jechać gołe, bez żadnej osłony, choćby kawałka folii, bo tak się właśnie podróżuje po Afryce Zachodniej. Nawet duże autobusy nie mają wewnętrznych bagażników, wszystko wozi się na dachu. I wszystko łapie tony kurzu, bo tylko pewien procent dróg posiada nawierzchnię.

Do hotelu jechaliśmy przez Banjul w ciemnościach, które w tej stronie świata zwą się oświetleniem nocnym. Po zachodzie słońca w Senegambii można jeździć autem wyłącznie w miastach, bowiem w nich zainstalowano trochę latarni. Poza miastami drogi w ogóle nie są oświetlone, więc kto ma przejechać z punktu A do punktu B, musi to zrobić za dnia.

Hotel w stolicy był całkiem okej, w każdym razie wyobrażałam sobie karaluchy wielkie jak kapcie wyłażące z umywalki, atrapę klimy i oblepione glutami ściany, ale standard był wycieczkowy, znośny, wcale nie gorszy niż na wielu innych trasach. Niestety, już podczas kolacji powitały nas komary. Jadalnia była częściowo otwarta, więc ściągały ich zastępy. Gambijskie komary są ze dwa-trzy razy mniejsze niż nasze niemalaryczne „poczciwiny”, a latają cichutko, leciutko, jak baletniczki. Mokrą robotę wykonują niezwykle delikatnie, więc ich ukąszeń wcale się nie czuje, a co najciekawsze, nie zostają po nich swędzące bąble. Trudno więc dojść, ile ukąszeń się zaliczyło i jaka jest w związku z tym szansa na malarię. ups

W pokoju też latały, i to w niemałej ilości. Skąd się brały, skoro wszystko było pozamykane? Czytałam, że prześlizgują się, cwaniaki, szczelinami w klimatyzatorach. W każdym razie jedna cała Mugga poszła od razu na spryskanie ścian i łóżek. Nic więc dziwnego, że przez całą noc śniła mi się kąpiel w wielkiej kadzi z olejkiem cytrynowym.

PS. Pierwszego dnia nie robiłam zdjęć, więc nic nie wkleiłam. Dalej będzie już bardziej kolorowo smile

Ostatnio edytowany przez texarkana (2019-04-02 03:09:22)

 

 Reklama

Travelmaniacy.pl

#2 2019-04-02 19:11:15

hapol

Re: SENEGAMBIA 2019

Piyrszy! big_smilesmiechsmile

 

#3 2019-04-03 01:32:11

texarkana

Re: SENEGAMBIA 2019

DZIONEK 2

Jako że mieliśmy przedostać się promem na drugą stronę rzeki Gambii, by stamtąd dotrzeć do senegalskiej granicy, pobudka nastąpiła wcześnie, a właściwie... za wcześnie! O 7:00 ogoleni, spryskani Muggą i spakowani stawiliśmy się dzielnie na śniadaniu, lecz w jadalni powitała nas pustka i cisza. Pustki było tyle, że... łyżkami jeść! No tak, nie ma to jak francuskie śniadanko... Na szczęście okazało się, że to nie kolonialne dziedzictwo obyczajowe Senegalu, tylko obsługa hotelowa zaspała. To jest właśnie Afryka – powiedziała pilotka - więc zjemy tyle, ile zdążą nam na szybko przygotować i w drogę.

Tragarze, zdani wyłącznie na siłę własnych mięśni, ułożyli walizki na dachu busa i przebiliśmy się przez zakorkowane, pełne chaosu miasto do portu. Trudno mi było uwierzyć, że Banjul to nie tylko stolica państwa, ale w ogóle miasto. Wyglądało jak zapiaszczona, nigdy nie sprzątana dziura wypełniona ruderami i slumsami, jak cygańska wioska albo osada wzniesiona na miejscu miasta zmytego z powierzchni ziemi przez cyklon.

https://lh3.googleusercontent.com/22SzeJzrB4qwEJ32AY8lfzy2FqZdVMnH9Vg3ba-fuSnqAaJhW_LIQOhAVqyEBuaZb_LkfXs2jVDcE3f6SL2jCjd9Y9abS-kXBYb1ciB0bQxBcCpOMzNAzEH6gbE-LbD3j6pqPzdje51aaDRfb68CEbw7-zAOqu-sp9XJ0I32XmlFDdFFQcszaepn73sj9FdtYwjUBNE3FTybRa6fA4ooFvRB9UTDhOZSNJbLNh0Rgn-gtABnUTPqpWnU0A2e3tnjEQ5jRuNU_JvWGGK8UtgAWLXteXyMmKi5b8XNvpevCfJGcr8wGiutp16eJDHtY51k19CoNpm7A3KXxWWqzKqLk468ywzFBZwNunYfSZ4mhqKXHsFaX8TgH7x9gHI7j_UnKp7pJWUne2Qk-Hh2_RwTXJWh1l1reS5FcHFieenGmXe7vgLWnzRaVWlGUuIjntoIG79cw9ddCCNd13eKHaog3PrVA9wJXhrJnZF3xkdr3OxmzhvvrHt-ccEO4GdBqfmMIYlpFyoaJSZA0U1xpBLEh9aJLchNCv77LV7-NH8wVelIAgn74dQI-woWzXPaSTBj4Obz1fjq1GIzFUWT4LgHOK_KVkx_ZkctioJjlhFjaoC69djG_c8fOCQFz_8Q-vkRpN6IY56jqIGiFWwrOG6oGCGqRcjaW1nDWKXLnqKyoRcahoFIEidepH4Hs6Y4kUrZZUeVNjufD9sKQS5hCwzdKO8Q=w600-h450-no

Promy z Banjul do Barra odchodzą kilka razy dziennie, ale nie wiadomo, o której godzinie, bo prom zawsze czeka, aż się uzbiera odpowiednia ilość pasażerów. Pilotka uprzedziła, że w porannych godzinach po otwarciu szlabanu rozpocznie się wyścig. Staliśmy więc i czekaliśmy na sygnał startu, obserwując otoczenie i przyzwyczajając się do skóry lokalesów, ciemniejszej niż ekstragorzka czekolada. Razem z nami czekała trumna wielorazowego użytku smile Senegambia to rejon muzułmański, więc zmarłych chowa się po prostu w płytkich dołkach, bez trumien, które są potrzebne tylko do transportu ciała.

https://lh3.googleusercontent.com/rRSv1Qoq1NYHU3_-BF2EBYpthYbsIzpSduAHAmCvMtGIWrP_vC4kIjM-E3ShzuphJo2KMOvVv9TMSmGljm8MwGuLas26AwtIW_KjOZKrPl5tSrkQ0PaCPVx27VEwInSIxaWrws_9da3uonJZZqpygkrttzQg8npLlWZ4PdOSE8xYQoh8KUA3840hGSQoIqxrjPesawCsIxh1J7dQCmaulEpARpzUkvov08HOA9cNjr36b0SwfJOxtysDIqrjk3tQS9HlMHRK9ej3mBgWddpqv8Ma17Fc-jkcsEVVClu8LTLGjCdSzJuhlZe41Ol6V74-3IUc9uEDBBiFb61xZgWge4Qos_GSYpQxjyf3J03etfXvdh3R8NNWVlj47os0FF3-ipRC-4PvQEJrWFtB4_gyg23XIkCHy3ZMaMDzg2eWd60nla2oGiIOYOzIXkxBXWaqHghEMO2zd5nY-CymHCnZRVjKqLMIeds68xTjqASIx2wkUmedpESkDXt-LffF9h0k49nFwxdrDVUrCWDnvLLIVka5_qEgL3u5M-1sAQdrMGjTgmz1Au30VTGShQq8av_nYDmIOiXVonGjDAcXUJn3uZnQ9eb5Vzt63bnXAXj9nHDj6q9_NEhWg2d1cLTsuR0C3QGvgf-LpC3HGATc7QnaECg45T1E9VZQOx9W9exW4HCmCutqQaG4Tcj8954rGNqfA0Y3bh8AO7k0mv-RgkoLmcSW=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/XzVjvpQx8YPIJ2zbr3PcN3FGOnZjXW-IPoyoIovLtHuzcJMwE_GSzL58D4_l5Ab1EAnKNFSa5rJRYK8azkXeD2EDnry3isLKoqpm0RpaocZvUzNMTOS7FDsAyJZl7V6OKGgpYqxpF1ALWu7CJThm-ZaBwJ30NC9UUOk-nMBsByIwW3mVUCBGMnM_kJEn3vY-z_YDbiScLxmWsfBr8c-LpF0lU_RyozISMNw0f1eW6H1lGBHgXg5_dh_HWRIX6M0qwQVCmdK7wdsy9yUm-h5DRFQEtt4Iq9cYKofCtjyzW13mF8mVWbfe-g3CnNsg1g0tgXt998tccl06AI_8KFsMcSii957lnG1MpEWGYs19mF0swpZn8dI5KgYJPBAcRlcindy-Mz1D1Fe6p5U8vmcc6q3a-MO5ZDEJmtkbhf3LV0YtVfBvTtEm9CPzAchpskSojVWwJRlLWk9SQT-RDvF12KXYnEnYJyGvkAsl_lY7ERmSsDOIHMFC5K93CcKUB2tq4Crs_HEa5nBddRHgd-xOk5q0jRda6-42iOZFwL8cSd9-JInr8vUBMe6vFACxL1DmAOfTXLNEDmWz1midzmGKmP6liDy5iB_yWIlxQTgh3BYTPUJJnyijR0wVxzet7noS9EKYjxnTgyRvwIBXmtLw9w3FLMEVOc3rlJAw-LKy3RG6YTN7kGGWzTgVUBw7yFBfQ64SXU0rBxOst8aZrtEcCCid=w600-h450-no

Kiedy syrena oznajmiła, że czas się ładować na prom, wraz z ludźmi ruszyły kozy, ciężarówki i przewiązane sznurkiem toboły niesione na głowach. Pojazdy przepychały się w tłumie, jakby były ludźmi. Dzięki instruktażowi pilotki sprawnie zajęliśmy miejsca na ławeczkach górnego pokładu. Usiadłam pomiędzy lokalesami z zamiarem dyskretnego fotografowania ciekawszych scenek (niestety, było to prawie niemożliwe, a nie chciałam tego robić na chama). Kobiety były poubierane tak kolorowo, że przypominały rajskie ptaki albo tropikalne motyle, nie można było oderwać wzroku.

XXI wiek dał o sobie znać na sąsiedniej ławce. Trzy młódki strzelały sobie komórkami focie, robiąc nader fachowe dzióbki.

https://lh3.googleusercontent.com/zu49KmsIvCsT8uedKJSt2SGA8Sy37wbUrrEiq97JnU7dVef9gEM7L7VtwHm_6MoOaybjDVl-cicAr2ewkX0WrVdIJ9FDeIfzsZ54LXOM66lldL9ZqOy16pz2boZJmXFI-DrLqLkMklsO3lzFEJCSmntDie2rSsvyCnzAaicIvRUJTh0T6ERmV1sUAy6yFpdstFfxRiUIr67pyoGP-y4F_zXkd4OKHnp1rGWxBG4fvM6zFvf1C93omA22MHrxOeE3pP9MmWrXgcB7y9da4uJnBSbkljRqQCnX8v54e1pouB4adfAZuJhhbVZWqvfgk35s4NgnWgZNOY7b7roez4OYfWuM7lngZt0cg4RDgCIymy8glJqLgVSBkfr28-5OpEYCoszFty5KPIOgReI-D5CrXq-Mtp4lC7egJvJAw2bDpitS_KeDns9Zo6zzr1-2UwvFmne9h8LIP09qixokKUDG9kHgW8HskKEtRS2AKbr8q5VA-jLmr2DHmYBGK5sa9YphgZfVLdMcsWmjws5Uthb0CkqYDFSaOtGCzormkIljxcHRJOc3pimSDTFNrcGtc_m9K0p642xdzXSrsqLHagGBwtAPxKvK2OMBXi79EJJGLVkuePoCZ_0qhPaBhRKAmxFiCsq79g7-eD2nKY8865XPSIS1L2DgUW5OhepeAcB6oofTON7yvaDp6-k3lni7Z3yvmK5YzrfgRvWJNOJav0pcdtLD=w600-h459-no

Pomiędzy pasażerami przeciskali się sprzedawcy, głównie wyprostowane jak struny kobiety z tacami na głowach. Na tacach piętrzyły się ciastka i foliowe woreczki z wodą, to znaczy kranówką - nie pić!!!), albo byle jak wykonane breloczki i bransoletki.

https://lh3.googleusercontent.com/utisolgvPLb18kfyYsr1XGsDlZLoqPFTu-ByrAnQxllxlpbWMr_yDAGv3N7vhJIPiE9R7HV951yxCONiU4TNXuQ4R59TXO7gCrUtkkbzq-LFDUl84gtj9BCTwRFzAWuuRn9dhg59-6ptCw3II0DLTiJA1l5lrAzfuBpvBVwHzbhlAC_ibnFu1LuRo2PySOcL2JETdStN5nV1iZ5pVEKTwHrJIMtzW7_TfgxjdYXkn4HvKWim7Zr3DFvLbQcfyk-sr5DrVo8YfAfz1_LI2D0IOLirXVOkddx6cazv3PpW1f2_04tLP2vHlDdXthCcXe24MLQVGerhTuLPbIuX5C5B-1eD0MWwgcM3lyNNeyPLSqILRuLIZRlQyLpkBuHJ3rQKag0N0dXVM0I8J8V-scf9TiJGf76ZpDUMqhwXYut8n57086-qUGocOkdMM7Z1Po7Cv8PeVpFqkDJnOmfMVrA75tJsjdAuta45ute2RRWozccxePJ3cpUY6vzpcejIIlZTHum1F0ocRUHECGZfGKc2efPjI0MwDuP2Cbf0qoa5Ww6_SwTPqYyP2SLhhSsXe9r6nBk6JaG8fp26bWIXPZokvA3uiuxJOELBHdyrMVBGtL0GmVwEQp8VGeAhPVrefh2Qcm5N4ImgRKuOjcXCcAFZ-vzJ70BZes4AYrvPbOgRSXNgB7mcgWBMGIDRrpqV1WT0hKI5nMoWrmIpWMqH-bsbsJcL=w600-h450-no

I tak Banjul zostało w tyle. Z daleka brzeg wygląda niczym tropikalny raj. Jednak z bliska cechy raju są niewidoczne. Wszystko jest odrapane, zniszczone i zakurzone.

https://lh3.googleusercontent.com/7magV-vBtp66gniGZduB5osdOwVx5iglgAZjNMQa5dhZB7LAq_pRme960l6Aw7MNsQsimF-fv_JVHkF7v3NraZtqz_ks7W0kRzmwImchRg7BJyrT6UY2n4SPZmWFDB4LyAV11SJHQu6j9ixhJXMIoCWCCDN3e_LFo02LkqKXy9qoBYEawF6lKRbalm9CCgvEaqSYm0WCOVtP2PIrt7h5aqJzxDibXv6HM8C_GpHkXK9YEwvCOPpJ3Ct1gF0y-nZZI2qehvCNnrtNt3XFZj3cjYTbaItk4Gq_V0to5Jdi9f_nw-BNxFP8-MO4aEy_aBe6zlqcfsGXbCkFvPPNoRG5sbkR8WKhJ4O35cYAxIk8H_ewe3FWcGMi_HnmgUnUCVKh8mHMZ9qrUYVGT1g6MadfpWyoFGiHhnyuM202DXhYiN8hcADD_7-WhlBkEoafz0R--HolkdYGyp0ShlulXn8LMHSj_H8HMk_rl-rnfMpTqkADu1abbe0ZMeHQed-LGBoip2-nH1DUZqxkP7uvB8QYa-neY1ATTWEVmJRHijo-VB-VfUrTIG7AswmStNXMVEdsiUbiYQz_Q_TNtWYEAFb10Ojp3TnJtgyPrhr4-5d3bqaFfj2ssDYwH3aCsgr20gX-rgKOx_HSoiDmPV84Jv62GBOPkwqJt_8OSeO91eT0Vqcz5QKaMf5Wa11bv5EpspuJe26FBV7ZswKR9TiSKIvmZsZP=w1000-h631-no

Gdy prom dobił do Barra, na pokładach zapanowała powszechna mobilizacja. Na wszystkich skrawkach wolnego miejsca uformowały się kolejki, ale nikt się z nikim nie kłócił. Umówmy się, że w Polsce nie obyłoby się w podobnych okolicznościach bez awantur.

https://lh3.googleusercontent.com/S150yoFZbyz13k2eTym0FchbN5hdbnnEutKH33Xix51igy9-vwlZz9bvSotuIxywIg2x9M5DmHcdoyW9C8RUt1iJEEoJUn1bGXTBtAxWx666i8p7WftPEDKxcV2E-9Uxqxh-NLKjqDZTSDgAfy8fSOK_a2QUkCNsY34iqPFBwvfr_c8vtPLMQWI9xG-47rBZWjwbYc6eIRwch92UJEqoVMcLQ4edC4eFmnC2AoXcDJ5xbCHSASMQyzjB_0fquf3s-uHIUs3gSLamLwX-mGwPjN-_bs5q7WJ1mb6GeKCrcTaLpblk-wGPUEXkn7szKBl3SK0Jn779Dr16mzKWrxARm8aZFaH9YVgr25PvPwiRWN9PgYQ0lowgHjLqKLFIbUAdr_7H4QL3n1YVM58jhgsbGIilh_f61SvC6dyr8ifOst7-vQ_HGV5nnAvs3uQHTA8PbCh_DuzwdeETLSia2U5D0s55UUtP57YJE8CK9oCByHvdSGls6f2UCgHByoAzn9KO2fzVtHl8fofgbwZLtLsJWaYgf6uE3hzp7BieFvjJBgnylLv89J2HuXpf8UEVJGXorgdlN6MKzfau3xjNXlR2QGEYpL8a1XPdaBsXcPVZO_TSmKiYqagw4PDtkwlKnx-XyhG-3vND6tVvuEy-JVbMwYiK6Ife5JxwmUv89H9xBcLYuzRX30bEmf4kfAz4UMNjTixaeJN9PnzxfoHWpXP5Tio2=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/jOfZAaPopPt_JWseeVktm0G52pZWktnoaC2gqQJGb8PyvbVVejpDP7uHAWVT-XdmeH3zxSKj7MIQjVBAk8vl8bA1qB0teivQl7x3VqUzznJ_8FcFCmQXGRhlIu2QjVulBn4vTld8gXSB14QBECua-IRiS2tFkWnL6heqMgimekt5UI-OYY1HN_mk7_UKjPW_s74NYk46HfnKteVQGR-Ft4ArNCjzRQuCybhH1rIQhPfl64ibph8Xi4wXvyHF3FSUdPwzleGgbntvKyDcwkRALGsPkpmhVzSX0OoBm8ACPRut-G9Rtq1yo7B0v8AZrvKvdySy10IHYQIjUxnzXmpHWRRujcPUrQfF2xP4vbXpGVpKgyrdMn1JgtU-FN0jhzFNVJw7pfyQmWo25Q9MRsIsIbEtIrqO_Ikzj7kXXi8nASsrcQyaA5_aLr3XQnezY4x7ad6eMMdEJpZTUfR9LDOqyk0eREFwqTv4Lr83Ufc9jYsu82xA2jVsNKZm9MDyeg7CNGVamrh8l5UGxeXeaxrTbf4d3c8K-F89eWWBbnfRfAqthn-LBV6lvtX5ExGU5S99wlZkRKKAJWcVFeCAuEDMyPtZ5zhpM6bajNzTZbZogw5FDHLk3YxAj5Z9XNqZ2kffpDaFeFeDjpgLSn4-CBpG276d5lJGtyJaKgP2PTYgRs11MbIRsf_okDVNAyMjclNTYRIZyxfbBGWtdD5rnmzwqhqS=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/NGLble7zIyTXlpb_3oHXZm9OIw8bsFeXDXBqYn83oao82zivng8Pv3bHL-NTdbz4NblrE0R0MK6GOU7kNyX39iEl6I95qYefDejuDvAJENzJYtkiWTiKIE9STO1wXA5kffJyfxR6T5zNSIDYwOyzDpyc5OdLdXDcch4CUGcTwTwHO38du3ePkp-wbieAjBJxdGBiG8vFjmK-nEWPfXXm45Q3fHzks4n3knsTlE2Os_EfTlvJD6XxFwkAU8wSssdybWIq5bVuHfQW4MNbdf1tPsVFeX8530r3lYu2VcUPCektU5e3Tlif7ncHa-IJA0DpZfh-RXx2M3kFTopMfVoB_wsrf_LS25_DDHwTBBOoYCN_Pe1N7weWvnw_EeLghqGaZd7AOaw-j8OQj062mzN00UWUa8wqrIuQB3iSfVJC9QiQvhmS-iPQ4swSBUmqJUveRCkKIOgZhtTVZf7ASPNNjuB22rKv6YTQQBMP_zydU2k3PWFoQBU4_50YqH46qY_9YUxxA6-hu_KiLmUWWkzTJw9qqZ0qyrvdjUCDc1jJmBWz0h0KtIaKXD31hLmh65ZB-B1HGZu5bovSXiNQIwk5FxWQckEr73zwbHFsEloe9cez5osPgQhhGGui4Rz4PzBn8R3Vtp8YTsP4L2TmosrIG3HSsChe3l-fdALRnG79jdyAMlJgBDBQyk43VlRPEE9jGCVShRCYyTBg3pXg66dDGP9n=w600-h450-no

W końcu ludzka lawa zaczęła wylewać się powoli z promu. W ciasnocie najlepiej nieść bagaże na głowie, więc na głowach wylądowały kubły i miski, toboły z węzełkami, poduszki, a nawet walizki. Wyjątek stanowiły plecaki, które - tak jak dzieci - były niesione na plecach.

https://lh3.googleusercontent.com/rcmpkKOpEKpnxvEgunIcqYw9mZfUESFEfaPlkPW7n3VUeZ8brDm5TYV-RaYESH5ohDyHX8GWv6_TKe1t_-tbxS78I2Uip7dI4tXwjaawyLIkODIuKvy4UQJMuYfP11NgdcoEgW1NrFDKwf8MDgeXVUk88wL5sXyngppx-JcztYTRUpvVyaEBYs29sFFkH1Nn-jhYdZ_QRMzuP-v-j7YZMdTAssXN3JGrWxjopCNqrqyQQIFshT07V59pVO-c7NfWPgNpmK7qcAEQW5GvokIFQb1zQATZMXDTPQMmf6hAhWT5e4J_WZU6YUTdaE-DYjvwRoLoMjY879mBLkTB_910lZhq9qcNg9ZiWqHjNncfhC_1T5qCSFRZuRrZCqOmsBAHS6W3pV4QXCATnlQx9h2pulB04POfCb646bNI646jFxPwP8JUNfWK-JAe7aMtBKT_hFsSgT-7g6tXLJRNl8FhJZaPV-sb7ag-vQdI5onLpZVKzDhJCmacqFtxRXhiZP_IdIOw3FngPd5WlLYlPzsPjpXqmKusIRoWHpl6B6sozxlSsUedUZ6voQzsH5_lyUOsjhxCCtAaZ_l0bn2PkODlYAaMEQ5IkiZY7n2sDQw-c_N1h7lIPlkkQoEe2XACz3lhhBhLWXyahtsxYTNOfB8TY7--uWjj18TQs0XI5PYuwY_Kuz4lfeK9-ZgzEnaIqY2z1iTFkImGQbbIRqUrE9RT0YI-=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/qk0mlm1lbZ45X6OeEdOT5AhhQ7_ZgzNcjkOV0p0kTdy2lCjYQ9bFLBEhsvVwBikEpJ7ea_uubf9Sp6SD5VM7-rMOgv9A2MixJjCdTNwO6TVVqvRdkwEN3HEznC_2XX-6f4lizN8EXAd1cv-Kcgi11rQPs7wLoB7h02ebeIQuA4Itpho8hN-7f9kY5uOXKyetxiDPjKBWOH-YfipM3rA2YIOqV1nKNR4ebfKAjI6Rnjj-PERkDOPtLJ92Aw7Zvu5l6uPAeLFVX0yZXTS99CGwpdSfJxcp-8VUUrm2dlqYEEWHDEKUayJqNfp2VxN1OZznKSVhRDLeqVoiRbmuo7ihEekhfTdVNda_y_mxb1F0Wa4zYu1aFQm9Z703wduutmLu8qo5XsJ-FnuNKBeInZzHoS1rgbJwjLPT2M70m_2SLiVU_zO-Aj7p18fqXEkiaekDO4lyXPFTq3kDAvgeVko6nOUAN7B6vtASaIjV7QXN4CBElz7sUsjnUmUe4wsNP6fdVw5HKaa6V046ASFH16VywMSipE1LPjvxNRFHExhx6Ui5LtfR0__dkUEZ9tXAaHAFfD_iVPVBoktGAwsLcq1k5eDkGG3GKolJiKACnk75l8lpVdJ9KP3Mw7VIARUFeIfH-EWtbd5DGNemwUOikuqp6HQxk6J4edvpn5I-Ol5SO_iCTbQ8lge_r_rC6FvqUJ5fLTvWSXGUXRSYZWHjFlws3U2i=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/mxdJpktfhziFe1j8N27YQdMO0YbaEUr8FaBTNP3xiUvrBbbN1zHisQWUf8BnWVkapC5OFdIGgmuryc4ZpwwSjt5eTIHl22R53LfUZi2cr0GsQyKgKnLs_CxCXXPfAfi1BFCdcCO4w6E0ZegKpe7Br0TPAdiJkpDEXPGQLSGakeJNKqGaEdA76aIu6uigohLusafsa00jLOgbOKFTOdsDZ08lPj1Q_blIyE65SVxpg8JBM7mDCe6GLKSHVcx35ebd56oHOYhkwLDb0sYOZLaReGX3YfQeq7e8VjhMrloj9svt9YKrkh49juXbUGk_F_Z96h0tR6wZj1uaCLw_W3xONYqaBeN-x7EVXEy_4E9GQPl8v9NoFPC3Kl1i8rRau0dzN4nbDVRF7krTlDdjdTT9gKeRS9ipS8wHOfowxqJxyApWOtn6Pf-Gt8C8O6mHcuJQEFZEHaHKIbS7kvZgJiIjS1vcDIxCs_EWTZt2lH6WvqUxrKfOP__rUrCzHBglmKi2MJbD1ulOqFPEZEXAOyCdZ7HF5GHaXbo4wwq178b4ZBdoqzek00v0qjqXCpqe0NDJjtnysnKVVQW6e3E31xK18ZcRQdp6-x5CMmQhGfzf1xtApDx9ejdVN44N-W5QX9iUeUwOwxp1Pw4BNE-o4wxiObeY52ozPhMBQjVouB5W3VHLFdJdS-JP00vxOKa2QXxeOvzBLX0xPTOYmNAlySucXAh6=w600-h450-no

Po zejściu z promu czekaliśmy na bagaże i busa, przyglądając się ludziom. Chociaż Gambia i Senegal są krajami islamu, kobiety nie zostały tu zniewolone. Mogą robić co chcą, mogą wychodzić z domu, spotykać się z ludźmi i nie muszą ubierać się w burki, ani nawet bardziej liberalne hidżaby. Dzięki temu są kobiece i piękne. Owszem, prawie wszystkie mają czymś okryte głowy, jedne turbanem, inne szalem - ale przy afrykańskim słońcu jest to konieczne. Jest jeszcze coś: lokaleski prawie nie mają owłosienia na czaszce! Skóra głowy prześwituje spod małych supełków, w które się skręcają rzadkie włosy. Takie geny. A że nie wygląda to jak na stulecie wylaszczonych celebrytek przystało, kobiety noszą albo turbany, albo peruki. Jeśli zobaczycie Gambijkę albo Senegalkę z bujnymi lokami, to możecie być pewni, że nie jest to jej naturalna fryzura...

https://lh3.googleusercontent.com/KZfPaLjA0QvMN4PCplMZ6J0FWU1E5tYix5FdKlTr5kDcHoDjlEgBeVIXgg0AqCYq6NcbuG6ABjdNWX5RnHI0buHygslibax2g10zPFPB4bcGJs6DpdO7rhnry1exdDOoIE5MSE23rfPwp2F5yvlNNtJYMoJMHvFcWgyweB-xUHjpcOwKGSrflaA7se_91oglltT0P1MBLQP2ZuKQmTFlwGqy4Wkqvt8qe5Fi6bc-WNSdnKPZ0IY4IbHirxP09yoj3hO3f21Sc2BuVAMORdpyFHEUaBrGbrXEfkJQSR4MrGKBACdykuyX5-zTbiuK8ZxZLadwTe4pyromO3IC6aZBsslD9AmJscE2JQPTJG6yhEysf1kVGBNxuK0EzZtf05VRGsq07DcCVW424pSwdHysyjHfyP2BfXj9lEHaQDJlEXgnkewLlKs_vePTgWfHDsPuQXq-M--v9bsTP02QAAE1bXassyDf06R7T1pTl0oSyFWsZHJCWMt5FAuQvQAVaHktmdX32TBwwfqh9m_f7pkSj4Wr7zw7PxCxwf0Rrr-GpEOu3y0G144pZxMQucrdN4_n3C7GsmqcR8TqckvAdhecT_mEUf62fz7ZxCxq235d9eya4jXbdDEhB1qR7vM6OHtQdDck6OPQNdWKJRtZvQp5p-OwXj-rTN7eG9dck_T7NoRJjhoA6ow5E_5xtzJ071IXJrYppFi_AtzzpIx5BYnAZ0NO=w450-h600-no

https://lh3.googleusercontent.com/PNg_5bR1w6QaghMx9nZ8JiemLm1OBhv1xigW_Y79zd_4YSgXBPufN9YdKlhZzQ88Frv-jJqUXAi9Es5fNDSH-wSoCu363iAyE8iBGWBuhq4y7Ktw3j2fmhSbe86hVQw5zEd2JXlw12qZTw1gB6xkxuaslzOAmTlpvs0IkobE9seG8vk1mf0Y3TbMPNiXhxV3CAVfXJu3MZ8jMwUACsWPO2b8UyxmvfWLW_A-WG4TTx6Df_PYdu3ZE2agjPx1cqv8f3-tzlnfMzCZ5do6ySaqHd0Q3US-YV117gFdkS0VIOLGsl0swUeoigZCWk4luTMNdIU0tQm5ourT3fwPV4ppmbtvDz1WinmT64J9Oybv9Tsoxtcn-d4E3ij-_FG0fk5c4digy03cB8ACiIgl5Hlc6NWOoXUsPKw5vlH1crxCS73qUAlCGju2wk5b6YhzUz4XyidJ8Ra_qAXIznzWNn3uv6iwmkEHN5G5AuPt-ewuDbeFRUG5NvX-eZw5ARBvZedZS3RccRCxLf20Li6OC_e_g5kbyVmRYqxKJEP90X6YKua9j53ERzpD1F05amHIkRHwrgeGLhLulup_HdWhbpGcp4q7s6BsiEbIXOs68V2xJE3uZunOfE4NmgTtF-RffWFKMw58TlfApgkjYPYLzGV_dQZaySbU19ET6TSGVASvPWXzKRgRCndgtnNMOlKO3p1x_3MmEpwJfaDjosNzGSqmQUWV=w450-h600-no

https://lh3.googleusercontent.com/qd0z0jRZUu4vrYxj_vLORQzOHI3qlJQZYJ4Ulri3JoV-YY-4Z3NG06FdslVwpbzZ74R2h3eNcyStRQN_pLK4EBwbUZTAKIx1LCEgc6-0cibEZhmF8XsYPM4_A0D7X5ZyJSVJad469aI2DabqZ3YTdiHQk1QiY57KoD4xpg1vJWH1yhvWNullqjqQmTc-_8yRObCIYqg_96lexKEN5L0Zx-u9_QqUvbYNldgw9cPyJDPag7mOHDwmGnzbDMu3u4GXUFkMFJXEhiJp8a1EXYUiaYOudZsW5TsIABxeZFXLe_1R-pToF4l_gvSKs_J5K2y5a43lAvnpQzOKQHFcSYE9rI-jZwIUANDDQ5zlOdTSfpPWR4JKKm6PuEL29EQj0SD3TO-ap5w10a18zOGW6W7ZKUJWY6ZFHQkcZKQVvKN3I79ZhMfEexz5USNZrmzL2JuIKUct6aIVUHFTtTJ2hBsx6USgTwrADOAhuOkSMx4dx27ybUX2kX2gWRNT7qJC7CA3AkGA3lmbPkyIzn7C3jU-TWspOXCIozBwOG77rQmRGrslY6Q19d3ERuVp0J9sgKfdA7KuaWn-fzXQ90RmPGmG6XZTEMBHo5LfJmA6_QX5CtHHRT26RJSMPeTKEMAnhU5Vx3DcI1ZxVNonzviGdgGespDTDgkc-B1NWp9Ap99XW9NJTzAxO6MJD_ehJxtFSaAk7ShrWPRDT82Vx4KTdZ92-yXC=w450-h600-no

Korki na drogach nas wcale nie denerwowały, bo mogliśmy sobie pooglądać przez szyby klimatyzowanego busa ruch uliczny i ludzi.

https://lh3.googleusercontent.com/ih0xdUew__ey1b96cp78O2Vf-UeO-fV4kjMJRuIlTaSi724vCT08tZ1mLT7I9MFwUA2jomI4624pzKHJZRBBUufMSeEootrmPaIYQGnL7OUWHU1UGx2o2c1U4YKFx7cxW-UHYRG9Do6NPQamjdupouhVDyEvrbELKj9p0ODlPFvcE4yK7No0DPXmaj_CkOnB8Uygdf4s35_Q0O3Rf1WYk0wpMpqv02-eTE6w2VSQsF_GjJeF-mo5R3YwPH-N2qpDtdaYZGmFlFuVdFs6d-UwNPJFORgFjQqGAeSAPCgjQMFd3HerZBQ_dVnNxStegXbgvCbSpJ8joM4yJMdy1bWB7SLNnoUjOZX4-rS2bqsrgBr2eYSm8OdOMMerMECvbgRvhzIxtYSlqWOkFpdhhSEnUGBrec4_wbuB1QPEKetHgGRpjtImTEBLnGmI43KPn_kIO6C5Mjjj2ZL60ABVRwyJ6V3f9eJqLpZR1Qv-BrR9wk-TlDkdM88RquuyUowTl_Y-9X6_1rFAqmsIwLVRfr8_pHii485zoV6lFejr-h71tumkueq0zpo9ih4ZjkGQiJL1R-3zj_OK5JB7HRfDd7PKCpEEBRKBGqk64vEQohoEpf6tOCWBrx9amPJFEWLA48P4BHE766vX9sClq02eFLZBPDxcrYV1E2uwlC88HIUbH5fI-eXpPIk4gC9NbQ8ztlk1V9XUj821vSAm5XFsWxjsft0e=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/1_EZajASobutn4bccdvj-4SH8vVlk6LBuL0DpCbtqZY_KBibRXUVjNF7UXAa2HUGbRuOUHhmfV5qNdAFUFcK6QyzyRDni-_fUmpzloLChJ2iEiW-QX0Aa14t9P5P0kEIOhQor2-9tfw9o8T0kvaYdk3A7SMeCQoN39g2sMARheNRH9nLmF644wKF9znZycHNXfnwIzMbBd7K54STth2mOpAjpJc7ybU9vx6fxfLui_dJ0PfUjI3z_ZwuGhOrlCKfAaZcFOVdb_dVoZ3vc8nuL5qWQ6bEOfC5vMRpR_l7fvYrl3SO7D3B0yuwGhyJmM_dcYya4-Nv0XKKaB4joX0eDMEWhb5qp88itjT7azoFzDXiBbjVRgcIGFLuH1aLElt9P1BA1VJQl0L1l7DPSXylJD-lOT5_hDOTVTtyTdLOGqwYaGYp_TKzBak4goV0APLKQLglghobO2CbPv1rLwe7k7O3VqaU95gste5urnhdUp-cAXkHJ1kenwSgOPZC452Mr-tuvjeb4apa5IN7AwAot6VzUDk44wM-BfpvGSbSn01ZcIZKsQD0JY4gsEaEZAf8PFBoYBbuggLKWhJ_iBkvSHtXapj_e0utrSyPJGLwxvEaEu51ZUuSdfP3hz2aF4nR33plvueonjlTZVaI0RWpFihmaaqfOh-wdN2IPrI_FpSRUH7WfzEdtS3PQzOFrzpybRjdNd138nk5dfxKPuqI5c_9=w600-h450-no

Wreszcie dotarliśmy do granicy senegalskiej. Tu mieliśmy shock-shower, czyli szok za szokiem. Po stronie gambijskiej pomocnik pilotki, Sulejman, zebrał paszporty i poszedł je okazać, nam natomiast kazano zostać w busie i dobrze się zamknąć. Dlaczego? Otóż nastąpił dywanowy nalot czarnoskórych dziewczyn z tacami na głowach. Sprzedawczynie orzeszków waliły w okna busa, machały rękami, krzyczały i stroiły małpie miny, każda chciała za wszelką cenę zwrócić uwagę właśnie na siebie, a że towar wszystkie miały dokładnie ten sam, włączały triki marketingowe, robiły show. Rejwach uczyniły po prostu niebywały. Wszyscy byliśmy z lekka przerażeni...

Po stronie senegalskiej musieliśmy iść sami z paszportami do okienka. Sulejman kazał nam przygotować żółte książeczki, co niektórych wprawiło w zakłopotanie, bo przecież od niedawna nie ma już obowiązku zaszczepienia się przeciwko żółtej febrze, jeśli się przyjeżdża z bezpiecznego obszaru, jakim z pewnością jest - przynajmniej na razie! - Europa. Tak więc najwyżej połowa grupy żółtą książeczkę w ogóle miała, a kto miał, to raczej nie mógł pochwalić się wpisem tegoż szczepienia. Jednak warto machnąć książeczką przed nosem urzędnika-pogranicznika, bo prawdopodobieństwo, że on tam zajrzy jest znikome, a dzięki temu nie trzeba będzie płacić łapówki. Senegalczycy to - nie bójmy się tego słowa - rozbójnicy, wyciągający kasę od wszystkich osób napotkanych na swej drodze. Policja zatrzymuje co drugi samochód i wmawia kierowcy albo, że coś jest technicznie nie w porządku (np. tablica rejestracyjna zakurzona), albo też, że złamał przepisy (które istnieją tylko na papierze, bo tak w ogóle to prawa jazdy się kupuje na lewo od skorumpowanej policji i na drogach panuje wolna amerykanka). Ważniacy na granicy też szukają pretekstu, żeby napełnić kieszeń, a najlepszym rekwizytem jest tu żółta książeczka. Czy można to rozbójnictwo zgłosić na policję? Nie można - bo to właśnie policja je uprawia. Więc może założyć sprawę w sądzie, powołać się na istniejące przepisy i swoje prawa? Ech, sądy też są skorumpowane...

Każdy z nas musiał odstać swoje w dosyć długiej kolejce do okienka, gdzie nastąpiło uroczyste przykładanie palców do czytnika. Senegalczycy muszą mieć w kartotekach odciski wszystkich pięciu palców każdego delikwenta przekraczającego granicę. Szkoda tylko, że ich czytniki to prawie atrapy, co oznacza, że prawie nie działają. Każdy palec jest więc przykładany do ekranu po kilkanaście razy, raz bardziej w prawo, raz bardziej w lewo, raz z dociskiem, raz bez i najpierw bez pomocy urzędnika, a potem - w drugiej turze - z pomocą. W moim przypadku odcisków palców nie było w żadnej konfiguracji ręki i czytnika, więc już się przestraszyłam, że ktoś pomyśli, iż je wytrawiłam kwasem, żeby być incognito. Na szczęście nie pomyślał, zwłaszcza, że nie ja jedna byłam w tej nieprzyjemnej sytuacji. I dodam jeszcze, że zgodnie z założeniami, żółtych książeczek nikt nam nie otwierał. Ostatecznie z granicznych formalności nasza grupa wyszła zwycięsko.

Ledwie wsiedliśmy do busa, ruszyły na nas senegambijskie służby orzeszkowe. Orzeszki, przede wszystkim ziemne, ale także nerkowce, to złoto tej ziemi. Są tu uprawiane do użytku wewnętrznego i na eksport, sprzedawane na każdym rogu i w każdym przydrożnym rowie, a że świeże i tanie, kilka osób z grupy (w tym ja) zapragnęło trochę ich nabyć. Uchyliłam więc okno busa, wzięłam od jednej z dziewczyn paczkę nerkowców i podałam banknot (oczywiście równo odliczoną kwotę). Zanim zdołałam mrugnąć, setka brązowych rąk chwyciła za wystawiony przez okno banknot i rozdarła go na strzępy. Po czym natychmiast wybuchła kłótnia. Zaryglowałam okno czując, jak pot płynie mi po plecach. Ludzie, co tu się dzieje? Ja tylko chciałam kupić paczkę orzeszków... A orzeszkowe dziewczyny jazgotały tak, że uszczelki w oknach zaczęły pękać. Boże, mój Boże...

Nagle zjawił się jakiś niskorosły chudzina w kapeluszu, przed którym jazgotliwe panny rozstąpiły się niczym przed Wielkim Kacykiem. Chudzina wsiadł do naszego busa i przesłał pozdrowienie skinieniem ręki. Pilotka wyjaśniła nam, że to jest nasz zaufany człowiek od wymiany walut, po prostu kantor na dwóch nogach. A chociaż zaufanie to piękna rzecz, powinniśmy jednak wziąć kalkulatory i sprawdzić sumę, a potem porządnie przeliczyć otrzymane pieniądze. Na szczęście wszystko było w porządku. Wymieniłam 50 euro, co wystarczyło mi na tydzień pobytu w Senegalu (zastrzegam jednak, że pamiątek i prezentów kupiłam niewiele, bo nic mi się nie podobało). Od chudziny w kapeluszu dostałam 30 000 cefa (franków senegalskich). Hajs literalnie nie zmieścił mi się w portfelu smile

Ostatnie chwile na granicy mogliśmy, jak doradziła pilotka, spędzić w toalecie. A gdzie ta toaleta? W tym oto budyneczku...

https://lh3.googleusercontent.com/HTNiF4I7VgN8bcuGou1A8WAGm0BZEkSVG6FpLlhHTqEOIWWKnsJuRVakkViZVKu3o5iDaWIblKok7rJZ9urmhvK8PFJFtZ6ftmanl_jT_nMSHcVRWTPh50lHOAwMC0X6YHRc8ZwtY0yU86UWZ1AvuVSHvRHL9yNsoqxMs-tUgeVzmtM4uroTw4dddXDlD4D3WlAGj6Q-1K73rB6-TQNl8J0JPrZ_2dvG-wyKNsiJcgGFRGZZQRRJbxBBdJNdO6Cq-kvBUrvJHtvsOuAwwbX45NfAgLshHuioewAIBDtvSLK7OINqnnNIeXhFa6aywIby5MpkwfnFRD4dQQF_ZlKV3BuBPLYZG9Y-fdT9UY8gzgCZVXjOjR1WEadqZ7xWxs0rSymlgqQ7me3Ez8c5bE5mf2D-eZoG882vVx2Rctd0-4P2JMMrLp3xGIHdk4wMyqNmZpWjJnslE8a8rvDs1N0KAP01Y_B0Bg6B5i228LMf6sQqb_kRsrYg-hbOnULAWS06kkMRBDdQBGCu93xWTn1UKuBGvszXfEstQkOamClhClg6pSR3iOZYh6GGzSCS0dFtrbXNpcirowLe_Ci89O9FevnHg5tWL7udBHGCvNl4ocNHa6x_rHX7E0DVbi-vyD6-Y-vu6dI59ztlsxaZRR_WqFhobVrxXIMRVRs8PaA9BBFv9p_jJm17AoQerubFGl_9dyBqG-ICWg_BQ1ybzXpusPiu=w600-h450-no

Ech, stwierdziłam, co tam, jeszcze ponoszę troszkę moje małe siku w pęcherzu. Niech sobie spokojnie dojrzeje. I powstrzymując wyciek śliny, zaczęłam rozmyślać o senegalskim przysmaku: potrawce z koziego mięsa. Smacznego!

Po niedługiej jeździe trafiliśmy do miejscowości Toubacouta, w której mieliśmy zatrzymać się na noc. Nie szło uwierzyć, że Toubacouta to trzytysięczne miasto. Główna ulica, przy której stał nasz hotel, wyglądała tak:

https://lh3.googleusercontent.com/Wu9Q1P408d22ek3PqhwWWcSU6Ve9NtzWgITaRT-kDzEiJsH23zIBxcCpuLyspucZSYQF2lN9f-eFLIWLgX4dQPUPR7bxV2Q8EPRFhA79xUPtGpOuse0PFGX-N5wQQnlipAv5obmUd5XraL8EH71HC7KQ83_LbZEkqA9HhBq1FqTs7gCv3Hyp1tR0M-utxXNQR530RYqfC7j5CTdWonUgoMgUe-IshvSV_RjA0b8NQOE3HVVDaN5-45ReIX7SMZMMMII-owoRQl0wneRwRSvj5BC0ZimTtVOyHDpdjPzjwZz7siYnz8rxGCKhlZqJadohkDrlNT8qsmk5Syq7oOTFyqh5Ls9vCxOtKE5AqPIe8_shToxNmVtHtu2gJ5263dQGc7irrMcdjySIZGejAmcpFzJeqII6qC8HstMyOY9tuQLxLu9Cq-qVhaURVj0Id9lUPCUPexQngoYiPl-u_mK6A6syHXl8JlDBcDOgOrPlRkEeIzOWyokeMGl7RvaNNtItWzkiZknMmtRQCAMUa_OUVRSvyEOAN0xPo7hvrno9C00t8Wh1UGvuWedQ-kTw2WpyRtSeb4hbm_GDbvNAHtHpbn4rng_AJaasAaG2NUvlyzJf3YGUkQbCcHUqsUVmUSEx6IvfN21rjSkkAJh03bifd06suZB97sx38m9vvoWnrK2cmFEr51tuxOExL8bRx8X1kNDeJnFzz4HB_6qp85hAWZH6=w600-h454-no

Toubacouta to zbiór parterowych ruder i dróg bez nawierzchni, plujących czerwonym kurzem. Zakurzone jest wszystko: ściany, samochody, roślinność i błąkające się wszędzie kozy. Ludzie żyją tu przede wszystkim z turystyki, nakierowanej na przyrodę pobliskiego parku narodowego, obejmującego deltę rzeki Saloum. Są jakieś restauracje i kluby, trochę sklepów, jednak na pierwszy rzut oka wcale ich nie widać. Atmosfera panuje tu senna, prawie martwa, ludzi jakby wymiotło. Zadziwiające miejsce...

https://lh3.googleusercontent.com/lhhqXqX8Tl0dmMiW-0HtgFD2vJHi7dpq_71pMcciIWro96UU2sJPwT9Uxb-bIoTBnovb6z7km4qdZYmcvoPMJIeBQUWnQG-NAcWnyytHY13tBu0-_aG2osXS06PVgn-R4JE375AZIggHDnJIPrcEyvmIagP-KeDo0DUL6DC3LCgfvpRxjfhs2zH7Bebe_XClWgAM4KlHRDcDZYkHAdmCqrUBC9v3c5BVX6a3Ne1TF7Qx9229YObKvEROglSbygd-NQL4SkDno4jDCsG5QRWzbVQ9kdP6Ff7ix6rSC1IdhEKobOKvnBaak-OJYXbhcDLlFzBFE9liYlcpho2xVOhzmCTM1mYCDADNKr4IAhp2gh4Ev23b176Q1OX52x2Wa-Zt4BLMxHOrzthozCDd17K84zkbwgGgvumtscm6moADDqHVXS2z-1JmvT9LfgLbdcUBkcZvGnJY-K_aYN-B5D77CW6QRgMUaB1Y4hY2zp-sb7svdANLzpJCFnDEk-9kLyuzjNpth3Lqc_0_E-m_YD19Ss2nc0EHM6Rosm3IQYQo0Lul5Qw916x-mvFAEug3StmpeiEVBMjvfYsICfxDXKs02QksBqAaRvinkeBMp0bRaoRzcxzadpNAX9T-OvEcTPOJvplY_WUGRds-MW2xjsN4HOSVOlscUymIrkNS5s28ls-cGW4A_3q0BybsplpSXYsJKghD8ZEbBNppuMXCfsabo4xa=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/Wu1eztsapd9dqt6UJ5bJKAbhFeymlFxbkHSev5A5K7YxlSEhVDAvtEgcAIvHo5agrMNLdWWemDY466bd-1ZfyAGCvVfnnZdpr2tFTJPj1eeCThGdD5UokTAxkiqcITQSbPefUDxsPcG8aGBdhZhZt8coCpkOF79OaPuwNq04DG7KNkou28YtgpcFic_L801MPCV5MxCf8P9KtH-4gfdiT5GMVTd8gpx7Dt6ZI0LsRSyQiYDXSHnMqcRhWEY9Zq-BU-YoxBGRiQOacZYGiho9xxD20tz8NPhpAVClF26Em30TZQ9ZHrYHQLEwCjZwTAz3LNCnO395RWdL7SMfkHtcvEa5Lpn5QAk6XsuIucvRA1GsZ_TqaDXPjWA28am4dbGFqlyelWglD_ZPAGJCULPc3sHv6j97IrXKUUghWP7kOskQadzmCBJJXGLhmAUgNrHU7C5Hhrni9p-P05phjevYXuF4ME3umEOfWFqEQhmUlP064g6ynxn7WQTv5nEWeaiqVd0gp5AgM9OSP7erZrFxQdciPOnX1_DUzO9ZhPBvewahA9RevTZ0gnv7iugc2IHcVJ2bl47PdvM2drk5u6OpnkpB5SwXp0U9CzW1qoZ0nQrferYa7Us6zZuihU7Wm0UhJjPVpQSP0_cV45W8F6am3h6i2ZawL9yyYmshoVQWPZ4QEB5FXDReDG3vadZf7IGvSlmgwc07p4tcG7Zqqdwfnmhi=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/GxxUJooLM7f94aLv-2jgwtcS_bai_nSvTTdLMtEEHAYGZSF_Qm0mnRxcl8WehFcQ0_xY5E3HeUSgKbBtIraVdDjOiHnkyUJ9h4WVPXN6A3Az3Vbj1ZBvZIfRQbCNF0giUW5sIlgTZSqESabwvKF6kBTdONnvg0BuEGeT4BizSKMU4ABS9juf6L0fsjG3Vn8dSFTsiEA5fDgGPLJyuCKmVadlls4zv9_A1-1oOe_7Uty1s3kC3YbjGhpHM4wFHOFbTqw5nMARJNodQkSQARSmYr7PHOxavFkh2F7p8zCM_LTulMR2eXi4mIljECFJStvtZJFHs0yLSNc5OD2nbP7DB3h1qnAzua8BDtEM3gisshW0-6tm1EOwZr2lVPGqt83Tv-oOLHS9eTpC7uCJ7kHkBEw5oHDu_Nd9OLdbF2JDQyhxwcQEEh3GAQTPIvy_vP67vZltaUzQKicPn2THc4fbyRJIBusXM5oqjiQUigxA2Ei_fLSB2DEOJz1j-l0GMaNtUjYP5e0r2it7M2cT5KJsSYvpyNL_jhvwABTdnbtzWu72nL-BlnA9_81yd52mBbzH5WEdkXK5IYwIaXXrgn95qBrGoPeMnulXsYF3-Jfr-upRbjhQZfQCJgWmCwuXCgnjiwaB94fs0gsZbijXG3tO1Gb_vJBGLNa_2shTMG1YnTsYgvxquacRXuEQSWU1qCWjD-Lj2o0_1EGEKnGXJ2YEstmb=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/c1MOIsFnpt8gkx0bPHJLgYFYdbmjJHuz9X2gEg4QoPvAmeEcHm1TCUUNq3_iNBm2EnRUuGxjJR_C2wvm8A-1SvXmCFD1SjzadRUW_cj0xMFtfUsCKSnWUzAN5b05TtWahBFx8axbNOff_JPsDobqPSnvWrgD8sPbfdPQgx9oPvFb02sekp5GZsszZS55xbPHhL1jf8qqw2e_0-iYhUGiYMGKJDaY1hYOmXfvvlD8W28vnWVgwoelAQyK9txvKfYd0SuMKp5v7EMjXklz4xd8IGbBPOq5QsA9H8znA89e5Ru-5UTKylzC2zvow0cdqnJ2Qq1769cGp54e5-I3xIUCnV6DzFPRTkWZPzUc3Ub6ssm_SXawhJdPeRESINqRZN2siMpdpHLS47KqVYhcL4JU4erqJ7UsuSZqALQEYXVK-XMlBu46jY-g7KZSw61z3THWkgvyzkWI6AMIoi7jJWu8vMH1TnB1MMrxIoY7LaUt31DvA4cChKJkh8NZXea8Fz6cSIq-hhrx9BqQUT3igtD9S6bKhCki0GTo_2A1YDe4dSYNG4h5fMI2Ke4y_vGTo7on9YvEgVMzgvhsmDi8thPOFmr_p9jpzzHrpG11hAbKlkCnCilUmYawTeYzh6E8FJ-6q1R6FiwjzZoud4zy_bF9GRpfZsy2U6mpi-tHDkcUH3sbxANoX0YWHjLwem5fWCrcJiNzN7KsPxuPiDaXobI-uStk=w600-h450-no

Późnym popołudniem udaliśmy się na spotkanie z przyrodą do Parku Narodowego Delty Saloum. Na ścieżce do skromnego portu, z którego mieliśmy wypłynąć łodziami na wody Saloum, dopadła nas banda bosonogich, rozwrzeszczanych dzieciaków. W grupie kilkunastu chłopców była tylko jedna zasmarkana po pępek dziewczynka. Wszyscy domagali się po francusku prezentów, cukierków, długopisów, pieniędzy, czegokolwiek. Pilotka prosiła nas wcześniej, żeby niczego dzieciakom na ulicy nie dawać, bo to im tak naprawdę bardziej zaszkodzi niż pomoże. Jeśli nauczą się, że na ulicy można zdobyć jakieś dobra, nie zechcą się uczyć, ani pracować. Szczególnie, jeżeli rozdawanie dóbr odbywa się w czasie, kiedy powinny być w szkole. Trudno się z takim podejściem nie zgodzić. Gdy turyści będą rozdawać prezenty za nic, dzieciaki nauczą się żebrania i nagabywania białych ludzi. Wystarczy przypomnieć sobie, co działo się w Maroku, gdzie przyjezdni, folgujący swojej chęci sprawienia przyjemności czy niesienia pomocy, nierozmyślnie zepsuli dzieciarnię tak, że teraz trudno wytrzymać. Nie można niczego spokojnie zwiedzać, dopóki się czegoś nie rozda, a nawet wtedy, gdy się już rozda, bo przecież po pierwsze można rozdać więcej, a po drugie trzeba rozdać wszystkim. W związku z powyższym niczego nie rozdawałam, tylko postanowiłam wziąć się za wychowywanie senegalskiej młodzieży. Zapytałam więc po francusku: dlaczego nie jesteście w szkole? - Bo dziś jest sobota! - odkrzyknęli chłopcy.

No to zjedli mnie na surowo. Uśmiechnęłam się do nich, żeby wiedzieli, że chociaż nie rozdaję "cadeaux" (prezentów) nie jestem wrogo nastawiona. Tymczasem oni zaczęli szarpać za breloczek przytroczony do mojego plecaka, polski breloczek made in China, który w ich oczach zapewne wyglądał jak klejnot wybrany ze skrzyni w Sezamie. A ci, którzy nie mogli dosięgnąć breloczka, ciągnęli mnie za spodnie albo rąbek koszulki, wołając "tubab" - co oznacza "białas". Średnia przyjemność, cholera jasna! Ale jakoś to przetrwałam.

Ponieważ panowała pora sucha, poziom wody w rzece był niski i na pokład drewnianej pirogi schodziło się po drabinie. Tylko, że drabina drabinie nierówna! Ta ustawiona była w pionie i miała szczeble rozmieszczone co metr. Mnie uratowała praktyka zdobyta w młodych latach na Orlej Perci, ale parę osób spanikowało.

https://lh3.googleusercontent.com/l61-JQlDEHYrg4K2LVdTKyF9YBDrq3kWJ_d5Sd3yFUBzTvgloGy5FbnMc_SsjZmhDny_K65tTtziLiG5BomPHRqV6cObAXIPGXLNDjZLYtDphsK_n29tI65Zoiu6IXVoLPRLMaC8jrdwxvjGGQoOrKkSKoSCtSDoJVKo25ShVtFGAI17-1a-rk9S5qGLdajkRFjxpOgSxLo69JDS1nkO0o0tMos-OyhmgbPhBumVJGduYOvC0goktQBUm41Jr1Y0yIzM_Lnufy6SNS_GfslX3c7OLY1paom-WGgniRAXG-jPYiLzsDE7dB_q4ka3Fe_YXoADabnmlhUeK05AUezOhi_gtSECnGJTcgVj8zZapUR-a4GNbtUMjmYxc7_nM_Wsih0Y6KVSw7sLfnomxMdOWglNRpVDv_Ps3qXHd1K4t58GObLHZWDytQ_x1MpS70jjWjx7lWU-VL71Wm0DepyfwqbZkocQJhGJ8oW-NprAR943tGq9b_iWDaGIKaNc_xi4VP-pRlo_nVG8PU3JSZ9obsgiaqZSp_5ANwrgkbgW6c9fRVzUo4VX0YJwZ3zoK6eTaK1sDBc2ohwvTbDf9_ZZYrinkQluhbmHTX1TkM_NHdTR3Tctc0-GY_eJWc1O1jbVgXVdZr0V3bghO634OIqvXvnz_2In4qi3IwBQJCDP7A-DtK1v6VsgmVexhSyrncX8nd2fjTnCwgyU2z_oslvZl8Pc=w600-h450-no

Park Narodowy Delty Saloum obejmuje 76000 ha terenu obejmującego wspólne estuarium (deltę) dwóch rzek biorących początek w Senegalu: Sine i Saloum. Od kilku lat jest to rezerwat biosfery UNESCO, chroniący bogate w faunę rozlewiska i odnogi obu rzek z lasami namorzynowymi. Krajobraz parku najlepiej prezentuje się z lotu ptaka - szkoda, że nie mieliśmy możliwości go podziwiać, ale wkleję fotkę z netu:

https://lh3.googleusercontent.com/4iO_rJ6ShbHfdNvNE_wGDTCW4_ogblVOA5rTpqrm60fZM5cCMk-LmaUl0yhQ_ZGq2qgv4AxRxk7a6QuHYG_hcWtDRvekktHQ0ftDAPu6xunjMEDXkFrmoXTiyKaucb-6MsSNdny1oOHBMX1uLTrd2yN6tfyyI4eJ4VOtiBS5JejFytc-ODa_sts1EiW49Od7Km9wThAx5dZn8Wc8NQG3u_rlUfCxDWA3A5nCcev-62cHNhAcOvsTh3AM4HxCJIvMxdUQ3qbIguCBFLcPTIQUrclEm_r154fVTuarjwo7zNoebvBBlKHOJShhaXU2XwLBr7ZCbT0SFaxsBryH-3S_EtYxaVMTiB_kga0Mr7lCGMYT6FDkbS0-IkSJoZ2TGt0FQ4c9qxr_crnvp1fDmesU6GLKMm0u4JmzGkGdKs_GUfQUmnANna7_zQnoq-xCCwKMeghQ-AIOh18xLY9GonEO-vshjiBjMCrmP6r9KBMnOiXea4EpUcU9gBo6p7U9msv_NKVeTVC8kcwORfMlMuZ9gE7uS7l19ggRHXiOxRoD8t5jwxeEs_uv7wxNmo5PJfmRBKZ61WvFjhoPrjC_nXipcHCx_IRtbRevGTMYyXqMgoOWmbhqXHtZMrUojNKw83GqFdWSn3xtIMI_218eY2L64dH31nFggCQmB_lyY5nVqrG7JQ81WfKAjPuebC7JFl54FPgS1GMOmPDdSmWl_2UN8VzC=w667-h1000-no

Naszą uwagę zaprzątnęła od razu interesująca, tropikalna formacja roślinna, czyli lasy namorzynowe. Namorzyny, inaczej mangrowce, są drzewiastymi roślinami porastającymi płycizny morskie i nadmorskie tereny zalewowe. Mają bardzo charakterystyczny pokrój pochodzący od gęstych pęków korzeni podporowych, wytwarzanych dla zachowania równowagi w grząskim, miękkim podłożu. Z daleka wyglądają tak:

https://lh3.googleusercontent.com/IYwco2z3-MsWFArQ047d6PRKmTTIGlhB_jKnRoFeTJiTQ97q6eYzOwceeC2KSShjRbAsHjHvDAzxxBWSd6j03Maye_jji23hteVnWUW9zVwKrGNbSPLiDjRSvozqD0NVq_mAZ-jK7QO2VlhJIp1RXTszargUQFWlDXTJQ7jwdWcCGwqt3VgEekpUU_xoPSQaDHv8omcSclQa3KfxtfIlP3d4GVEicyGX-xwsxcs-fPNp6BHrvU0NnnUkXRqkaQZWOilYqK9eSpQ-HmYb5q3cVzXasc-W2L_A2TWdS2qSxmze-H3aVCeftuPzfEdV6y6VBJVMLKhhLfkx_elVs8slT23sClHl1oPpQzyiGq3QngYLBmuO-pzFEh6AlISGzdwSR1pzXjMY4t0TN8Nh-qAdxbSuzUh2hOpURiyycP00qYHvQTvI4I4Z2GyxMcKIiXZpKDL8bHQHWaG0F2d_bq-YUP3LkDYN6Lockv3oqPdXAnvhyOTFAg2M7m_EJEzaFZu9wM3qzvg3TJBOCcKfXrHP90xgpB9kuvrqGqYlt0n2LOssKjAGKmcVkkJOVdcwiN5IBg79ABxrs9jp-rk77q16cxeZlFyuIcSIJvVethsn5heiX9TbAr5e-5I45S2-emgMLKCH_RnQWcpApFGZFdvd4IwF_qR4mpegm1QeMDR27aQO3sXs65DFm-bdNO19zGVwlM2y0qbuhjctnE7PzLr4mipf=w600-h450-no

A z bliska - jakby miały setki kolan, na których klęczą... (Ten gatunek należy do rodzaju o wdzięcznej nazwie "korzeniara").

https://lh3.googleusercontent.com/Hf1hPTCcSpny2krBRbMPYXxvp48vxIVCdZIKeAmBxU60BXWRiPqQMc8TvpUNFOhoyuOBiiiIUD8-z4opfqvcw229_To3PLQ0MtDTf6Ldpt9JPrslzXXCfLUrxXtM64vTNcz5FmC2BIG-2Oa7_-vJsyNWi4fZ-ExJLfMZoObpjBgTNZeeqoOspSOc_bq-Fz-yORkcZzQNxK2KvRMJSoB78Sc1au4jLsbWV0A3WrW6AbH2_JzCzBFK1Mf8BoYwLJysHsbtjhBkMRkhCi_5pKJW_WATnTT2Ds0gwTHkuh002BuEwkeABo45NB6od4JRgT9erohPl9MSJPerCWEYSWaxxWcQPfXrrYiIQwcTC5KfBkY7QSDo4tcBMpIk6eTNkZ96gEL2z2X7Mv7VWNOXQPtJo_ObOrqbJC0Ly_zGnmEvPHkNsrHpSQspipgwkxswGSp4kMFgw-SwoL-ZAKBhPHCQxGCMZ7oEFLk48FEKbvNkvuAaStMSzdbVbTGUI-8iUDF0jdsIjchy10esnPuw1ZlF_XGowRcfm3JM6wJDZQCfMzQGId2VygTCwTsK-Dyqn4Vdj22G6E5_nbH7tFUtym7Aiaa7mSII0wPMuthyhUis7KYak2VH1stTgz4mZs16JvulzTQY9CTRZQy8MZ5_HnPJjDtiqobxmJXs2C87WZVVjOq1jZtEC-AFmz3z7kMmzEpjSH0Kl9Lm4kqwBi8BH2WmNBDa=w600-h450-no

W plątaninie korzeni i gałęzi mangrowców żyje mnóstwo zwierząt, m.in. kraby i inne skorupiaki, ryby, węże, żółwie i ptaki. A do korzeni zachodnioafrykańskich mangrowców są przytwierdzone ostrygi. W czasie przypływu, w porze deszczowej, są zanurzone w wodzie, jak na małże przystało. Tubylcy chętnie je zbierają, wydłubując mięsko z muszli, pozostawianych na drzewach. Dlatego podczas odpływu (albo w porze suchej) widzi się coś takiego:

https://lh3.googleusercontent.com/3HVpJt1HPLnGESklandu_KQTm3Z9W8-5bTPOPFDKWk_m8Z86fA1zyvGOFSDqQ9lZPa-nJpElzWXlAr7sit45ukTAM4WRhkGq8PCpXKY3DWDq3t3IiZYMSeajqhYHbPcy-xbsyDsGeaAIu7zQLUxeybhz8oVYxaBN-HRVxEZqc6Uestq7N5Z3b40Bkj10STkOuDNS0FgdP2TTPdSk31Ok2bygBgMrCd0_9typSHLYUgw5M9f28lf2dhh-hHsOHrpuj5yKJmnWtMhF8mgK4Uni2SzEK_Z1WQK32PvgT2s4FiAGEefb5fiCY-IQdsBeAewGwjKlZa2sRf1Czl-Ky113atuow7sgZciDbHN3lkfhp7S9EPJppOP8XbXg1uK7cNeYaq59-n5bvNUMFuMPFhGgfyzrBgumfBSlRrgsVbEDmsHx0UGGVqZW4_JxCl0xMspyVB5rSckU4Q2i0kPLET-vHZ3FteGhYYLzXBfmnvP4mhmqnpQTgCSED3qLpTwVi-rd2X0OD7KYBt1CUOSFpuOhG-TmGEaAEx0koGo5r2w00Xm3P-W3uH9u4AlnEQ0qrVlKelBIG3uRffhFwTKt4NY_qaePJ4Vu8p0n06a9UZ3tUw2lJuKMtsnvMWne29IZTQ4crLtnb4h9T3H1BAgqGi8eWk3P0MRdRD1cz7L3aTbIs9uvt1Q1eJFnbyfpgFPP3WUvTa-85P2nbOmq-TqGkFAoIOUS=w600-h450-no

Co ciekawe, w tej stronie świata ostrygi nie są uważane za żaden luksus ani delikates. Nie jada się ich na surowo, tylko grilluje albo gotuje. Są tanie i powszechne, taka zwyczajna pasza.

Wreszcie pojawiła się przed nami Wyspa Baobabów. Wyspy w delcie Saloum zwane są muszelkowymi, ponieważ tworzący je grunt składa się w połowie z muszli po małżach i pancerzyków po krabach.

https://lh3.googleusercontent.com/UnIdL7J3jWqirrxBBlV67VJZDhTRMa6V2QASWPVIsVThfLxu6wU6J1y46y1ft1BPgNuz6da7FcdpF6swpkTJ9ym4A3LNWT7eRpZFbtAxOwl0559vm-NnertSd0XmOn-Y7d3ArKElhIM5lMko42xOa7JukbvQHoxpnUADpy7LKHRAOBJus8RaxqyEstJ6d2l-KuYs7uJBws8VnTDMwx_8KsUOy7t2-mr_gq4AumLOYJ7vLUSu9BKacpIO9xJb0fdtQqQZrUXNViMGjdqKNWt2PoA3quly4k-dwAoAV2HxpQ3tP8vFnRuYWv5HlJOsR263T6H7hIlh9JQzHR59wqV0KIxUVaBZE3gXLYrXVLHAKF_5RySV4SnYqU4kQC75IhY2yYEztzEV0EILny3fytW935_8ScKMbypcnDgnS9VMnWR1g5OmtZrfZbmGVRROujjcw_pVOyP-tyQnS2UKu_v_nqnLe8Xxju9qV0odir03-QUsMwwcIzSXjUITbOJRB5D4SWbJhfhags-B_AI8ZR0YUgvFi6kfOY_V09WjHXRYJ21HGyzwXoI2HqZVssXQQzXLjfDfjZAhrBOfPegE5qcVuZRtgvuxJdYL-7axx8NrO8AM7QJCJEP7OV4IRGDSNku8vbOU_SRIys6wtCKUrwSD1MpNkcTgbznCRrf4FObKZqoNYXsbodojY7ZiHwTi7PilqqWkoRO43AakVeQnTblXWVy-=w600-h450-no

Na brzegu Wyspy Baobabów młody Senegalczyk "grillował" ostrygi, to znaczy piekł je na kawałku blachy falistej położonej na ognisku. Gdyby nie to, że już się w życiu zdołałam zrazić do "morskiego" smaku ostryg (nie dość, że zimny, to jeszcze glut), może bym spróbowała. Zresztą nie było czasu, baobaby wzywały.

https://lh3.googleusercontent.com/L5CpvJl0TdqxcbtIfnSeu6vDw5juIf3AV2KIszvSepMrXyTA691l9ebNeFaifQJnxQy3KublY_qaPv97bzqjNRc0V2u556shE8yFrB841xx-stL88HBFn36XleUgLpAo01EbqBtlfzdDyf8Vnzw0Z19TjvPlV68pmkE1EHZzMrO5dFNCDnUPL4juX11_pZyLoJZ57d8ALQQ6zjGE2apXK9gfiATtv3KzbHGOl2WNKb5eH0ocl9EB7xo9d84woBYLb9IvgmnmJdI1eaa5bbqaCh5oRKnjmyJEKezKZ3seNycqX6rkOI_9AEuV3Pu3y_s4dOQz8tTZoLs8G0a9WLQnnVO5NPzIi9S_CT_edLuC2fGH_mvcAqpQA-4G8U0XeSsXdW5pcCeDfOpyg0PDmP7JWNmcZzP8Az6EKucaFnnosYCKAZ4-r9JCP9rVluDBV1w2SJNm8hwN2p-Se8GxvPR-aVBrS-ejApYeIqdBuYee2sM3L3JE1JhM9OKtBR0bK303-TuXSCUr5WSpyCkShvMqbckncKgpTBnw0WJiEmoAMkPkbAP3zfvqakJ_Y9zJuKZH6CCwWxwlc7ijom90eRAsK7wbBnBm_GonQVgAq44LTfU9lMi-YWzPtPeOmrOkN-9M6qTQx7ZS4JGXzIZwGPVjD7HYRTe-wn1ttnmWk70Bjk03-NUrGKlvAOIbGcK_Y3z0E1U4zIouClT_6Su85vuXvEtw=w600-h450-no

Słowo "baobab" pochodzi z języka arabskiego i oznacza "ojca wielu nasion". Dla Senegalczyków baobab jest jednym z symboli narodowych, co wynika z jego wielkiej użyteczności. Baobab karmi, poi i leczy. Najważniejszym trofeum jest biały, piankowaty miąższ otaczający czarne nasiona. Zawiera on więcej wapnia niż mleko i więcej witaminy C niż pomarańcze. A że jest przyjemny w smaku, kwaskowy z lekką goryczką i posmakiem słodyczy, to z suszu robi się w Senegambii napój baobabowy, który może "wyględny" nie jest, ale po odpowiednim doprawieniu pasuje ludzkim kubkom smakowym i dostarcza zdrowia. Wieść niesie, że Komisja Europejska dopuściła baobab do użytku spożywczego w krajach UE i z uwagi na wysokie walory odżywcze ma on być składnikiem batonów zbożowych tudzież napojów.

Można też po prostu żuć i wysysać miąższ otaczający nasiona wydłubane z owoców, połączone szarymi włóknami - wygląda to jak popcorn na sznurku i spełnia taką samą rolę.

https://lh3.googleusercontent.com/KZEJxvcN6p04ZmMNIgmMJJPL8D9fjs9jLZif0WB22mOuU0OTHrDHPkGHjIEsZm2zYXmJp758bwydDHIq574um6tikalh7rB1E92F28FYITHaDBlGFbjtwzHXvs1hit71yvlO4_vuGgZUon4NaBLMQNH9Tt-gPJfdc_Adqb3W5xStYYIIiP1NB7sDXCdA-FrUFFjLWmQo3wNxSMYsCB3nF7gUzps0S6dJCfGlVmQkzTFma4dnKzS6EY25d_9Hi35z6mr_rOBV9kAY5XdMfaMs8bZq04eKL6cRM8pr-Ql36hhnT3YSRBDxXq2nVsM4H5aWncaKZ8qu2NMs7Oy9kV6fIlUkaWjYv6wvMq8q_rO3yl6JtJpHXZE5vHdBw6v3YMTRXnIBd-UHZlDUfLLPyp49w6RRIsFQbXeeDbasT1vuKBy_l0azSnN2CC8FPTrw7xNIbDFqontNr9AEa0Z6LEjIEJ8LpbAt_ge2Hq2Mx1BnyBWGx3JaRDmBMEkxpy8idsGcaJffUT-RBXUII7UkbJLpkpVaAlKdcx0pizbl2xr-CAnVPFQrqGQEHcAUqB79p5G53qQD4Yt-R4WdnWki_5XiGOwbrd8SVZW6R0RaD2ySzwUHqgXOF5RuNUK9Psn-4zpMGW8-brYTJ4y_UeDe_RHGZdG5IM_04rC_IrRm3MoqfNGZ2qSsrGcJyYlm7qjDCzcXjIjRWBy2Kvjo5_tvtUZQibrj=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/oqoSCSxbvFLuzCiizkxiTV-vBM5GVK3N1zYBiUiI6iqJYLoMLpHEJijO0QkWKFtHxoz1vVUcvJgLTh-Nor8XJJ145DIDHb5nZI-3tAGShr1SrnxqfGzY2Svh8spGMIk2uBsps12bvN9T0G8931qjxMvpk-MTq-9mZTmsJMJUnhRhQQKl6R1W4OmrIU6oXo-wipCNu86rDYo0zrz0IitxOHs69_GL9MRs_EID_opYgcCd0giD4HH1kAQMX8niKn36HYC5wQDzO611U8ckVZBRy2HRCeNNP43IwH1c6N-F2iRRiH-yM6toTn_AyfmSCOnLjL4tbBif7-7F_2frR3iFxtAOBDlhfkjf8y0NGLBaJLqkV0ztUS4qct6O9p464j62Nd1hHLTPjvhnnBnnyxtu6eWmhpgb0PsLWn8-pzn1YwV-U6-CZYNG0QrOLg46ILta5GctHsw5I2TkWrJH7n8h_PququnWU84rgJ14PyoK2zo0pb2RaPuwh--d0SY0XTdb5Fj_b2J1ZEJa6Raw4WvJkhMt_9i9Qi4L-2v95AV0CFFpyprgxs9_l-jcGjjk7VC_SxL3NW7UdH2EHHECXkmwVN2PoiQH4LYpl4nCLUANxArvA8ap3N0iIbJSlSYm4ANCamFMibSOYoM2yBnX4IgYP_DrvRrfVKZ9Yccnkj1vMDnjimZgiPjJG45kCEd2N1hInj_b4wK05IulySeA4BT3EFXo=w600-h450-no

Nie omieszkałam spróbować. Pierwsze wrażenie smakowe można opisać słowami "o żesz kurka-rurka!", bo czuło się głównie cierpkość i jakąś amoniakalną nutę rozkładu. To pewnie dlatego, że owoc leżał długo na ziemi i już go zajęła armia mikrobów. A może trafiło mi się jakieś gorsze nasionko, bo później kupiłam do domu worek popcornu na sznurku na bazarze i przeżywałam rozkosze podniebienia smile

Co do samych baobabów, to w swych grubaśnych pniach magazynują one wodę do przetrwania suszy. Jedno drzewo może zmagazynować aż 100 000 litrów! Żeby nie tracić wody, drzewa na większą część roku pozbywają się liści, a to dodaje krajobrazom niekłamanego dramatyzmu. W co większych okazach lokalesi niegdyś mieszkali (tak jak Nel z "W pustyni i w puszczy"), albo chowali mędrców plemiennych zwanych marabutami. Dzisiaj zakładają w dziuplach sklepiki, a w RPA jest podobno jeden baobab, w którym urządzono pub.

https://lh3.googleusercontent.com/_8hkintXzi0gd_KK9yLk-G6vld12uRDZXuqr6yUY7tnzLD3Ef6quHHz11F6M1FVNNqYQeEjYq7RdK7I1n30_UAwhrQf5a9bfek-n1ZkR_Bh0_oNxx5r89vM5nrrdERPRyq94_qjs0yGgMh-bQjk4XXq6HKvcNvgZ3slMn_piVYBT0Ss83oYpAxJIAZxhzhzVVlBZ5YICcrO3K569ZcSwvydTcBxRsrFjKXxWLLJHeOA6abwvIJcwF5grBDP_8j26qZrgWhPPrpe-lz5Tr6FuBLSyqnTwHoHAZK2nXjT6RreZ7lPQPlKFrNQQM3e8VuSwemFiXBszvdxZ6iqZ0wf2vfYxZFx4KZbBseWtBmxkEVtywsjrk0sR7jIzzXaN0xOBIVkYN_SyS8ILr7J5Z_Rh-4-_3dl95MzlDnaBY5ug-GoOF_ggfiYW2XELfhOqEGJoClo-Jc4ntxBF-wsXJSzD0r13D_PxTwzsRQvbreMSdDL3jaxM6ijJV9OlX5P9OMGoBbMK89LHBesFs11QsEd8oQwmbPtgaszuN3R51Hm3_Xu1eKoZUL92D9eiyQRLX67zaVx2AuU7Oj8uULnBPCmSAfTcs9zPmBGu9wEgzViDi9Ob-Bt6VZLo3OOwVc-mso6bDDmlOgO6OPoJjBaBnCMyHfe0GYIw48XFHHMkvuEApVtlqMSZCjDY4yrdlZ9i7dKbr8fOcO0F_AqhjbRs40DQ34i4=w600-h450-no

I tak wędrowaliśmy sobie ścieżynką przez zarośla, fotografując się przy każdym napotkanym baobabie - trudno się było oprzeć!

https://lh3.googleusercontent.com/8oq_T7gzIk0IffKQO1E3Nb47oc39urOImkycFejGSlfgiIF4T0iGDgt82fcEbE8NmF867Sy19MD8J26GiSsidqt3eu2O1-YwusZl1xfkb9cxq_jl6Ez0nDvoh9iZEyLgmtBgIQoIx_fzfL28BpSphNKlM9cVdWPGX9IOIat92WzPBtBSmRvV0Kest6gTjlOu-MXCQnASNA8Kf6gXQxVyi9y2-ShqT05CSkE6X5kQnHbAJrzE1LcNdf--dnaZzdaenvvjAjaGy5_hxZEESoRP5OBaB0L5xfunp4J3Ecql8CBvkuCMrQvFzX5muoXbYaQpD6mmaqKfS9qIgEvXcJWshbikvNhTu65U9s3zRzdEHpEW2cCWupb5jU69_Ms_f-A_wol3I7lNaJg2uqajJGs3AG7KXhk319dfgAeIymA240zBAkcesHKFfS6JAvD9MBCxyfXvgeO2nZi8w8x4S3OSVCSV63-txAKM4iEjDYYhWEkmiX9sxhzI3y6ULZrI2q973w3e-Dhdq9GdFiA1_xfJvGIIYMMzHYlKPP37RjdnQLmuTUekpuySlcOzCfpCvRijkVZ8cT1ZCkZQFFw_llZ8cUdd6xdb72HFKEf3fywE4gWKFI6myWgTSjyn7L6AH-S5hdLtshVrcgM0TpmJcZ1c7pGzL4e2ZRqgs1vaoFnkSZ-Tx2Fg6E5FL-Ak2t32XkNgXvnpOjJNYVmQtWldQ8c3AFp3=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/prZPQLmWEfRu-B4_obJTwNjM4ddY7Znpy4WdGpFKIsz2nh4fPT7ZRxqHAb8CKCzxPTcOWryuF3r9FT3QDxYAGFlitv0BwlGT9fb4LACRy-fH0GSfM2oAhE5LfHM2Ze4UpjRBGzvktmx13dJkDV9SOY3-vZYjOdG-ahlluOq54zY_pxn56wQ9JkpBgihlgwtqoAnLdYpm9ZM9uep4JXF_cRsrU0dgbttMJ_ZP6eo8DqFjmFSwT42htXikpqmxsmUEn-ZwcvMvt-E-GTc50dDtPd-E8bfmWtKl9gujqjq6JYOjWwJxRh4uapWc7EAdgev2bUDfxARkfbSvChYcizcSl-OxBqAlULpBYMmPKs0k_AsZWcXhQsmW7MLC2GIERL5ST4HGegx2uyBrXk-11EBiKsZVtNosmhADfbvWyIqDyHAyMgo4RXh5N-s1m1QjE_tnZf2AdpXKvXtvDkAZYxqaU7XmmHGcOIxQaN198bHDVICHQgUGlRrKPGgscD98GWjaz2Aa-7TskEo198Bz7uvFokfprRkChe2sNt4ZukqyyTP4kuGNixk4APwegCQjFjKs1sK-OPBYTy06cEkJ0eE6kS63h9ivlwxFe8F4IBZplytYD1Ce0NW0cNNwS1_r9ncx5xDwLvjoBk9kVYAV9XrjoXd5cRooJcm1DA_ChrIdSnqEjCOGww3h_LKh9JG_euTFFCec7dBb2nYP6F7GBmNYyEiu=w450-h600-no

https://lh3.googleusercontent.com/8lsu2-_lZvAI2lbMV70IWd5X-Z2dr_79j8sDHej9I4IUT5snY2PIOuseHUtlWebzXj8kXs0a8uAHgDd_2sJKfxsl-_n4DuPS04_4I2wP9ctmvL91CHr5wdT4largOWfF4z8HxnpmUtSRsSJ2PFNzznGSbv5ZWALdy86dwgELcKcQc7ysZomMsasmKXJGqGX21LF5jhbo4IwsImPKkzkciF69vFYvHIy4U3xfrfN-aHCJdx1UKQQ5RRdvBrYhnERSBymLSfzY5OSeoxjpQpc1Sl_wCMOhrVXSRZ-zrv3r1i7iCK8nOVHRSfjv6Tm4CeOLhG7rqxp-Nredu_RdZVgBb-IiTKz2xusagBydCJLErfQC4nVuRYGfiWdMZktQPGaXw1wvrvrFEJhQG5U-kcjDfZgHLwh1H3u1PR4PNXt1K6xskeRZpwyYCHgxmJ-A1wgyNNdzsg2izFzBKCmyNv-S9ftNmmytnegexUwuvIY6WCh52_KZeweaZEFIj9WoYm8hqpKqkNVlGgc58iwVpllZZSlho7myjGAhK68Gpi9xEbN8YqwQxziHvb0O6iN8TtJT-fYOv6sTOeY8sN_xLWGId_BPYTCatEwQ6pGNvvB5A-YrUuKCD9pUpPcUUCXw8ph45CuOqrAEUnkDGtpqD6FRS7REfEt1SBCkNc3SWjn_CsGkMPCuMu1E1TC_MOTcMmmsd7tnh2OFlQLJRncye0ZyivU6=w450-h600-no

Ostatnim punktem programu wycieczki było obserwowanie z łodzi "ptasiej sypialni". Sypialnia owa to maleńka wysepka porośnięta drzewami. Na noc zlatują się tu sztuka po sztuce czaple i kormorany, a czasem także pelikany, by zajmować miejsca na gałęziach. Usiadłszy, zaczynają skrzeczeć, co ma sygnalizować innym ptakom, żeby spadały na bambus, a w każdym razie na inną gałąź.

https://lh3.googleusercontent.com/IqesTIVDvRnRaqZvTxl7GASA-fu6QzJS-bneVJOY10pBxNBXhohie1StaNrXre19AzUdBP_3Q3kZycQZsHZI8716hEz3kK9w7A7NO3Ifn4NaUkG3Krm4LphQyDtAF9Z8JveFwhtBRTsijx3cm7SbF2V02QXLL_ivbte_ETed1O2hFFc7QGLEKgFkDWmOdMhTEPwI_BeuTswIYnnETaxYHTg4aTsv9cKSSRGsUYdkoJMhqy3gSlK0iZWLqnJeMgvGg9Y_zBO7g7g1LmNVCARdo39x62Dtfg6RROxQRouWOuxcObBNsV9tVq7YJCujmTeOkuVyFJjxeN9gbfZFkY6LRgbqLgqGSyFc04NU09Gw2kKfOhRWMs5vQDN_J6tyBHdruWgRSVV5KTcsJyI6IdjoHd1SD6UhPwN6CM5rvrWDUeyQCihOJhKp9nZUEV6lZaNkQlj8_oxQpbSrFMAS1cdhPosJh1eNyNPC_oP2d8_sXVO7oHI01zdPUULbe-JpzE39imBSyPpoRlxy5aNxeX6nmukYg7cY-UQjvg0fUYGH3KW2B7dnOXHRYHTcKEsZyFxoYQIseuj0tXqVdwHxJRgrRhXLpSz3tBHBp3xB2FtpKqEf_6-piB4JQkaVhVt6M00NUTvHo-wTcltsar60f9NC_8N6F61tjV657WQzlN64m2O0wsZZQwK4OAd9AyVGE400r5tSDVz_MsQf6ySwcAZDj5Bc=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/_U9VzuD4xXdZMrAB17FcBXBRqiwww4wnTvUpgzGeDJsIUiJBpCKo88DprkKnS78qdzNMHT4fDciI25E427UI41be8xFSGhfJ-E2Vv5oqHAK96CyumUYOohy0T6Mb5_8eMIeZ-GXU1UBIcDrjcnJI9LlZzwozyWvWm7RvW851f-_wN57bGUuFlYWZTsndN_QpSBxe2ZJg2xTEuOPxzPPkHSYt6oF5htDV5sTPOXXzpLOgcjM8WvVLFMt1vJLOvdWCmeyNZY4ZX4l5N42TXclecYnaiFrD4Q0W60QL2SveZBzHFdWKneIR8ayNTxHLoKc7OofMJPMmPcMhDrtjyZde0q2zb4Jj2rROnHNFXwGkBI_TObYNoc4mw68rrMlmh65_1p7Qk_ZuQAMBeJr2MtIdKcgtdhdWTkDs7mgCCEjWiLGJsVwy-_ao3Gi_BKwTVq_C93aU2VEV-_0F02yMC-i50hnABI9gunJAsI-JCdVSNOLsa_1c5cV-VzbqOiqWY_aYM0swaxoJMYGQkat6_cg3k-fir1UqHuonuhiiCbL8tTbS_c_iXOPmdx1aW02_6LGLxJl17rx9aOEnkGZ0aJJQel0fpntS-uCdVYHAacP3umNQG9Rx9NotaYU637D1QC2Aatap8Hk68R0baGsKs5q8ba0qroG4qV2PIPYVoUxgEo4jPf0vEhdv4j8OAzPhREVVJ5LsXr-bDtWljJWbRMiwscbv=w600-h450-no

Po kwadransie hałas generowany przez setki dziobów zaczął mnie drażnić. Poza tym z ptasiej sypialni niósł się fetor guana. Mogę więc śmiało powiedzieć, że ta wycieczka poruszyła wiele moich zmysłów: wzrok, słuch, smak i węch. I zakończyła się w złotej poświacie zachodzącego nad baobabami słońca.

https://lh3.googleusercontent.com/UaWlAJIZLU0jxQB9bsGTKoEYCU5SERH33pSj9Yhg-L_DGsBbiToKNkCI8-hwgUsHOszuPWYBxjL7O4iYRG4ZMKP0TORHZOjGBkznfKu9nLVonovoz7ZqAeW222K3cJWhRnG_6Jq5q-Mqo3YGnNiYQcgFuLTK0WLx6WdZIyHC2JzG16IABCKnMfTjd7zyaTh5z5elSzoXAkSCVvGrAd28BRhJtYHPdQWQON90Qc9hhLiOkurVZLxCRbAYuXskUIzrcxt0mxyb8dsevt6YvW-CnY6DApupXsjnWqfnLpDaydkSpRXiAytzvaCwX7CFtcLio9_aemkwk3khxRtCOpQnBq4u98Hhpa5EF6veoONFq-1hX7Ri-2Ax7Kal1Ea8sL-5-DSy0qkd-oAGZJv-y9HsKjfU7B5-Dc6dlM92_H0iwzSIGiCDxtB8ZthcJSIM93U6r6QhEdexp04ErwRVWo-AKBZfRw8MFS0Fl9oOPbJuWeGMbrgblAtBF_MQ9OcVy_LsxLRLER_-oNRkNN_yBPfXOAmmX8TZerrsTY-UDP5A8gwEJ1PHARLJyJMD2SNU9cbHQGzp_kDG3677zg6BD1cnXELvHlhvIaCvoznPhtLdQaxCqRDBokKNMyHJ5B-aLTd8L8EshSgpscFSLS3j7LUA2OvDn4zAzxJUQDBbNs2VODSzsDoGE3TXF0S1PeCsS0Nt-wLBNvoFDaZDwtF8GBHmZhRB=w600-h450-no

W hotelu czekała na nas kolacja. Właściwie słowo "czekała" nie jest adekwatne do sytuacji, bowiem to my na nią czekaliśmy, wpatrując się w położone przy każdym krześle trzy sztućce. Obsługa ślimaczyła się, jak gdyby przygotowywała dla nas boeuf bourguignon i tort Sachera. Tymczasem podała nam wydzielone porcje zwykłego makaronu z torebki i niebywale kościstego mięsa w sosie, owszem, smacznym (cebulowo-słodkawym), ale wszystkich wkurzył brak jakichkolwiek warzyw. Czy tak trudno zrobić standardową sałatkę? Pilotka wyjaśniła jednak, że w Gambii i Senegalu nie jada się warzyw, może poza cebulą i kapustą, a czasem marchwią, które w tym klimacie udaje się wyhodować. Uprawa sałaty, pomidorów i ogórków, do których przyzwyczajeni są Europejczycy, idzie tutaj ciężko, więc prawie ich nie ma na stole.

Okej, co kontynent to klimat i co kraj to obyczaj, więc wybaczyliśmy hotelowi brak sałatki i skupiliśmy się na mięsie. Pojawiły się głosy, że to wołowina i rzeczywiście, ciemny kolor pasował do tej hipotezy, lecz smak i konsystencja mięsa mówiły mi, że może to być coś innego, coś, co kiedyś już jadłam, tylko kiedy i gdzie, i co to było...

Nazajutrz przy śniadaniu okazało się, że zjedliśmy kozę. Aha! Zatem długie oczekiwanie na kolację wzięło się prawdopodobnie stąd, że usłyszawszy warkot naszego busa, kucharz złapał jedną z kóz pętających się po ulicy i żerujących w śmieciach, po czym naprędce ogolił zwierza i wrzucił do kotła.

Tego wieczoru kąpieli nie było - z pryszniców kapały pojedyncze, zimne krople. Złapałam tylko pół kubka na umycie zębów, nucąc sobie "Waka waka, this is Africa" Shakiry.

Ostatnio edytowany przez texarkana (2019-04-03 02:32:35)

 

#4 2019-04-03 14:43:35

Patka

Re: SENEGAMBIA 2019

Jakże łatwo i przyjemnie się czyta Twoją relację ! Jestem bardzo zaciekawiona co było dalej, ale poczekam cierpliwie wink Zdjęcia też są super ! Przerwa w pracy minęła mi z głową w chmurach wink

 

#5 2019-04-03 17:06:09

papuas

Re: SENEGAMBIA 2019

w ptasiej sypialni to można focić na potęgę
po mojemu czapla rafowa

 

#6 2019-04-03 23:54:43

texarkana

Re: SENEGAMBIA 2019

papuas napisał:

w ptasiej sypialni to można focić na potęgę
po mojemu czapla rafowa

O widzisz, ja się zupełnie na ptakach nie znam i nawet nie mam za bardzo gdzie sprawdzić, a w necie czasem za długo się szuka, zwłaszcza jak człowiek jest w temacie ciemny.

A sprzęcik to by się tam przydał, dobra rura z dobrym światłem, bo ciemnawo już było. Tam siedziało kilka różnych gatunków ptaków, ale niektóre ledwo były widoczne w mroku, nawet nie było po co robić zdjęć.

 

#7 2019-04-04 02:00:27

texarkana

Re: SENEGAMBIA 2019

Patka napisał:

Jakże łatwo i przyjemnie się czyta Twoją relację ! Jestem bardzo zaciekawiona co było dalej, ale poczekam cierpliwie wink Zdjęcia też są super ! Przerwa w pracy minęła mi z głową w chmurach wink

Patka, gdybyś poczytała dalej, przerwa by Ci minęła z głową w... śmieciach, waka waka! big_smile

Serdeczne dzięki za doping, przyda się smile

Ostatnio edytowany przez texarkana (2019-04-04 02:32:07)

 

#8 2019-04-04 02:01:53

texarkana

Re: SENEGAMBIA 2019

DZIONEK 3

Ranek spędziłam pracowicie, na polerowaniu ciała mokrymi chusteczkami i upiększaniu włosów suchym szamponem, bo wody pod prysznicem nadal nie było. Marne, oj, marne to locum w Toubacouta! Ku przestrodze: położone jest na zakręcie głównej drogi i nazywa się Djiosfala Lodge. W bramie Lodge'a zamiast bramy znajduje się wystrzępiona szmata, która zwisa, powiewa i wysyła komunikat: "nieupoważnionym wstęp wzbroniony".

https://lh3.googleusercontent.com/dMjIYDmXOofrNAKu3oE7zUOQZwMdKQNd5ztSwpIb0yxo3Zq-GIZJQtpkfH97GqT0dr8Ltvzz5l7aTu0RGjCyUDZfRkucNMg8OaiXOw04A7HbPmIacEaf_9JuzDMXBm9XnlRQLXOSR2nPEJKyWqPWzAlNgnm3U7qjYHlSoluV6W7ozrO3EgdM5DSSm_V92TQzGlhyJsN8AVatVvyaHxzhjIfefAqtl3pPpFNW4GiMiyN5bsR2YXPd32kJ8IBLhXrmhzplHgj0Vz_yC7Bf-XA1VQ9ixsmZj8YZ1TGKi66Q7Wm7FvvQwdCUYVmpZa2JKIX8y5eZ4RSDaeqL7vGghSsnNaLBQCchGpBqieIX3wNpxpexO_3dPleD6camuV_dMuBR1blJSr1XcEJIVneKDOGcsSY21viTkmA0ww3FKuTbuHLSXVW2Ac_mL-gH08Gxtkr0quD3FOkJLWVcjLGK4y4MWCDfoW_ZxedTsI3KYhKPO5Kt8wvpUq_LvvhSUH9J9NB1KkfBZ1Nd4AkzGX7qb2IjZBrlE4FuVgweDg_VKcX0wiVW9JykBI67YDCQZiC502-EnUN5vYJPm3o4N8481LgXHVD2M-VD6LCHL3c25Jl4mGY-UUU1uumh7-ZjE8zsNhj6BHFKZytMCHk8xiVEgfi3V-aD7oYEgAo5nbIL4rTV3-0Ttu8opmtUWdKspnt8FAACMzyQlqoAjHEOc4h758wnRKpg=w450-h600-no

Przed odjazdem skoczyłam jeszcze do przyhotelowego spożywczaka po zapas wody pitnej (a kto wie, może i do mycia, bo jak tak dalej pójdzie w tych afrykańskich hotelach, to mnie w końcu porosną mchy i paprocie). Ku memu zdziwieniu sklep wyglądał na zaopatrzony. Było pieczywo, jaja, majonez, ketchup, puszki z rybami, kukurydzą i fasolą, jogurt, słodycze, margaryna, olej, napoje, przyprawy... Był i makaron, dokładnie ten sam, który podano nam wczoraj na kolację.

https://lh3.googleusercontent.com/Tg-uI2qykfAHg7ASriv1tsYmQL4D4baa_aUbVZ9LTmQRruBfsiZz3itpaGdW4AUHyhU2DjJ4lzwWjvCHT6JpAHq2x-XdvR7z6X8KeBIMeLR32CZ7KqWWY9o0ISoVo63YjJNELHnpu8dCanzBMrPX_4s6DpoqolV8ugLukouQgEkEmPBmoare59FQ7uLVdX8jn1I_qG1eZYGdegllNb_LXtvfXr01pSxA9zAStAqxVqEUGMgjK-9-QKOrXzvYvT1CJdXKGNA_7rQ6vuxa-k5fEmSqWZCEfRtPWaCa-kh4_ak7P4OGEb0Q8Ni6maRDLgCnAXCZLcuvME8ghQz52CrRT3XMUgBTQqxlt_BfzGUTw8qdLJuY3lU4iOYFBy3RHx3XvgwK8ktyOjKqhWIZP4nDQdiQ57U-3ccV0jpbGatLXPhC8Fd8PP8bfVU1mropL0YhNrPpcy1odk_gUOOgVEDQZSEjMrMQS5cf4s_ZqXVS24aqKZu054_ap1FtlO6YIdn82jiYFLN3FE170fg-Kmjo9pejIZHrZ6p0oQtNOOIeVoqoD0I-2TljNLDCB1vJ_zANQF3yp5gb_nAvDFXf0En6LAeOSlVa-E5hmPiHtGvKYzOsv-H7eufV2byZ0wJ2qP7vVvdRdwTfT-lRiXJzxiAW0of4Yfh47YWDPAjxAgphJLezts1loQynW6oEOifludmuDmIOxCzKmSFoIpfC_oKxeaaG=w600-h450-no

Ale najciekawiej prezentował się kącik herbaciany obsługi. Składał się z butli turystycznej osłoniętej kartonem po oleju, czajnika do gotowania i czajniczka do parzenia, metalowej tacy ze szklaneczkami ustawionej na wiaderku po majonezie oraz dwóch słoików: z liśćmi herbaty oraz z cukrem. Pod wszystkie te akcesoria podścielono "dywanik" z postrzępionej i brudnej tektury. Obok stało stare jak islam drewniane krzesło. Tak, relaks przy herbatce jest niezbędnym punktem planu dnia dobrego muzułmanina...

https://lh3.googleusercontent.com/dDaNyL4zBepI2fEGdVQXeKZNmIksy3bQiBQo4HmFHcIpytL1ZxbTZij9meajBZgSoole6VpePGHl7g828Vf86hA5-72hWcfqo8vptwBHeRGxsRNrK-6CqDM9A90C9NP_8a0hgXwGYFKFX3nQVkrC2yJhYkr2hBaAgylMcOamwWFgSsNAnmmU6ty4e-zqF_ppie_9oeusxijneyZUUY5ZGArju-fTXGfaj7Y1KjjaCA56kRyvVMASuipwLrZ2pbPM_uD-JhVbPKMs44GhPZE7kW1_T2ksIEjBKyKrT-CfyYCtvA3pWDVm0QtHO93_lS8LSmx034lua-Wdiu6WFB9RI74XNV9NzE47yrSqNCtvsrL8XkHMNf9Ps1bLj41j7MRcCMHAhsrqpgoS1J2rNK-V70NwihmNEJIxRfoDZszLoNTIYcqfIvCHBV6zcZLM19obk2V0Lo9Yj9-0H4eg2H7lOCy7RUG2LwCPbmB4iPgsQovbcRLTBJYTSisjrrS1HPMJMt_vtL-wzm6nl8PrTkQbNNoW1Lt3vYN4j2sMI2hMQT39znCx17t2yvy0VU3dQZpwrb-3Ukjz6SVH8u2--oX1hsVsIKag6kN7DqEo-2Ytv8ZMnip8dCucGZhowXa3UtxxznZhSo03QOBSJWCtU2CxHEwvnpERrmNWyOcubfiJDpE7gh-aQofnRSIiLvZ9COdA4VgBFFQtuMzrcoar1NKG913O=w600-h450-no

Po zakupach patrzyłam, jak kierowca z Sulejmanem ładują na dach busa nasze bagaże. Jeden dźwigał je z ziemi i stękając podnosił do góry, drugi wychylał się z góry i stękając ładował na bagażnik, układając walizkowe puzzle. Do licha, czy nie można by jakoś tego usprawnić? Zaprząc do pomocy dawno już wymyślone maszyny proste, umocować na ramie bagażnika bloczek z liną i wciągać na niej walizki? To nie jest kosztowne rozwiązanie. Ale postęp techniczny to nie jest chyba coś, co dotarło do świadomości Afrykańczyków z Sahelu. Męczył się pradziad, męczył dziad, męczył ojciec, muszę się męczyć i ja.

https://lh3.googleusercontent.com/v5b6un4EZbjN7iQqA3gE9x_O4fsxifSrrngzuHixLs5XeHRq8j9jLczSrL2Z3Ypr2C-3R9PB97kKpgXo9hHhHzs91sKNJgBGN2TfkYeBhdhEVOBvx9SjYIwMAcGaeeuWA9S_yStkFabqOk5dO-iDWezDfUiqD11p8hRC02TCCGU--GmT4IQ1pCE7kZ9pMTucMrow9g8jyGT6GRY-Fx0SHFIyItX_j0Tu_q9FkoEhYLIEIhdsegvrx9cMz515FbmZq5wg1qlqe3z3jpyHQy--ZJCRXGVqoFshbyNvL7Uq-hnSuA-C_MMzolclTF9dAB9AzVZJi_tV1EvO0PiqNDcV8VdqwCqDyd6mQ-I5fOY3PgHSjVhvUOFeixWRlIILEukNboewYBl2ZuZuiQnSPIPmncRSBdWh1cDdYpYtin069fcPnzis8lktr9tHt5f2S_DKa3zJqHmKsH5fTZc-hA3hwjQB4jFspG_GoDl65yMcCABq6KUW47ua37I84K3vSdsUiiayKaQ24fcmM2gaBmlKRjvGgxFkgurLkEvEcAzsSgY4VhURwM9C3g3IhOvpef5OVku5bkVrRHRNnyIZNy9zOn6QKlSCSRbnIyoz5WUP7L94tx9l9jD9_448v7WdDjxvSQJjbyQyJu3pOXdyKmbqCqmLwaleShQ_Nh0-kCsGUlSbIaEy1hiVMx_eJQkrJkIA2WnHkeMm_48kKjKD_TM0rUtQ=w600-h450-no

Humorek miałam znakomity, nie wiem czego tam kucharz dosypał do kawy albo omletu, w każdym razie myślałam sobie: "W dechę jest, że jeździmy po Senegalu z bagażami przywiązanymi sznurkiem na dachu. W dechę jest, że można chodzić w klapkach i T-shirtach, a jak się zgubi klapek, to niech komuś będzie na zdrowie. W dechę jest, że skóra ciemnieje, a włosy jaśnieją. I w dechę jest, że codziennie wypada "Dzień Dziecka", to znaczy nie myjemy się..."

Silnik zawarczał i bus poczłapał w kierunku "Nowego Orleanu Zachodniej Afryki" - Saint Louis. Do pokonania mieliśmy około 350 km, czyli jak na warunki europejskie niby nie tak dużo, lecz w zachodniej Afryce kilometraż trzeba mnożyć przez dwa z uwagi na podłą jakość dróg, częste kontrole drogowe i korki w miastach.

Długa jazda była nużąca, kontroli drogowych jakimś cudem uniknęliśmy, postojów robiliśmy niewiele, za to zdjęć sporo. Szkoda tylko, że przez brudnawą szybę busa... Ale dzięki temu mogę Wam pokazać, co widać w Senegalu za... brudnawą szybą.

Po pierwsze - afaltową drogę do wioski, urwaną jak słowo uwięźnięte w gardle.

https://lh3.googleusercontent.com/1xQwcm7HEj7tbcbAXD6VsWm1BbWN1MeU07p_USEW5EIT_E_X6jvM-aHUDYyaBGOS_Ab3byAn3HPcubU3-d4uWSLPULYWxYz84lJfb8Vxfh4c3WWpRqPd9B6o4-J3GNq3Kc4rjYOV_MpuwH8nwXvQU-_bVq18q4Zqm-RMRR0h8zIjVb4jbXc6Mz4Y24m_KqLgoZhzpARWby8bILmNMxVLlSuEMo3tjYEWx4e43ytQLpu3vPG59-NCj5ym_E6q432J-KeBEVJKjcjsDmCtiM8stsVaUqd1swYDHm3lWHVwDMgOes0KHlOmnZFsK11v4D6txj1mtDRv6skpKQkBQ_x2QKeeQSjJTkEjbt9mUTZQ-njso6UX9tDvCSOOOY614SAp81CXtMNCmbnTXMb4Fh9mDyjYJZGN0poknfWImTUhc2m00f06Rvj6yp2kqQlcs_fTIzX_KG8qN0NcpnyeypRcttdwxLzqOloBTb2BH_hTkOk5n9RcU2H2o5IoyMpFTXbPuFZmhtqoTbWh4xu3FJbj0nU5DQ_ikgzpFjwbPUiZ72hGvoa4oKGZ8OMfZyF74A0E5X8Yy9nMpiMKL-tebctLJPJ4-mLA-AS0OMrFV8MSCLe9EAaXK1rUuwrosDoO_yFGTWPMi4IJ2LbTG50TGJh-D0z892WGnOZ2mKKypuVKV-Hk0jkviY0oz9yeohwanrzSDOwMELRYAM5NypTsD1fe0z4A=w600-h383-no

Po drugie - wiklinowe (a czasem słomiane) płoty "wzmocnione" zakurzoną folią. Takie raczej... omdlewające. Przy dosyć porządnej, asfaltowej drodze wyglądały niczym metafora Afryki, ukazująca przejeżdżającym dokonujące się jednocześnie dwie rzeczy: upadek i walkę o każdy dzień przetrwania.

https://lh3.googleusercontent.com/3XRvJjMFMa21MOlap_MLPJyyjM8aRHhCUMANNFHuOA6HVFd5KYMgmmTCBke0VS-Q4P0CBOFhS3_hk84Bil5pDGzeVcyxS-mPiWkDWIrW05kw7X_BkQHqIZR6xPzpo-EJy1ExhlDXXyd2Vb_3LZt1cX-eax_j2ygIk0EhZDDqw_TFhmejJ4aL2mQxdHvb0jPDWUpqpCk8fKZoPEESu3CwbLn81pqdmDHr5Fc6jxF85euYaoBh5cDzvl62qAXDY9UHqLW-LpEinwhJsYrk5OTWOh67anPwgdZViCM5tYf-it68_bM16qq0XOe5fn-saSbrSt16u2A0-ONPvsISUpXkzVMHf4p1LSVFofINXu9D0kUzX9Hc9oa1ZNKu4K78s_-y4qwAhGc_3gXsPhXk8Dv7nJhSMN6twGltgSG8yvyhpo0ZidJKdCmynAcMALQSGPibn_kB5XgAfwok505B76Ej0TeMnTOEPIbT3TwfQHXXsnzfsp1gvVGE5Muyj6BMbvvlxEflDfJxryMOYxr9OfX5M7rGvzt0JnLDT9nQk4kx6wV_Kro_F_Gc7IsqbxeYBEEAtjbhfhsMQytcTyIoF1LB44oPNiiBJTMQbLyfKnaTSDJxuqAUu-jIHPmdr0ZE4NDAAH5btLJviN3QkU9IlJt68tmLdQpL16fNT1Xby8ZMIhYl2IzcbI6fujzULdgFfGcXcm3OMgCFdD5yteycpiHD93PX=w600-h450-no

Po trzecie - zakurzoną kipiel parkingów i targowisk ze wszystkim, co udało się zgromadzić właścicielom stoisk. Mogą być to stare buty, śrubki powykręcane z zepsutych urządzeń, trędowate cytryny albo miotły splecione z nazbieranych w lesie witek.

https://lh3.googleusercontent.com/JeXsr3m6kEK4_gx3jXp-5Nz7Xgxvqi8du7-NO1g2CtRld7VO2bcK1voMy9rueb8Bs2GyTXg-ZOK2jyYAD4Ih1E9tsTFSrrwouRFpmmWWUfOYsNBA1tVIFS4GJ9Ait6ICI_9QV2Okb1_PuwYzKJOFjpimRk6azji7g8OZrZtz8K0AOhLpTGn8rfFEHnIIRX7VS5RWsxNG8MGWe-7zbbbFY_X5RkqQldnN4DwBfa_jCa2nRpfM1J-fTzyG364R4bfm_-z8jp-7amf9aP6qZUPIe8dBrPi5lLNWF8xw7X_ezEuKHKswBazQxqHK-FnXC1IZvpj5K4qY1oT6fhXDXGnRPrOjsU5vlVtqvkImwfugHer_CjHunqr6fjifCjVyWLMitc4Yir-1656yPeIq36l04RbEzf6wxTrqhkm2SYTz7lrhlXODjdD6TjrZfb9vmPm1hq20zFc4cmeppcO_SwhMBNJLySkOxgTI_x2aGu-eWrHUJCqe8gEzsyX-TzPmwZxKuqdP1vpV5sGq6iSMTjHkkDVsuqnmb3Ljzahf5SPqeFckHYdlneICxtPSXKNxTZdmuY6cRMkp_RIvJir5jHrj0iELhZdEOvNWCzg2m2Z15RqsYQCa0mgY7rw3xb8nMHsqb713-50Vgj6ufj5ExW7tcN8oReq_djoEIIOp_FcfjP5c4RTrags_4dMdm813aYyIyW4NgRdZk1pz9eeoXfNqcLKL=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/p29LWxYaW0A-6wxTotqBHiXSuSTh4kLCLQ-vuuVrF39IS0IpkQyiguoDlMNP8Cv4IX7Hoh5BxIADvsOLcppQq5Ky90fQH0CtIQIkppekxRupQZuBUfHtO-wHVZW1s4LhaHfSqoa28W92INCBX4obzGgtbLVsABCvzLlX3LtytSN2xlkJrigQz9GJ8F5XPtYzSyNHx8oKbNScNqsCZTR2-fAHmO-G2UNb-gjiR9mHCVRR6v9x7r-OwR0W5ravkVeTntAPNZurS9lO6If2RWW333Zh9kgmPr_9vT4vXkmB3yW227-n-Je202LDHomPNyaVHq7rv1lYH8DVO0IbrObk-l2rfY9AcoRhmjAx4HJiMMUZ2HBsSiLHZ2PmL7PF0vASB60Ist_zF2U_FAY9cBwfknc_A2z6eQcATzhX8e945zWqyh9Er9O6hB2YTaThPt1FWaTKra4ZMS0CsyTRvok_xXuLW78JPU6NFd0otyNd_JzNqeLztp7frzOdPhWi3XrfoO1dl7XipCBcjq9llN6MdHobDlKfWBx-nCFYG9ES5_GnPubGSm0vwolUjxQ17U6ztthxqlE9u48otvh2eOBQcxb3r65sYy9o1MGIKXRYs4H_xRAXGaXqglTp8yTOjFa7iSPNqvedZunHaj0GbGFfqQADo5pH5PpGsr_QO1GoDGyXZ6U_3-oAHDCpZ0fgqR8hmJ8uWqqe8wS-sDWA44Yx9gvf=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/2dMh8dEL_NRZ-wOqPDLtlu33710XurWSEiIEXtrMOEBUk89crDOV-gsD3-_roHXlrArQy18Jocqh37ed1p0ytXx_pfSmJSyAgHpyQc9NbE8sf5e7a2LBBGyKpUVkhLJ671Zpz436ymOX4rBpD62ESwTrEMaw0YmJ_Yt3VYo3axafPy6r4ciBG1cC7iagXKoQOwhWPFk3R0AOLb8h3UQxInRWWWtLiHHry1VZGmIHpq1mdtvyKdVSBZdZEVNghGzRcHYSUuCcldWkmlMsQSEEVExourv34q56RO9A5QaVWLp8MxFXBngfAivNVmMpmEuc5I75RImYSd5hdvYs1OCWj9hFDppN55_BISp_DBxr2Lugz-VdtHtdcWucUB5zJS-7m2VEmFo010fgc9pH5qNhjR3RhbRCVxV3cGbjnwOJMtHo1P9DLWDeC1qisFaGRIYqSAYbl9uGhXjV34hMQDvGz_df0de5GgSaOO8Zvx8wovDStwhYStgsWqM8Aqh6HOW1bktzexPT4VOxUGDzEa5sCL1UCx3HK8eW7SAdNKQNiTMr1_JvL2oJBr_C36ttMAXxNM9ZROkmWeP8JX8it7x18YPJJZUMStVaLOmkcfN76cP60lcQ8Ribiz0ByKtaI81B9h0v6b8SIxvRRP3dfqnuQ2ynQI_RtRxHufES7CxLdNeZRh97Q6buOFqLcBWyWk4u9phMZejcxCZ_-MhIR0sJygMi=w600-h389-no

Po czwarte - niebywały brud w miastach, a że śmieci leżą wszędzie w dużych ilościach, zapach też nie należy do najprzedniejszych (i dobrze, że szyba busa go nie przepuszczała). Oczywiście nie przeszkadza to lokalesom oddawać się leniwym pogawędkom "na świeżym lufcie".

https://lh3.googleusercontent.com/HQl74ZFHP0CZCCMxHPruOsoFDhWTuAKttH4vGRnQyXPEoS70wkd33Fq49-QF5w37v6fYB6hKwvMNCGTiC29STnIfZaGmncgbW5IHm1bz3bqkq6xpubouQG6wvZU1wfJIrkAyiQTLxrC-eFNt8x0L-ZjpytYrs5TFYWCGEy5oUjMEvNKqX8TXdH0-wX8XbcxHdi0CrGrc0FZrRy2yh0g5hNj92RGi7vmO9SKlHO1FnLVPmWdaPNne4O2j3iVumADYV2RsiscB08gFA8kScbtf-Crhrlcz8TazpnKJ8ftPpb4Yp8vMwT2N5vxDWPncA846yTnpesgW6y32QwLQF_dzXF5gh-WsgRymHxpG2yYTzgl6n7Qgg8byKS81IK2a7p0ssbtONEEuOOaPydncW9-t3T13axdTrplQUERmxeDDVc0qwQY6yapO7W56b15WetHDegu4zuvH_BAh6S510Lq1xt2e-7a_9kBdl3N26bQoLMsfcYux98XCWYWGLfp6aUT1OQ2kjjA6Oyn0echd19KTqLXC5UNN7_GwV4Oby3oayhU7CipO0oBVz6b-NEaNYe7lRS31oA_gl6QabjRKJ_zWORUOdaMcqaDofKl4WjXxLNgED-hwI3xkEL2n_VZT3GIeIw8hty4FdLyszxXr3s3NOSXxwa8-xB-yiNEAeEN-tqSvaww2Y6Q6_wKk9yghKutNAwrzB3uS-a1649ogE9z-gvNy=w600-h450-no

Po piąte - popularne w miastach, maleńkie stoiska z kawą Neską, zrobione ze starych beczek i kół od umarłych rowerów. Waka waka, this is Africa!

https://lh3.googleusercontent.com/Tb1tjZ5z6vBFQICHPQ9VdUTg8F5BZOn3sL6_bACvU1EpiSnGBnTXJ03Gwv3xhTuAIZcTUHzj4BBBtgNY94BqTaPNiGFTcSIQibdOvh0PoR6AhzRNVvTJgvI3wt2aXpVFNsUg6JeSBeIBerMzwerITKyY6qr0nsvVSAyRKWsZxdaZ9L_5AtJb_bUANPUo1BYxGOs1kohkG58mabhTNpote1WZU4sfJviVGxyF1cT-iodyBXxjD07aKhmqLjatLDMwTYeppxAV6njp7gw3EIK-Nw9ilSXBCXvdFFYpTNXwloA7GA30jpP9lAh0xo7RqM-Ef43HT7zi8Al605a2Sdub797xWkuXoX1lPmw04oW4_0BEOTsTgwtisO37TH1c2s11n-fW9SsZq1_XPRPyoJIWPwTGnD2xr3aEXZtzAHzQUnIm1WS50yhwojqGhM1oQ6PHGsG9h-pGhH8Qio5SPVbKhAGApULecBTmQbJuW_sUSiPohl15anEqk1NjECdUUQAukbIwzrP0H0_NNLBRG3kIq5Ew3fmRcWzBeVZWp3eOkCnovw6atn6K1Yv5rVoBCTwuAtHBPAo1wR2SIxE9_G6LPoel7DWWTUtUEcdVEVbeCRocBHZFqY_rK_oxUuVO3kshogrF-1tj_Y_UslWWKOcjcztAWD9agj53rT200iyxx601JaG_3qKLxBiS0LtX2g-SBE4R8nG3Ov2F1uQ4Erqg2YLB=w600-h454-no

Po szóste - małomiasteczkowe zakłady fryzjerskie. Zapraszają ręcznie wypisanymi szyldami i prezentują się jak ruiny w slumsach. Ciekawe, czy zrobiliby mi tam przedłużenie włosów albo potrójną koloryzację "smoked marshmallow" - oczywiście gdybym zechciała się w czymś takim pokazać? Podejrzewam, że tam się po prostu wpada pod kosiarkę plującą olejem silnikowym, występującym w roli odżywki, po której włosy... no co, a jakże - lśnią! Ale mogę się mylić...

https://lh3.googleusercontent.com/VRBbIYW_lFPUo9nIF9EiaNiHkJCjyvU6OT006rCRitmK1BvpQNw0tjAbMOs98Nkh39d8uISZj8FXzqvwSBol_YSCBccvXodet9QK7KAWHtRW4Am-NnhSIZNbSUz8c2-agTOjorhdClx62oI02n0h-rltfYSdsOC1NWi_cJN0M-ZdoIqXh4F0RMdg4kD9-Fhj2BEUKV8oMibB2aqMX8CVz_nfeqb9OLtc15bWQ1k26EhwOlOMzNkjVlOJt21yU4nfXk2Ys8aelNy--ii36ExATG2ps9a2CNFIHalNniiD8PBPSbQHwuHenGgGnZsHb25-U422aKJqTfIQMuTPXJsTu3S3psjlZ2miZZ1BOqpYt4ej-PBv9CgIXVhPNNHZMdl3zFgn0lSIy1Gcef2yFLTYcKLR_XArGNtAzTSP0F1FP7_yfwWR0tpkTqaYXDThRPaRXl1bu4qEXrDJWMYO8QJap-ytShPNrF2iu73L9jWO-tfwl0VCxA3cw4QSThrrhwK4ppH529oG-uO_e7rTQohYGysLsNlGX7jBerd_hh89a0xovJ8E0FrR9TSNwvrsiG-DRHjvH_Yhu37pyOEu2XfcHhga7tSoMo1gc_TzyqAAix5fxTeWJeUSAv4CEO2s6_Jm_Yk5USBsj-6hZZSl6mpf5d1o6WO03vyPMaP7YL9N-qs9VdobpuuJApaJJleooTs5-cdHq1a4us8oL-8gqCMyCQ7a=w600-h450-no

Po siódme - laboratorium analizy biomedycznej pracujące dla regionu Kaolack, które miało już znacznie więcej godności...

https://lh3.googleusercontent.com/N4RWXsZ4QFbcHtHwPjYXUoEIkxsN-v0IYkWspw6GySkSGbcabpLWApzfRrpsf2i2t64oDXygSwwM6Mcj6tAFpNlxqhtS0a5zn1cV5RntQdbVroXNEFxvJD-2E1kq85iT1UktgBShyryQdHt3EehvkDVsnn5x7tdPZzEb5tPqErLU3trmaAfW4UotW11iW_QyZGYcLDJCXHCbUj_-WNMQORqlNkYhIy1KxFJZ2WaidHT-zITmAjfwQhjmCMI41hZdbtTNT20EOecqIDdMxTf11Hl5ai6my5ovYaQaVgg8J2eKDj0rMkNOb_QJYWaQV9yDeYflLFfOIZTnMa1v3e2cgrGRe6WSoz-ySzFjhSDxY0u8ZJf8zY1BrxOX7kaZvpgNIebOTD0odZ_1_A9XGQiSTU_s96CxmdH7nQyrRfj4kKcayRLgE45UAYwhYS9iIIe_oSAfC6jaC5PiRlLFlt_muNrd-r3hhsUH9e_tWPkvDxXDk5ZbRRmjAXcQIGTxKjoNoB26VZJnBHycwW7dJXy1G5nQ6MZAMLW53XAa90V1EWxidevjuJ__NqZgy0PXV9Uh1gyGsIV2vDJ5FPhpiRXwSR2waVz_nxfosKvXo1FPT4JWiWhM7V9ChYLy7SbEsr9u9nqf9jSNOp_hAkxxzSlMtbOko5j8nyCeE5gXYThiQPbs5XW9z5XDzTbTGSRiV4gRLVvRP-iS3sbosxfFhPyrNdYU=w600-h450-no

Po ósme - szkolne boisko, które na pewno dźwigało już ciężar niejednego meczu footbolowego, tylko... czy ktokolwiek mógł cokolwiek zobaczyć? Kurz wzbijany przez 44 stopy musi ogarniać zasłoną dymną nie tylko walczące drużyny, ale także pół miasteczka.

https://lh3.googleusercontent.com/ZK6YpPc1vqa6cUit8fGJIeVJr6n5sIz2FSqCKSOhL27Pg59d9UIzgii64mQeTWjS8xM9PCgjIXeN-nijauqfpPe1-jbJPSI0RGwOyhmwTflNSplQmTnNTrAjY4hlwe-VB7Qv32aZytXAKX25-scUlyAE88CY7ewirVQD_XOVOk9mBnAVWX0K368OfNckUZ6AlAYMl2KLTdCdpHHRB88LjEup0ptIkXOuSFlNPSDC57BaRF5rA0yEAxjmouQYv8fW608xdyDGe9cx7OZygDxeaADFAOESLyulkzwy5knXzWnRJsTP8fzI81C1UtIxEwrrAJzaLPdNNj-2LD0158xYp3gamuaUuPYXj6I9mUOXnYz6al164RGwFsMsYlF21cN7V38OZY1Q7jLvqNoR2Plta2TLpP58SpgZHb63HZU1H-aCoW92U83L4FSBa9BXUqEzag7tRRwKRfVLbpAywc7ZkWqApZJWzA_3AHMpYkxAxdYr9c3TdFcMhm5TvMwwAxujAZOZhl_ikpbh9e-VLixD0t2hVBgteaD3j1H4gxfw7RiPxLNgeDiweKigKsJc5U2h4OvoIPRtTAB9SGl_weZwDgzyJOcfiB3dk_dtN7FN9smkXQcq1D-xnGCZ-X7BmuyB8u65XLqqUblGU24KGxS1E6hSgA5UBoUTAzwQr1XQY0vTEUMne70oyfRJ67EBqaJKVCaFnFfAiewxWLVkQFvASM-E=w600-h458-no

Niedaleko Kaolack zatrzymaliśmy się na tankowanie i toaletę przy dużej stacji drogowej. O dziwo, zakamarki stacji drogowej robiły nienajgorsze wrażenie - były istnym królestwem szafirów i błękitów. Tronu jednak w owym królestwie zabrakło smile Jak dla mnie tron mógł być fajansowy i obity, byle był. Niestety, zamiast niego ujrzeliśmy obfajdaną dziurę w ziemi... ale za to była dostępna umywalka! Nieistotne, że zamontowano ją na zewnątrz i trzeba było do niej iść 30 metrów, a mydło należało sobie wyobrazić. Grunt, że leciała woda.

https://lh3.googleusercontent.com/bG1yGnX3bjt79iyQXwtvEPgZCxcrE6VaKzu3J0QOLE71isF2-yuF61aCzFwF-bTi2MTZulwmES5KNpdS2Sobh3mfpDjhWa2vU0f9T-wMvwmaAyG-jNOX7opVgmT6A4U69I7jmA59P-LHTg0yxY7UL17wiNTxLbKbcbyupQCFJn3VhiSq7hJw91a-yp6Lf6nuW9DR6zU43DEyHV-zxnh8M_dobqwHD22epLqMs0vd0uPXkSW1mdW3MEt08Z-sa7c4RTe0MXa0KPuPvwv-bc0KlBGRVkRlYPJAdVg1z6oUtTirUnwxBAUmhwNT29f2PsKv1xQN4FLfSDrr6Too2p8a6XkP88VO_slzuS9wJxU6BGPoRVQSOVaUei_5PZ2PmwSEz2aNWy-k50e8BHJKE_2br0u_kNq5HNP-PDCk7eCDau2VGu4mmhDgfTyxBCaTksSL97sDghL-9KJT72VBMaJNRbCELvD4oq_uLgmjmJMXw8DSoeH4uw3vhGNlssjLGkVhzXDGx5nHtCrbDntulV1JZbefNl29vVP7BJm1XlDFdXjvpk3q4LL0e0yIjlNj5Imovb-QNdFnghOBJ3rKxy97qVy0Qfw3LKAhDl6BX72-AoFUUKFo-M3xaLOU71HzYewT3Tk11-LJaXcfdumHhoy_iEls8WCcwU-fioU7XhaD5yrku4i_q0qeYqMIZSriC1ZY43kcC04H7JYbfPJ3QxdpkfuX=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/KtTp_57QLH5haDYwNpqEyl0Ud9Jf8xz618lSFV4-SkjAQxTcffFUof63Ngu0mDEv-dJPi3VqKIQTPrGUF8wf4ZMyk7j0o24lDyecAA5nj1MBYAHTEvqClTO0t3qvNqKnlHnEbt-O0t4Dp4Kl6Z-685USoG9zWLS6gGzKK5cT6p9wDza7f4Kqvm8cymK7vVy5zi06sFtMKHejiZPWpQ7rHrDD85rkdkcqN7jIeFC6elUOKK-K51J1_-Pp2uengGHexEtFacVPTpLYAsjYJAxlB7JY-EpPndcZNlGJy_AUllXno2NMZMFg5TGWDGiv_D9TPaGD-4Pn3mSs0NtuhLYZkT7zg19PneK0N4CaeOQDz-M4H1nvlC-b6zFBtFxZD3PA5Y3XwBFDGK4YOXZQzRu2bfVebOcnBaivdj8zW8aKfJjo19nw7Odvh5MhSuvQoNMr72ld3K4ialAfnc_poVNeUp8GXWoMty5_vRcMf7jYy_ENDJBfaVTRElQwkyuym_YEW5ECveXYQQVQbeQYOOVsQnH-R7qCxdfXi0F-tbnPl5ZtGU1W1evrOhYSCBKbhGQzoQseuaEB1SWkMYWUcaL7YkcG5XnNxzhJm9xBfJscEYTH7DO4rLUc3kR0JECAHWJOgOuUdGxeq3j9Gze5UKh0X3Jz7kkAvmsXK1QTVJPiJ_CCl8rM0wdZGRrr-y8rJeZhKGTOjfu3DgFafV8BLt6ij8C6=w600-h450-no

W poszukiwaniu drogi na parking natrafiłam na coś zdumiewającego:

https://lh3.googleusercontent.com/DztDGPt1IGGy-3-jBlIUC8J2V9Uk0RQqWlRxfte5wU5gihjhfhCvzmsNfmh99WUNgZ4Azzr84Dgay2CssT9B1ENpmowszW-mewL84wu4tyIHoNENxyfDyDkzWsc4PC7Og5B7mBx6IIgc0sLyoDplmQvIAC5ngH106nE4OH2mHQCq2io9_agKh3gm5Qy_OTeilLBLeJOXDH9TpouNPeKmXn7ZtIIQbOei8S_1Fm-QIid7xYze8oBkeEbhRx3lfG63EpdW6aMb3jGYtC4h-7hOHEKF-cqAkdGsMPoD05EEP7t5cVPhOohSac6-2AubI4LgItqZTCUgtIfofGkDKma-YqcORMW6fzZPWV0bTIy_8_jVwzJIO0hjlJfXVJjbzjMgfWt4_on27VBf0KEThhn4OUyeSFPuCjhlGPnke3XLi-U4-lWgC7FYwwiTR-oUAMLob0mLQSaTeNoSG8ZVmKJEd4Nx99pPGkj6IsGUcVA1pic3SDhAGsuYY-KSRJiDbFcE64HhISsZBy0afDXfovU8fw8pPYN7cBWoVlNP5l4jmv--A7QdHMlUdJkEsyUSqGkqMtYZFwDzfT0OK05RJByCeAKdkH5iST7HOhbv8mIUSICkrZnezlZoRIdm5WG5o0H1Khmd9IK33Lz0bZspOpG2tmxL7SZYF-ojt6aCnpK1dmQNubJiqbQeWM9srOOAyvggqB14RxH6E8HBSbB94mZF77Q_=w600-h800-no

Cóż to jest, u licha, ten rządek czajników na łańcuchach w okafelkowanym korytku? Czajnik kojarzy mi się jednoznacznie: z wodą na kawę czy herbatę. Ale jeśli to lokalna kuchnia, to gdzie są palniki? No dobrze, może przynosi się butlę z gazem... A może to wcale nie kuchnia, tylko jakieś dzieło sztuki, nowoczesna wizualizacja niewolnictwa? Przecież taki uwiązany na sznurku czajnik to czajnik, z którego nie można skorzystać - jak skuty niewolnik, który w niewoli nie wykorzysta swego prawdziwego potencjału... Tak, to ma sens!

Prawie się ululałam własnym geniuszem, postanowiłam jednak zapytać lokalesów, co to za dziwo. Zagadnęłam po kulawemu-francuskiemu przechodzące licealistki. Zdumienie na ich twarzach nie miało granic, ani dna, zaś odpowiedź była krótka: do mycia! I wtedy mój wzrok padł na pewną tabliczkę:

https://lh3.googleusercontent.com/ZROXSOFtNviypI89-Dg7DM5DS3VLn36_TRL_C7XsWoAt0B7kUIdWdwoUkqpcWaZRzxgwIkk1PcjBVexyC32s5PW_49Yg0L_GU3DREjLGpvJIhBMCqmw3okEoDukTxTv_ne_96HnsTEDpmhRyviMIUW3WFSbXewUibMpb7T9WPEIRB8OEiMvna3rF2NR6zjLbaLDsy2B0yxKbn4V5Yum8zSW79xriRRmtokr2J-NmBXsP_Y2X_dL68LtZaxRYl_C7Q8i_x3pkQvKbRsji8w25B9txJi1oyrOuedGI7h0IzCyUXfR4XI8q1KkUBqKiX4MKM8Fk50VfEkh0qdLz4ElXcvvfpsEoUwjwz_EfPY13cy-wD09PSyzBEHqg8-O1v0KTDksyqIjcJKOR63CxOR_JVNfvQ1KckzaaslKyNRO5Iv5GZmaYU88ZrRx16Ea1ksjCPHQ_Q0FjYdsDjan6s0qeKW8I7ZFftv5lY5NNdAsnpFYT2hP0IomviqdcVI8dX9hLFdP1tYz5KWesrWhD0xSNu_d10XbaCmYEhlxk2pmaomFBsEJjPhCB4kNmuzrrM_gVUMaxpOHdycVlNCfZcg7N5mnbZ9FkLGmH8X6bsvzJjWquD7rNGOE-SWJOmQto9CDsF7txHSWGAz3Y_vqxbkYhqmMPsBlP1YqxhjUt23gRu7uITbij4STHRwpNDZM7tHT9ORlIQ4bg1eTYaJVi0ud--eUb=w600-h450-no

Okej, zagadka się rozwiązała. Kolorowe czajniki służą do rytualnych ablucji, tzn. obowiązkowego obmywania się przed wejściem do meczetu. Zajrzałam do wnętrza świątyni dla podróżnych - składało się z wyłożonych glazurą ścian, wnęki wyznaczającej kierunek Mekki oraz dywanu. Tyle wystarczy pobożnemu muzułmaninowi.

https://lh3.googleusercontent.com/Mf98F-7aoMD-de7dF7fet_fQ_9KaBUL-WIRt-QWgWu_z1xk3vdGiy8XU6_CWjJADradDesy4igka3Co_TVW2M4C_NCI_Lk687ogwI5hGt-I3GSjhjO2QCgFTCqyW8yrBGGhWkJBDsF4FpHePaTT1lPlxDpZL7UkWVDLZtmGw-uYuSwVJyxDDDCGXCiPmSpXqkGAXHyX1Mgovq-K-5jLL4hSYCGc0-4NPJeAe3YH2HsrnU_ko9gr2keNJwCiQ6nwdD3LMX8oa-NdwvubP09MVzPbW-w9MArs5n2oZA7Pk-weFN6RaSYG-I3Tx793mkLGlBr18_a_USB6S1Cjnnp7drv-ZpHpYnxr4Plyj1RcJZqsA5Al3XCY-lI7Kr7qzEavxinqetsNqd7ECywbmpDJ4IQeDaFH2YmMeyJgK_q7IqW852Z4UYKvYuEvt196nLuCRwnOtXNnG0RJQ_5FqU7GkCY3ecgb0bHCWEVTptD3Bta_dFtgC2yT-w1t5qHamIlAZVdZJbAX75EwAWByTUw_TCfrbxX8OWkBS-FvfYxT5PATr97X-9YQ0CzUxjPkZdx2BLV9RDsdjijh4zrCwuYIa8ii4TSMB34FrmF4wKQ9tbge3iRYphsK7hYFGrGGRoxW_BnkQPDVnSIo4KKkBU6Wsn9G-hr8v2vCj54Q4btrLf8NdKFJUp96C6lp4RKAFPphptrZYEdCrLYNsg9VHsBTWYtC0=w600-h454-no

I pojechaliśmy dalej. Za oknami migały dzikie baobaby, sterty śmieci i gliniano-słomiane wioski, niewielkie stada kóz albo bydła pędzone przez dzieciaki w suche trawy, połacie ziemi powleczone warstewką soli z odparowanych do cna rozlewisk, a nawet muzułmanki w mini. Większość tutejszych kobiet chodzi w tradycyjnych, długich sukniach. Młode dziewczyny noszą spodnie i podkoszulki, jednak kryją kibić pod czymś w rodzaju peleryny do kostek. Islam w Senegalu to nie kajdany, czarną zasłonę można odrzucić, ale jednak długa szata czyni kobietę. Mini widuje się rzadko i tylko na młodych gazelach.

https://lh3.googleusercontent.com/HcGA84LSdQ6dW3sbgRD1ZzS5TSW3CMpdYS-EX_HmD0CEoTF7wW8BE5l7eWj1BbQeu0BM8NVzDh7b-p-ubcAhttxXaA3mOCQAYCCBIDgMu3KiUFu6Y09ixhX4ijufo0jPjUpgwvfY6bt6Qg35v_RYrBr1qVpohUncB4_CawXRe33VmItGp9JJ64vE9rhvM-fnQBIJzoNNjpDL-gwNHL_Z0IOWckDm5D1uDr3ZzVY6fxj6MtwXgyi9hLCawPKysYcB2lPaHAIChSVwNr9JjPR0V63HzeFi3SEcIBn1F5U4iBwS1i5YOup5mSej5hLjdVtv8pR1opN6W4NRm1Pv-7l7qVSOS4cjmWtJy5uhA051VJiHqirkqNrT9tSbSDQOMG-PQWsfRD5KvMxxkVYs1zTQ2tVKlspl7xhg-s4qAmQmHte9QbxG0iLdpUeNtEeDjeR5gCNIRHAFt9h0J1gZ9Nq5xI63lF35hrJCw6p6nwrlprJpO_eqzuz1OXqulCOhelQTc0Uo4OD2AXinHuZZBZBlpEx6O_RDuNUD3Pwpxv5vXcVyBtQrp2rmVvQzq1L_ABxqA3pVE8pGxUtfoSzL9YZCZG3_Y73flgnLnWI9BUWukJ0siyroF-waIkpFrZagbZft8l48N3Z994gUSbiB1B9qtD0EackncKe_l0Bu1nxS0MeT60dQL3gpVqnm5ufPHKhk48Xlumk_vMHBb3IEKg_4rEAy=w600-h454-no

https://lh3.googleusercontent.com/8dwZhNIQu3YS8L_HR23MHp7K4JRLTHf_bapX1KkFVvOw1Cg-5zeQ5nsbtu7TEsFcCbGkeZvraHntjGClgB2TX_2QDbRMGF-ZW1UaPigneOF1g9Gmi6Fo-m6IJiAOTHiM3CJpuze79VpyLbJ3qQtYBz582BP0CONLI_bcspul0F-MJ4W0ln6yUEnli2GgHK_2Gbk-SyY1jbmj4eNtJE1fLxkt7v1U_XT0a4gt0ektaHqC9ja9TkCyavTMGSKl9IFVuHUZkfKa7W8OpwUMH07GpPKOb2kRJRqzNIftwJVosgloVRl_3JJ9g_CMJK5302wBXEE7cnwKvl-uiD4U4vpNPhxTZsE1pJTvr9Q9YhnF5BlJtq2-p-o4_5jnf9TtV7KA8DCE3qI3XGMU6PgfoIsJhlLZFH28Wskb8G3QDousiaNfJRfL3uQFOTX8F1l5xfKmfjHDlhvLaDZXKOKzQBy0OaDbZjVJLV0_AZ7p_D84edpJrj19-9Ll9gbpw716jFxROZsfxrZx2lRO3YYNnBwCfP0GBas6WY-dG5FoGN709eQgsYNdBDk19tPnoAqq6IOcDlLj4rByGbU4tYEGzH8HhVYAP96W7GLKzTZpXJZ9rh9qD43Ii8_m-g2OSo2G1ylSwxrCn46N2uFabWV7F6o4UXpNcadY1CfnVeiuhDk5muT0nJe7BAJ5chzj4DEAGQ2vth6_E6FiuR4VxPt1lXtMcU04=w600-h388-no

https://lh3.googleusercontent.com/DB91NENBf6TYRYTspDmW7hfPwG1Mxu9w7gGCNnLbsgB03MOM6PlVw2MEjITTjYLFeSwpQJLUQO0WhALTln6z_yBmYR6mYPWjVUssroaQCGMvHGaRWidRWpWS5lEDWvMSUuNgSi_ppdS9O0WVZYXSplrI0sabBZjVgf5DAvzvr0vB1Jd4dxp6-umrVMxaLGoBokG1ThsHnGTCyMcrqMCIfoylCE--tLU4AtFUCkWMQ4tNvTpRnod-7dFl7N73ba4gsoXL99nx-9KEhqa75KRy6wJbH_EPMvfZx_NZLUdW1nslle0kjBY-eOaWBwksiZQZ1t2Yy_6US1IHjWP438ihZUHJCl93oiUcGDYxoU2t2-4fLRNU97nvlWIqGbwPVMMtTvbsqtRARRV4FT0BLVj4vFNurhD3lfgfUqf3IGLvNNKiBkXnQ0RMfDNk7UQv2JMW8kzSAdvzsiq8kG-5QBC3Cju0QwRffmY4_mI9I2jdMiaJi9wjtkRx0vwdvXc3gkSjhqSkE6MCLVga-xj33YV_dKyr2h6vki6Z8_TyJThJ6blBzsnAallSyxUoNCUtWOop9kGaU-Mk7utbYUrgUNMEmhUNLMv_6n_J4IUlNzdypJot3T9cE8RBx7ZsEwKgk3QB2R5nf89MGCz45v5LuLGxBhlhACJfvj6rQUPGyMyvsb-YX8BbslOat2hiqUz3QFgzBlxIwGTLEKJAwdznkPnHLKxE=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/Li3z8vUGZulckNicwMlhuSZWeWni98qNRxa7NCNrFrlYfMYpiTND9kmPOi5baR3OwIs1zFJTfxCyPfujMNA4qnhQbw7VCHbdtdnC7_UYTsFLeiqUIPcYQqNNB2R-_gv08mEhSXktNsDxuaOf3UJ0-b5ApmMBM7GVV9Ovj_neZWwqSQh4KadId7s7excpjjqV3XEgzItn7tVLI07aXFwBu3X3NcB6tFeBkeCUF8hO0IP6_-cflJ4uqusGIB8UWXCoQ2JyrfExDA7CkabtOoffzh29GNNmss8V07qu7JHyajOPizWuo7xMqku5jMLNUfhOZkM8z87K44USLcQs8BcbmrNHpgT_SVlizg_3luKYe5jRA9d0dXkC6ORgDPEYSQNZ3zoS5aeI8XKrKR8BNvmJLe2p5YRdByWZuZDO66YaZXgIoHSFju64k_GmVAWoDqaygiNgZlOnJfpoz6oSi7oq3nZrhyOPU1xhAU1hAfo2CQngLOdKyNkHbTZ7MtXkVZHCgo_NwXB2Mrj6mUgBDOOEJ7xKFPTuMU-V1Rt7MZtVq2M1FfSYpP4QQABXrzDw0k0UPVNtQAcTbOofFe73I1H_61sy3Wkw0cQd_YBPFNFA7FoKPMi3slvpNaCJST2Oh8lFH8MT6zHfXqtpDYtmb9N-1D87mt4D9Kjkr-C-JVSWPeAfZzGRetzRwGjntza_EZQGLlpaUISnju2XlH3_ybP_I7B9=w600-h450-no

Wrażenie zrobiło na mnie opustoszałe targowisko. Aby móc stać przez wiele godzin przy towarach, człowiek musi wygrać walkę o cień - prowadzi ją za pomocą sękatych kijów i pęczków suchej trawy albo szmat. Wyglądało to przerażająco.

https://lh3.googleusercontent.com/eCT38EdY_FOMEqKE-7wJvs_OTzyspUN8HGOubjR2NhfrPk-mN4ZuVzXTRfU0LcbcGxVvo7Fol02ZT3fSy7-ar3wo3_rTOaR4nYuwmePqsgtRGAcGDmZ07fEd0NPrvvVmXptxj04X4Tzn7exzYaRhhjqkunBQ5DiVbGJktdiEynxwDrf-2oGN4vtJEWl4G0TZU3M22Fpi-9q_7UcFHi09C1-tdmxhnabmNhE74Xisf_TGH-6-qI2oC_79i7MpevkqWdOsRPHDtm6LN2Teq-vGil1GYIMt2PlrYs9exHdc2oGNsbw3nt_7lprZEPFEydI_WGK555j8bU9MVUGmwuKT1PFm3Y4t2UmJ9jUENjGRt87LPRYic9myg7fFgL0Y7VjwTHR32vo0bURaRUjpeDPPsaKH4YiknaN_MFbJONXC7AWlzyXgpZpdchPtyTjSdpOFXksSBxEi1HFVHNdu_0u7jZRedg_5YOQOj0yHkfnEjT8xqxi8ZOIIil4pxJsqIOHiGezuDK25HcMNLpsSn-mvfx5Se2a2YSSUNphXbcZadVue8QGsyIR-5IBTeOIwF41LRS9m9LtcpYRxWGWuXfBfPUAEO8fUh0acQtKCRSJTzkiE5FbPz2s3LwWi-8_aBi1UNG9YYEVzH2PSlNSc7R7CteWD5nw4ZMqd0vK0HZxqVe_bJWvRCWJ1qhIoTLnoZpaVjKw0rIZ1K9I_b9RE4umUgkJa=w600-h450-no

Im dalej na północ, tym więcej liści pojawiało się na baobabach. Trójkątny pokrój pnia z pofałdowaną pionową dolną strefą przywodził na myśl długą suknię z falbaną. Dlatego uważam, że to drzewo nie powinno nazywać się baobab, tylko BAOBABKA!

https://lh3.googleusercontent.com/y2R4EulaVakpI1kOoALa5gfFtf_m2OSqrMxUy3HAXLxumuZvDqK3vrRD6TRJH9lpWlhbrjOo0kTOtTAIjNltcWK9zg8jFw59XamoC1lvWFK7wXY8Yp8aC4MH8dKhpV1IUpciDHFflcsOBiBcbExnSJCRQVlvhIrgWidXC3cqvnQRgIyVrR8Fq6f4k1KMGVpH1iu6wRNqL8RPShxQoKs-6SFuSAZiX8TuigeEkb773aJZChaPQeXMmbEfUk2IxsXxvm0duS_oFtfp6F5mPsOPPaM9mF8oEc-NcozHkBeQUAYYJewqPE9VzlkXT-EoWhknDZuY8wJt6xeTPYg6LQZGLbxtkpwZUWtfTozBamZJrZyDT6pMF4dVnRXPiL2jSWIcC-VU0hzMSf_WIx6enS_ljAIGDm9FyIOVAgBWTh9OyiJQdLzXcDOJIKRm6JU_z8dD9_4PrOJxoXyiHrKPOZuMPnUXq5GUnlinYFo8vdzkM8iKd5PzkoiBgqIQg57DcmsaWVK68k6MZszUpzeBCV49sxhXwBzN_WkXCXSY0z940ABeAXCmzHmuX67xUGeFYdDW_6D99p6mrlRGyq7qIy-k8lFxtFsZFC6k4ZdCrETChI-DrAWbD63anIcOjk0MPSjATksT-ei72Q1yBXUmnh8kF5k7lxUaxSuANRSAt0iBJ6COOeUanMWoTppB3Rr7N7GAKwzGI8jUNM38ZWGRNQf_Tkgz=w600-h328-no

https://lh3.googleusercontent.com/JtFEed1bDjIQZqip3OBsGJLz9WxA2CxLKf7XNnvW6NcvWmR8MgzKzdcdQCwOow2K5XNJGAItflqgC9BiJvhxaQgnqWrSEjPbNUd-aCGJpG3WIOoTxUaSaexL9xSrLZVYN8FzCc8iMvOdaymAVPEaeQz8IsOuCBnOf0t2lmfzxmnTeicEVVd_tLR9Qiprl-C6Y4gbp9KXlsNndNwZE7-RMamb0NS04UT3OoUwVVNibX8h09wgKzF2j7KG385TniRENf7RddFRjuJ2_f84iafBWNrJK1-rFU1WDLkkRXAuO1j7aESUpEsAK95lMOuN7tmnbVcOoSgNGqhevL1RESGCJG2-eawcna7ucdn24xFZzvSoxZourcQlkpGe9d1inBG3dSQdbOBnYEAXxghy4TvKcVw5f0r_Q-qm25v3fHfp3hPfuAsPeU884QIn1PNm13DDcr71DAiGqHLeOxLxHZbgxBkaiREGqe8vkT8MLsvvOwhYVBjomIUUeeUux0j916V1cX3U6hXilZudrKZim4kJ6lYRzO0cR3KhWpuiIgmOYn_XkYohfgq0_AzLqn5fMIOfv6WzppBxozSReR-BxV-BMEp8wV213x9g8W4x3scqj27szEM5HIc3zt7nmCS9tcdlEO6nbKYua7FBgGpfkZT6MpOLFMCGw9FJASrGQZcC82QYqe6c389fab-IcVXG1i14XL8QDaNHnHVd9I3Xuxi_d92q=w600-h447-no

Znaków drogowych w Senegalu jest doprawdy niewiele, a niektóre ciekawie umieszczone...

https://lh3.googleusercontent.com/9v8XkqHFwV_On3UTvoA4-S42gfbSVDe0rp6jiN8CN6qEpX4BNkzuhtwUe37gCjMjveWvt0e4eNhVfDnbVQwRNFxy63CktNtlBWxNA544r3G9Vq629520qX_dz7wqqwIzt5ydPVOD5KDXcDvxy3ltBuWfEou-rrH8gIS_KLeXrNpCxbYmDl_eqEnee-j-XYcJ_5BQVq0X0KuJ0yCEQwfiB5J_YoBjiGoDPmPwGVW_xprulUBj57y0FPoi1hCqEyXuYd4ZlyzOgWEaQT4QoBGOLPUkPGAwiRkFC8z84TZKT9pvFGngndBynp-ZKklLEdDVSPL1vIEP3Gjixp3ykA1a1HX3C0LRuu0RlFBQArTMA_lzjh2ihbU8wG7pKv5LHIkSYrbdGBIbc8WUrfsbh-ap3Np8OyNubDInxbhVKQOdJ4MxT2iZb_veACZ7Qg0aOoQ-ig_j42nEkx2n8Jq_zQX-pN7Sn_jIBt0-J3Gj28CsL_yBgJVT1bkZ1uXfDhYHJesJeVdl8WKv2XaYczm9fxfRJBJabw-Z93avt4bkYt1Byi_bogCpqpKyCKr6Fi8hWnroVHZvH0NRf3wuia_yWzIv7SeCdtRZGeEDOesTADjsBLq3gcc0DquZF9nFLBVcInulNeDpCwzpxdPnq9AHtDMY5J-slPG2xhzNyWZnpMzWkQdH-iHzTEaFtC45dH256Ugbbb7WcXqeEjWqV4S2OzNsKSzr=w600-h454-no

Jak grzyby po deszczu w Senegalu "rosną" liczne punkty sieci telekomunikacyjnej Orange. W świecie dachów ze szmat, płotów ze słomy i kóz pędzonych w kurzu na zeschniętą sawannę komórki nie są może aż tak powszechne jak w Europie, lecz przy populacji 15,4 miliona w sieci Orange zarejestrowanych jest już 15,2 miliona sprzedanych kart SIM.

https://lh3.googleusercontent.com/gjgLDDjibuzFSvZGGg6qav6HmpAPW2EID_eAgb2hHz1zzpk53a0IhZTORA5MHm9NXcLQu8Sd_GCQdyKvM_TNWKHSrRrZSnHY1Gt1gkaQCLEG32uQyb1b3x_BA-GViDh4zJIcT3fCctN_513UDdyV4cGxWkHRckorWMrp4XkmZVDzkoZ9tTCPlcgdySCrETQXgXXjZLwcGa5AXDglmZizT9R-flqsrbjd8X89Fd_JQFWOXq83eS6x3ZtHNEJPoOH515MjP_ZN62MRV6kYWIJ8fJ-w-AKYDlr_ZVErVUcktrkvQJkzcvMPchitya9jGnYrdNvJMsf4vbcoZEO4mH3EUqp7aWM9AB9VCC10_nf0QqsjqAHc_Q776P28qWj23lL1W1kNpYfiXmSVV9nQStETJB-padmh1VRUf_kHUfm1ws81UcGulxWPtIlZBHo3MA0qr9CVxXCtUadwYklof2g2icrgmflRUVWXO-ZCCTDt1BxpKAYN3Sssf53UOiEGI6O7qQYHut3EVojCkEFEow6FBxFUPqo41FsXk6Rr_WCDFea0sFqnOrge_ljaNEMjdV14Vud-KTxqY7lNn_CDyysWFn_MMhSnaYC40YGj-zLoi_C-4CM81dOZUSSxoH9IY4f1jNdY92IlC-nlsNRLgCRr-hwghHUDiBncVnYfa0dvYeYT_AUI7D-F7m402VjzDhSm9OQCeVQ6pgC-u1rGzNNUqKG9=w600-h450-no

W każdej wiosce znajduje się meczet. Większość tych meczetów to maleństwa z samotnym i niskim minaretem, z zapyziałami ścianami, które otulił własnym ciałem ścienny grzyb. Czasem jednak zapyziałe maleństwo dostanie nową sukienkę...

https://lh3.googleusercontent.com/XbTiavLkGIMbYELxbmRHIe8z6iLeViCvZSL84ijqZbnHboIz3GelfD885CK9Dmi0UBX9O_vWqgx4eyVOt9_KuAiMb4Mly6ResYDogiytFBfUp2tSp4TD8bqQd1njyrtuDLN_qo3N-9vcpchK_2crhES0JQjwXmCuZ4YN2yr5A5Lis38oYXzeaVyJzHvjxsqQ_ho7SxrxYdItSATWodSmzpfCi2GzwJc0w1Q0S-EsKuuo34in-Q84A8I5YZoA8v-UnOP8TLefPVj-iXHhgM3uxFaaeZiTuf-autRuqAAzHM0mk1zLQizYj1nkgbQ4GbFl0R6l_AZYM5BSBA4m3_SmSAZ070C1K3OicytGdXtWu2k7oZ4R1Tx3lUaHtVlQW5NMSYF9zHxOENMnZB-1A2NFm-dJAfnItr--PTBRd2Xzj9agdIkgKd8LgkGexFF71rAA4DjXovkASO9iOazo1DY24PDixTzn9Y3xmG_sPICAAI2hrkXcgtY9a9gSM6En-MBAc7gzGL8B56nukxReCBfROKiTpU-sUTH0iCI11d9MfkBuFEYXH4YZTMHOhQF32s_-NtxnhvsU3HCUnDbSSXvO6d6quBvhz-Y-WArgnl_Zxh48el8Y7kiJ2bM1B7JivMBiFzhcQGYAM6C2T7g0K0vmRZY9WHwHe2cBfhPNHa_NGjrsrHlzzmWCCbx3easX3AtLCvffzUO_4op5Fy98qLWalGb7=w600-h267-no

Bywa i tak, że na widok meczetu w głowie kołacze się słowo "świątynia".

https://lh3.googleusercontent.com/XfGPo_Kw9ZfbAlrt_jX0gwXUamMxAAjkFKIsb73ZFkjqCcD-f8tYkzTv8GyKVJYL6-na4ttNzw4EFurCI-YcMQPnrofVARflT4PrDSG9ZsydWYzTG0B7ZpmNb-3kwdwillanfV1LpDXTyATHtBJLJJ_7dSdXvbiLrN6yUMyNHhnxi9rG0kLH3SzcuSsSDoPwYMTUdeFkYt3ZjmjIcuWoltfV5ExPOk6UIVLgg6KW2iVZ083dr3syy31ntULOOf6PSDS0e53tGeqNKmNF5Sb0ooT8xGD84ewd5YJUyJCbZyckJL1_Bodor2YjMZgN1twnuqUaJbcwwTW8o-kBRJzrvXv5Zbf9t_Glb-SR_ynio997ZOZ9lXh046bwrFQi-4CnykgdHs8Tep6mZN3H4AkMlPJjcxcE4F5kl2cZwBESZrQy97aKlchWHtI5IFA5vZSu_ZIImOTrqPJ-B9a_Vv6rLk21Of9wLOEyXMa5gdAx2Wbe5I9C_WarPxH8pdi1CszqYVXoa42xrI6lyijA6X5a79M1QOMSmIHs9jZRq_ZYlCWWXc7hDxOEj5Tf1FIu3PuMXl25Ex3-DWBjtLfvMwbpS9sYuqk2F3Tg5yBlSOjvnLZyrEE6rliU6GzEu_IIZ8yHgHV6MbjLuP6kS4KSx2cB7Ws-v-Fo6pI_xNgYmqUSJV8CZgWqfIbXDUmezok0AfB1jczk7fwpKR5mmgIL3IcFv-4O=w600-h450-no

Na widok torów, ciągnących się kilometrami wzdłuż naszej marszruty, padły w stronę pilotki pytania o kolej w Senegalu. Pilotka twierdziła, że kolej jest i funkcjonuje, ale prawda jest chyba inna... przynajmniej miejscami...

https://lh3.googleusercontent.com/jlMiiTcIRjScD6mgC0DpabCgzm1RHr2BrM0fIqKBsOzxfqF6obSWk4JlT1Q5AN20lVxCuzCQxfMQ4qAuphmESH97idzfsaryq-BzJ6QYZNaKpsb0HuDJBwVrkxCdiL1xHCef1yRG3rEdsm-CytRRwn219nwozmPZBx_zjoLAv7vv5yBoTJ4kWw0IZmEp0CYYEYDMxPHWxk18Pq57yp_MCTwDVud17Z7XSR2yOku25acR5oiAp75405IZ-4Ts3XhuH5iiVl-mZXf8d9pM-uwawnf3kLXL_VoCzFTi62HfrxMxBHdG5YNA9yjRBo7xuhPXHn254pq70-sXtisNlpLVzsH7t7_MDZ-nmHBzE4TIZiFfRyT6qZ0NN_IxyrXuDuWf7t246_DbnGSWxsU-hDLFY0Ic1FoGqcqxAMsvtjGqCGCGku0y00hKk-CJMEB1ZOJ7tZuCJmpc4mXahXolvv7KGthOM9cWMdPrgRUx1fvmvWSnUotuMxdR30XmlUEhNU9KSTtXPMSWbq0HxUAUH-EUy_ITpKPpdn19sLOjXjy_-mVjFRPTJaI9Juv27XQneiBFugTeGcBo_7E-Uj_N0d1KIlkchRsyFv5oQyRiEvd1kRTXpZI59pXLy6H-mY9zdVbNqxbdbQODbH6aAZNuLSDsIgAHQAidNDTdBFLOV33Yah3oPGKr8vm5gp4J3pP7jUNVWh8ES2sp6vWOoDcwB-P_u2Ja=w600-h450-no

Na przełomie mileniów kolej senegalska popadła w ruinę. Szyny, nie wymieniane nigdy od czasu zbudowania torów, wykolejały pociągi, które posuwały się w tempie 10 km/h, co przy upałach powyżej 40 stopni było nieznośne dla pasażerów. Toalety w pociągach dalekobieżnych nie działały, siedzenia składały się ze strzępów i robactwa, a bilet kosztował słono - stać było na niego jedynie najbogatszych obywateli. W końcu wszystko padło. W całym kraju kursował tylko jeden pociąg, zwany "małym pociągiem na peryferiach": z Thies do Dakaru i z powrotem, czyli na trasie o długości 60 km. Pozostałe linie zamarły. Dopiero pod koniec 2018 roku temat ożył. Senegal zakupił trochę taboru i zaplanował uruchomienie 60-kilometrowej linii z Dakaru na lotnisko Blaise Diagne. I właśnie wtedy, kiedy byłam na wycieczce w Senegalu, w styczniu 2019, przy dźwięku fanfar ruszył pierwszy pociąg tej linii.

https://lh3.googleusercontent.com/jGF1ifFt0bqeC56HzdUuocr1dxIPlVAPAJi_p_YBJl88DEFmjVhTV0FbCC6GUfh-6RJpqLFreSzQ2CSvUccSQkVtUtElDLMy4OwDhOk8BBXK-BNoFc8Rn3PLtFXR3GiyHy7S8dNsNVeucIl7ODL7IvP6x9deVNsbhnuPxvyIVCW32vd0FB93FyyNjpFOPIkUYyCVpJhwOptQTmEGBUlCnNBT4Z-Y0bk74vmezFfBEv9FZpgEP-t8jRi9AH9K8EHBFLpAaHQ21BPs6BF9G15es0-bLgJ5WyOkbAdQak8ivKFPAWOgPKzYWzj_CJqTi8yHrkcAr0vy2zvpVsfTADMcjQieZT0WrNDNivGSgyv0ZHrntrpAqb_Bgjr76onYhBE7EDjy7QwYoiK70BMzUi3eWFXA_Kh8BUcfu8HjSakRjJOTNMyhlfwI95Y4MC0Ij0QR5Fehn-UYgpmNZeF_TwODpu2Mj-VsVQnbY2uvVXzuSgP7xgoNWSvk161DnlHGLGTbsE94JLlZcwTXrfPRypkk6tJ7tQg0GGk_PeS_4a3Ofk4T4FV_tFbjZv4H4-5zk7yhUh1-L8Ui4G4ewV5keA25xIZ-Bp3oQzwDpoFF8AfhTewG-ZAUSsMPF9kKjrypN4A16CaW3hhENyje0txpA11qVHtF3ckzTWwElVZwpxcoauk-4ANTq9kG3PL7plylB3DUHzjWZHBNODgfzurPDZcZhUIj=w600-h418-no

Ze zdziwieniem patrzyłam na senegalską drogę szybkiego ruchu, nad którą przemknął po wiadukcie nasz bus. Gładki asfalt, po dwa pasma w każdą stronę, asfaltowe pobocze - i pustka. Samochodów tyle co palców u jednej ręki. Po prostu nie ma czym jeździć...

https://lh3.googleusercontent.com/DiAoHUqVXIL_tMVWU3YS6U-7-1X7eVEeceVT7kvjrXjdFg0v4l3FB-VDfCY5zQa5rq3Xm63NdVDiBbdjlZ0Z0d2AultYezYfXUvtwX180eONhElE6UU245iDnKqeBcZet0rj68cKR_Qg3Cd4YsJGmbW1PZmnfY3qYxs-KSg5-fWd5eFWiG-SdzU5hJpeh28q-zgCaRmeJq4buKdmX6cMj0J_dfGopUwB2xoW1-5UxEx9K93cRg4eAgcLV0L1SRycS5EFdOAHDKp8KgJ4asiTNQHwv_kHP9fnstau7CW_zo7wV2GSqo5sDXgnluoK-hWvH8H5zDLDclUQPG0gQlUqpguJHIGBV5DnxRq-mXyxCVLGx4xeNFuxAzcbiqGxYrc858Hm3STmsXtWC9GCSnMJHuhY1VwyTne6JsWMDGe9iaGwh1ZDbippL_gipyRHXb-wGIXMCz55tftlKKE_uToRbHZrqPcJ0l3Jq9yYZ2yk_sScJ9jwsbM9SK87lxg9sGCot7BN0lFmXQk1ThNeLduqklte9rkTnrWK1EDgeptde0Iv5MiWfa98NQTiSCF-xl7Xcqvs9V6KhO0zZhjlhX6M3TKsjXvC0dvXyZjjXImpXAgk0w9ivN1Ui-tgWXq0X_PtUeli1BgsAOskmW1XB9QM_kZGUdii_CYIB2-dqu_Txl8CId3bpdZJeB5ydrthttLh1ZQHBZhklb8xZhjQ6oWkvo56=w600-h388-no

Tuż przed Kaolack złapałam w kadr niezłe "gronko" oblepiające dach i przyklejone do schodka lokalnego busa. Jeden mały bus musi zabrać dużo ludzi, więc po pierwsze wyrywa się ze środka fotele i wstawia ławki tak gęsto, żeby jakoś zmieściły się nogi. Po drugie, montuje się specjalny schodek z tyłu dla tych, którzy nie zmieszczą się na ławkach lub na kolanach tych, którzy siedzą na ławkach. Na tym schodku zamiast strachu, że się odpadnie, jest radość, że się udało załapać...

https://lh3.googleusercontent.com/PLVCJXp_R4hsfBwDl56H3atSAA1aEYu_nRKc9wHOBCnmLQqpVF1UvW8Ob975rt36aSL77gJm3nk1P3v-PGZnBCBUdMUXXkzoFIdfB9hTCfEUGgmQMTGShl2oNSibB2ceQTjOQGJAufA2zlIOlx58lY-Q0hHU_tM1TX1Dt1dhxJkEihM_SF4koOyPSRTXNSuBKEm0_JxePsxzq-1deO_i51cw4a3CLb08vQAZxug2-fVsVr204STiFWZvBUyoFDnP7zFV3ilqK4SJ0Ac4WgLEqqWmUp4obq0PvluqALNJpgjC-XxV4ed3kx54HfSpt4ASuqhdRB2_ZevnPxRz0WsKKH3lxIA8Jh3bVaFsx687iCZcuZNEyanV1IvciPEgGeJwg6b5GR_U1xNdfZXE07Qw-B4wZgKRrsAj7hHnaXUk4uEFbljHQGiVZa_Jfg87iamAVsf4LODW4E0kdz1hgL2G_BBUaIeVG5QUpxwdwOy9YRb77RcJX-sU8Ozq9arTS7mmVTgCsBf4jSkwJk06YoE5kaNCqj548kRHclli831J1d7pUbweKMIQ0L4bXYobEvsJaC7Au9KgKTcsU65V3NmSrNAO8MY5Jvq3dHpOroiYr02rfixZ2E-HPmIrHwgej-kmwvXFnnQkWV1GDaMbG1u6v6Bg0YGR0d2EJU6vvvnVb-CJWGE7seWotdfbSPX-wU7JVe_9P9n3k4zX6MpculKTBWmH=w600-h463-no

W Kaolack odtrąbiono przerwę na lunch. Kelner w dużej, miejskiej restauracji oznajmił z uśmiechem, że do wyboru są dwa dania: ryba z frytkami i kurczak z ryżem. Ponad połowa grupy zamówiła rybę, lecz po chwili okazało się, że kuchnia serwuje dziś tylko mięso. Danie mięsne wyglądało całkiem apetycznie, lecz składało się z ryżu i odrobiny warzyw, a mięsa trzeba było szukać. Ten smak nie zapisał się w mojej pamięci. Ostro, siostro - i tyle.

https://lh3.googleusercontent.com/oT90EWqN2s2GRGSWJdKLCzpB8HBth8hxwx8a4B-YPdIGdXGW6_ZEuIRlTlGz0vJsFEEYOBdc7JAWd8d0GblzdJPD0r6NUV3TATwhXpCvijSXWYkQhQ5CbkfayJItJ8LXTR5kXJ1FHnHyXXSAo5tc6h17BDfDGenB0P54JBM87jOR6RFD_J79c9F7zZFl3kQmekgpGl5l_9Yfdd9zDiWXpMbN41VoNvJG18rtlGpIvvC9ZZMQbsoI6r65LIvbrti03wlgY2DHtmiSqfXUer1Bnq8kqMbTpF93LBlufNxrIhLwMTkvRVswXUXmN-hvyAZK5EJ3r0Tld_eOueZoRHntkSkLuXpq02XyVJ1dcdWvvcz_wpHtnXHABQxNWLHq8EKA-SlQHLgAcvlNWQ6cq2EKA7P2at70DI4TzDMaJNPb1cddP0z1VhBe5e-6U-JCWudKmh57L25tfys1AX42rYjKYxygafc-ttbJD5Ag3P4pJt_qZem0Da-f7jcrhIDJMSl_EwwmysKKL26NFPCCCyeSsEMvGL6wf3jSNSrw4RWcF-l3BwEMDCPQ0fTQcpKjD8UVcnsBOrtiSIPB5Rb8WM8HsZSRJQfV0JY6MryaqEgqGSKq3-sG4UhAGw5-LYFalfoUv9lu2XtjIyiwVz45dUL37snID08MIGbndmtYOJ3RdQVoav2K-UVS87aNFPyYpLcLPGLPBjfldGG_yltxdCm-8oUY=w600-h450-no

Po wyjściu z knajpy pomyślałam, że kto wie, być może zardzewiała garkuchnia spoczywająca na brudnym piachu ulicy serwuje lepsze smakowo (i cenowo) kąski niż restauracja za moimi plecami...

https://lh3.googleusercontent.com/_jLzBRkeVH6np1-u5IP2_yOlvrR4loViV0B6kcjlu8tqyQch2BoJlDfXmNAfvhbIUiTP67edwatG13U4Q8NUUj4CCS_IcIYSbhlt-KTBRQhhumaQuqxcHgoTk7smg9rWBgnS10SfW_bJ8QRX_m5kl_KtFJil1SEKVT1Q480hbr--Lrdg2SuqrpakfXkuouNUdQAq9XQkUfxxywF_-__VhLSFLXIzOBibj_RXrmL0lrRfH1JHJfxcboyq51xiy56v-ZYsHAcrPB6ZgMy2Y-c708SzS02VGS85Xl0H_aUP-xKvT3mOMbZ7Nmw8R85L3-ftOpE8e5QFk7NlZxx5NJcaSgQPLgfeFbyL60Xi7IekPXJCLosTGE8v2tI6Tm6NYx7Ka98DQkyqhXhE08YTr3xubpKy4XlPU6blbzy1YUx93_q6eCiglF6tV7ElasorLAV14XMg0ymZbt6joN5a8p93BXhn2CYGSlN8L-ZE0sJ6el1bDc7Jh9WkT5Ay38S0s8cooQiJ9B5x15dSqK77SzLbcYur8kdgAZ9s2HKbUqazjgNXVq_SdXmI1TCo6xVnLVeH2M9z5Z4OkQiMX3l1E8yWN8uc1O1K0QY8fhXGd72sAGfNZXg3aah_27luLI6I972HvEGFEpigQ8vjDiNRoyDV-q_O8yCfZuf6oHPsURyFLvYUw362Oc5TA5LhnRTuPAWEBpwYvUn5NdHjqyt2B94xVdvO=w600-h450-no

Kolejny obrazek z Kaolack to uliczny grill-bar, chwilowo nieczynny, z wystawionym przed front krzesełkiem dla łapacza klientów.

https://lh3.googleusercontent.com/j9qHDphPhEkfun1xl98g6S282UcwtrrrvHaNgko3S9-yEIwX1WiVi0Pp-_APJDZk3Yw36Ik1shVqY7Dd9qGU97TpTi4lhHZLXkEnlFBz7MWvuaiNiFigKdcCdjyzhp-QSovX23SZ_CVGuvC8OPPkwuCgMXHk6-y6fRhYULm7f8goKU2ndF5Uih5vSfj-FoTzHLcPGnaBuGtJm6yh7sy4v8eAT1vKc_B9CNDYGyhhpflftFzvNOmj86vA6cHZ-Tl3jvhQXKWQrbwE4tIvfc6MJN6McNKMh_ffxpgo6PvRzhIvPRX4WA0fGT682iGAxa6gPYxRGBS6KOjfrjBZLj5ztU0PUpVwgSjBgrOC0AicfyAO1rQxaYdv7LPtburCs_97o_6H4yuSahKg1Wv0BZA0LERvEiY0SzkZZuDSLPYMvpN30GpLVKwdx3FZUhwsYuLn9SLBT5jR3RnRgzChR9BlqJikWA5gk5JODvGTn9NLT-hGEx-jMLSqLGh3qYTci1Un39A1-0n5u8uq7ZwuV-kbpvuZ7OQdiQFS9bSOXDP3u47LJoogOJWGxjylli7hQ3SbW3vY-Y8_2jLf-_blod_LJYxuqKJIERairj24QjJKGc_5-VFkFHjBOYsl0aUZpFGJf-0gmjWUSd1XgH514Njm8wDt3Nwh0cJkP3a8m7kBzkrX4p0cueRgqi1rf9qnuOKjT9I2Q0GtshKHdCfJD0zzsLfo=w600-h450-no

Kawałek dalej siedziały kobiety w strojach tak kolorowych, że zdających się palić płomieniami. Sprzedawały fistaszki - podstawę senegalskiej gospodarki.

https://lh3.googleusercontent.com/lzsIdbe717VwmKjG68hjbthnDvedDT3B5yHOg7VJY6WBKReTc3fe1oaRd5IISvhsfEVE06q5k7l2Ng78LUPIChQSgbbIdhozSciz1I3g5Fro8iMVU5IJpUR67e7uAhROJVn6jneYy1kmEgPCjhR2k68oayHajJzm1ipss0pTYRvVGfcAH1vsJNW0VnWQb9G4X4x8Mm5pNBeeW8d5cDU1hXvOH5sr6OcnH2qVfSWTq072sNBFCyVL83vOAIwC6eGn6LS3MAI9VxZujCU84ZCPcCMCYSt_FjB61IQQA6UAi080_f7n3KkzjMjDBnPptGV4gmAp_VEjQlKSHX-zcHNBLQoXRiXhPMk-E_cuMiRQKnuoV_5PwdOpMIszbMosWFEwSjZzQ08_qu2sxaXcoroV6z4JJ0iJoUHnUkRW6YPiWaOWbZ17MVzkszXd1S8GHsSgFTHL01OBBBJMkRX6Ukb9wia_uFyTkZftV7Oqi1Pw40k9mpDBpWioK_rB89X7QXzAvc7BAeTAxyISX2hAJleW0JMkDnmSQ_GOtBLFXhwcNYYavf6cqaTx8vsSi5Gb3JCZzukJA5zMWNaMoRZ9HiryUtbwMXuPMwDWgk2L1_nVqsoxaSQCiyH4yivNFz1MOlpMU3tAmv0oPr1d5i99Mk-ZSMkn2SKcKQ34HReyRT7HeqBmB-xzWCiIZuUBrqJf6dyWZkJD73uQ8SZoxo0-Co416yAQ=w600-h450-no

W latach 60. i 70. XX wieku Senegal odpowiadał za 1/3 światowej produkcji fistaszków. Obecnie nie jest aż taką potęgą, lecz na eksporcie owoców, wyłuskanych nasion i tłoczonego z nich oleju arachidowego zarabia nieźle. A orzacha (bo tak się naukowo nazywa matka fistaszków) to botaniczne dziwadło. Jej owoce, czyli strąki z nasionami - fistaszkami, dojrzewają bowiem pod ziemią. Dlatego trzeba wyrywać rośliny z korzeniami, suszyć i otrzepywać z resztek ziemi, a w końcu młócić, by oddzielić strąki od łodyg i liści. Niestety, ziemia pod uprawami bardzo szybko się wyjaławia. Gdyby resztki wyrwanych roślin można było przerobić na nawóz, czy po prostu zostawić na polu, problem byłby zredukowany. Tymczasem karmi się nimi bydło. W ten sposób cała roślina jest wykorzystana, lecz gleba z roku na rok słabnie i - pomimo, iż orzacha nie wymaga żyznej ziemi - przestaje się nadawać do dalszej uprawy. Tak się właśnie gospodaruje po senegalsku...

Zakupiłam dwie paczki surowych, to znaczy nieuprażonych orzeszków za grosze. To był mój atut w garści - teraz mogłam poprosić handlarki o zgodę na zrobienie zdjęcia. Nie odmówiły (choć zwykle właśnie odmowy należy sie spodziewać), aczkolwiek zmarszczyły brwi, gdy strzeliłam aż trzy fotki.

Następny przystanek na trasie wypadł przy potężnym baobabie, pomniku przyrody. Ciekawe, czy był kiedyś jeszcze potężniejszy - podobno baobaby maleją na starość, zupełnie jak ludzie. Ten ma obwód pnia 13,6 m, kyrie elejson, a jest to zaledwie połowa tego, co baobab może osiągnąć.

https://lh3.googleusercontent.com/m2WNeSKQVvXqBXWhPYceLTtH-pUWXhzmqhyl8tuCvhjQTy-PLZDaG7yr7ddqUl1xqNEM4-ki06vs4nrzGAfxbXNc2UAcJIUUqGTbByDYV4EBTaY_n3p8FUsi8Xal_Q4zP9cKKABCPajvtprE6LqTaT2VSxj4aUir6pBS_9r9W2nIry1Z4AxFI41duQHWA0PClyWGOVnaZ6a57lmWOK5xGq0UMQf-uYIodqGgmILIeyz6bKXXJ6k1EXt8fcmaRRHl_miNmkKpSKbeQTlLqPXoQmcfVo7uMAoNVF2l-joT3YdU4I9eBEJnn2cC9C_OxlovIIPrHWCSYrQRbd2kFUcVcxv4GkwEnzaCmh_17jGcD1-BY5_7ZT67uvw12crderemqX3VfKJLYbPtyRhJjcTtUwE48sJVewzSbwvEDXOOgg7C8oU1nNtn1JG_wIEq6FH9fKm0LGzehVAn2zjSYcgCJmJ__mhAE8_3bJ-PcFM2UzIth_w7h_VYLHca-q8vW1Wlh7nZ4_IDbOtkqbtKy0nRMgLV8RdcB2sZR0U8-TUOvC5Pm4LwPinezQCvC5ov7cSDz6rne6qmUdLBq4Vt21y01ax8_WsnHih0wg7WJHZkvNXp4UaxTTkdYnYuPva8Gq3DA3Tpy-eQWxaGVa4xk9wqZ8NJobhLcnipZpI2hTH-w0GilCegN-MUHAvhvJFSXnJ2NNhjRgRu_Jp9SklhkHYeE3LK=w600-h450-no

I taką sobie grupa urządziła pod Panem Baobabem sesję foto-pstryk, że aż doszło do strat w ludziach... A jak? Kolega zamówił sobie klip na fejsa, więc przy czarnej, ziejącej grozą dziupli, pajacował i fikał wszystkimi kończynami, a ja kręciłam. Gdy uznałam, że media społecznościowe nie udźwigną ani sekundy więcej tego popisu, podeszłam do niego, żeby mu pokazać nakręcone arcydzieło. Aż tu nagle kolega zaczął znowu jakiś taniec a la zombie. Diabeł afrykański go opętał, czy co? I wtedy przeszył mnie potworny, piekący, wświdrowujący się aż do kości ból w ręce. Przetarłam oczy: tkwiło w niej wielkie żądło, wbite z taką zajadłością, że wyrwało owadowi chyba połowę flaków. Czyli co się stało? Kolega zauważył osę - a tak naprawdę pszczołę, bo osy nie zostawiają żądła - i zaczął się oganiać, a że stałam tuż obok, dostało się mnie. Ręka spuchła mi do rozmiarów tykwy... no nie, przesadzam, ale zrobił mi się wiśniowy placek (nie mylić z plackiem wiśniowym), który bolał jeszcze przez dwie doby.

Potem było wielkie oglądanie śmieci zza szyb busa. Niewiarygodne ilości wszelkiego rodzaju odpadów leżą wszędzie, powoli mieszają się z piaskiem i tworzą warstwę śmieciogleby. Śmieciogleba ma już grubość ponad metr, a miejscami nawet kilka metrów. Widać to, gdy zaczynają pracować koparki. Przerażające! W Afryce Zachodniej nie istnieje zorganizowany wywóz śmieci. Jedynie w większych miastach, gdzie bez tego domy zatonęłyby w odpadach, działają służby miejskie usuwające część śmieci i wywożące je na niewielkie wysypiska.

https://lh3.googleusercontent.com/d7ZbzXCx4WxAU6HY2YgAsk2C3XJU1yrwsxvLNBnumlz683Ym-SVN8YLHbCC2yuOrnwV2LkWSgWRRomGt9O7Sqimdx_OpIVOIRTZoo5l4YnCVm5aC5SrVWDokiRQf7sSdK_hd6v6vHMEG4VWqYg13_qLdZapGaRTMGde0bjUXnmBAi_wQ02YGuY7KMuyTosd7KCDNS4D3_QJTHjqojAv3NAwPeUpbvqJKq7gbxujCHzQXxdJPEc5_EmCBvKegdXceHB9GOBRINP6SvNq_bBL8Ng3eFim0WJX0cAvqQk5inhV92rUWxD6n6Qhq9WQwfOAkGPy9PyhWkg9s9qJQE3ob98D53JQMMwVLPp9HP-JGc7NZxj7gLeCG8t2Y3Mh8MYl1zyUGZ-jci9C5FrfLJJXmvUjBJTBIN0NuUlG6W_b9gZN0FSFmTT2oQ7XFgtScntlM1yLu8UELLYHOY6M-NZeahhASMC5KGrgVxBjXy1oqOelRzmG6HIqL77Zi5I1F3ShZ4jf-Qn-TVFvRvBDBCH3pzTtirIieiOQla5MlucjSgoaVOGEz1nsvC656ZryTE5WaqDT_folWi5y3qbhBlXUhpUY2NkHQVmN-wl1SEofFbP-z9JM-ya4WOsMrx3qY_K86gz5eJITRzlP3HeqQPummPbT5zDmLSQf94Ds_z-zQvo04at5_xZCA5bhOI0NrMGMnzgQUt-ZfyX88qcmivVrJclYi=w600-h450-no

https://lh3.googleusercontent.com/moQ9-zACHeN4algDE4CYlOCiYFsiDI_YfXjz2RiVjVn1hIxgsr999rxnIAv1O6EfDIc_BhP9UPm8byIm2ZAEB6_1tXMtudg_AT06Uc9GmD0kmRkLg9g1rC6Ci7_MMOzNyq15Aef8SRu0zJi1jfxgfxsvupqmbhpNde2AbPs4BvlU0u14uYdZOnzH5RJHQdyTpIWBwInkmNzxpbA58O7t_kQUTMpJcFvBHpjVSJ4LDSNLg53RV4KVDgpst-gV0qVg6D82PSTTEJorQ-ICYImE-RAbuFqhCA3ZvPX4yYq09y0dAekc1K3Edu_VzAMWcNapXLpPIZxWMc6tJP5J5rKmhb9bbfO2cfrmAXISVb9kKOEWXljxpPhqk1mZ6K2x081Wqga7K4nQJOrMgxaoXpJwoQ5MSjp82Pzcc-klrNs_ext66OW3_MAwx4zu71XrnYwfhTBMeXt7GE_w-SH5vEMyPFdfbdqCL53oo8ULX_OIl0d-TsNn_Q57nKIRUkm1NIR2w0T5-foIjywYSct0jwB4jOp55L72HEf2JvMTocgyq6A9WA36pYLUMDx3HUxmrGlA8_d5PhaoxWepDiCKNrWZLKweJvKaxBJJhzufW5r36IAVxZwiW8cXNal0QOLyPOL7pfKxGp-PHCPmCk6ob1Y9juiDCWCGJxs14o_QI_5W4TPVFiVBDKbM9q0JAtm8L1qStaXgojFT5sHyoTzoWCSKELxx=w600-h450-no

W końcu dotarliśmy szczęśliwie do Saint Louis. Miasto było bardziej miejskie niż to, co mieliśmy okazję widzieć do tej pory, jednak kurz, rozwiązania alternatywne i zniszczenie nie schodziły nam z oczu. Bus zajechał przed hotel położony w ujściu rzeki Senegal do Atlantyku, dodam, że doskonale położony, bo blisko zarówno na starówkę (UNESCO), jak i do rybackiej dzielnicy Guet Ndar (nie łazić po zmroku, czyli idealne miejsce dla łowców afrykańskich klimacików).

https://lh3.googleusercontent.com/U4taamI6GNLTdBbAvtlze0xy7EnvZ3hGDV4h9_TYMtPrlGFV7A-DBUcYEdWgh1YYGuCMW5-eXweoJp0xt8BLZzW-VGT1PyLmn5Pe0G04UMQ6Ef5OCTjIOtT5PRpT9IIArZ30CBCuSiXNrTg8W2gXlhP9juaXPGR98-7A6t2J9ujOuxpPr5IK-iUBw5JH61BrJE7H0xQoKzpfwa_2HVwX8tnNuZHOfSw7p5bALaU_O7g6Cjl85fsLX3H93BjPCe_BfYkbS2aJwUSGzVn0FotL7sSYk5TWc9-eV1BYvCOV5Zqv2NFWrzj1iHrA1yAVkVl2e1AwGVcX56vBAAK3PYLAmpgTuzFCaMF7v_LXa_gjVbd4rVvOZMsAr4rQf5_QgPgTifpOaCWHw_T6nTKORVfDcBCBzL1FlrSilh70tAK8AdvVhXVFoBcpmBbsksy__D0Q5uo5GOsWYDx_NjZ7o-KKB2f1SiZxxkxRQJskMp4rfNoabC_zPVTWD90C_zOrnQ1kSVpEo1UzsnY_2BJBd6EMsCT2__JgvGVA95Wbb4BLVns1Jol2XjMDPIgDcDpNqonztv9K5Hev02lbfC8hrAbZon27T5iZ0-FFc9s71e9_ElIKZ13ep4OW33HQsJKDyw8pURXd7cx_Try6s3ekdU1eAlcin8zisXWR8e6HVkd8Hu6XEjj2NXC1hvoPvOub5MO9UankgRD5Z5UhtYPI7aEMhA6Y=w450-h600-no

Przed hotelem zieleniły się palmy, w wodach rzeki przeglądało się błękitne niebo, a po ulicy snuły się kozy, koty i sprzedawcy tandety. Taki mały, senegalski raj...

https://lh3.googleusercontent.com/d25TdYdKWQrFyo4PiWFyVvmxYI0T8Znc98iylvR7adKM5K5HcIGLfQjtMRysP2_ggYlN-wxPykEcyNzZQhZdPVcfjssC6XpdeijOcDkWrJtxKEjWQ-EqkZVkkFgMs-d_4atYYFC-_dqFkI5st-s9Ff0S4xcFVW8ig9FZUaq7m2L2n_iNh9uKsfMDWlthQEZL2yqSVBtN6hiFIIPJkS1bvqUSzvUQ-OX6_CscyZGZdlz18SqcBEtenKEQw2eXEQ_NtYfdzHCobKSFnWZij7KnXcCckJGewWvinvqg-GNAfrb8-3X9WDFUi8AkXT4xZiBpQavqiY8QzSm4BT6IGUAtBxgN4SxCNdtYo9jgTssud6g6rOxW-P8ANt7VeVZ1suhsjX8qqJpq9p5GfeSkDsbYIkqLXtnXmO_lXmiWV0DMYxl0T5WO-nuLi54vmJAhU_3JMqpwjd137nlnjxqgBTRcvnAtaI9fyPjF9toFT8X1_7M50ij3juax6N2pGhxzVc7e1iVXJTvWb39Am9fjPWUofWbKt61iRuFKn6s9DcNqL3RmfoCF-s_Hzxo07kTawcu7RYZaACRbD6c9JxMc3sEImH1P5RaILMyOpnx0PWhcmwybbvqsR_i07nFSR-c7j62CF2pz2X4dTPn9c33wb4Hq3f4dtapYHvlgohYwiteGa-pCNCzldHhco9b34vGLa1QTs5k5FRxj2oTumindecPDj2o3=w600-h450-no

cdn. (to jeszcze nie koniec dnia, przed nami spacerek po rybackiej dzielnicy)

Ostatnio edytowany przez texarkana (2019-04-04 02:27:53)

 

#9 2019-04-04 22:08:54

Angela

Re: SENEGAMBIA 2019

Pięknie pokazana prawdziwa Afryka super Czekam na cd smile

ps. wiem jak boli ukąszenie afrykańskiej pszczoły, bo też to przeżyłam, tyle, że w pierś wink brrr aż mnie ciarki przeszły na to wspomnienie...

 

#10 2019-04-04 23:19:03

piea

Re: SENEGAMBIA 2019

Kyrie Elejson! Agata, gdzie Cię tam poniosło!!!
Czytam i oglądam z wypiekami i codziennie czekam na kolejny odcinek;  akurat TA Afryka nigdy mnie nie wołała, zupełnie.... (do mnie woła Wschód i Południe tego kontynentu) ; ale powiem Ci że czytam i jestem na poważnie przerażona tym co pokazujesz i tym o czym piszesz ; ilość tego syfu i śmiecia wszelakiego wymyka się poza granicę akceptowalności; no ale już te braki wody w hotelu, to "afrykańskie" podejście personelu hotelowego do gości... no Waka Waka Africa ale jest jednak jakaś granica!  ( W Kenii np. poza syfem w Mombasie - odbiór wszystkiego co turyście na urlopie potrzeba - jest kosmicznie odmienny!!! )  Uff... dla mnie to już jest przekroczony próg hardcoru! , co nie zmienia faktu że Twoje opisy, Twój kwiecisty język i ta charakterystyczna doza humoru -  powodują czekanie na Twoje czytanie z wypiekami! , Taaa..... Afryka uczy pokory , ale Gambia/Senegal póki co przekraczają jej granice.... a już Twój opis wstepny tych choróbsk - może nie na żarty przestraszyć co wrażliwsze osobniki ;
Super się czyta, super się ogląda.... czekam na więcej....
Pozdrowionka

 

#11 2019-04-05 02:04:03

texarkana

Re: SENEGAMBIA 2019

piea napisał:

Kyrie Elejson! Agata, gdzie Cię tam poniosło!!! czytam i jestem na poważnie przerażona tym co pokazujesz i tym o czym piszesz

Ja sobie wyobrażałam tę biedną zachodnią Afrykę zupełnie inaczej. Myślałam o wychudzonych ludziach leżących na ulicy i nie mających siły wstać, ani odganiać się od much. O horrendalnych cenach wszelakich napojów i skąpym zaopatrzeniu w wodę pitną. O pustych półkach w sklepach. O tysiącach komarów na rozlewiskach. O tym, że nikt nie ma ochoty ani energii nic robić, więc się żadne PKB nie wypracowuje. O milionach prostytutek, w tym młodocianych. O odstraszającej prezencji i zachowaniu lokalesów spoza biznesu turystycznego. O hordach karaluchów na ulicy i w hotelach. I o pysznym, mocno warzywnym jedzeniu z egzotycznymi przyprawami.

ŻADNE z tych wyobrażeń się nie sprawdziło. Pomimo tego ten wyjazd coś we mnie zmienił. Właściwie poza Senegambijkami i żyrafami nie widziałam żadnych pięknych rzeczy. Bo krajobrazy takie sobie, architektura rzadko zadowalała poczucie estetyki. Ale polubiłam Afrykańczyków czarnych jak smoła i poczułam, że chcę im pomóc. Zastanawiam się teraz nad zorganizowaniem wysyłki niepotrzebnych ciuchów do znajomego (od niedawna) Amstronga z Gambii, bo tam handel ciuchami i butami second hand to żyła złota, a u mnie w szafach sporo "nieużytków" zalega...

Ten wyjazd był w jakiś sposób dla mnie cenniejszy niż wszystkie inne. Dużo się dowiedziałam i przeżyłam dużo emocji, a nie tylko oglądałam i pstrykałam fotki. Ale właściwie nie polecam - tylko przy założeniu, że ktoś ma bardzo specyficzne nastawienie i potrafi się cieszyć wyjazdem pomimo tych śmieciorów i wszelakiej ruiny.

Ta Afryka, którą widziałam wcale nie jest piękna, ani romantyczna, ani nie daje się człowiekowi rozmarzyć. Jest prawdziwa, surowa i cieszę się, że ją zobaczyłam. Wracać jednak raczej nie będę.

Ostatnio edytowany przez texarkana (2019-04-05 02:21:26)

 

#12 2019-04-06 23:19:56

piea

Re: SENEGAMBIA 2019

Agata, where are you???

 

#13 2019-04-07 01:23:48

mabro

Re: SENEGAMBIA 2019

Texarkana, powinnam położyć się spać ale w żaden sposób nie mogę oderwać się od Twojej afrykańskiej opowieści. Piszesz z super poczuciem humoru - już dawno się tak nie uśmiałam smile smile smile No i bardzo fajne zdjęcia miejscowych atrakcji. Mam coraz większą ochotę na wycieczkę do Senegambii więc z utęsknieniem czekam na c.d.

Ostatnio edytowany przez mabro (2019-04-07 01:24:59)

 

#14 2019-04-07 09:30:19

kawusia6

Re: SENEGAMBIA 2019

Texarkana- powinnaś zostać pisarką ( najlepiej związaną właśnie z turystyką); no po prostu tekst świetny- no i poczucie humoru z odrobiną sarkazmu-kocham. Ubawiłam się w niektórych miejscach po przysłowiowe pachy-choć oczywiście jest też sporo przydatnych faktów. Zdjęcia też świetne- czekam z niecierpliwością na pozostałą część i pozdrawiam smile

 

#15 2019-04-07 10:29:12

papuas

Re: SENEGAMBIA 2019

Tak, dwa są na TM świetne pióra - Agata i Alicja (w kolejności alfabetycznej, żeby nie było nieporozumień), których relacje czytaaa sięę. W relacjach oprócz faktów zawarte są zawsze osobiste emocje i z tych relacji można by śmiało złożyć ciekawą książkę. Dlatego rozumiem i rozgrzeszam zwłokę (byle nie zbyt długą) gdy przy natłoku codziennych obowiązków Wena nie chce przyjść, smile lub po prostu brak czasu na pisanie i wklejanie foto.
na zachętę  kwiaty

 

Stopka forum

Napędzane przez PunBB, modyfikacja Fresh