Podróże, wakacje
Wakacje
Nawigacja: Strona główna » Forum dyskusyjne

Nie jesteś zalogowany.

 Reklama

Travelmaniacy.pl

#16 2018-03-07 08:28:46

piea

Re: KUBA 2018 by texarkana

u mnie tez gro i buczy:)
( szok totalny! i podziw dla tych ludzi, że tam taka bida a oni uśmiechnięci i tańczyć im sie chce; ale i żal okropny..... ; nasza komuna nie była aż TAKA! , albo my byliśmy za młodzi żeby to pamiętać od podszewki....

 

#17 2018-03-07 14:14:44

texarkana

Re: KUBA 2018 by texarkana

oscar napisał:

Wszystko działa smile

Dzięki Tobie! Jesteś wielki. Teraz faktycznie wiadomo co i jak. Udostępniłam sobie na próbę - a co - jakiś inny album, no i u mnie też "gro i buczy" smile DZIĘKUJĘ! DZIĘKS! DZIENA!

jupi

 

#18 2018-03-07 18:10:41

oscar

Re: KUBA 2018 by texarkana

Niezamaco smile

 

#19 2018-03-07 23:08:29

texarkana

Re: KUBA 2018 by texarkana

Hawana - cd.

Mega ciekawym obiektem hawańskiej starówki jest mural przy ulicy Mercaderes, namalowany... piaskiem! Jest to, mówiąc w dużym skrócie, 25 ton dobrej roboty. A dokładniej - zamiast farb artysta (współczesny) Andres Carrillo użył mieszanek piasku o różnej grubości i w różnych odcieniach. Mural znajduje się ono naprzeciwko pałacu znanego w Hawanie markiza z połowy XIX wieku, mecenasa kultury tudzież sztuki, odwiedzanego przez wiele znamienitych osobistości. Aby nadać swej pracy wartość edukacyjną, Carrillo wysiedział wiele „dupogodzin” w Bibliotece Narodowej, gdzie przerzucił stosy rycin i sepiowych fotek. Ostatecznie naniósł na swój mural 67 autentycznych postaci zasłużonych dla kubańskiej kultury i społeczeństwa. Mural składano z 52 paneli, ważących w sumie około 25 ton.

https://lh3.googleusercontent.com/RgjKoLZ0m-5AhH9VkLNTU1J4gKotUFXjZjPVhZ_as7jx0iFkljOIFnheieG7tY1bh7nUGzICoeKaYExIRuusWIgsxNx_hgXjpqC8Kq3aSNa4HUI6cPFtq7jRM7ugRSG8gDEnlDTuyP_3y4ggOi6VwF6Yh_A0fS0u0j9SBfXHAWBKvKF5YX7ypElMpTpqsSNt_OY-U3ZUcviBtYhjl7npqdQToRvtME9T3MMLhh7VPlpT5n2lOB9VmgVOZlQdCCCi83xHEnVRC3EMBW_-XKyEZcae6WlerGl605sI5gDxJV9DTeepM82emI5ozHrxYb3oWr8MdZaQKNARi-AzBqZLzps_Sj7avmgooBOij7dvmOysSWinxpmMjkATQtWfb_WZka_H3E_EPM0_i-k-yiW921uXHNK0FHMq2wUilobQ-4xO5oLYz98ngKZPTgHlSIyM1bOCqtmnTWgyrFcPX7wvvUYPg9FQp9x74vCnvvdZ215GLL2HyfYvGSL9RhCiQOuMWu8hL8d_jB3sIoYwInjjfwrZ3ZedZzWOtb3X3YHchALU7VceZakoC-k46qESKyUTxm_Zg0tPSYbO1yH1zC2JtNjWLIr4O2eE3fGTDSBHkW1uDTdcvNNnbOs03ciYikyQrLEEsQzJcZQtPeTXkovfpM7-9NVHerVT=w960-h720-no

Place w starej Hawanie są różne, kwadratowe i podłużne, a każdy z jakichś powodów warto odwiedzić. Drewniane bruki, widniejąca na wszystkich butelkach z rumem sylwetka Giraldilli, katedra zbudowana z rafy koralowej… ciekawostkom nie ma końca. Niestety, deszcz odpuścił na dobre dopiero gdy znaleźliśmy się na Plaza Vieja, czyli Placu Starym. Po wybudowaniu w XVI wieku nazywano go Placem Nowym, aż się zestarzał i oryginalna nazwa zrobiła się głupia. Dawniej odbywały się tu egzekucje publiczne, walki byków i obchody różnorakich fiest. Dziś zabudowa wokół placu jest cennym zabytkiem – niektóre domy mają po 300 lat, co na Kubie oznacza nie byle co, bo w tutejszym klimacie mury niszczeją tak szybko, że stuletnie budowle wyglądają jak rozpadające się trupy. Ale ten plac jest pięknie odnowiony i panuje na nim sympatyczna, knajpiana atmosfera.

https://lh3.googleusercontent.com/fNieDHQvYU2_bL_JsUxZtumitu5k4t1RsT7rhIiRddq_spuWqrHPN1h75SdXifxHdYlsqyUMp4uVY0xBWDmG0LTIFm3FH3Z0FNuqJooQVnPGoOg1rP_ycqt6UMP9TUv9OnKEmK25tN5D1QX1RDDOebdRrh67x3KqvqkQpWbBWZmSSszljyma873FVajfRRyWmZ5EfP-SCDeEcteS1rNLd4pa-aeh87UzfEs3f4wDPZU-rTlKCdiP12g_jGG620Z13cxaz0_r81bSEOb1tz-czMWc2Nyt70wF1QgwxGCw-8b2oI9w57kqUlDj5-gC2yCPAffwqCWzpdryxtc-M0U54WsqAJxgigsBV0MIwbJVUubjZ_4TTwjgMOZhmftoP2Fk1LiikLRpBVf183g0NFzK-Me7vEE6M7UK84Yh463-cZmUH1v_kmUd1Je28oaIbrgvfKSUkMfozt7oeDCEFRSNPlumaB9dipTu20PrTpnKl2T6J9tuxaBiUVGBi1JIl4d0ICEelAouSMWK2zoSRAdalEfpFSQNCChzOKR9BhqUkS_km6gzNEKklhwrEsl-i2n9zeZaBxww_VTN02p74xRl_BysBiqlD1LIDscTrfr5GSGqS8X2dF9bPFn2dcYA-a6i5oYG7rlE5zB00yqC_lzFu2X7jeGqlXr5=w960-h720-no

Tutaj zatrzymuje też turystów interesująca rzeźba z brązu: cycata baba z widelcem ujeżdżająca koguta. Czy ma to być zachęta do przysiądnięcia w jednej z licznych restauracji na placu? W sumie rzeźba kojarzy się z dobrym rosołem: jest drób, jest widelec do sprawdzania czy mięso już miękkie, jest i kucharka, a że goła, to nie przeszkadza…

https://lh3.googleusercontent.com/2ljXR2eYp6H-NOYRbfeNGRMbnGpW9hC7GALqTMtgljgU9PRYPz6f54wmNuy_QaOj-wweYZiKAySb8M8PyNgAN_lSB7oEab6DQllNhu1PinRv25dD6VMtLnyFRkZKRYYlvEjMjLlYPY48xWf3r_2XGa0NVfXUmJQde7dja_yE7IcFvqUhAS_QrJhfBPS5syFMyshKFthhmNxgprlADjnlrb-hj3LGkWsDAz5Qep_rMRHFjdDZEwVRTrTJfQ9cF84Rj7-q5jICt87B4HCiqcZbt8CUGsuiZI3IcVRiJh0jg4xRurdk9z9CzFv-P4BTdzR9xvPySdyGW0wHYQkonV4PnBq7VyRfCAjyf1QZqwtTkb7XG5Te-0eoNLxzZSQhqDOBcNZ1wSPqy1gZaP2Si9cV8s_wVWg0msL5C23Qb20vgSDSuvUToWb21gvGgIe2L8XYBe581iyYTfrohtlbfioduENBoGgdyeLeesgL6564FOSLeb9rqC93l7Y8wVNw_lkwpl1jIWZhjk3l-9ZnE6WD1tiR34Ws3gAi7ROCzROrWZvg45Z7MFtz7Xso-riaCU62JFpKU5Lb3QwH6asvDk0FzmYB_4UdVDy-yV2Vg2lqr_Z23hK1aTuOUDoh31ADtuW3naRrOH-4jm7MvhQ_aSyre8wudr-T85sG=w960-h720-no

Po małej kawce śmignęłam w boczne uliczki starówki na fotograficzne łowy. Nie dziwota, że starówka Hawany wpisana jest na listę UNESCO, bo sporo budynków to po prostu klejnoty architektury. Pomalowane na cukierowo-księżniczkowe kolorki, jakby polukrowane, robią scenerię. Gdyby tak wszystko odnowić, byłoby jak w bajce.

https://lh3.googleusercontent.com/xmBezpSrX3YNSBX1bc_k2dO_n1ziaYspHKONXC-ocyQn0c-oAjfLbObbSya_xmf0tcQpGyCXDizExq8Th3p8OFLIgErA4FfBhQL7M55V7eRbW1N46_05LTfe11nD11mYkOAsqYzdpMg4udHXIh0qhCSYzRb2xKUocl0e3N3Mr9T0MRlU_TBJYNtn8xfG4VduJ5BNdy74z84hlOj328rKEp9p7yOWbeDnbYCs3W8-ywm0dbroHgPjUA7EIlG36OgWxuZ6MHqfuE3N8pRyif1OUFxEbFlhu5CYGbhE_hpPaW-v2HSmS7Fr09yCzJTkXn4e10xqmfz3IQvxiRIMqbOoHESHS48Px5nqpBtuSW-W9hXxH2p_VSsWiQE4ivAMPEG6p8hu3FEBqDE42PdrElgx_6N3tV8VxUczLxCqse5ep-ftTT7SG7NwIF77fLo4AJmsD6CRJMZES1C89bhuCzNV-A2bxKaVQDsddB2ZSm2xQWD3nz2iW58kefLdzZMw7DLm64lenhgbmI9BwmlAOGO-vZFgwJFWONVlb50AaP1SJoUlyCNQBnhN6KY4OTV-Kycqe_PNz8yxxIbr1Pb0GxS35VYVAvS4N0vGdbEn5J46rzhbZl5qcp29SBb7bTAPdCOGC-Wq3HAWFsR1ZrwTNEpzy42C0tET50G9=w960-h720-no

Niestety, stopień strupieszenia wielu starych, zabytkowych kamienic odejmuje mowę.

https://lh3.googleusercontent.com/t2-dMO72mBkHUrZB-jxT9ASqJgZI82BU0RHxbRO-tEQJlLdqAYLCxUoEF9vbiEmFQvJwU3Vy5jUwSJsgEooeWFpklmQ6UbmUXyJ4jothw9DzrnUWiByYB_EeqNjE_ZHgc1uFqN2t74fL1R33-zi2eIZi8FrDK__xff5L5GsNkOJm2aHp3L9pnZLeg4ay03jdnrEaPCCBb-8L9_fIms7emKUZ6r5EWspJIG3mR6R5DqqsGGw-OagZFv1fILnr4AXQDfAojns0xS8uVrl8loeVv2M48KB24aRTjpURgCGHRlMffmQbDTrntLZU6Rz3X3YRyd24QYUw6iISmngZVOYC3X8zSsnxJusyeoeAcao29eChW8RirA2upUFXtXLIJq-vWNfx2eS4mvS1Cnmrw1IJAogp3dfJDM_Jul8Cn-71O6JHPI5YwiV4mzGA1-AYvTrdGbMyUUwwuqjW4kzIfG7pvJg2J2jSJ-nobihqeYqTucqS2WQXL66fEoy2HopdJtVnsFFDHBSwuEvRLBHT7enH7ByLnTyZXXezQg_X38MiJ48-tX6w9LT2obYtfo27Z4cUsJBMmuCBq0B0jBQi5RYVXFdIvNCn7OEfZWvKD-9oJAbn9xDCCW-CLkI4CXsGapnBzOAK-JazPEhijexTkI5HCeshh-4tgjIP=w960-h720-no

A co najdziwniejsze, w tych ruderach mieszkają ludzie! Wskazują na to sznury suszących się (albo wietrzących?) gaci w oknach.

https://lh3.googleusercontent.com/maLBM5E0oq1i0o4fqZ0b807HnskH0tM_fBTbgSs_fglFdcU44X9hoJUzF3typr04zpSJeR4CQkBlepjHTE5HXkobWiqHUj9DR-hqo3-vV66thJKNdccyLyYtDvee_SsegfFHuv7Je1JNJ0zULARCozWqlBt3Ar-w_iuiWt98zMBed27pps1AchUB3qj0PBTYy7W0SExlWLmcSCQKZJZzjEDH6Z0geER2Ij7sN1YicwWiOMAWlVTBaeCR7mwGgHiXCZjrEft7FZ0Ehdydm6lhr75hhB0lmAIs_kfTkzZDnAjzZV8WEzBPKMgFdOYSosvPI040VVSRfMatePrV3z7DvK42kJzeIAXxrJ95lvfSTzE1vFu_-ZcdG9zy7wTPitDClGOWQfzuqk_Ot0VbYt6R73TutGE9ezmffX2QU1T1-wMUA5nUWrzWbfz3enEZYK4-AzWHv0oU7P47gw1L2GAVKf_mHf_Ob80UXZsgVusjiQrxetY8C2N-hxEpArn5d0PMzvs80lZW12JdpFBvMSv48OXjJgWhbNfhk6OH9FzU296-DuvsMAbXdDidC3j3LlcSRDPa421X_2mNy-gx9yj9kLqSXmwIqRhpZQ2r-zaxMkgQUduR2LGwzYktcPVZ-w3ba7yBvF9VYlHeo79oTZ3ExyNP_M07hGX1=w960-h720-no

Czy to tylko kwestia biedy? Na pewno ma ona z tym wiele wspólnego. Ale zaniedbanie też widać:

https://lh3.googleusercontent.com/0HqpVIILMR_AjdYYrX8k-5uebUdUY-LrtViD5agHx-zUl-iowmDIdvjRu-Mteo_P_RCeftXIP8Wi1nzt-So0yKm_OcuyfB8YfY1A9TF4e0JC55OiqLiVzWIWUTi8aZQMKAo92y9JnXIdfFSTtLxdsE82ENB9zuPyLk9Opf-ycdYBJCJUUSr4GjkqBHqDHSpjQqAx8p6NlCPwTAjXFzgKPr1Fe_pyeVJv8sGm1bLN8uU6VdaNr_89PUgG4pvCfjcKlvVV2wYmaAkO9A8ty-X3WdVqqwqnXFGQgVbbnP1Y8IG2hF-bVZFEN7-h7722ur4SGxqN_hQ0FtWt_6hrjMaJ8G8Q6DxqkSFIm1hksjOMneqWXMtzcLbMsVJCmJmXyoab4n4UANmPqnDcGZI4Ev7eV0M8LuIV6xlXZtztyqz4wy-KxqdWYniOndKgei-cZcRQls13CxRdJY10-GjozZpKBKed1OaTWi2BC86SI6clc0l7uPRBPVCONadblhJLX_elYC6YaXnV55Kl0KBtO_ujyHoHNxmaO8H54VbBGftRlVWEQnLfVDzYEWMCWl0vV7XDbJtmU6x_BLiGdDl1A6uJ1ZLM1I_MNxBkhB25E_w1cfidjzFPeo5ee4H6kuSrq4zyXOYYqaAHDc0KKzkguKE-gcG9sR0qvS9D=w545-h720-no

Z owego zaniedbania korzystają czworonożni włóczędzy. O ile Kubańczycy – nawet ci żebrzący o kawałek mydła - prezentują się doskonale (są ubrani w porządne, modne ciuszki, czyści i uśmiechnięci), o tyle zwierzaki, takie jak psy i koty, wyglądają jak śmierć na chorągwi. Płakać się chce! Ten kotek nastroszył się, jakby mu granat piznął koło ucha, ale tak naprawdę to brak białka i witamin.

https://lh3.googleusercontent.com/-EYtjfA93RN1LbuVNq0EDW0KaAB6eGdreXPhmoOq3luTv-VEC0161ezbJsozmKTl6OGSfewXVpypKZ7Wt3490_FLCzunMWod1MdAfAP4xSaHkjscCisOBAAUjn_ipMCLqbwJUeBkX2i6BKnkxEDbixv5oGeCLmiVn5-DSzW3RKiwtA555qS8W7G31UM0xPmugNmZeLY2FfbNCNY1w7CHWXp8F-ZdDKDI-7j-TJTVvy0dLAr5k2ZrMBl_hxPo9fnG0nSJKwRwrB6L0NU3OtFqT3JouGqYvsPF_Z7K_9_X42iU8tlq93xQD87MIUmtDW-HRA5gPn7Bo6Ei_WyHBtXgCPQ8-rt1jOhFjmPq7jZ4DIYcn8pYOxaht9-RF3dUaIpvoXlt9IKS7O3eJlJWMzxz5_Q7j4cvPQaOY4wLDcGOlDhSp8VQS4LhsYMTy06N6JUXmRX33sVhTeQWpI77D6PnPPLEtYoVNXBV4d6kBnqkWy2bKBh4oXMig9jKqRtXo1QM37c59y_8wtTUx0y-IumF5tvfWExD8ypqqOM9aQFS5vIGW7ypTUWyRyJ4V_aEtoURVwinNTtlcbE4OjzZzqINlp-Gidwch1tmRQ95YFMs5T-2OSvnplae2KszgCZ0cIEhMPZofEfVopmLfW5kYtU6CCkKW_twQOsa=w960-h720-no

A ten piesek dzień po dniu zamienia się w szkielet, już ledwie chodzi…

https://lh3.googleusercontent.com/HGWNPMX7-toclmjuJRvybKHhPsx6UEHVSn_4BqrgDEmHW-a2BLWi-9tmb4eC_muM5hjcj3dJk4biVZMS6ijLcOy0zdNHcACi3eSkUGVgz71_S2wFBqCqblIEgEgAAM3bW4Du8FTFi1A889QqHWv6xAk5ysRZjFVuSilTcYOmJw4M6Jc1udMumtOn5Nb_OUIRzirUiNdbtuZNMTfcC_3Lkwuz1PTyJwJ45E1Y5O2rl4bOetiOPYEzM2liBiTFFRUEpFIo87-8OsQTzJs-hvTCMvnkNijzE1VNgGGcr6ILjaujuDGR6wpE5d13oae4Y6sZd3lzK4Owf-p5CDhXYUtwHmtf2lcfqTVjuNVabtEN3fLXJI2tVwPzEVcFHpJK46m9qFLFy5PV3D-gveqQ2SO6RL-5BKnzZBuwpLsM-WO3S9EUTMWwJzpleh83uTyL6YkqQzqyiVKwFaVMwRSJfAw6pJlR_rfuFz0pOLrbQ3358RHlMv8CuJNKiOoE0hCjluOr78E_B2XdxiM6ptOwPPHtKAijkWhDo384PVW_GKC4P0rbdscF2xkAFGxrxHLH-MNi4jOOpgU-tp4gGRfDjyM1pyjr1BkKLwPV5jmPojmaQHDpJ78xcNmFBWbtWrOhIAq3_myvJh8vfcWWceO4G8r4d-VzZKJmC5ZR=w960-h720-no

Wizyta w hawańskim Muzeum Rumu całkiem mnie skołowała. Organizatorzy tournee po piętrach położyli nacisk na proces produkcyjny i próbowanie rumu na różnych etapach procesu, począwszy od wyjściowej melasy, a skończywszy na różnej klasy produktach końcowych, które odbyły odpowiednio długą kwarantannę w beczkach. Gdy przed wyjściem ujrzałam wielkie lustro baru, obramowane setkami butelek i buteleczek, byłam pewna, że z powodu nadużycia dostałam widzenia nie tylko podwójnego, ale już całkiem wielokrotnego…

https://lh3.googleusercontent.com/P5s5dqX7QP0CkfgPTxiWgSIAmqr8fW4JVRZ0dlMZctKTnoCTLmV0vE0099MXm3LX1cFM_cRDLGossOVMpmkq2jw1WMjj69-Hv1qlrayAcK1EVW4WQSjtScFqs_Ddk4DCgUjjrjUZFoVusSY6jAVCOvEeYUTiwBjM9erR4LTg5ITQMwN9VEX-sJEyhkYPp6flWCnoFX8RNNDt3dpM27r7GOzo29n8p0Q1IGr5janhMKKrNfh0aD96dfAbClV36W6GlkP1wZSC241GY4Etf9VZEOhzldizAVm0fF3hf780vr65iHyPkXER_fjBYSn_FWYDMhq1Muj_n-oH2dcKTuipnh-yBE0g59G46rvi2Jztkdo3dQjrGlZoO3-_6LPrKs54DmOXIJvWO86gvr562vSqnZ9BIafM4ogVET4WRjjYgw4hA4fAF_fd2TB8I2UQewBpqNOZhNEl3aTCUVknMnpaObv4Rsrb6DkQqs2Z4DVgWm0mjIYc_SP9pZsHTgO1l3SlPOF1y86LJMCiaS6fwPLaOJHyohk20AvdvUGRyXBnZfg5g4ll0Gj3g26msnWpbfUjPMTeofsL7x9lT3cRDe8lw5wE_58vWyAKfCfmbVBiKafWVtP_fY83lci47xO6czN-Ux0qei5uNKvKPoNf9PZka-EaJF6b28OV=w960-h720-no

Potem przenieśliśmy się na zapuszczanie żurawia w boczne uliczki w okolice Kapitolu. To brat-bliźniak tego waszyngtońskiego. Powstał jeszcze za hegemonii amerykańskiej jako siedziba parlamentu. W środku jest co oglądać, ale oczywiście tam nie weszliśmy. Tak to jest z wycieczkami z biur. Tak więc o umieszczonym wewnątrz Kapitolu 25-karatowym, carskim diamencie wyznaczającym tzw. punkt zero Kuby mogłam tylko pomarzyć. Muszę jednak przyznać, że Kapitol był częściowo uwieziony w klatce z rusztowań i ogrodzony tymczasowym płotem, więc prawdopodobnie trwały prace budowlane i nie dałoby się wejść nawet na schody przed gmachem.

https://lh3.googleusercontent.com/Ik5U2z2ZDZgxmGsWjFoWQawu40tw4dv2HRtWltZUXJjg4HnpkPeezYbqJOEKJuV7_E85b6zlnT8JkT3TVrvY0GvYMZFgiBH3raTbvrmN1xfmoxv8WkP0ew47OTzh-T8I8hXGAbn306tL1bQXnVWuhlccLQPcxmybFGZxCP4rth9Hltz84n_52Fkoqibt47axCh6bCFyJCR3TeCXhryDzrlnt4iGclQ3I8BC2Ela2lZrpmrDsauO9bHuwZbVK3aCDdUUk4gv08LybbUhYbYdU5BMd8GGt9PXEDs914I_8ESENipIdRYzDjIoCFoDeAo9Bdt0p9GGCrRhqZI1zQ5grGbaDNtnHiLW9jZD9VkCNjN7qeZJkLvhoX08gDMVU-fRR40xadVVGGmUX7Qhg7aJ6SPMHCSyLcuQWPhLxO_MIZRzBLYh7NJJJVUsQ1tQ6DhLTlTiJ1i07ziHBSa4eHzN8ReVbhcQq2pq0IPckvIWeGkxiCbJnJaWE9a3eV6v-y1RvHPkjLd6lhimYj3iX9dzPdDXl-JE9CJb75E1k743w9n2xYa9Trz2Y_9S50CZnciJUKlWZCJPrAQaxR5qPtl-4LFxeB3QfdPO9O6QTv4SeZBgHDeDHfMMIttopjxugHbB8eEMObCKrMm6p8Dx4FCQs6tMqFfSN8kjU=w960-h720-no

Na światłach przed Kapitolem, na jednej z głównych ulic Hawany, można było poobserwować ruch kołowy. W XXI wieku niezakorkowana stolica państwa to dziwowisko na miarę Atlantydy – wszyscy słyszeli, ale nikt nie widział. Tymczasem na Kubie tak właśnie jest! W Hawanie nie ma żadnych korków. Nie ma, bo ludzie nie mają samochodów…

Samochody zasadniczo nie istnieją, lecz trafiają się szczęśliwi posiadacze rozmaitych automobili sprzed pół wieku. Część z tych automobili to amerykańskie krążowniki z lat 50-tych: buicki, pontiaki, chevrolety, fordy, dodge i inne chrabąszczowate. Część to import z ZSRR oraz tzw. Ka-De-Eli (krajów demokracji ludowej) z lat 70-tych, a więc wołgi, zaporożce, łady i nasze urocze maluchy, zwane na Kubie pieszczotliwie „EL Polakito” i jeżdżące – tak jak u nas za komuny – z otwartą maską, bo chłodnica nie staje na wysokości zadania. Ładnie wylakierowane i czyściutkie, stare automobile są, w pewnym sensie, skarbem i esencją Kuby. To w dużej mierze z ich powodu mawia się, że na Kubie czas się zatrzymał. Są podstawą lokalnego kolorytu.

https://lh3.googleusercontent.com/1T-j2tfocGkgWO1YG8TVaW1x0Djxal9ZJcKWzj0FynKt0HNTkEIKsAK1gqR-kOKmD7TlN9kqTXvLHAek2LoWe3MBC_l8m4Q0Hi8-hhgsI8Lcekq3BvR-mNC1RwTWla19TTaXQnmkIfGJssb41SKAu9A4syVbFMFx4oii94H4tS20gl9KDrA5g5rJTaXc14p19jt65sn99ZjK9ptZkJsnKYnmNzhagyGwvvBGRdfk4OJ7za8Ype9_svh12xKw9q74AJp-GTJX6rnRvUpuoBGdXCzzmvDwxCIlxriAvay8kb7KIeeSOE1tc32cQgJquGpHdPNIGjb2um2bf-TrvCxG35WqdQ9F_5Tzj3OPOZHegEtLnvhwUPg0GKIb5TrUXiMWnQEggJMvcf1FcWKJNI8df73U9GmxdtJ6qOnJPfW3ExmfpCPOcrRJAOxd-UmDK15ZWlkGMgPsYdfBNWLbT_jyJ0rOyTvYU3drskhiYDGGzcZpbxMfpYI8lnqPUfSllmiYKF7RCxRpuLqi8Eg9Xgd8u-xgrkEG9SvWrsSTPux_eWLFw37tHsKnSuna1etql8SM8J6_o2o5QLwZdkZNOH5HpGoRnLDXEYQYnCfFbcqJ3x-z7yoJD7gn0Ogky_oKmemZbarUUJLiXqWvY3z1i4y9f-ZC-YYfdcVu=w960-h720-no

Żeby dało się tymi automobilami przemieszczać, trzeba nieźle kombinować, bo części zamienne są w kraju niedostępne, a i z benzyną nie jest różowo. Kierowca naszego autokaru był na przykład rozliczany z każdego litra paliwa…

Obok Kapitolu znajduje się odnowiony, wielce ozdobny gmach Teatru Narodowego, największa scena Ameryki Łacińskiej, opera, balet, Szekspir i te rzeczy. Ładna bryłka!

https://lh3.googleusercontent.com/AMQIG_7HpT2MqyjVAVWyLooLo1cQOzRvglt6sMZkgg6HfVjCmzgJWdVckfElcg59ygWUFZBdijpJ5N09eF3-WU9tmQRQlHAl0xdsTNJKBCRr-vLBtqe-V9UrLg8OWzYoHNaUhICNk3Pm3lVTktzlv9R4xsl29Gr8mqMKUtzhPUINWegYon36GR8alWCafmN51mhw6ixpW_zKHdH_G5USJmYGA3CmqLH2EvmOJfxoi0DuNJtTe6fMwcs-GmcIGzwP3amZHY-UXUMsdx736_fah8z4740A3HQ38IAz_PpN2mKBeLDnEhDsyY71yJvGNt7yDhzJGWq7NBfWDTL-fzTEp2fCRKcIZVftXOj7fg8z_2gn9rwwuFBvrAIuiav5PoOjIJclM5eQJyDV_PXt2bSv8jQMMkB0UjSrBpjT30OPaVR3uIuDEyhJQ_TAWkB9khtnuKElWUeR2UjpttUJ2aechj-cILN7x9kryQO-_MlFCKY_x4SElsZfdfzlLoEIArhtOGL6F-CQB0c-KrHsf1Y62Xdjdr8Ckg-FCGcGff9DhzRHlr30mXLWon5a2SKPpmylt-vwV-cKfz2BuEMID2i-uKrbbaXwzyAMqBdJIaJtXVObbjMbHx15hW7Xk0ZhGz61aB_IAqHD5VI7_Me-Nd-z-UL9NMqqmU8W=w960-h720-no

A przed gmachem na amatorów czadowej przejażdżki czekają automobile we wszystkich kolorach tęczy…

https://lh3.googleusercontent.com/NPWzacQyafWBJsISGKuTN926GxBeCfpDwpcrD-34Q0IiZtPfjNjL7KGLRrPUxnDR9w3OcPSZIEE17GC9T774HeJJVT-aYL-4aiC3jLpFGFq0pnWV4gkFdPqdDSBmVI9TJssw8iBw4c9hsSHa3TmbgxHnyAnv9JmU87b77ayTzdGIevRxrJSpmaYZtgO29x-WD4g7MMeYJUaeSjAzUYxWEm3heFIVHi_aDZoAXwGfKnt32I5BNkg5toD3WQSSA1XT3jc6Ia66HBAdlh9Z_L8oJsZybZ2uUh1RrjKQGB8o9dlsjjzRo-pt5q-WakZaH0bsReud7NInkidz4i1l4fuyBa14iFCNguqPURnv6iIvpP6rO5pEo2Az3O1m5JX24GMvPsiffCyIcKzC_0cUn-FZJVXbV1SiLAswByvZJ5Xpp2YiPf47nqJmofuQSyIshK2fybPn5m7Znj3YZrWVYJzP1DL6MWcfcprY30z2u0a2CgPaKmPL91GIZhsTmloQiejkHk66XwDxlUUR_MGAezm0oiert1Exosw5eEAZunSkoQh_doSQexH6sQgq_jI2yldzHFAQQhtHnUKPC3yVQbvpVrkA4ZG7xvY8xhURCMbS5E76M9edHIyzRExU2JLcqBhtDNC7vgHzkMqf7pBiibJiuDq6WeBTCxkx=w960-h720-no

Z wejścia do hemingwayowskiej El Floridity zrezygnowałam bez żalu, bo nie było gdzie palca wcisnąć i przestraszyłam się, że jako osoba niska zostanę w tym tłumie dekapitowana. Zamiast sączyć daiquiri (a właściwie zamiast godzinami na nie czekać), ruszyłam na spacer w kierunku chińskiej dzielnicy, na tyły Kapitolu. Ach, jak pięknie było wśród hawańskich budynków i automobili, wśród ludzi wystających na ulicy w oczekiwaniu na jakąś okazje – nieważne jaką, jakąkolwiek, byle okazję, może coś da się sprzedać, a może kupić… Widziałam bryłki odmalowane, bryłki odrapane, bryłki dziurawe, bryłki zardzewiałe, bryłki niewykończone, bryłki obsikane, bryłki piękne i brzydkie jednocześnie.

https://lh3.googleusercontent.com/vCyqpKy4DzrSg9Vjyas7LnzU_0goKb76rN_UDkES7d83D7g9gIzfRE42_X17bRVG6hZ5Eu5ZImG1m7hSWpzeJm9eMJF2wQ2_SD28dhJTZmZtOAIjmD6wxoQnyn5vg5cXxxa1UjFV527Mu9L1p5Oir11ZzzJnm0EY6V-Nf9Z8jXg7hgv4dCu9wFQ7ZCWN3-YMqm4PBYSuLRyOXivrZiQFLLkQniCsMO5WmtE8UiZz31NLa4qjB98i1-Md2ZZCzlQd3X3jOY5rNY3wlklFKosCNQzopVK4lZtVItPJ4gEZDEYbHdNEqG6U9I2-X5pQWUucszKY28YW4EaPGdgr9mQUSWkFRRJzGHaWf5r1bX004_9p3PCBFOUivOA5nhQxXQw94EFzrWDKMIlvVrhvjh7MGOB9xxa6JdLp3ZMG6k_TRxhmnHHuc3zt8ed0N-3aMOvnmOJxh9QAfnL7Oc6fdTX_ysZLOnpXKBist8dW9Kx0UidAjMxJC8ZfNFjusRL093HsLZ0MOXJjRHqCFwBS831w8KSZbf0CSdH_Nfc5crxQA8pczT1Imf9UHqZkMN-UV_l-RKW-Yf844FGEZsBut5FdctGm_VmGp6eZED-g-XOKAANsDfbDXXp1s7OK-1ABPZRMB7Awd8Fj54cN6TBvdE2rknhvk6ZxR6NL=w960-h720-no

Przy głównej ulicy kołysały się na balkonach sznury gaci – podejrzewam, że te wszędobylskie sznury z praniem to kody flagowe, za pomocą których Kubańczycy przekazują sobie nawzajem tajne informacje, na przykład o jakimś interesie do zrobienia.

https://lh3.googleusercontent.com/c9rtJnNCW_iJdSicvc6fTbGVttBMSqYW8zZa8vQEpHOdAkpqmD6SLrXnHRj-3-IPw08_fht4LXJNy48l5YRuWd4O5RUYFRYTObbwRwgN6Qvte8wZoHgw4z5jXCh2T_F6YeYhll6_Nwy5kb-jjyuECtQsi608Ad2XWdhzEgbW6_zg6mkTCBdEyrjhqFFNdRyfXx8S-_QGTaGLUIb-xVlIZCADdM4ch1000gw_vb5YZyLI35h3dIwmKm9_Pp1L1szpiUONXR27j9iVfvWyiFVIIafCKm0Ujdobx4oKvI18SFZLUMc746izpdYOCJNSG4pOZCCSqYeU8bWyGADWhkWipSPqwxadXD1V_qwUUyFhTs83YA64T8QH9OVtKcJAaHYljE71VsiAJDD6jt2nxeiFMyzvQXXqQH6lqCpKd29VXtJDdLeKK572qDRrdKBpkxSzjgCAl7jSPtx-QTN1Ns3_ducSch5n3QWyKf2cF7SSSoX61tByoey-GlG8aZlHdOEmog4sZFlOnkBfvH3_GPCHci31FoL9gxZbmMtoXS19Wqn4FwBjmTr_h6ZTDUxMH-HIjdiOmnB_WL_yeEWxOmfk-PftXj3pXQaz0VZFbs6s9zxP-QrdNyhfRR4z2x5htNbeKeIDscKvhzJHwMyvq3YUb43TpP_z_wA2=w960-h720-no

https://lh3.googleusercontent.com/8U0m37xJINCJC17zxjDpdz3SFYhZ3nagHmbyqWv_G-EJSmHj2M0iVvE63UboSWDrYkCJyq2fRaJkpQyw1KJxuCh4k-WBwIILfzc_GOm9PUeuahM4WUeb80GtJBUxFEI4mfIFhyV5bYE8qVik3I1Je-Y1D-pMMoiL3NLi5nym7JwItHyMFB3EeJaW7jlnDzjO3LSIr3kbzllnk9hxEvhHmCq9k8TLTA37jX44bi6FvNuQS9rhwrpBz4TUMQZJICLDKYnyxpV2zqpaa17kXtQMfAx9FwzE9PU_eoPtGz9rFWKPT_NwgqIYgyO9X79ihn6cgN_3cuz1wbhZqM4tcskInqUzlx-J0lK-Ru_2nhwsr-CegBkVEhD6VOslLMQbpZ8pbkH4_r6Ews1FG6Kp8KILxyv6VaZ95hS3dW6k9Wg8DT7dS1w4tvtUdiXJHbBAKMbMqacZ3dCP9ZYMNPqLSKPBkAA1l0uO_G08qlcI530HfuU1Ur49paJeYCZUsproyAG1JVySSRTyU35gNQ97aTe7Ea3JHTYKfjaPYBBHOEWg0qYLfblzvDQuRjwxxbk7Dqu66uRzdBdZBD9IQBMqja2Gk7JMupDsTZ7onI8aW3ftKW9JdNB7pBTpnEbYH0DvOQIZ_aTnERyJ1FLuUuQFZlzUmzjAXTpgzPDR=w960-h720-no

W chińskiej dzielnicy było jak w Chinach bez Chińczyków…

https://lh3.googleusercontent.com/DleSWfiyouEeQt2AeOcRsKQtyynehs26CfXhUJdl13GBsa3xkUf-qfY739qZKtAvPPI4SkX9Iob6xgxYGbA174Sp5U8wJu8jax7g8x3ZvsTd4ZYMg0RoVnkV1rR9bmPLnFtBTnPz5lWLXygK9qABjv80q8zHWmN50DE9c8fTJBgsqz44tGQiSYmCzldRc0Hyu5KV0i9XAj3hIq0AO9h5fNJXEQIqe-XiBKMqOvyVNWqByvFNN4bG9G9g4iRzFQYgtHTwrOkrKthQ532eH6GpCZerf1f9XuTu541ku4HtMYTrtitxsqAeEfHYPYzJCk_l8_LdjoEGlpdJr2IB6nvR55pAoWHtewjJY_6MYv1iMe5zDls0gWL4dmh4GhKUZgJ6rCDaXCjNGWmRcfSfd0hoYTfMEW4qFG-vmhcpA75m6DXgyx-XNofHxtFZhaF1_cZFiliKOlkW_vfNBnX_k8xLEhxc79MD9cW4FEmb75u3N9ueyO7daSvPtC2OxNhb00BruvXi9vRCqUUcwL8Dd4UY3bV3KsMnc2hneqJhJtufnAmSCXCNr6vDZghqufj8s4dg7DUyoU9dVyqLV6FDcHEeaZOkf9fpTYQKJUbMGREFYOlIEm72czc79JT2YHKeewfgo250z34mLLThoGU9n96uMaddYNnedmiS=w950-h720-no

Po okolicy ruderalnej nie bałam się spacerować samotnie z Nikonem wywieszonym na piersi jak manifest, gdyż na co drugim rogu czuwał policjant. Okolicę oglądałam sobie jak film, robiąc tu i tam zdjęcia.

https://lh3.googleusercontent.com/3GzC8KCz07J2jmR__62Mr9A5pmIqpK77Tuij5q3GJRTBtRbJ66z4xCHWPEjTKVleEcN3XQOa_wszyV8scHz3DG-IdnM1t5BhuUVDfk40_IV2vI8wYJqgPwczxWye7PaKYdGkuz7J8apPmD5BXyhr5jKZbJYIPCs3BnEQwq43rKQQGgB-lhGjojQHikofaKiHhkkWYtljebDXPBtS9xVSBQ3i9kNz2I_-q5MNr0ktrCg3niZMeJolzf7eg_e6tvcPU7bbN8Xb3DLuHPTOIifb1Fjg0SuoQgeNGbRe5CuaqvaL-VzBAMihLiNsOpTGlrXutOfjGHQk-lpM7iBgOG_xcpzdbGGo0g7-mx8ln696S0UW-w-H1wJBgdY60Bowe16WBbJkF7P8fqI__a85Z0m-nCjwaJB9E9-893NZS7ukPsFA4xI2P7KGFIG_e_Plc109YLNki-CF5tVWmVQKR2Sh-bW8wGmNPRVq10vC5Uwx4OvOrsH7-P-X4JG9q0Wip43OcPeddUA3FjW0wuOkEnimRwcmZz7pOKcaTmAyxs8eGwaPi6Gc1AA6w0fC0j-J2rZiZ48j3jmwj6PzBGVyin7PS5S4V9LF1QOy4txHO81kgxULv_XBSfi9Qx0KepMJc1trodu9RwIWDtkNSX1iJRjnGuhKMaPwILfh=w960-h720-no

https://lh3.googleusercontent.com/FF85Oaq6oaS8n00bkv9HXPZEYABNSrr3_DFXKm8YH3JePyzkB7ITJQNVQnetmmhPvM0vH75HmTfjjCLiVVS7r80U8RQILIn0LpmSuAgbY4NrSdi6976qBxTABs1htMdS5ZCFyO0K63RlJJxbgzsWPiBHp2cXihBTxwz0JwkQnF2eacpnM35R5sSHHgujdaiG0-rL1LOZRTMzlfQhuhY436uPrvxGrBy50hUkblsj827YQKLYf5wkgCICktvLkZB_cq6mLJlTL7vQgO-FrpCQgtAVxdBhugxa61cfNPB8oZFvTa3MXI_eDjw-XBrYiB-GKqCgVPpdiJ8ATSBys4tC1qx021tQtevtHmOzSrTJY2N8W2rtWHOOma81-XBb6Hv5fSMPU-xCL99SkLALa_G5yfhV5n1OFl1t_g-2VuZzR-8TgoiA9nrBN4YccWS3CUh7rBHkjAHJjiPYFjSSSZd70A3ydqOx6vb_TG_8udX7Ol6qJMIkcCZK8MrxVAJ60JMG_hZaohCpAeGi2p6zQHq5lgrFlhZ5LdE3zFUepzJ5agTA8djSwV1scryHxCCVgVI7eoxT6v4R1ldkAF_5gSAdgjyP6cyzVsQ4iFIvvK3XMvb4dZaskDnJQyoumO9QvrvpJsXQr47n1EN56EX_940t0HNMlsyiwmrA=w960-h720-no

https://lh3.googleusercontent.com/tDiIyhKXs2VGp9e5igHgNIpJxnbAAeWtGmkEBe0MvCFi9WMMfsTz6it6x3AKiyXmQxVUsuZdGqza_Ih9Pv46eXy88LW34Fz3XbM8bO2AZWm_QGGIKD_LoTasbMyTKXfIetRw2qz8cXigB-Lepo8ak7Da1jIbHE4AYPWY_4YJ4T4vohUCu_WOkaJnk4NkLsnoEPGgpwnJapSpBLcwk4r5Uzspk6syFYiMJFz4ACe2r5etmQH59RATcXBmLLua3ajnTtIBSCU9_TFse3lX_xnlzi3Aie-0s-kV6WOXBJxqhcA2urZr9GQeHz-o-Iq1Y0uvEQiFRtyA5WPd1N0x5JBNP2fndIpQCnxn83h9FojtrGAo-gnIB8haUSq0VJlV-S79fxcyLIyWeKyrPKDoGCMqoT2nJd-sLUXLZaKW4rlEUB0rAZ1lrjccPO2Rtlh3NorlN1XaIBjb3Ji2nANlEw-wUkkntTvy5p4HlJbl6VncugvS3SuC32tZpPFmLCnwGbMhbDv_X9UhvEwZwJv7JaD3HByrKf4NzvRyVk_12j6ENp2sUKKocimpvt14lygZQaKAnCMhZi6JCfqNQVIxrkO9PyK9sI3fkDt5Nf5JsPnIR92B0Lv5H4z5I0oZvSZMMRoj2ywFa3DyxoyMEvJdkHH2S27E9GJA2Ial=w960-h720-no

https://lh3.googleusercontent.com/ChXeJ-Qp_l6Gm-7P6-tFQIdCPyDwPKHvXH9suuQMkUcuJ_ZpoaELiyVLpofgp1yzuh9ZyS8xbyEezNSIqGsw-cU2a_IMO1xHhzLMJHTQFNKTq6n6hI-vQ88iaLwyThgseXzQI0NlwqEWRT2Fsh-tOpRIL8ysBRZuR6lg_-hId7LEGfbppFKE4-t2ivRe775Eq9iWFDchQwjWaSy1wWCq9zawgwLjdYufDzmhNtBWf5EK3yBUoWnhfCyRqqzj8auhrqUKBB0HVG_dn4rWiNdMqkdWR27rHmB1MgzOtMZ1jqMG6zWePqVgKiZivAmMd3RyozrTKRPVa3ZiiSfaobhbphr4JFPAzggb2BPoUU7Nqfo5ahioEMefO_cx3HzuL8An5vdKq-zA7mEPhjt-VajpDV1YPrI3XjciHnnQgLlP-TyoHHgdxwbMyBjll_DM-eai5Evf3u_zbGtIzw-Rpq3B2dul0pp0xzFMdpmGKNB07WutDbjm7VC0Jp_dJFhIUFyXtcrZXjJM3MYcK-MC6nCPUpzH8ZDNWbpx-RRyvdfDiyu_JTrsG6taxGQZyf00-GbyJvYQXhR3k1Vx1Hm-j0r9ftcW6dp7qLOEL_RhsVQwHP5naaVZUySHq-550aEji9_Nw7kaOOuI63f7Du0qELcs1QeFJIZkGhGQ=w960-h720-no

Od czasu do czasu ktoś podchodził do mnie i oferował kupno „markowych” cygar (padały nazwy z wysokiej półki, jak np. Cohiba czy Romeo i Julia, ale w rzeczywistości były to badziewne skręty). Pewna bardzo kudłato i kolorowo wystylizowana kobieta o korzeniach afro wciągnęła mnie w konwersację po angielsku na temat jej i mojego życia. Język ten znała zadziwiająco dobrze – musiała kiedyś mieszkać, a przynajmniej mieć rodzinę na Florydzie, gdzie uwiła sobie gniazdko kubańska emigracja. Motywem centralnym konwersacji była jednak oferta handlowa: Kubanka miała przy sobie torbę wypchaną tandetną biżuterią z fasoli i jakichś nadpsutych nasion. Chciała mi też wcisnąć „własnoręcznie malowane obrazki”, czyli nieciekawą masówkę made in China, która zalega na wszystkich straganach z pamiątkami. Dziękowałam jej z życzliwym uśmiechem i bardzo żałowałam, że nie zabrałam na spacer mydła, bo chętnie bym jej coś sprezentowała. Pieniędzy jednak nie chciałam dawać, żeby nie przykładać ręki do procederu psucia lokalesów. Wciąż mam w pamięci Marokańczyków z Południa, obrzydliwie natrętnych i odmoralnionych przez turystów datkami pieniężnymi.

Ponieważ było ciepło i męczyło mnie pragnienie, zapytałam kobietę, gdzie tu można kupić butelkę wody. Zaprowadziła mnie do „supermarketu”, to znaczy zwykłego sklepu z wejściem od ulicy, w którym zobaczyłam cztery małe stoiska: z alkoholem, z kosmetykami, z serami i mięsem oraz z resztą produktów spożywczych. Od alkoholu półki pękały w szwach. Kosmetyków było sporo, ale ceny zatrważały: kto zapłaci 15 EUR za zwykły żel pod prysznic? Stoisko z serami i wędlinami oślepiało blaskiem szkła, pod którym nie leżało nic poza kawałkiem starego, żółtego sera. A stoisko z innymi produktami spożywczymi wyglądało tak:

https://lh3.googleusercontent.com/i4dx-aqn7RhU3erivbMZPHQcUisBfFtjXqgHk-fU5ZR_WdJfcHdnIZ3RLjrFF2Cu1qr0HMTMuNTt8gIDCBpFkHP5ydeoJmtAxM8KINZd-9ByQ5cE3HkaI-drPrKqsh5NkG33oQYcdziEuBltNDGQXW2iOI5sjrKz5oi7_DW5qHLYhUiijpE1csLgYPpKemvHFnbkqvqMra_7-NVXMp8zNT_M_km1lwh71ZPE0_PRx3n163M6TRdxZNbD6waJIwyUmlj5xgWWCVl_MrMOAKtccmwSZzxAOWik-BPl2wyoqwAc5vdFOtr1TV8A6jMWj7JkD6CiNtuKzI5slVzWnVyrM87B6t0BR2mW_Cm2Qb3Q0Y9BarXUCOM5dwKaOocXk8YF1UmNgSmHMHwQ-PQo-Yncfj7j34eYfB2LTIEQGt5m4Y2b1uBX3NolKyGKB_CK5xD1_jeu-tjmR74T4s3U3yR_t9lC50gGjaldDZzPYBfvE2LJzJ8CqS8u2A4i_qqEaYd-xY7h2LlMVXExsRhxZofQvWe87RYFprOQzEshIjg-c9VETlYzWPBSCeD2gvbYVRdOzKdgR4Lx71-HwZbgelwgXWcwXU73FrFJrDhy4Fuj4Bi_E4irQrm6KOpwwQ5Sax9ZDpNNA5M_7GvUgqT3XKNApm2G0gLCn3xl=w960-h720-no

Woda była schowana w lodówce i kosztowała 1CUC (czyli 1 EUR) za półlitrową butelkę. W jamie ustnej czułam Saharę, Kalahari i Ar-Rub-al`-Chali razem wzięte, więc od razu wzięłam pięć butelek. Woda w butelkach to na Kubie skarb. Kubańczycy nie piją wody, tylko soki i puszkowce, a wodę mają tylko dla turystów, więc raz - nie jest łatwo ją kupić, a dwa – ma ona odpowiednią cenę.

Ostatnim punktem programu dziennego był betonowy Plac Rewolucji. To tutaj Fidel urządzał spędy i głosił swe prawdy objawione, za każdym razem przez wiele godzin (podobno od 4 do 13). „Przyznaję, byliśmy utopistami – mówił – a było to wtedy, kiedy sądziliśmy, że możemy pozostawić władzę innym”. Albo: „Socjalizm jest jedyną nadzieją na pokój i na przetrwanie ludzkiego gatunku”. Na Placu Rewolucji sterczy dumnie w niebo Memorial Jose Marti, bohatera narodowego Kuby, który wprawdzie nie wyznawał marksizmu, ale – jak to interpretowano – był mu ideologicznie bliski, gdyż także przejmował się losem biedoty. Memorial wykonany z szarego marmuru, do złudzenia przypominającego stal i beton, jest 100-metrową wieżą o przekroju pięcioramiennej gwiazdy. Na szczycie znajduje się taras – to najwyższy punkt Hawany. Stąd właśnie przemawiał do narodu Fidel, niczym Bóg Ojciec z samych niebios.

https://lh3.googleusercontent.com/-GR7_zYpPh_1wTgicRmjt1XnMMiC4uOe4frhuIbbyaihhDnGLvyizDaAyjg9qVMX2VJppTsQiI1oybNMiHU1nmdjN4MwKeNPzZ5fVY033jxezzKI9RsqJD8e5gkA0JSddgucr3KXqXR-LzYVLt9XvA4cuHEbKHjjm_YpO8Tzgx_ZfRCpwXlW7DD7SyNMpOxdfiIO__7l3RW47kOMHY4hzzDmkvY3hjwbzLmwklClQG5gDXeynZwlGzqSW2hVTPVxD9odhs27LFrO3BwoKEl0HSJeZ8xbEuNaHx7LY2LFNztFn4PZu6hx3vfXiEo3OnFaI14M2Wvdzzc1dOja-9PCquLU1pS8y-6KlvHwVZy6OJlOKnKGUW4vJb5A93HqVRgFzgJJN9wjmgWMyKG4nQsI6PuGtsePwaWl2UNEURhk3MDbG8cCdRTuAmSvT-aPtToj-FTlxad2-PoK6d-YLhp1Qz2HqnSk56LRTCA_GFSWRKRL9-2BEc3J_DS_ga91zcLbUP6WFd2bCc6gvfXqtBalLHVm-D0S4hrhsjxeRuWF7V5BYiF2ISSIQ3FHJypicbnoYjuYRJk5ZbEndGxLXwo023VtHwRwXgb_fgS8_O4NQL5dCBBFgx_Y_yjb2P4nvErKhSn3ofoe5EUEJgxKoczZs4J_j-d5fe_t=w540-h720-no

A tak ogólnie, to plac wygląda… no cóż, niezbyt rewolucyjnie, jeśli popatrzeć na to w kategoriach architektonicznych...

https://lh3.googleusercontent.com/68LuVVQpwtWaB8Qz8CE-CZwKsplWzOQssFQcXpNKpb65O3BL3lk1Rlw6WH2Oyn_SYYJDC-jPKjGXWh7ay7odi0h86Mzb8TafAjAsCKRaV_Eu-B0Gq94mnn1J00VRn9OnETL35p2MLUxtu1JF5RL2Cv1XfDAoJ4_pLQXcySr23ZyOH85EwrE-LbW_10zBpIIDAVFndCiA8yDR0RoBAMaEgCRDs5-tAj7QsZskMwEHyJT-qQJLbFACFo_iXcNvkFeLW90e8CZfugm7qIvTFtWCVl0ZLAMSEkqoqZrPjijbwuis6rDThhjctA3XUYrDtVt_0X68P73z-Nyp2PzpZ17cMLyiUtXjoxseSu17XveOa0HEGUPV8Z6KJ_-zOG6dY4GWiH7YUGCxmzlHxSvett92iJVTYpnMOGv-fnuhwCftTR79mFOx2LUzZgDB0F1XrQapXgmYdkFbAxQjADqtc_9Gj-vtjW9kpxsYcutWziWJ-KatWmRItAjS0it61Wpnp3ryMk5nqRtIZf4ro397LccKQa43jpX5J-wX1Oz7DZAmAFputvfpImgROmUDxCBJxOTZOLo-Q3NLTTfa6V9QcWvRHsJ9j3NjYpVu_3k3iM3aXefGKvrGIMXxE3BT1wji0oeS3qSYIlRhaotSDviB9eq8qdghhu_J2n7O=w960-h720-no

https://lh3.googleusercontent.com/IeIid2uS6PipveLha8DkP88zyG67WoG9yVxtf4wVxpiysuL7NSM8bGiT2K-mgFzdZLihTgqZOH7ex9ZehrDun5rrOOqykBO-VfExR9BnMGT65ZVLt9boRHXPqN3mxHh-tVJlMhJzEcKARdHzhFwXu5klPfRNJ-CmYwzF0Xz_yEZST8wVeRDK8En_70PW3zf6KrJ-9JJU_Q0gV5FsvbiZ3LoUEuN81VMmLZ6zOywEXqUL9zXWPVVGg8I4zD0FSo5GFKFEQbkUBw_q5jprdUIa3fcHUchDDWfjHMjz2A3Ko4ac7AUB9L4i75CbxRSI0kuoL9sjZtT7W4AmShOBSN8sdOg9N1uo9-YSPjDTCwNzumHThGScayI3toNfCELqsjJDni1PuwyeluNMEGQMTK1kxb2rR-7d9JgaQmjZbi2qnyepHlrnfOJnl07Y-1KW21ksev5NQKplNUEHfW2_p-akiuI2DiWk9Yn-lCIT95R6Hsetj3QMJ_kcFD8RmvUj2eb-TonLTcrajvkNXq7XhvbgsxVg9OGduZs-4gemka4WAe9S8mSQ3u8hk7BNK8tW2T9E8qziUBf-4wG8OuKPXwBtN-Nh8EQVb9PLmDT7aKYj1QT3CeRDYqCle0KUcIP5oAKPCxj82Gegr4F4qKykjplDKhbKJqbshXoL=w959-h720-no

Program nocny też wskoczył na warsztat, a jakże. Wybraliśmy się na koncert prawie 100-letnich przebojów Buena Vista Social Club. Do centrum Hawany pojechaliśmy kabrioletami- krążownikami. Mój wyglądał tak i – jak chwalił się kierowca – wciąż biło w nim to samo serce, czyli miał oryginalny silnik. Ale poza silnikiem to już chyba nic nie było oryginalne…

https://lh3.googleusercontent.com/fuKRfpvSNUM3yiI0j91s1XLPJ9EK1E6WwP4IC53Y_YJr16yGRgGkx4TUniQZSdCI1km_F_QeSewUb_-VU_Hx56n96Nqa9SMgG042O8_kvxzwssHWh9p0IJXpYovbd9O6AWkUCrShs9qmdhmCJsTFLAe_3ytIK9eGCbGWw9VzY_RjhKAZytKIisBd6osZxKfdyCAjSR9NA7U0S0ePynWTlipczDSi7K3RYbV9mQjysU6orq_-YvnnLhX6fJSfyaERUt9zZn7TUjpnMmT48-kse0bzl2esoow9SuxqfJsm3dSFK7M7OV4lKjeok2oqOXRzpprKckK2Kn3Vyp5IixZsenluXUfZq_NVoiP42uO4YmEIkTiwFdP-UhNtE80YuXWb05TISIcn6631R327cBaC809qWKEpMZgRXbM8OuFGqh1CbgDZWGaWazMRpKGWC_iekHgThJthl9UYsPkPw3u-zm5lx9skynUuy3RR1hBI7Tw3FjOxXJ_HRuGcPzK3YrtaoJR756g-QUU8_EqorYKwQbXY-SBrkFJ7OcZ613G5_Ji9uJ7xvjbykOssM7Xg3SYBifluEwKl71VCOgYQ6GUmIZLuyDFZLb1SpDGFSZ2P1qTcDBmQjzLc3Jm__nRvmcTZv3RyLMrXUguCdpFWlIFWKLvZ4MVIS-b_=w960-h720-no

Miałam pecha, bo w moim samochodzie siedziała babcia z cukru, która podniosła raban, gdy tylko poczuła na policzkach dwie krople deszczu i jeden mocniejszy powiew powietrza. Kierowca został zmuszony do zaciągnięcia plandeki i było po kabriolecie.

W klubie grali i śpiewali znakomicie. Członkowie zespołu nie byli rzępołami robiącymi tło dźwiękowe do kotleta, tylko prawdziwymi artystami, więc nikt nie żałował wydanych na bilet 50 EUR. Natomiast wliczone w cenę koncertu drinki serwowali w tymże klubie przeciętne, odarte z duszy, pozbawione równowagi smaków. Pewien dobry skrzat z naszej grupy (a kto – zachowam w tajemnicy) dolewał nam ukradkiem sporo rumu do tych drinków, żebyśmy się jak najlepiej bawili, a co najważniejsze – bawili po kubańsku. Pomimo rumowego kopa, nikt z nas nie odważył się zatańczyć salsy między stolikami. A ja, wyznam szczerze, nie poszłam tańczyć właśnie z powodu kopa, bowiem czułam, że zamiast czegoś w stylu latino wyjdzie mi pokaz boksu.

Na pożegnanie Hawany zostaliśmy raz jeszcze zawiezieni na Plac Rewolucji, żeby zobaczyć, jak kubańscy "święci" oświetlają ludziom drogę. Sami zobaczcie, jaki mrok tam panuje. I tylko te gęby świecą...

https://lh3.googleusercontent.com/sAKbuLDMWpxYcOQd0bbWdX3tJFbzycG3cywMWXzdHIXYH7SvTQrGh8LMVlV-1_5Kv-14LFJ0Pn4SpZgj9NRNWqwwf3yw6Dm6BpR4UQdHBrke6qG9wTTu3uvS59WFR8WJ3vhlZZ8GuUc5AUgmBGmmMluaPCrxyzQHPqxwYmLIprPrbtCXhAoicgKk5_oN_W7P21LrrtTiOfWQGF5HeMPRha9A2y-bDey1Fsp0ptkQiThMt-J5HPVXcJS2-3kBYwzbilHYsXdwe3dfH30oBsu76_CZBC9El9Tbew2-uNKor7s5GWSanwYnbRA18yzisLAm_7Wecuc7tnQsSF3r75wjYV-Ld-6uIBuBXz0zcdOIjvDxnGMoUpj4lbFXDwrPg8X7KFlrw5pVP8KJNDlX4klcHRaJsvhSLnb7sg5mlQCAxJ6WnIS-ZiK61s2t7cMbjNny1KiWRGINLDlYVCJyOey79Ll6JLUJVbL15WWs0mWh1t8DP5WfwL5DEfFEd4D3aQdLBsyL2H2mk90ZzFWn7Lso0yT7Tu5KlwKxN5eXLhJnLgJjbTzIE_vU_oLZTFm_FGe9W_CaCL-Fzy4ecuCCjZ5Ic5PMZ4FWqC4Nl4H61MdavJbvBSCUNsNB3TQ0e7M8oxWCjYZTeVUeWNbM8YwkFD2pPal5B6f-T3jm=w960-h720-no

I koniec dobranocki, a teraz marsz do łóżka!

Ostatnio edytowany przez texarkana (2018-03-07 23:29:08)

 

#20 2018-03-08 19:00:39

Angela

Re: KUBA 2018 by texarkana

Ej kiedy będzie następny odcinek dobranocki?? Już 19:00 więc pora jest idealna smiech

 

#21 2018-03-08 19:07:45

piea

Re: KUBA 2018 by texarkana

Niesamowite!!!
Oj woła mnie Kuba...woła....; te trupy kamienic - coś niebywałego, że mieszkają tam ludzie!- te odnowione- jak cukiereczki, ale w tamtejszym klimacie pewnie długo niestety nie będą tak wyglądały, wilgoć sieje zagrzybiałe  zniszczenie.
Pisz dalej Agata, pisz...; Where are you?  smile

 

#22 2018-03-09 16:47:14

kawusia6

Re: KUBA 2018 by texarkana

Nie no...mega relacja! Super-nie mogę się doczekać na ciąg dalszy. Powiem szczerze, że mnie akurat Kuba nigdy specjalnie nie pociągała, ale czytając Twoją relację pełną szczegółów; smaczków i takiego specyficznego poczucia humoru, który bardzo lubię zaczyna mi się wydawać super kierunkiem smile Nie ociągaj się tylko pisz następne wrażenia; okraszając je oczywiście zdjęciami. A co do zdjęć- zdjęcia tych "domów-duchów' robią wrażenie...ale jak zobaczyłam tego kota i psa, to aż mnie serce zabolało

 

#23 2018-03-09 19:15:05

texarkana

Re: KUBA 2018 by texarkana

Gołąbeczki, już 19:00, czas na dobranockę! cool

Przyszła pora na wycieczkę do krainy tytoniu – malowniczej Doliny Vinales, wpisanej na listę UNESCO. Sercem doliny jest miasteczko Pinar del Rio, zwane „rajem kolumn”. Kolorowe kolumnady ciągną się tam wzdłuż każdej ulicy.

https://lh3.googleusercontent.com/vJgj18z3o7YCGByyVVQk6Dwre2LSd6T1GEEP80dDm_mVvNWH4FeYaAisaL5iOTbPIzSClLbeQ6AZiF2FSK2opfRJPnwRoaUyVN0YZtwMuf1ImyO0RYvElVTlonAlJ547KEmbE166GaMKrVmT3sffXLLO-L7y9mEN7vn1nORUzSQSi9Gpkfunxd4yehiPqx8TpMaX9Uh-XbNZXz5pcwVyVVqyztzLkt1jbbhLEQMiJtUeDjVbg3nFnFiba5zy1XKGSHSzaOxMv6FLZXPSwztdOkby_mOob7k8rbJwCHnC_xd3CIe4GEK_n_8p6gWPkowstVtKBdJorQPUQD5oZFZU20s2kJVtvbx45C6RuYMJ1ZTpjl0JeZNqtgnmxoE1fUl1Oddp6UNeXZIm-mRsH6uhPqwoCrojNipZo1g37GGTwpQURatyLZXbNsTjgMov9YawkZ9ssWTKLdQt54w2yqXCkc4CZxZ6bJbLbOXaFF9C7Sh-7Qrc0yxE2Ts17dZIjcxZOPu9qI6aLyfhr-amu8w4v_lfpG3Fu0DZU6TWeQdQD3eAZssogpOqXPh-UGYf6JLmBeVrQ1z1GtMeYuavZ9KgTEspXvycRd3wTQXW2A-Gv6rDtn6PcaPYjURMhJ7B7IsUHmZ7QKWLkCWRKpgLIv5l6OCh73fNR-K8=w960-h720-no

Pinar del Rio przyciąga ciekawskich turystów, więc bez wątpienia jest miastem bardziej zamożnym niż wiele innych, aczkolwiek dzisiaj nie aż tak, jak w XIX wieku, kiedy to najwięksi plantatorzy tytoniu stawiali tu sobie hacjendy. W Europie (nie licząc Albanii) określenie „zamożne miasto” jednoznacznie wskazuje na gładziutkie elewacje, czystość na ulicach, zadbaną zieleń, nowe parkingi i dobrze utrzymane toalety publiczne. Ale Kuba to nie Europa, więc „zamożne” oznacza tutaj coś innego. Miasto wygląda jak swoista rupieciarnia, chociaż oczywiście można na Kubie zobaczyć rzeczy dużo gorsze. W Pinar jest sporo pięknych, zabytkowych rezydencji z czasów, gdy żyli tu tytoniowi baroni. Niestety, większość z nich wegetuje w stanie lekkopółśrednim – niby były już dotknięto je pędzlem odnowy, jednak wciąż wołają o pomoc.

https://lh3.googleusercontent.com/oITUM6U2jtjFdnfDzFRMjHO8XhC2det7LEumRzAeI6svV5QxHrTP7fKCFy9YF8kC5MuiK6daq4jD2can7F7sj7CPz_WVi0YEd3uT9U6BngWJT_2XukanDypN3CAGZYFqey9908v6qBVVh01FItwMweN3c-mAO-0_DvSQU3t8BvPSRa1UIIGzEW6odd-x75-xRJucPLCOUBENgoiJjkigR0Mghtddm3R3nL4gUfE8QgTeFCmPVBKj5knTSS8ditmOz123eUCrTvW1f8HOsqPy2kTylLEWm0xdZcBrVGPjM293DwGzFocOxUmzAPVOkzMdnLNkFIAvHD80SFXlK4e_popB2TzS-3pxX3jSIZ1DuKGfKUv6wlurj9O-u7y1vLIB3rYKWTSeg1Qs8ju_ylS4NLIG04mNRchPSLzjDKRGLC_jFsjzyw8lz2fxcC_kl2AR5qesMSiVKa8yqN7O-ZqIE-wcX_DPwIVPVKtz0DCuVSpjs82mpdjDRrcJ99mhTsUDWF2MKNH_68FxlWnqCIQPBYqoa8-Wbdw6GcuN_TLX_qYk8PyUPDusXRUuiLcac2ByactK5D5-vYlA-Wa_umy2lbMvm6OYeVuqzy0qHqYllGnwj6AIuf3nv7_tupS8LezOsjpXCFdpwHz6hX_FlmT1NaiF0Z4r_wku=w950-h720-no

Standardowym punktem programowym wycieczek w ten rejon jest wizyta w fabryce cygar. Do fabryki nie wchodzi się z torebką i nie wolno niczego fotografować. A szkoda! Kubańczycy siedzą w niewielkiej sali przy pulpitach i nawet nie podnoszą głów, gdy wchodzą turyści. Każdy jest specem od innego rodzaju cygar: jeden robi krótkie i grube, drugi długie i cienkie. Aby posiąść w odpowiednim stopniu sztukę zwijania, trzeba się szkolić 5 lat. Dobry fachowiec (a najlepiej sprawdzają się w tej dziedzinie kobiety) jest w stanie zwinąć 120 sztuk dziennie. Najlepszym powierza się produkcję limitowanych serii – jedno cygaro z takiej serii może kosztować kilkaset dolarów! Dodam jeszcze, że rozglądanie się po kątach fabryki w poszukiwaniu spoconej, seksownej Kubanki zwijającej tytoń na nagim udzie nic nie da. Owszem, istnieje powiedzenie, że najlepsze cygara schodzą ze smukłych, kobiecych udek, ale to tylko mitologia.

Przy okazji wypłynęła sympatyczna ciekawostka: aby zwijacze nie zasnęli z nudów, albo – co w komunistycznym kraju bardziej prawdopodobne – nie wymyślili czegoś antyrewolucyjnego, co pewien czas zjawia się na hali produkcyjnej człowiek czytający im na głos książki! Wieść niesie, że sławna marka cygar „Romeo i Julia” powstała właśnie podczas czytania zwijaczom tegoż dramatu Szekspira.

Pinar słynie także z nowoczesnej prostytucji. Nowoczesnej – bo uprawianej przez mężczyzn, pełniących rolę naganiaczy do knajp, alfonsów i żigolaków jednocześnie. Jineteros, jak się ich tutaj nazywa, polują na turystów dzień i noc. Oferują cały pakiet usług: zaprowadzą do dobrej prywatnej restauracji, pokażą gdzie kupić dobre (a w rzeczywistości nierzadko złe) cygara, będą przewodnikami po najciekawszych ulicach, udzielą lekcji tańca, a w końcu zaspokoją wszelkie potrzeby seksualne, osobiście lub z pomocą znajomych pięknych pań. Dosłowne tłumaczenie słowa jinetero to „ujeżdżający konia”, a koniem tym jest, rzecz jasna, turysta. Proceder – jak większość prywatnych biznesów – jest nielegalny, a że seksturystyka na Kubie kwitnie, rząd śledzi i ściga Kubańczyków, którzy podejrzanie często meldują się w hotelach dla turystów. Dawniej mieli w ogóle zakaz zatrzymywania się w takich hotelach… Przezornie nie poszłam więc na dłuższy spacer uliczkami Pinar del Rio, chociaż miałam wielką ochotę. Wiedziałam, że jestem chodzącym bankomatem, i że jestem obserwowana. Jineteros nie śpią. Nie ukryję się, bo na kubańskiej ulicy świecę jak dobrze wylizany, czarny kot. A gdy Kazek (nasz kolega z wycieczki) zagapił się i nie skręcił za grupą do autokaru, zaczęłam podejrzewać, że prędko nie wróci…

Pilotka zaprowadziła nas jeszcze w bardzo ciekawe miejsce, czyli do Casa Garay, fabryczki lokalnego trunku – Guayabity. Guayabitę wyrabia się w Pinar od XVI wieku i nazywa „likierem”, chociaż według mnie jest to po prostu aromatyzowana wódka, jak nasza żubrówka. Podstawą receptury są małe owocki o smaku ulęgałek, wielkością i kształtem przypominające mirabelki. Rodzą je karłowate drzewa rosnące tylko tutaj, w nadrzecznych krzaczorach, zwane „małymi guawami”. Do żółtawego produktu leżakowania wódki w dębowych beczkach napełnionych owockami dosypuje się cukier, więcej lub mniej – dzięki temu powstają różne wersje trunku. Dano nam do spróbowania owego specjału i muszę powiedzieć, że mnie nie powalił. To znaczy smakowo, bo w innym sensie i owszem… Miał sporo mocy, na pewno więcej niż 40%! Ciekawe, że w 1925 roku na międzynarodowych targach w Rzymie Guayabita z fabryczki Garay zawojowała kubki smakowe konsumentów do tego stopnia, iż zdobyła grand prix. Bo dla mnie smakowała po prostu ordynarnym spirytem - i już!

W fabryczce Guayabity można było mieć torebkę i używać aparatu fotograficznego, z czego skwapliwie skorzystałam, bowiem wnętrze legalnej fabryki z tradycjami prezentowało się jak podziemna bimbrownia… Oznaką legalności był wizerunek Che na tle flagi narodowej, namalowany na ścianie.

https://lh3.googleusercontent.com/GHclWyg8RFQiHXTIf-BxQ1y2ZHXH7qAU-L8Q611XhfEznBGMR2OyIpocN5VdlHtIZOTgMS8J78cJmxw8ZJXNIXIXtCpANQFuflkh0cGDK-q530YSdbIWSMhgDhzdA9u1Gtryjrn86RGrqsHoD68MPoUwvpYTJ2lAvj3vU12feLIDpi118f6LGrz5ipfTghpaO7a9WCxpmvqCVzxsEFSjDlE2MoZeXyKqldyoQgvaEsrNQRztdNzclCLaLWSNhkwRSrQDUIY9wf4MPRrRbSFHqp0uUSckN4srjndZ6sc7dtTMhBKc3ngmprbcc7szV_6xXp8Fsdjug9VBlUELvjMaqKNMOQKhJvbOYaBwNctzFPGKolXToF1ICk3TUQZVVntrtyCyF0gMDl8OU0udAtzmrMDWFg3np4a18NZ86pAxPAlm79FlS0qol3TylZV8cKyycqmGyBvTWoCADOZ_g3yedLTtqifeCdQaQDcjEq7UXCnLY5fAS6zboCT3yIKKiy3v6YZpAkgp_RT1aOHTrO2m8lrPTYzL44BM5ISmZod7lxqIcgo0dKgoHMqqya2kIqQsV4p8xKKJrvnMAk4bpV439CyRnF4mB99AP_WCS5HAkXBQMzz2v0_lI_k7LWbZD_RgPGoAVyaZG05Isdr_FMQJJCe_KV0-nVWs=w950-h720-no

Urządzenia destylujące wyglądały jak złom, a butelek przeznaczonych do napełniania destylatem raczej nikt nie mył, może co najwyżej popłukał wodą z zardzewiałego kranu.

https://lh3.googleusercontent.com/hDNVPX0bJX-9V-BhovL8Cz5aswAI8Br6j9sn0K3wB8JhclD75LRdHeIXt2V4MdD7AuNwezyMWgktOft82PGIrhnjiUmc4TyhFMxi9PyiSRLXALoQJ9OBZ2dmscSThmzRxxsjs5RqVzgcemA3rRKBcOyn2aisppeKgvHNGpAWxuk6XylDWEjHmkaQxRmusWWw6YrF2xQLdtAiQ3WJ7pdE7Q4wWkMudl3L89Cu9CkomxzEAMtYGTVgkkwtvJH9zqgNcX6q42zzyeqhTRe2lvzeltFEWqmn_XoshmhrjsuViLVzkhi2xZr6Kd__drjSuPYnwRBiCkrdsyP5glQxSbNKhmQDPUhcg3AqaCmJmuY5siHAzFxd1obsxf7twBCM7zirPj2YgmrlOLEQWUzfvQfWlIDBsauR1_ld9qNerP7iMwyWsWCKoFH-IIVERyuIwWhEfH7zvGjll9S4ESK9ohGXbSUnFiet63zfWrInwdSNOCsOawvmvy6PMNfMJLBlV6zYtoDVvMG0GNdl0tMuix-NNucmR9-ZTdfYclPLT1DVN_vyhjM1wLYcJ7BqW5CNSYXjI-oFBvQkaDDa_tebmCdq3-st1zWjjpyiUc_1IlwLZEOQbdjxynOgdg1mHFoHCko8oRwzAyAcloUOtV-qCD-2OEPTwjs7r9lY=w960-h720-no

A zabutelkowana Guayabita wygląda tak:

https://lh3.googleusercontent.com/vSVLefTnj0LdaTrXC5bqWXM6EOPSCBmoeCpz6u6ua9UEBydJub9ISEfyLT6YfMutcomBGSnfOQdAkRmECc6EN3BCwRtiblAttpIZhQIQjDBeDMQrvpmR7bf8a6AD8uH9pCq8dI6-JeYQZ1A1ho4yzxnGTszHxqBwIU-HUvbevmWzD11CwU1rYes8PKPMsKHDjBIVJbRNSoI-XGJXKn0TS6Aj6BCq3RAhFWUlhobf-JxV88-dZWYeEDl3A8uzq5R5_AvD5VqG6b_3awv-mgcFQWfCj7wrufI0MuO_F1ZMhiD2V-rCpH7MafmNao2JAQtX1R-dRupavtjs7xfVMoqoOgm0ParCND0VkknB1JvkghrUC3itKXxEenQ0fdZ-xfH8QN_YAo_DnVew4f6JrvP5aUEvT-9qklPTYFJWV7ePKV9RgU__sftmZ9ysVnEC9wwSUfh0DKnmFTuQ8u88nPH5EytGZxqLorV9r3o6_Tp42THYhAwgvMe-sQTnQ7xu2MZCaLawlZjnPgP6KvYCXP_joZp24mlvQAl8ZGXxgR4YmJvtXQYwbffG08QWie_9hVh0oIONYMfWttn2S4CdtsyQB0kwP6YG7mKhF4wvaRSU0xBv484spl4SBtmddx8qFvDP3DsMI3_yxbT2B9qdYDNsdH4GQWGOgQPC=w924-h720-no

W Pinar większość grupy zakupiła trunki (także rum) i cygara w humidorach, specjalnych opakowaniach utrzymujących odpowiednią wilgotność. Za trzy cygara ukochanej marki Fidela, Cohiba, w skórzanym humidorze trzeba było zapłacić 30 CUC, czyli mniej więcej 30 EUR. Jeden z panów imieniem Andrzejek, potrzebując zakąski do rumu, nabył też za 6 CUC słoik miodu. Miód to kolejna specjalność Kuby, na której nie ma przemysłu ani nowoczesnego rolnictwa, więc środowisko jest czyste i pszczoły mają się doskonale, czego nie można powiedzieć o gospodarczo rozwiniętych rejonach świata. Z przerażeniem patrzyłam, jak Andrzejek przypiął się do słoja i pił miód wielkimi łykami – tylko mu grdyka chodziła. Gdy musiał zaczerpnąć tchu, oderwał usta i wysapał, że miód krzepi, po czym znowu się wpił. Wszyscy też zapragnęli się pokrzepić, musiał więc przerwać tankowanie i słoik zaczął krążyć. Okazało się, że jest to miód pomieszany z jakimś kwaskowym, czerwonawym syropem – bardzo oryginalny smak, nawet dobry, ale nie ta konsystencja i w ogóle nie nazwałabym tego miodem, tak więc ostrzegam wszystkich, którzy mieliby ochotę na ten wyrób, że mogą się zawieść.

Po zakupach odwiedziliśmy małą plantację tytoniu i gospodarstwo plantatora posadowione w Dolinie Vinales pośród mogotów – dziwacznych okrągłych gór, wyglądających jak ogromne głazy. Intensywnie zielony tytoń rósł na niesamowicie czerwonej ziemi.

https://lh3.googleusercontent.com/Yzar5PEUrxC2r-5FX-kDCjIx83IyoB0FtWOmyRhhh0Vq4O2YGzjTK6R_vK-qGdyWAXC00-40mLEeA5i5R1sVK4w70oBJcwX6lV4jH6nvO16tZ1gQz9yvYXn5aZ8sy1_u4CPyuF22lh3l3iINf2XCnWXOLsoJt9QZWMEkB1VLGhDaf2wglvjR8VB882PbxkIlz2FMCeIdh0UUoYnAjn2-E18F3Nz7QnnGRrzvn2X4sjreDsEamUDLJMR6c8omaHJZO888LZH2aB2PUs2GIpwuOHlJl1QZgzTQG-BoPZF7LS_vb84vGW5EVMbYcMf-5NE47V9B_Cy0odRKnob5Y108dU3YG3RCoDyPfu3wExGrebxzWm1m04WfXcGECZ9TagXybzDZlBWGyVl29eiABP31gV-4Sl5cmEp9oVII4zB01nZA6UFxaxmB8mH3kiJy2CCLtMEcr7y_4bu3oKEcjG1wtpMM7e7zio5F7jLhmvG7vTauGoSs2oo6o2aqEkD6MfRlcPe7srESff_59dB03Lxf3gbO5gvROHxXbydNdut0YYWi1Lh4-Qu2W0WOf8dFgaqdPr0RJDS1a7YWTFpjYhGPMm4b-ZeZiQraL01MAjhkskxbK0kvwz79PB_7LIlYFJzvUSg1li09Hhl_IaPxld-irQdqoU6b3S1L=w960-h720-no

W tym rejonie uprawia się 70% tytoniu produkowanego na Kubie i tutaj udaje się tytoń najlepszy gatunkowo. Gleba i klimat sprzyjają doskonałemu rozwojowi roślin i właściwej fermentacji liści: jest żyzno, ciepło i nie zanadto wilgotno. A skąd wzięły się cygara i jak Kuba stała się tytoniowym centrum świata? Zacznijmy od początku. Wśród Indian Ameryki Łacińskiej, zamieszkujących także Kubę, palenie tytoniu miało wymiar religijny, zaszczepiony już przez cywilizację Majów. A wraz z niewolnikami sprowadzanymi na Kubę z Afryki do pracy na plantacjach przybył do tego kraju zwyczaj palenia zwiniętych liści tytoniu okręconych liśćmi kukurydzy. Była to praktyka nieodzowna w afrykańskim kulcie religijnym santeria. Nic więc dziwnego, że Kubańczycy uważali tytoń za dar od Bogów, posiadający nadzwyczajne moce. Tymczasem w Europie zabawa tytoniem była traktowana jako pogaństwo i piętnowana, a nawet karana. Kościół głosił, iż tak naprawdę Adam nie został skuszony przez Ewę jabłkiem, lecz tytoniem. W Hiszpanii za uprawianie tytoniu można było trafić do więzienia. Lecz ludzie wiedzieli swoje i palenie tytoniu podbijało serca narodów. W końcu Hiszpanie się złamali. Na początku XVIII wieku sami zaczęli produkować cygara, a 100 lat później pozwolili na to Kubie. I tak krok po kroku, Kuba wysforowała się na prowadzenie. Nie bez znaczenia jest w całej tej historii pracowitość Kubańczyków, którzy wszystko robią ręcznie. Ręcznie selekcjonują nasiona (a są to jedne z najmniejszych nasion świata, mają bowiem 0,5 mm średnicy), ręcznie pielęgnują kwiaty, ręcznie zbierają liście i dzielą je na kategorie, a potem ręcznie wiążą w pęczki do suszenia. No i oczywiście ręcznie zwijają cygara.

Gospodarstwo wyglądało skromnie, acz jak na kubańskie standardy nie było biedne. Świadczyły o tym zaparkowane na gliniastych podwórkach samochody.

https://lh3.googleusercontent.com/-4deAG-bgdcJ7u7QP6uO3-eFN4G_HkohDOn_fOym__KOxNR5yAUC22bGfdUnjEA1HtOzfySv0ZTGvde2On_r5eFrWX2Crb3qF0BoDaPuHS4OFwq-mDvVrZholCtQO0tPUnQmTIPNF_ScIBMjivKde6M4ysoAf5JIW5CYxvvNbhRQQlvW8Q17i0MOa6KkSfpXtmO_5PxEKFVDneQocoGBGFdFIjOM9NNrHb6Xmo0JxoEUrYyHV8YOaT3YygvCSRQVpH9Cf2Pdywc20sbn5NRLg1eIefqSMHRHwOs-CPfGKfZox_FJxkNx67U9qnSamEnQPZExynCtPfk0GWNd-hlG4WMPjQXu0pi67Uhg_ExeLpJRE0XafiEbRSi3K3UA51HKhCCFATccNtkjzEkrG9wzYTYbC-ukyrh9Jp59UgI01wgVl8n0Lt69KrwPvd-DVdHv5ADUQSQCBoItCNERDhEmFK2GfLwGf-UOZ8-bXOjW1L2uf3m-G_4ukrjLPhK8fpEIGmt3nVqZtd5o5pjiMesS3olvOiXIY5-FikQoA4lSfajTQedPyenhQEOQUi7se52RCqvHTF2s4Byjj5y8nV3CY7HxBLBBVuMZLQ9QztJZZs4p8xc0bIm-EdeirhXcfHkPidbwEuA5vhkosXdjrIU3EpNCLpXUwwoQ=w959-h720-no

Kolekcja zwierząt gospodarskich zawierała pewien ciekawy gatunek (ten na pierwszym planie)…

https://lh3.googleusercontent.com/ZbEEkHyPq99eJl2t0RMy-PbVzmzSYiGr3f7HQHmOYqQ6pnp2xjQCiOcW01dFdzwJWyXQP3FkkwDaUK8MDFgDvTSmM5dRt2Te9ffSL1nCaJ3sB1znZESdE-PeZI6pGfSAifSUcQkKQUd5m2-Qg1c5k53WuMM3c_0aE0McUas5vkV68EsJw0VYf2jyJgYhr8xTBViET1JlOE6OpgcR2F4hHJ0H_Pkz7CaInkX1sfZgq0ZYMZZVQWZNqNI_neRvLxEmebZaw5qdbGJjICwDGy2BstCXxaduxcZb9XRkcLSj3KGZyKd4MoNRYfUG8Kxs66z_WCGp1xM0h6TfgLjBsDFhAkT50KPNOpPDaQLdxw0CANf59LNIZtG9UY7PFlXGLl4pTNZXe7pTfh2ueaS19jTuF6WginLdkkeD_oFVe7I3IYngYtHpbgYh8C5dilqeTY8CP4jEdbxbtRxc-xeOJd-ZE8HpYQiKfuZanCMEG_wFWTUHEaGggVW94H8LY0KLdiGHbPYeqfHwGM-XFBcr7neX-tM_RKb8KuwyukMgCffhfQAmga6NB4fy1BJ1s8G2DNf3ac7TQIShi8Hq9BOBAsXtNjIT_yW-t7iPSWBXAC8c8aRFluhry3wwDT0iIB9bJ4fcRawx_Vce8ppVc3NxiGIJA16F6j1ofGR5=w960-h720-no

Po obchodzie poczęstowano nas tzw. białą kawą, czyli kawą pół na pół z białym rumem, ulubioną przez Kubańczyków. Mnie nie smakowała, ale niektórzy byli zachwyceni i brali wiele dokładek. Obejrzeliśmy też suszarnię tytoniu.

https://lh3.googleusercontent.com/2MjL60oBC6dn1SbMlxS1IgN3fK_2HHhHTSU8jRPJyxRNYxzO6zUBxOxzVRnK43JjzKzHOkQjZ6vDvnkSHpY72e-hrDWMeXAzfaplSk6fZAbu9s1ZvaoFuZfILMv2jHPw8d9cqi27K_THNa4J_TdHVoCSEdVtLOUEQogsfaHSm0jtB6A7z5JHU890UDLDQ7OGPq-Tq6JpbdI2k7I06-LevRE4THvV5_xZ5Lz9ksQzrHiZGtekY3A9mEMvH9AvApcCvRaVm8Lwhq5W8-aV0HvzeZyWkzcEX_9XCy0q6Drt7fGqi-wmTFT-tYYVYbzFCTwBTjxcmPWfpLKJLlF8F24T7anqn0XmMQXDrJrXQybWNlxVikTdTTwT2jDnDioFBiww2f7H0CdNQ0XUw0ZEU6RG8-chiWLkjyKpMhr4H1qWDbO6ITJomVQgQb5aos26GKMFLvwwn-zaCXVulKZBqNXqsI8UBNfiNsWujGPfizlAAXtjOQxoZ7ykHrHy07upnNaw2Hkuo2GKz1EQbmJe4gDK5lAekUatzzf7loFKEca6vzcF8IcXl-lfhqGu4_z-zq7_GU_P-fLe3gVJX9h3lVB4z2kWZamDdkNXEPgg8wPNhPBm15PLAm4DY5VZQezHbt1g3EmirZYnrCYCMJtHvb1WdXV-Yw12Mqr_=w960-h720-no

Przystojny guajiro (wieśniak, czytaj: guahiro) poczęstował nas cygarami – nie markowymi wprawdzie, ale też nie skrętami z liści bananowca. Jego mina mówiła: kubańskie cygara to poważna sprawa!

https://lh3.googleusercontent.com/OhyYLoikq-kcDtkq4Px778V_utP68CHual3PUXixETsYHic8ReoiGa9bfFsmslnrBXNT5vSOQLhO-5WdcTK4YkUn5ILMOOyIMB_q4g1OBtIuhw3D3XCkIB-NhJ-FrKXNMotR_MSyNqDnD0Oz1oNmawjs268hZpf7F4O6JcDU42kPcXBM2YGotZxAppuNmmsSfPGsxBz7LFwR_mWWH4y9RMqzwWnzRoLrK3ymKpsc2475sD36PrXdHtLkRlGq2Z5zWnKrMhaRc2S-qJU-B6PGSClZqivBBq8HpjjcLWZFx_q4o-Tt-KOH_REDfySS--A8XThnh_DOBGVRXfi-vj6VbfM1Muo7nABUZM8ZjVPNbhezXs96PFjSzSfaD0K-vjjFDCwS6-64qmaSXug6s7cRVrwYkBP1GXqWGVmO_Qw4p1bGpRJZwXyRxaBuV5W3uGTvHuMwG2E4R-FXhkYljkXhMAuPlV3hIlqFy9R0WKCoJp6zUjGfyX34_KkkNSGBIU5rJMt5XZSriG-jpavzXtAWfZpvYpmUT75pcrCrf1aSVE6OAQ6wg-Dox9jz3e2ZCub7OWE2l8VqHtz0J8b4WljYoea5yNwbyAsr4B8XaUQkTUPDjgN5Ll-fZXwqJZBYnWyiDYAf2Cuxn2mdrJauMqD2C69b6-TqlY0o=w540-h720-no

Potrzebę fizjologiczną, która pojawiła się u wszystkich po spożyciu białej kawy i wcześniejszych napitków, załatwialiśmy w uroczej, drewnianej bardaszce pomalowanej na kolory flagi kubańskiej i ocienionej bananowcami.

https://lh3.googleusercontent.com/9haHW3UlhTA3SjCsnNRQEdmfIwQa8H2OmLOyoVqWntXAfrHB6xC4NcpEkeFNo6kDdCu0iDsN4ZFEqGo9oEpZmjlNtlsC7fM9AxazIkdBVLSnS013b8JWXvSF2VzugeMP5YLyWhJLLB1oVwKQkJ6N5ZK3xqUJc6spAdBv0NYplVayzaGqu2QaJVBUCKfxIxxi7vJZeR4LKZZ7apv6R_EvxdHB8XsZXr0kfXRyUvDDXVI8GiDsTlBvicCrYyyUMZxSwwiv_cRmG_xF9DWpMzrlPEQdRTlqOwI9NbkQeeqxeFjKnxAGdQTBnnpEdgeZrJv1eh44J8EnoYC8cETGwllArkEKoukiTjEoqgPr766RQnAPDLQX798P7ejiiZfei0ZhC-h68WDf8RysV9k7msIPBa38RCzTyN9SnFHrMA3fka2T_aqo5VkLR-wy_ZBlhP-BmflGaMtmPzGlA44WFpSQ9ocp0JSTilQMCpU4tGlTujLb2ooXx0BIMv2MNZ9UKH3EWG3PWa-yC5QCbiLSA7IygHEGvUsy1Mp8-b_x3YUE72boIIjOp4zE5lIdpVqGr6ita9AfQjdZu9AQiW94FC-B-2eQP-lA8et1cCLVlGwhBKMKfNuutcWUQmwhApecQoLo_Cqw5ADK7XxNgYj-vEjmF4YBKHKR0S7o=w960-h720-no

U jej stóp rosły kwitnące krzewy kawowe. W tych oto kawowcach zapaliłam sobie cygaro podarowane przez plantatora i poczułam się jak za szkolnych lat. Palenie w krzakach – och, witaj, młodości… Kocham Kubę!

https://lh3.googleusercontent.com/t4Q0ILZ7W6AUSCOXNTPyI96hZLXgA9RYUb5XfZfLqIVzNV9zkeQVUolgDwB5k4Ho5qqXGZbxbouVXyYfHpmOQkzMSZiHeRoDhJTXH9R3FtAG0QpMSi3GYzFy4PV862z7BeZ7wwTYptmL6yTB7gcJ6yUKXcbprf8PVnRmXR83V4AiVvhKnieMxKe1IyyRmZ_quvOnb89_gRmjjfBileNRlkkjYvwvuZx39aTazzg4ntNAA7mt_jzhHp8ehr1nuBcd-0ShBm8XxOGp-FMlGwy6GXjvjXN7CuNLPb9vPKQk7ncg2HtMVA9VS83mLdkFsXGk3q8786dE2kvkDcvaIvkFN6dp2g3WQbcT1OOC4xb_a2PjRpYu4xhLbzsY3SS6ven0VJxKIUFpgIwilQDy2Qb7a3GcHLkghZtyJ8evk0XgJ8c7CcoPy_eiflrvxXcYGMea0HVKIzMHn7VgdL9Wla26CGgY2-1MZc6ZxWohU7APrtjif9FUelFKhOT2u3HmS0F75IFEitr6m61a8D2x4u73fmXLq2kBVNUKfVd-qvIH8c0avJpxFryXhfr-_eqQUCl6EYHWFLhL7yp3RaTJ2M43BRZyZ6AnAza8kN1szNcct_Yo3FBnqhIKS-rMTyjaYESxhnlO7sqNtVWISM8cwYWP0nsw11ZcSPFl=w960-h720-no

Jednakże smak cygara nie wprowadził mnie w inny świat. Po prostu czułam na języku dym ze spalonego zielska. Ewidentnie nie było to markowe cygaro. A może ja mam jakiś niemarkowy język?

Kolejną atrakcją w Dolinie Vinales była krótka przejażdżka łodzią po rzece przepływającej przez jaskinię Cueva del Indio. Jaskiń jest w Dolinie na pęczki – a to dlatego, że góry Sierra de los Organos zbudowane są z wapienia, a gdzie jest wapień, tam są zjawiska krasowe i –między innymi – jaskinie.

Już samo zbliżanie się do wlotu jaskini zapewniło mi przyrodniczy zawrót głowy. Zieleń w Dolinie Vinales jest niesamowicie bujna i bardzo tropikalna. Tutaj została troszkę okiełznana, ale i tak zachwycała. Wszędzie widniały palmy, figowce, nadrzewne ananasowate oraz pędy pełzające po ziemi, pędy wspinające się na pnie, pędy zwisające z gałęzi drzew. Widziałam też dziwne owoce, chyba flaszowca łuskowatego, rośliny z tego właśnie rejonu świata.

https://lh3.googleusercontent.com/LR2lVnVOEUXuF1gne4jSoTIvCoAAx63gotTCauFw2NASR0LjycKBFtmynbf10Of7QB5B6nukdaaYQA8yAnYPRGQcdxAtMOii9ese5QH4bEv1hGEAGriM1MQh-BDvUQe-OjV4LK_ZHNOQWx6Rs7RLn_kN-XF-rtF-saCg6qceaUFt_bRDYiMkb-ZFT1DeZMQtk8T_gRl9AdUP6FqWequgymYblJexIR8KpqSreYTuXDXWYSch1tcEavvqTZGpOGpxiw9b0dqMEsOo4z5qfo3Dkem6Zy4oifHJ5lla-JsoLImwu-s7BsME8rZ2jHnYoPGK1pbNwQXF_J9IES-11-Er2ueVmJ3YS9ElexG2hWaywtBXtX85vupbUAv4P9pljGALCSXhDWJ4CSYjhaN8byJ3XdtZrX5Mn296o-qZ-ZmS9i5M4pHts6b_KBjXDPj6Z4wEWisqD-MGtA1pNJ8Y_STDXOErlypBmhuwbJIoTkidAmFNYO0lJLql66yve6v22ENC787yAI_SwDpy6g66ikUZlMZx5EwGMq0Nt7A6nIp6kdHbhNr7pNPtSVXvAL6fdIXPUeI0Z-9mxTFWV37GgJKLbnNgz4AHXaMb-5ewbmSCdutLUqgdmVwk9IVCDuuk_4HlwgRYmQn4Fg5bhrDg-quQjBSsVATGpikR=w960-h720-no

https://lh3.googleusercontent.com/O5MLr64Zw7XqDIYjMUKfKDf9QFC2bFLtjbvXxn3qQDBLjJ-ewJYWaq-rPE1mgKEmfSKWzmwVpK1XNThXPvZVxf3JgvFNWTgtZE1pg_53M9oOTtlS3RUR8C8UZ5GKd8pDVrL3XnUQ6mW3WQpUllJRJhQ5xKKx9HCCxaPPok6BMNh0-JHpz0ifgWBke7-fQ1Z2e6Xc7EvATmeXGscjZrdC2QdQ8d_4vEuj06BZgNiOuOH-LGmaOrTsX8e8FJphjbybTQoyx94OoW29qJWlBNjgXkSKm9jn4z6fp5mBIWsVADWShmCpc__3OT1OXN_O1kNejuLsMUa6e-EEdMOU1iIbxxVccX348mBxBCYJzqFQ4JiSIO327VFiYxnKX4DOzUNHnf8bzOQAQwJwK9g8CmlK5n3e3Qr7QI64uvi8hXo-lpwIS2azdflM1stjdNmgZbG2YYETgreD0d4vKykFLVSiWoFE7P-tr2Vm2Dtj9zzJxJi8IKyJMymYQLaMQYhJDXlBN-dYoRLJBZpHM_ltKm0Jb1TFH-rzNXXwvVbJI7GybxvG5zrWaVIrKa9kHHgEyDNZ9pX5DRsdJL1QN3o5YrFLYJG7w79tAL1czNX8gTqzp98gS9-uMCK8iZ9WPMM3kO2Ar_351Kw23t3lSW4SjJzPHq4l_GJOq8xe=w960-h720-no

https://lh3.googleusercontent.com/22__4j2ivzv7yOPkDOXxuIZtaGfyoioBx-o9BqIo4e3Nzhr9O2JMRyvjsC_hjKtrgOj23qIBBq8hB8xPAdjE2ihb0vObAtQCla8t5d6QJGUa4cWO8P-ImtvRWqf1JklCgyupz5Uibl8QJxis-7tARh6ig5qX8Gdbt67uanUzkDX5H4ccYeotV0rTovVqRKdNum4jQwoKIKsA5J2Czh4QBTmjEY1jlbXy4j77NvSWBVYsP8w2EXa1-h2vKhA-7TCJthSmrswRj43wPiEYqzf-nkPiSi6LxQfJJvfj6DRlFoxmBj3hlpRoe4Cme7yTCqRqR08n4mEXQ7BF6zLT8RlKKMNbalJZUw38nkwlagfe-lTPFN55RL8Ke5Z96EeFvvmf2cARkcORw3wDVhUfhlz3kmL59_IP4BkDBcbkUmTB0EinaWfUO1I_BxDZgE5b_7s7rGXZrVH0iMkh9sik2jcyD2NHkGZyCn1Cd2C5vnnTuMYz2PIyRINpK87aG1PV-ahZYtARMA2vUzgj0BkWET9AVjLTUarHBSnfXFpZklKMqE_n9596M4NNTDYpPeUguhvVCXI6VJf9Qn9-N2Az51QrYRGr7u8odwZGo3o_xNJt-Sy3PBfOv8cCQBiXDocEaRoPfOM1x6pVg7RNEldh689Bxpw2l5YB-VIE=w960-h720-no

https://lh3.googleusercontent.com/CsQMs_45StB6A_WNn8tJpN9BqY43zPs5WUw5nk2JnFn8FluJ3wi7L4-NO-6lYPYDROn7WWGXBkNrsD9yGnL4NkpxIeHNjrnsq8FTzjakndjpGc-6JC-IWkNE1-gh-kJFXzoqlI1M0EOE5jjFSDjt8fz1WXWP_rUjs49zFjVzdsV5UbyhM1W03SwmPrIwRw4LKo5q_bvsDHPY1S2AovmzTXaFaone22GmpwSAnt2Oj_BjaFkO3voTWrILVpEAsWcRHQHR55JSuJ7hZ7szw8bwLvL-c8ixgI2uGIL4NGK4QYxkaJ5M-277t2Jpsk_0S1_NpQNEv-v0hnuj72fUOgX5PJ4qjXkVh5BjXzBTGEm1DbZfT_zvx16vM7I4vBS-iDhC5ADpfa2_AR240koaZawSVUEj-j5jFnikwxO9O4igtssY_LoNLIl9usukp0wZbWreRi3WaR6kHif3lScOMJil_940QII38HViqP7dIg9j9D8hrRu-Nao3ZFa-JgwnlNQqRpIRp3pSoRQ56Ww3nFbvDvYCBKfTrqyV8XSdwfSSpwlWF1dLH18_NMrwOg7TvmMzZ4mhBim8bPXCHZbE8RK8YO9ujH-peSkFUJl9OsHHB0QiTjjcJa3706GIHK4tSZ7FP6obc2RnsV-mzwnFIu3BmPBY2DkMl2An=w960-h720-no

https://lh3.googleusercontent.com/iizc5Qv2vOYC7ObCE8FMiiLjS3_WENVu95AT3iMm07yHeWC6aVE1MJ1VIZQvTTPWrbxpuhq8_LzzbJcsYxRD6b2XMYRxk1C1sKUievNdk_ku8hmD9AAP5OrPFnEunmoFCqtrWBZUK2CujrYxeLbQ98gZtiUOWjbQaMArVv1p_DY_Hl5y9NB93OAVacmUPPuDBLJE_xme5BqTdo2tId4vDpKQgHQUvzuFjTcF51fCCM8pBwrs6E89l-VLpXSrIEIzIsXv_qy0HCBTMsBuLUWmbSR4icGb2DvYvASUEzv8_EY8-4KiwUsys4j6iuU9bV-8Ve0BKfNe7lXwo6BGMZh9AZjwrjfZt1vjVVk9aCtwjFuZTa5FpnJoIyxZSbORQfev2MEmwQVOk0T_jFva2hxy7XqhVOENDHhIquJDbZlZQdHo2-N7c0tfRcvIIQ7ZJLy5TVvZvWbBAbGu7zHM0eVnnNlYDzpaKKymLGBW0iurvVT8b11d76Gc4diu9m1DC_pNk4W18hH6T9d-DjpcgtMYD3cm_HHokEW09NtJij59hwksTxlNJ8cXW_vRC3aK43Vx2tckVkhyDRo0YHvsZNNsONJ_ahLO8jXZyIK6vci-7wKi4_QQReAgvF4Pp5o06waU_Q2HMzYN7doKAKCwBbfz7kVM_sMt6zer=w960-h720-no

Przed wejściem w mroki jaskini spróbowaliśmy kolejnego kubańskiego napoju: guarapo. Jest to sok świeżo wyciskany z trzciny cukrowej, taka woda z cukrem i odrobiną ulotnego aromatu. Dla ożywienia smaku miesza się go z sokiem z ananasa. Ciekawy pomysł, ale napój nie wszedł na moją listę Top Ten. Zresztą próbowałam już soku trzcinowego w innych krajach, np. Egipcie i Maroku – tam smakowały mi bardziej, nie były takie wodniste.

Jaskinia Cueva del Indio ukazała się oczom człowieka współczesnego dopiero w 1920 roku. Wcześniej wykorzystywali ją Indianie, częściowo jako miejsce grzebalne, częściowo jako schronienie. My płynęliśmy 350 m podziemną rzeką. Szata naciekowa mnie nie olśniła – widziałam już w życiu takie jaskinie (np. na Słowacji czy w USA), że chyba nic mnie nie zaskoczy. Jednak innym się podobała. Fajne były draperie przypominające suszące się liście tytoniu. Ale najładniejszy okazał się widok wylotu jaskini:

https://lh3.googleusercontent.com/8I8beY1aPPuIhccpGs0SydpcYP6pdSsVY5AJ4syOcgx-Z7elZhMBJL2QxrbmmLJSWInc6UEGZJV3nqB3201GLx3do_y6Ww1efjwJh3dJAxOeupivZQMZm5g1TM-uu0A_tAA2De6i06zC_jFc4t1bvtT6lJBsGxnzAa4iNYi_DzU6xpwHPbaR111xiktKbP9eIgPfvrCBnW1GLXPovcUNz1XrWne6DMK8ZzjlgtH0idtWa5O6HCRALcQ2a_ouxBaITi6UV-dIuK4NdWq-VTpTUr75Ac2-GC-xseiVy-J-qRmboPjAG9NlEj_Jcwud4jKcsIotkt01y0Sif7pR4HS2khMhkd5xswg7gZoI-pG55s4P0JelPvmwElAeEAIX_RLfX9UMyW41gYUX_wX9sW5CqPoLREswCxSgibf1o-rFMJ0F_Ur_kQ7Y0EJQvLihjIFGzX-1pDt57j22RQlYxe9JLj3_T0h1vCo_UhjJC6V_-5XmgKBO-QWmRi0c9B8MMvn7TSPO70vftlaXmmt7fQtsM5cioTwzlSfuwEasDeMY951m-YNZrdABCjv3rObRLCxvurkFHDVLT3ADmATDdcbxpH51g14AUI4Rwshl6ZiBaSdHNfTePVcsDEFBqf0AYgUujv9B5-Q4sQNemZs_gKtOJbpmwh7rsBql=w960-h720-no

Inna atrakcja Doliny Vinales to Mural de la Prehistoria: słynne naskalne malowidło zrobione na zamówienie Fidela i przedstawiające – w zamyśle – historię naturalną na Ziemi. Fidel będąc na spacerze w górach zobaczył ładną ścianę skalną i uznał, że trzeba ją dodatkowo upiększyć. A jak wyszło? W rzeczywistości malowidło jest szpetnym bohomazem psującym górski krajobraz. Powiedzcie sami, czyż nie szkoda wysiłku 18 ludzi, którzy malowali toto przez bite 4 lata?

https://lh3.googleusercontent.com/ly-HFBNeuJc38mD0jyiHvWtfRwc0oXSrOBtR7n0p9RvdFrC2VI2HA0zdcRpnCZ5tFpEQBQPnWgPnRtzg-ztYPs1B4uQqWpbpehd2CoJ7ArT0_-SiKez-OqaoAtdL4lAhjJ4P-rd7xLng0_k83OU_ETFtG9mOSjBg49qdSi3Od7VLwqeBMYsrYrV5lwqfMqqG3wTgMOtcWyNvWSxwkZko-w_waXpCesFUSMEOAI6ut6_MgJQRX6wMrCIG4CBxTBC2LZwzi_GhH_m9SaTzYukunsl1i-zdReW_O8N-jUeZwxMMkn1OLXB6um-EU0_dOnh4Hnt60qCu-5yUpOet9_pf9kt-MlIJNk7-aZtvFRnfof0D7IfWlaS0K5jSf-NrE9V1X6jM-S0Zm6JG8zhc8eP3SzUSHBrw8Wn43ZjB420nxk-8gwN14i3DhreZEHWuwmNt5v-TRldCPcbKygSxq6xr7lz35j9u9DXRxiGj3dDEE8fYNmJILN9_k98uUnuOe0UHHR28Y77aU_jpqvfhQmY2VXFTTv7diWzljC9KaoDlJhcbwoxxfCuM3aMbgXPG75n0knxNLJn3M3qptzRBQYNdAamq4h9HCTKzigMw4W9IJkkMOZ4MuTG050fUid7U5oeyGPjzzeBLqh2rU_CHA4y5fZKDCW8XbE9Z=w959-h720-no

Ale bohomaz czy nie, mural trzeba zobaczyć. Wszak mówi nam on conieco o Fidelu (pragnął pokazać Kubańczykom, że po pierwsze ma artystowski instynkt, a po drugie nie spał na lekcjach biologii) i o artyście, który je malował (musiał być zaangażowanym rewolucjonistą, skoro Fidel powierzył właśnie jemu – kompletnemu beztalenciu – tak ważną sprawę). Natomiast nie mówi nam prawie nic o historii naturalnej na Ziemi… W każdym razie ja jako biolog znam jej bardziej szczegółową i bardziej współczesną wersję.

Dopiero pod koniec dnia ruszyliśmy na spotkanie z boskimi widokami Doliny Vinales, uczynionej parkiem narodowym i wpisanej na listę UNESCO. Muszę powiedzieć, że nawet byłam z tego powodu lekko oburzona. Cygara, Guayabita, biała kawa, guarapo – wszystko to bardzo kubańskie i całkiem ciekawe, lecz prawdziwym skarbem Doliny Vinales jest przyroda, a z tą nie mieliśmy za wiele kontaktu!

Autokar wypluł grupę na głównym punkcie widokowym. No… było na co popatrzeć!

https://lh3.googleusercontent.com/otftAmQ98QNcsO8pxaU-QDczJLj9C8OPC2OEA_WOux6ApkMJW2RkxGq73Ynypy1RplWnK8mF0Vv0vc9PrW6CR-WK5Nx0Oi5gF2mtlQU6VQyo_11t6U-fWcueHDG2fmklOqQRaT3z3xRgbHQUUQXIdLP5qpg4k_af3d1Ju_57iodkFPhIpKi4_EuPGX1_TDwi-SRgwflPax6lmuCQ9cbqIZccRB8tQFobcnrS89GOqEc2YaVswxFYBdQVLbm60ZBkREHSY0p9ui9gpYQyOkv-S-TUWO4RQTvreF3Xra-yAAnBYnXB3ezY4b9H3CvrBIUu8kcIYc55yuiPIW_JBvvCrLrWoA37LWYD69QDGgFuW5KUYFUWW-Vw647v5jfPXMxt2E_Dpl1Y0_jv3yQaGQcMGLLjMaaldFLU4K1D30LCF1gRfZYUuwkHE_zYqlq47XvEurtGcJkAcrpQIBnMJLT8wqNpo2Dw2p0_ouMcKMRdAhM9-4zIKX4_zS5w-SXXaAScW5bn0LytvXT1CBmS_e-KJ-L74wDgQ0SrZN-ueqDVgibHoDLDd1X0XD7_ELtyQ9kK5U0abAzgNxIEJpJ8RAxONJjcXZJ4h5T3ECDhVbq_Jov8i8ZqZqg0TqDWvpJnwpG7KigQpSYkIN45c0Dks7hnMJtr9xaZj_0W=w960-h720-no

Dziwaczny kształt gór Sierra de los Organos kojarzy się ludziom z głowami cukru, kopami siana, a nawet grzbietami słoni. Ich fachowa nazwa to mogoty – ostańce krasowe, których pionowe ściany wyrzeźbiła woda, a które nie dały się siłom natury zniszczyć od góry, dzięki czemu zachowały sporą wysokość, nawet do 400 m. W rzeczywistości są one fragmentami ścian jaskiń krasowych, których sklepienia się zawaliły. Rośnie na nich mnóstwo gatunków roślin, które zdobyły specjalne przystosowania do życia w nietypowych warunkach i nie występują nigdzie indziej na świecie.

https://lh3.googleusercontent.com/uBto6mFxpzZFfD7we9Ac_guK3tgvSLksmRP7-PIVTPfgjOpr9DKpr1-VUNjtL_Ou5y_lw6j5rIg-tDp65mPu3f5gDh97PsFeu3rwTZRiCuswiyyChmqWhab8aKJf5Kj3rsJRba8Y8XhQwLzdCwEclMfG0oUmdQqBs_M54wqyNLFpqFRyGp92CMKBjLtU8ncrsVT1-PCnzD1fqOB5uPDrxcurBjSAZvZ28b3fme2vuvWjTvElNYykqGhZIs7zKDyoxa1BxLsSCx28vSvfjX7mgZ_PL8FKzYu1oDuqN3xePjIP2ysG4xQmtF1KYMwKwvrHH7-CioHFVIbvR00OVDdFDCuwdS9h28iGgh1v3ORCihfZz42Ux3WfbRllSqWpCZoC7OL5hhsD1qVs8C6aKUt7-S1KKPunbGBFWru-GN0Z-8TARUIEXJss9wj21snttAwzZouSBE91uJmku2h2oZuuYMVWmxW4i946BLnbLqNvcRXqext4mWSlJybJl_B4bhBixPHRtFeCwvyZCbY7ynI8WRHFXBYktPCwOfwnnbXrMCkV7OCh2iWJxgYR21ZX_7q4DkSizfu09HfBasgGKXKxPCztqXJ2caGre4xBHxsZ6MDDMT_3AgRV-Y8qQO9SSZjoL6sqp8ksY-5bR3GaMD2oHXLpfwY3KAdn=w960-h720-no

Zła byłam (zly), że musieliśmy opuścić taras widokowy i już w ogóle Dolinę. Nie ma tam u licha jakichś innych punktów widokowych, żeby popatrzyć na ten cudowny krajobraz jeszcze z innej perspektywy? I dlaczego nie poszliśmy na żaden z licznych szlaków pieszych, choćby krótki? Jest podobno fajny szlak, którym można się przebić z jednej doliny do drugiej bezpośrednio przez pasmo górskie, tzn. idąc wewnątrz góry. Ech, te wycieczki z biurami! Podbudowała mnie jednak informacja, że mogoty możemy zobaczyć także na naszej Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej w pobliżu Ojcowa. Nie za wiele i nie takie duże, ale zawsze…

https://lh3.googleusercontent.com/92KT23yQR7h1v2OIEHczVHB3lvaSrIIvpagxiMszr8GzLpz-9_oVC-63Jp4OHsT_QMJkCqWHyord8DCC8twqULAWPmx9-xFDNovDpheXnqROudv-r5DbRKRA5nXUN6s-PeyZYGwFewuTntDL8kbKKHwRRz-3vqL4QAu5vmA_69X5qWs8kvt8kvGpJvndfyIsC1w4hoxMfwYB69Kt27Qq24NkwzyyQPZHtLroC32-c-fu_U8yqkkrVmEeIGQYDjm-Q5wf1HiOyHmUP5pA3RHrW_SPOEUiDKgmdVm9rv2B9lU4lRn3DUoSc-pPXdQ3GBft6fZ3J1KALpXJ8TcoBz7nn4xcFQWiDghRDPHAkENKeR1457PcfJc56yhZtWPnvuVNbPpZFljFK_tKISPjgVDNIiz6Am01RHNuJxOtOol4hZuFb-eoQxst1XR5-qBYfVS7TrsH7csLLp1fkuPsoUJOqK9I1pYcwjmzWRpFtFkqfO-bg9h3o9-gQh4P8hfVzGrI_AKdZYOb4vMKEV_qE-7-fWkVcsslSXoTDs07j2WiytOwczF8sNbBrfp1G_gtgB9hlWFFIz5N1UgZBvBpCwEwOEhOgW0_TAk9uB-8VeDEngZfJenGYQYx3w9lL1xUtbnTlbJexDN2gX0P4qGZxXo2zcISyYfW-qpU=w960-h720-no

Do następnego odcinka! jezyk

Ostatnio edytowany przez texarkana (2018-03-09 19:27:04)

 

#24 2018-03-09 19:16:37

texarkana

Re: KUBA 2018 by texarkana

kawusia6 napisał:

Nie no...mega relacja! Super-nie mogę się doczekać na ciąg dalszy. Powiem szczerze, że mnie akurat Kuba nigdy specjalnie nie pociągała, ale czytając Twoją relację pełną szczegółów; smaczków i takiego specyficznego poczucia humoru, który bardzo lubię zaczyna mi się wydawać super kierunkiem smile

Dzięki, cieszę się, że się podoba - jak wiem, że ktoś to czyta, to mi się łatwiej pisze.

A na Kubę warto pojechać, drugiego takiego kraju nie ma na całym świecie wink

 

#25 2018-03-09 21:10:02

Antenka

Re: KUBA 2018 by texarkana

Fajnie się czyta i ogląda Twoją Kubę smile Czekam na następną dobranockę wink

 

#26 2018-03-09 22:28:11

Angela

Re: KUBA 2018 by texarkana

texarkana napisał:

Dzięki, cieszę się, że się podoba - jak wiem, że ktoś to czyta, to mi się łatwiej pisze.

Ja czekam na każdy odcinek z niecierpliwością smile Przyznam szczerze, że dawno mnie tak nie wciągnęła żadna wycieczka, jak Twoja smile ale to głownie zasługa dużej dawki humoru i świetnych opisów, które czytam od deski do deski.
Boję się tylko jednej rzeczy... hmm Mój mąż od dawna marzy o Kubie. A te wszystkie stare  samochody powodują błysk w jego oku ; i nie wiem, co będzie się działo u nas w domu , jak ta porywająca historia dobiegnie końca... big_smile Pewnie będę musiała w końcu wpisać Kubę na listę do zobaczenia wink

 

 Reklama

Travelmaniacy.pl

#27 2018-03-10 08:35:27

texarkana

Re: KUBA 2018 by texarkana

Angela napisał:

Boję się tylko jednej rzeczy... hmm Mój mąż od dawna marzy o Kubie. A te wszystkie stare  samochody powodują błysk w jego oku ; i nie wiem, co będzie się działo u nas w domu , jak ta porywająca historia dobiegnie końca... big_smile Pewnie będę musiała w końcu wpisać Kubę na listę do zobaczenia wink

Angela, to nie taka znów tragedia. A jeśli jechać na Kubę, to teraz, kiedy się jeszcze nie zmieniła. Wiele osób uważa, że z każdym rokiem od śmierci Fidela Kuba podąża w kierunku nowoczesności. Jak już założą internet i telewizor nie będzie kosztował tyle co jedna dziesiąta domu, zmiany nastąpią błyskawicznie. Sama się zastawiam, czy nie wybrać się jeszcze raz na zwiedzanie wschodniej części wyspy, może w przyszłym roku. A może właśnie za kilka lat, żeby zobaczyć te zmiany? W każdym razie jak zniosą zakaz importu samochodów na Kube, stare samochody odejdą do historii i muzeów. A teraz jeżdzą, jest ich pełno i są wspaniałe! To mówię nawet ja, nie-fan motoryzacji.

Na razie Trump przez swoją politykę oddalił "groźbę" unowocześnienia Kuby, ale przecież nie będzie wiecznie siedział na tronie.

 

#28 2018-03-10 09:23:58

piea

Re: KUBA 2018 by texarkana

no czekam z niecierpliwością na dalsze Twoje kubańskie opowieści ...
Agata, do Twoich fantastycznych Relacji(wszystkich wcześniejszych również)  w hunorystycznym tonie, to zdążyłam się juz przyzwyczaic od lat smile, Ty wiesz, że jesteś na tym portalu moją ulubioną relacjopisarką super , ale musze Cię tu dodatkowo pochwalić za niebywałą rzetelność; bowiem nigdzie jeszcze nie czytałam tak rzetelnych opisów; z żadnej Relacji o Kubie nie dowiedziałam się tylu rzeczy - co u Ciebie; nikt nie opisywał tak dokładnie jak Ty jak wygląda odprawa po przylocie na Kubę; pierwszy raz u Ciebie widzę ten fantastyczny "mural" z piasku w Hawanie, i w ogóle - te wszystkie smaczki i klimaciki....; wiekszość opisuje to wszystko w sposób sztampowy i głównie plażowo-barowy; a u Ciebie (jak zawsze) nudzić plażą się nie można....
Kawał świetnej roboty!!!! super  ; no to czekam na dalsze odcinki....

 

#29 2018-03-10 16:49:42

texarkana

Re: KUBA 2018 by texarkana

Dzięki, Ala. Ja lubię podróżować krajoznawczo, zdobywać informacje i zdjęcia, porównywać z innymi miejscami, które zwiedzałam. Nie muszę oglądać wyłącznie pięknych scen - brzydota to część prawdy, a mnie o prawdę chodzi. Na wakacjach typu plażing-smażing się nudzę. Z tych krajoznawczych często wracam zmęczona, ale oczywiście inaczej niż się jest zmęczonym szarym życiem. Ale ta akurat wycieczka była lightowa, relaksowo-rumowa i niemęcząca. Być może jest to kwestia tego, że na Kubie nie ma zabytków, tzn. jest zabytkowa zabudowa, ale jakichś mega atrakcyjnych kościołów, pałaców, zamków itp. po prostu NIE MA. 

Dzisiaj na dobranockę chyba nie zdążę, jutro mnie nie będzie - bo jadę do Łodzi. Ale od poniedziałku się przyklejam do klawiatury i będę pisać dalej - jesteśmy na razie w połowie wycieczki.

 

#30 2018-03-10 19:06:23

Angela

Re: KUBA 2018 by texarkana

No dobra sad to trzeba poczekać hmm

big_smile big_smile big_smile

 

Stopka forum

Napędzane przez PunBB, modyfikacja Fresh