Zwiedzanie Hiszpanii szlakiem Kalifatu Kordoby![]() Hiszpańska Andaluzja niewątpliwie słynie z dziedzictwa arabskiego, które pozostało po kilkusetletnim pobycie Maurów na Półwyspie Iberyjskim. Miasta, które pamiętają z tego okresu najwięcej to Grenada i Kordoba. Trasa natomiast, która je łączy, to szlak Kalifatu Kordoby. Garstka faktów historycznych Założycielem Kalifatu był Abd ar-Rahman III, potomek emirów Kordoby, którzy długo opierali się swoim wrogom z Damaszku. Kalifat Kordoby był potężnym tworem zajmującym nie tylko obszary Półwyspu Iberyjskiego, ale także tereny północnej Afryki. Tak duże terytorium i duża odległość od Bliskiego Wschodu powodowała, że żyjący w Kordobie i innych andaluzyjskich miastach możni mogli w spokoju oddawać się uciechom. Przypada na ten czas także okres nieporównywalnego w historii rozwoju nauk ścisłych, literatury i architektury. Powstawały nieprawdopodobnie piękne budowle ku chwale Allaha i Kalifa. Założono tonące w złocie miasto - Madinat Al-Zahra, które swoim splendorem wyprzedzało nawet samą Kordobę. W trakcie Kalifatu do rangi ważnego i reprezentacyjnego miasta regionu wyrosła także Grenada, która później, w wieku XV, zasłynęła jako ostatni bastion arabski w Europie. Kalifat Kordoby rozpadł się po 1031 roku kiedy nie poradzono sobie z sukcesją po śmierci Hiszama III, dzisiaj znanego jako ostatni Kalif Kordoby. Całe państwo rozpadło się na mniejsze państewka. Nie umiały one jednak stawić oporu najeźdźcom, tym z arabskiej Afryki jak i z chrześcijańskiej Europy. Grenada Wychodząc na uliczki Grenady natychmiast poczułem arabską spuściznę drzemiąca w jej bramach i na jej ulicach. Na każdym kroku zauważałem mauretańską architekturę, która ukazywała przede mną swoje pofalowane łuki i drobiazgowe zdobienia. O pozostałe odczucia zadbali już właściciele miejscowych sklepów i lokali. Czułem unoszący się w powietrzu zapach palonego w fajkach wodnych tytoniu, parzonej w tradycyjny sposób herbaty i wystawionych na przyulicznych straganach przypraw. Spacerowałem lawirując między kolorowymi szalami, dywanikami i torebkami, zaskakiwany na każdym kroku przez wyskakujących z nich handlarzy.
Na szczyt wzgórza, gdzie znajduje się wejście do Alhambry dostać można się piechotą bądź podjechać małym busem miejskim. Zarówno jeden jak i drugi sposób jest ciekawy. Wchodząc od strony Plaza Nueva cieszymy się urokiem parku miejskiego pełnego studentów, amatorów joggingu i turystów. Jadąc busem podziwiamy natomiast kunszt kierowcy, który z dużą prędkością pokonuje uliczki niewiele szersze niż sam jego pojazd. Główny dziedziniec twierdzy jest miejscem otwartym dla każdego, dopiero, aby wejść do jednej z trzech głównych części należy mieć bilet. Części te to: letni pałac i ogrody Generalife, pałac Nasrydów ze słynnym dziedzińcem i fontanną lwów oraz najstarsza część - Alcazaba. Na zwiedzenie wszystkich potrzebowałem ponad trzy godziny. Zmęczenie było ogromne, ale ono minie szybko natomiast satysfakcja i uznanie dla mauretańskich budowniczych pozostanie na długo. Na wieczór tego pełnego wrażeń dnia pozostała mi wizyta w łaźniach arabskich. Spokojna muzyka i masaże szybko postawiły mnie na nogi i przygotowały do kolejnego etapu zwiedzania. Z Grenady do Kordoby Cały dystans jaki miałem tego dnia do pokonania to zaledwie 167 km. Nie śpiesząc się, po obfitym śniadaniu, ruszyłem w drogę. Pierwszy postój postanowiłem zrobić po niespełna 60 km w miejscowości Alcala La Real. Zbliżała się godzina na hiszpańską cafe con leche (kawa z mlekiem) więc tym bardziej miałem ochotę na przerwę. Alcala La Real jest miasteczkiem godnym postoju w czasie naszej podróży. Pamięta czasy rzymskie, a w okresie interesującego mnie Kalifatu Kordoby była ważnym strategicznym punktem na trakcie do Grenady. Potwierdzeniem tego jest wybudowana na pobliskim wzgórzu forteca, która z wysokości 1033 m. n.p.m. dumnie spogląda na okolicę. Kolejnym miastem, w którym się zatrzymałem, była Baena, niespełna 65 km od Kordoby. Miasto skusiło mnie przede wszystkim pięknym położeniem i kuchnią. Chciałem odpocząć od historii i dostarczyć sobie innych uciech. Baena słynie z oliwy z oliwek, a wzgórze, na zboczach którego leży, otoczone jest oliwnymi gajami. Zakupiłem więc kilka butelek i zjadłem szybkie bocadillo (kanapkę) z suszoną szynką Jamon Serrano, oliwkami i oczywiście z oliwą z oliwek. Do Kordoby została mi już tylko niecała godzina drogi. Mogłem spokojnie pospacerować urokliwymi uliczkami Baeny i na wieczór ruszyć do stolicy Kalifatu.
Po zwiedzaniu Mezquity zapragnąłem poznać szczegóły związane z założeniami Koranu i ideami muzułmanów. Idealnym do tego miejscem jest znajdująca się po drugiej stronie rzeki wieża Calahorra. Utworzono w niej muzeum z odpowiedziami na wszystkie nurtujące, ciekawskich takich jak ja, pytania. Zaopatrzony w odpowiedni audio przewodnik ruszyłem w trasę po świecie arabskim. Dowiedziałem się tam szczegółów historii Kalifatu Kordoby i uświadomiłem sobie jak wiele jeszcze niepoznanych miejsc pozostało mi do odwiedzenia. Może następnym razem uda mi się zobaczyć je wszystkie.
|
|


Po tym pełnym wrażeń spacerze dotarłem w końcu na jeden z głównych placów miasta, Plaza Nueva (Nowy Rynek) leżący u podnóży potężnej twierdzy Alhambra - najważniejszego zabytku Grenady. Słyszałem, że nie łatwo się do niej dostać, więc zasięgnąłem rady w znajdującym się w pobliżu centrum informacji turystycznej. Powiedziano mi, że Alhambra ma ograniczoną dzienną liczbę odwiedzających na poziomie 7700 osób, co w szczycie sezonu jest ilością niewystarczającą. Mnie uratował niski sezon. W przeciwnym razie nie udałoby mi się dostać do niej tego samego dnia, a kto wie czy w ogóle w najbliższych dniach. Miałem szczęście i dostałem rezerwację na popołudniowe wejście. Zostały mi jeszcze 2 godziny czasu. Spędziłem je w jednej z pięknie pachnących herbaciarni, racząc się nieodłącznym trunkiem dawnych włodarzy, górującej nad miastem, twierdzy.
Kordoba









