Podróże, wakacje
Wakacje
Nawigacja: Strona główna » Artykuł
Porada miesiąca: Zobacz jak tanio zarezerwować hotel! >>

Gdzie auta jeżdżą po dywanach?

Gdzie auta jeżdżą po dywanach?

Jest takie miejsce na ziemi gdzie samochody jeżdżą po dywanach, mimo że ten przedmiot ma wiele innych zastosowań. Może nasunąć się Wam myśl, że chodzi tu o kraj, w którym są bardzo dobre drogi. Nic bardziej mylnego.
 

Nie ma określonego wynalazcy dywanu. Wiadomo jednak, że pierwszymi nabywcami byli arabowie mieszkający na terenach pustynnych. Piach pustyni, który przez cały dzień nagrzewa się w słońcu, jest bardzo gorący i nie jest możliwe siedzieć na nim. Arabowie postanowili więc wykorzystać materiał, który nie jest ciężki, łatwo można go zwinąć i zabrać. Stali się nierozłączni z tym przedmiotem. W meczetach wykorzystują mniejsze dywaniki do modlitwy, na które wchodzą boso, a w Koranie jest nawet wzmianka o tym, że raj będzie wyściełany ornamentacyjnymi kobiercami. Potem przez wiele wieków kształtowało się coraz to nowsze wzornictwo, rozmiary i kolory.

Wakacje z Rainbow Tours - zobacz ofertę wycieczek >>

Najsłynniejszym kolorem dywanu stał się czerwony, na którym obecnie prezentują się w blasku fleszy gwiazdy światowego kina, reżyserzy, artyści, sportowcy. Słynny dywan w Cannes czy ten przy Kodak Theater w Hollywood przyciągają tłumy turystów, marzących o tym, żeby postawić na nim swoją stopę i przez chwilę poczuć jak Brad Pitt, Penelope Cruz, Woody Allen czy Lenny Kravitz. Dywany na trotuarach stają się coraz bardziej modne i są symbolem splendoru oraz bogactwa.

Ta atrakcyjność i moda sprawiają, że dizajnerzy zaczynają sięgać do nowych pomysłów, szukają czegoś bardziej zachwycającego.

Pojawia się też dywan kwiatowy. Największe dzieło florysty to próba skomponowania z ogromną pieczołowitością idealnie dobranych kwiatów komponujących unikalne dzieło. Do stworzenia i ułożenia takiej ozdoby oraz atrakcji turystycznej zatrudnianych jest kilkadziesiąt, a czasem kilkaset osób.

Jest też „latający dywan”. Ten z kolei to magiczny wehikuł przenoszenia ludzi w powietrzu. Może zaprowadzić do najpiękniejszych baśniowych krain. Pojawił się u „Alladyna”, „Krecika”, w „Baśniach tysiąca i jednej nocy”, w opowieści "Wizyta kapitana Stormfielda w niebie" i wielu innych. W magiczny sposób chce też dotrzeć do rzeczywistości bo Koichi Wakata wynalazł cudo techniki. Japończycy już testują prawdziwy, latający dywan. Może za jakiś czas będzie to główny środek transportu?

Jest też takie państwo, gdzie wszystko zadziwia a dywan ma ogromne znaczenie. Nie kwiatowy dywan, nie arabski dywan, nie latający i nie ten z Cannes.

Monako, Monte Carlo - te dwa słowa wprowadzają w świat dystynkcji i prestiżu. Państwo pomiędzy skałami Alp i morzem śródziemnym oferuje wiele atrakcji kulturalnych, sportowych, przyrodniczych tj. ogród egzotyczny oraz bezpieczny styl życia.

Ekskluzywne hotele, blichtr, luksus, diamenty i limuzyny. Okazałe i jedyne w swoim rodzaju. Własności ludzi biznesu, ludzi sukcesu, szejków, gwiazd i przede wszystkim książąt.

W tej oazie milionerów trudno znaleźć kiepski pojazd. Do Monako przyjeżdżają najnowszej produkcji samochody, często takie, których nie można znaleźć w najlepszych katalogach motoryzacyjnych.

W jednej ze scen widowiska w Monte Carlo jest ukazana prezentacja takiego unikatu. Podjeżdża posiadacz owego pojazdu pod słynny hotel de Paris, paparazzi czekają aż otworzą się do góry drzwi samochodu, właściciel wysiada i lekceważąco podaje kluczyki elegancko ubranemu szoferowi. Ten odprowadza ekskluzywne auto na parking. Parking wyściełany pięknym, miękkim dywanem. Są na nim wyznaczone ścieżki. Zielona to miejsce na zaparkowanie samochodu, a czerwona to ścieżka po której można chodzić. Oświetlenie na tym parkingu to piękne, złote żyrandole z dobrej jakości paciorków ze szkła. Duża przestrzeń sprawia wrażenie jakby to był wielki salon reklamujący wszystkie nowości motoryzacyjne. Aby wjechać na taki parking trzeba mieć specjalną kartę VIP-owską. A przecież to tylko parking.

Dla ludzi przebywających tu, przepych jest normą. Nie robi wrażenia pozłacany, posrebrzany w najwykwintniejszym stylu sklep Prady, Louis Vitton, Dior’a czy Gucci’ego. Nikogo tu nie dziwi koszt pierścionka dla małej dziewczynki, za który trzeba zapłacić 26 tys. euro.

W znanej dzielnicy Monte Carlo nie ma marketu, tanich sklepów z żywnością. Są wytworne, drogie restauracje, znane kluby i kasyna. Dla niektórych największą atrakcją Monako jest słynne „Casino”. To wielkie centrum gier i rozrywek posiada kilka sal. Sala gier tzw. amerykańska jest ogólnie dostępna, inna tuż obok niej jest płatna, a pozostałe to sale prywatne do których trzeba mieć specjalne zaproszenie. Najzamożniejsi hazardziści tracą tu gigantyczne pieniądze lub wygrywają fortuny. A dzięki zyskom kasyna, obywatele Monako nie muszą płacić podatków.

Legendarny urok, Monte Carlo zawdzięcza nie tylko słynnemu „Casino” ale również pięknemu pałacowi książęcemu, przy którym codziennie o godzinie 11:55 gwardia honorowa księcia prezentuje swoją zmianę warty. A co najbardziej zaskakuje, to największe poczucie bezpieczeństwa, ponieważ nawet sam książę Albert wybiera się do jego ulubionej restauracji na sushi w centrum miasta. Tutaj nie trzeba kupować drogich biletów na pokazy mody, wystarczy wyjść wieczorem na jedną z ulic Monte Carlo, prowadzącą do kasyn. Kobiety noszą na sobie piękne suknie z najnowszych kolekcji znanych projektantów. To, w co się ubierają jest warte kilkaset tysięcy euro.

Nie ma tu miejsca dla zwykłego, biednego śmiertelnika, gdyż aby się osiedlić w tym malowniczym państwie trzeba dysponować minimalną kwotą miliona dolarów.
Krótko mówiąc luksus ponad luksus.

/ atr /

Komentarze:


Brak komentarzy.


Aby skomentować musisz być zalogowany.

REKLAMA
Relacje z wakacji: